Wróć do katalogu

Nauka wymaga poświęceń, cz.2

Cz. 2 opowiadania, późno, ale sesja nie radość. Przy okazji poprawiłam szczegóły pierwszej części.

Fraszkka, opublikowano , 15 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Nauka wymaga poświęceń, cz.2

- Skoczek, ale mi się udało! – zawołał Fulmar, wpadając do mieszkania.

- Co się udało? - Królik przerwał żucie kartek z notatkami i zastrzygł uszami

W odpowiedzi student pokazał mu trzos, niezbyt wypchany, ale tu i ówdzie zdradzający tendencję do wypukłości.

- Wystarczyło pokręcić się trochę, zajrzeć w kilka miejsc i proszę – jest co włożyć do sakiewki.

- A skąd wiesz, czy nie oszukali cię przy wypłacaniu pieniędzy? - Gryzoń pokręcił białoróżowym nosem i odskoczył, gdy Fulmar odebrał mu materiały naukowe i położył je na stole.

- Pewnie trochę – przyznał beztrosko student, drapiąc zwierzaka za uchem. - Ale i tak jestem do przodu z finansami. Wiesz co? Chyba kupię ci nową, przestronniejszą klatkę.

- Po co? - zdziwił się Skoczek. - I tak biegam po całym mieszkaniu.

- Właśnie. Trzymałbyś się z dala od moich notatek.

- Po pierwsze, nie mam ochoty patrzeć na świat przez kraty. Po drugie, nie chcę mieć nic wspólnego z twoim występkiem.

Student wzruszył ramionami.

- Nie to nie. Ja zamierzam zadbać o własny interes.

I zadbał. Tak mu się to dbanie spodobało, że gdy tylko wydał pieniądze, znów zamienił się w niewiastę. Zawczasu dopracował wygląd – dopasował szatę, żeby szczegóły były lepiej widoczne, a nawet (co wymagało kilku poprawek, ale wyszło mu lepiej niż prawdziwy makijaż) nałożył na twarz iluzję pudru i różu. Nie był może wzorem piękności, ale też i nie odstraszał wyglądem, a bywalcy karczmy, którą odwiedził niespecjalnie zwracali uwagę na urodę.

Wyszukał gospodę o reputacji ani dobrej, ani złej – po prostu przeciętnej. W lepszych lokalach patrzono by na niego podejrzliwie, a w gorszych goście nie mieli pieniędzy. Pora była wczesna, więc i ludzi mało. Trzeba było zachować ostrożność, wszak najłatwiej jest kraść w tłumie. Ale Fulmar nie chciał czekać do wieczora, gdy karczma się zapełni. Chciał działać teraz.

Przysiadł się zatem do gościa trzeźwego na tyle, że mógł mieć jeszcze jakieś pieniądze. Musiał tylko pamiętać, żeby się nie odzywać, a jeśli już zachodziła taka konieczność – mówić w wyższej tonacji. Pozwolił się spoufalić, przyjął kilka komplementów i kubek piwa. Wzmocnił napój zaklęciem, by mężczyzna zdążył się upić zanim wyda wszystkie pieniądze, a na siebie z kolei rzucił zaklęcie neutralizujące alkohol. Podziałały oba i student ciągle siedział przytomny, podczas gdy jego kompan był już odurzony napitkiem.

Nie tracąc czasu, student ostrożnie przeszukał kieszenie ofiary. Pieniędzy nie znalazł dużo, ale jak na drugi raz nie było źle. Gdy upewnił się, że nikt nie zwraca na niego uwagi, wstał i wyszedł, kierując swe kroki do gabinetu Drzemlika. Okradziony obudzi się później z bólem głowy i przekonaniem, że stan upojenia, jaki osiągnął, to wynik zbyt dużych ilości wypitego piwa, za które słono karczmarzowi zapłacił.

Tym razem Fulmar, odebrawszy antidotum (,,A to pech! Znów niefortunnie rzuciłem zaklęcie, panie profesorze!"), usiadł nad księgami i dokładnie przeanalizował skład proszku, żeby móc przyrządzić go samemu, ilekroć zajdzie taka potrzeba. Udało mu się i bez przeszkód mógł poświęcić swój czas zarabianiu na życie.

Szybko udoskonalił złodziejskie rzemiosło, wykorzystując teleportację, lewitację, uroki i inne magiczne sposoby.

Przyłapania się nie bał – był gotów szybko odwrócić zaklęcie, gdyby zaszła taka potrzeba. Zawsze też nosił ze sobą drugą, luźniejszą szatę, gotów po przemianie narzucić ją na tę dopasowaną. Drzemlik nie widział momentu jego przemiany i wątpliwe, by spośród wielu przychodzących do niego studentów zapamiętał akurat twarz odmienionego Fulmara. Był jeszcze Skoczek, ale kto uwierzy gadającemu królikowi? To byłoby niepoważne.

