Wróć do katalogu

Negocjator w Rust Edge cz.3/3

Jeśli więc ktoś szukał płatnego zabójcy, taniego ochroniarza, jeszcze tańszego seksu, części ciał, całych ciał: żywych, martwych(...) The Hole było idealnym dla niego miejscem.

LegendaPoranka, opublikowano , 18 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Moon Station LN 42/ 71 nie była przytulną ulicą. Dookoła plątali się bezdomni, wariaci, mutanci, cały wachlarz dziwaków każdego rodzaju. Morda zaparkował czarną limuzynę Kreta przy stercie śmieci i udał się do potężnej kamienicy sięgającej dachem ciemnej pustki nieba. Gdy wdrapywał się po schodach na siódme piętro uważnie omijał śpiących, lub naćpanych mętów rozłożonych wygodnie na pokrytej odpadkami i śmieciami klatce. Zatrzymał się przed odrapanymi drzwiami z numerem 42/ 71. Nacisnął dzwonek. Cisza. Zastukał w drzwi. Usłyszał kroki. Po chwili głos Saworskiego dobiegł zza szpary w drzwiach:

- To ty?! Czego? - Jesteś w niebezpieczeństwie Saworski. Przyszedłem ci pomóc... - Co ty chrzanisz wariacie? - Muszę cię stąd zabrać. Pan Nu cię szuka. Myśli, że będziesz zeznawał przed Radą, że znaleźli tu pierwszą klasę lodu- bez skrupułów blefował Morda.

Drzwi rozsunęły się ukazując zdziwioną twarz Saworskiego.

- Bo znaleźli... ale co ja mam do tego? - Znaleźli? Zresztą nie ma czasu, musimy stąd wiać- Morda zmierzał do jakiegoś celu, którego sam chyba nie był pewien. - Jak... o co do cholery chodzi? - Wyjaśnię ci po drodze. Znasz tą kopalnię i ludzi? - Tak- Saworski wpuścił Mordę do mieszkania. - Bierz kasę i dokumenty i zwijamy się. - Czemu mi pomagasz?- nieufnie spojrzał na intruza, któremu jeszcze godzinę temu chętnie wyklepałby twarz. - Bo sam potrzebuję twojej pomocy... Saworski zaprowadził Mordę do sypialni i wskazał śpiącą żonę ciężko oddychającą przez sen. - Co się jej stało? - Zachłysnęła się kwasem. Ma poparzone drogi oddechowe. Od kilkunastu dni nie ma z nią kontaktu. Możesz nam pomóc? Zrobię co chcesz...

Mężczyźni zanieśli nieprzytomną kobietę na dół. Saworski taszczył również na ramieniu wojskowy wór z najważniejszymi rzeczami z mieszkania. Gdy spoceni stanęli przed limuzyną Kreta Saworski nie pochamował zdenerwowania.

- Co do diabla? - Spokojnie, pożyczyłem sobie... połóżmy ją na tylnym siedzeniu.

Po chwili opuścili z piskami ponure miejsce mieląc kołami sterty papierów i odpadków walające się po ulicy, pokrywające krawężniki i zamiatane wiatrem.

- Potrzebuję twojej pomocy- odezwał się ponownie Morda- pracowałeś w Black Ice prawie dwa lata, tak? - Skąd mnie znasz, skąd... - Z komputera Nu... Co możesz mi powiedzieć o składach paliwowych kopalni? - A czego potrzebujesz?

Morda zaparkował samochód na jakimś pełnym parkingu, niedaleko ruchliwej ulicy i tłumów. Spojrzał na Saworskiego:

- Dwa średnie sześciany uranu. Mój BON dwójka awaryjnie lądował niedaleko Black Ice. Musimy wydostać się stąd zanim ktoś zorientuje się, co wieziemy. - Co wieziecie?- uśmiechnął się Saworski. - Sto ton czystego lodu- westchnął Morda. Zdawał sobie sprawę, że nie może bezgranicznie okłamywać człowieka, który mógł być jego przepustką do sukcesu. Saworski gwizdnął pod nosem: - No to niezłe miejsce znaleźliście na lądowanie z czystym lodem. Dokąd lecicie? - Na Ziemię- zwyczajnie oparł Morda. W Saworskim coś drgnęło. Ziemia. Kiedyś tak bardo chciał stamtąd uciec, teraz pragnął tylko wrócić. Za każdą cenę. Zaciekawiony ciągnął temat: - Skąd czysty lód dla Ziemi? - Rzeczy niedługo się zmienią- Morda zniżył głos- Ziemia wraca w wielkim stylu... - Ale skąd lód? - