Negocjator w Rust Edge cz.2/3
Jeśli więc ktoś szukał płatnego zabójcy, taniego ochroniarza, jeszcze tańszego seksu, części ciał, całych ciał: żywych, martwych(...) The Hole było idealnym dla niego miejscem.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
- Niezłe lądowanie... - Jest kurewsko ciemno! Nawigacja też poszła się... - No to mówię, że niezłe lądowanie. - Jakoś węszę sarkazm w powietrzu. - Bo, kurwa, leje mi się krew z nosa tak nas posadziłeś. Gdzie my jesteśmy?
W ciasnym kokpicie gasły kolejno wyświetlacze LCD, tarcze wskaźników oraz kontrolki, tak samo jak ustawał szum napędów i wibracje statku. Dwóch pilotów dyskutując kończyło lądowanie. Jedynie kontrolki chłodnic reaktora wskazywały na wysiloną pracę niektórych podzespołów. Półmrok kabiny łamała lśniąca na horyzoncie łuna świateł, sztuczna poświata świadcząca o jakiejś cywilizacji na tej planecie.
- Kurwa!
Rutynowe i wykonywane wręcz mechanicznie procedury mające wprowadzić napędy, dysze i cały kokpit w stan spoczynku dobiegły końca a rozpoczęło się wyzwalanie pilotów z pasów i uprzęży foteli.
- Kurwa!- kapitan wciąż nie rozumiał, w jaki sposób jego statek wypstrykał się niespodziewanie z całego paliwa i z trudem wylądował na jakiejś przypadkowej planecie. Na dodatek wszystko podczas jego pierwszej misji po awansie na kapitana- Musimy być gdzieś... - W kokpicie Bona dwójki- pierwszy pilot idealnie czysto przemówił głosem swojego kapitana. - To mój głos? W mojej głowie brzmi inaczej. - W mojej głowie brzmi... - Przestań kurwa! Zastanów się jak się stąd wydostaniemy- kapitan, kiedy coś się nie układało czuł presję odpowiedzialności.
W przeciwieństwie do pierwszego pilota, który uwielbiał, gdy coś przerywało monotonię codziennych lotów. Było to zawsze okazją do rozerwania się na jakiejś nieznanej planecie.
- Ugrzęźliśmy tu, Rick. Zjebałeś to...- uśmiechał się pierwszy pilot masując stare blizny na szyi.
Piloci uwolnieni z uprzęży uznali statek za oficjalnie zaparkowany. Zapadła kłopotliwa cisza. Rick- kapitan statku oraz jego pierwszy pilot- Morda, w stopniu sierżanta, znali się od lat i bardzo lubili, lecz sposób okazywania tej sprawdzonej, męskiej przyjaźni jednych bawił, innym wydawał się niesmaczny.
- Ktoś nas urządził! Przygrał nam na nosach!- przez ciasny właz do kokpitu wsunęła się głowa mechanika, trzeciej i ostatniej osoby na statku. - To znaczy?- kapitan ucieszył się, że ktoś uratował niezręczną ciszę bezradności. - To znaczy, że zarypali nam uran! - Niemożliwe, wskaźniki cały czas pokazywały topy. - Właśnie, cały czas, Rick- Morda pokiwał głową- nawet po starcie, kiedy tracimy zwykle do trzydziestu procent. - Kurwa! - Jak to było możliwe? - Ktoś bardzo się postarał, żebyśmy nie dostarczyli tej przesyłki- zwykle flegmatyczny mechanik był tym razem podekscytowany- To musiał być ktoś z doków, albo z serwisu. Musiał wsadzić nam wirusa, albo oszukać czujniki, mógł pójść po sieci, zmienić coś w systemie, zepsuć... - Więc czego potrzebujemy? Tylko paliwa? - Dwa średnie sześciany uranu- mechanik pokiwał głową ze zrezygnowaniem. - A jak na tym zadupiu nie ma uranu?- wtrącił się Morda. - To mamy przesrane.- Rick spojrzał w jasne oczy swojego kolegi- Masz talent. Weź radio, weź klamkę, przebierz się w cywilki i idź do tej łuny. Przy lądowaniu wyglądało jak miasto. Daj znać przez radio co możesz załatwić. Rozumiesz? - Rozumiem- Morda pomyślał, że znów Rick będzie grzał dupę w stołówce udając, że „ustala pozycję”, albo „nawiązuje łączność”, a on odwali całą brudną robotę za niego i jeszcze dostanie po łapach, jak znowu do centrali spłyną czyjeś raporty, że kogoś zastrzelił, albo po pijaku coś rozwalił. Pomyślał, że nigdy nie dostanie tego awansu, ale co tam. Lubił to. Zwłaszcza kiedy coś się pieprzyło i można było się gdzieś ruszyć. - Ubierz się, trochę tu zimno i uważaj na siebie, bo ktoś chciał, żebyśmy nie dolecieli do domu. My będziemy tutaj. Spróbuję ściągnąć kogoś, żeby przejął ładunek, bo to jest teraz najważniejsze. Będziemy go pilnować. - Dobra.
Morda, niewysoki i pogodny blondyn z lokami, natychmiast założył w swojej kajucie kevlarowe spodnie oraz kurtkę z owczej skóry i wyszedł na zewnątrz. Nie tracąc czasu ruszył pieszo w stronę łuny światła, oświetlając kamienistą drogę miniaturowym halogenem i na zmianę przeklinając brak sygnału z jakichkolwiek satelit i ciesząc się, że jest atmosfera, przeklinając zimno i ciesząc się, że coś się dzieje...
- On coś skombinuje, mówię ci! Ten facet jest niesamowity- Rick razem z mechanikiem popijali kawę obserwując z ciasnej stołówki niknącą powoli sylwetkę Mordy wymachującą snopem światła- Byłem jeszcze podporucznikiem, kiedy go poznałem. Lądowaliśmy awaryjnie Puchaczem na jakiejś wysuszonej planecie. Gorzej niż Ziemia, mówię ci, jedna wielka pustynia... - Bardziej sucho niż na Ziemi?- niedowierzał mechanik. - Bardziej... a Morda, wtedy też w stopniu sierżanta, poszedł się rozejrzeć za wydmy i wrócił po sześciu godzinach z napędami do Spicyna... - Na pustyni? - ... z osiołkiem, wózkiem, arbuzami i złotym zegarkiem!- Kapitan wymachiwał rękami wspominając historię- Zamontowaliśmy napędy do Puchacza... - Nie wierzę!- Mechanik zaplótł ręce na piersi- Osiołek na pustyni, napędy Spicyna w Puchaczu... Jak Morda wróci tu z uranem i złotym zegarkiem, to uwierzę też w te napędy. - Zobaczysz!- Uśmiechnął się kapitan- Zakład? - Zakład!
Morda maszerował z wyczuciem i wprawą. Szybko i bez wysiłku. Czasem wychodziło jeszcze z niego dawne wyszkolenie odebrane w elitarnej jednostce. Odkąd wśród łach żwiru i labiryntu głazów odnalazł przypadkiem bitą drogę, dystans do łuny światła skracał się szybciej. Ślady na piasku natomiast nasuwały obraz samochodów ciężarowych.
Po godzinie Morda wdrapał się na szczyt niewielkiej hałdy. Dotychczasowy mrok zastąpił teraz blask pomarańczowych latarń przemysłowych bijących od stalowej wyspy baraków i wież pośród surowych skał.
Sierżant podszedł wprost do grupki kilkunastu mężczyzn zebranych na placu niedaleko torów kolejowych. Palili papierosy, żuli tytoń i znudzeni dyskutowali usiłując złamać zmęczenie i rozbudzić się przed pracą.
- Kto tu jest szefem?- wypalił Morda, jakby od lat był tu kierownikiem a nie potrzebującym pomocy rozbitkiem.
Cisza i zdziwione spojrzenia mężczyzn. Jeden z ludzi szczególnie nie zapałał sympatią do przybysza wyciskając z siebie paskudne spojrzenie.
- No zapytałem coś! Raz, raz, w jakim języku się tu rozmawia?- nic nie zdawało się go peszyć- A ty co się tak gapisz, jakbym ci ziemniaki z talerza zajebał?- Palec przestraszonego mężczyzny z tłumu natychmiast wskazał ich szefa, wysokiego mężczyznę w futrzanej czapce.
Po krótkiej dyskusji Morda dowiedział się, że znajduje się na planecie G.E.S. 72, na terenie prywatnej kopalni, że kierownik kompleksu ma biuro w szklanym budynku na ósmym piętrze i że zaraz dostanie po pysku, skoro jest tu obcy. Oddalił się więc szybko nie dziękując i nie żegnając się wylewnie.
Strażnicy na parterze zabrali broń do depozytu i odprowadzili Mordę do windy. Po krótkiej jeździe drzwi rozsunęły się na boki odsłaniając eleganckie piętro. Morda nie czekając wyszedł na środek pomieszczenia i z rękami w kieszeni zaczął z wzajemnością przyglądać się dwóm ochroniarzom i sekretarce za mahoniowym biurkiem.
Hol biura Black Ice, choć zimny i marmurowy wydawał się być przytulnym schronieniem w porównaniu z warunkami panującymi na zewnątrz. Sekretarka szefa kompleksu kopalni rzuciła jakąś formułkę o oczekiwaniu na przyjęcie do kierownika i powróciła do swoich zajęć. Po krótkiej chwili cichego oczekiwania i przyglądania się marmurom, Morda zobaczył, jak otwierają się z hukiem drzwi za plecami sekretarki i wypada z nich wściekły mężczyzna w kevlarowym mundurze wydobywaczy lodu. Morda klasycznie już spojrzał na niego zawadiacko zanurzając ręce…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil LegendaPoranka
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…