Przez jakieś cztery miesiące Fulmar żył sobie spokojnie, uczęszczając na zajęcia i w wolnym czasie okradając ludzi. Szło mu to całkiem łatwo, do czasu, gdy pewnego czerwcowego popołudnia wrócił z zajęć i, nieświadom niczego, otworzył drzwi mieszkania. Pierwszą rzeczą jaką ujrzał, był pędzący ku niemu puchaty, czarno - biały pocisk, który chwilę później trafił go poniżej pasa.

- Skoczek, zwariowałeś? - Mężczyzna stęknął boleśnie, opadając na kolana.

- Teraz to już przesadziłeś. - Królik łypnął na niego spode łba i stanął słupka, przebierając przednimi łapkami w króliczej wersji boksu.

- O co chodzi? - Student chwycił zwierzaka za kark i uniósł go w powietrze. Nadal klęczał, ale ból powoli ustępował.

- Co, nie czytałeś prasy?

- Nie, a powinienem?

Królik wierzgnął, ale człowiek trzymał mocno.

- Straż miejska złapała złodzieja, który ostatnio dokonał serii kradzieży. Ściślej mówiąc, złodziejkę imieniem Alse.

- No i? - warknął mężczyzna, zniecierpliwiony. Najpierw go biją a potem nie chcą powiedzieć, dlaczego.

- Ktoś zauważył złodziejkę i doniósł policji. Przesłuchali kilku świadków i poszkodowanych: wszyscy opisali młodą kobietę, wysoką, chudą, z długimi ciemnymi włosami i bladą, trochę niezdrową cerą. Ubrana była w czarną szatę do kostek. Czyli ona wygląda tak, jak ty po przemianie.

- Zaraz, przecież ja jestem tutaj! - zdziwił się Fulmar. Bolała go ręka, ale królika nie puścił. Niech futrzak wie, kto tu rządzi.

- Brawo. To teraz wyciągnij wnioski.

- To niemożli... - Fulmar zastanowił się chwilę. - Czy ty na pewno mówisz prawdę? - zapytał podejrzliwie. - Skąd wziąłeś gazetę i jak przewracasz kartki?

- Nie musiałem przewracać kartek, wszystko było na pierwszej stronie. A po gazetę wystarczy się przejść do śmietnika.

- Co ty robiłeś w śmietniku?! Przecież zamykałem drzwi!

- Myślisz, że przyjemnie jest siedzieć samemu w pustym mieszkaniu? Wychodzę sobie czasem na spacer, kiedy się nudzę.

Fulmar skojarzył fakty. Gdy rok temu wprowadzał się do mieszkania miał jeszcze jeden, zapasowy klucz do mieszkania. Niedługo potem zgubił go jednak, a po bezowocnych poszukiwaniach zapomniał o sprawie. Teraz coś zaczęło mu świtać.

- Gdzie jest drugi klucz? - zapytał groźnie.

Gryzoń uznał swoje położenie za cokolwiek niezręczne i przyznał się od razu.

- Dałem go sąsiadce obok. Teraz, kiedy chcę wyjść po prostu wołam a ona przychodzi i mnie wypuszcza, a kiedy chcę wrócić, stoję pod drzwiami i czekam aż mnie wpuści. Siedzi ciągle w domu z dziećmi, więc wychodzę i wchodzę, kiedy chcę.

- I tak bez problemu zaakceptowała gadającego królika?

- Uważa, że jestem śliczny, miły i puszysty. Wracając do tematu: co zamierzasz zrobić?

Student w końcu puścił zwierzątko.

- No... to nie takie proste. Nie mogę im powiedzieć, że zamieniałem się w kobietę i tego zademonstrować, bo mnie zamkną. A jak powiem, że jest niewinna to mi nie uwierzą. Ta cała Alse nie ma żadnego alibi?

- Widocznie nie dość dobre. A to wszystko twoja wina.

Fulmar musiał przyznać królikowi rację. Dziewczyna wszak była niewinna i nie miał prawa zrzucać na nią odpowiedzialności za swoje czyny. Chociaż w pierwszym odruchu to właśnie chciał zrobić.

Problem polegał na tym że nie wiedział jak uwolnić oskarżoną od zarzutów, samemu nie narażając się na zdemaskowanie. Postanowił zatem na początek udać się na rozprawę, mając nadzieję, że coś uda mu się wymyślić.

Budynek sądu był imponujący, ostatecznie wymiar sprawiedliwości miał budzić respekt. Do środka prowadziły szerokie, granitowe schody, fasadę otoczono wymyślną kolumnadą. Fulmar miał wrażenie, że trochę przesadzono z ilością ozdobnych detali, ale wszak nie on był architektem i nie jemu to oceniać. Nad wejściem wyryto napis:…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych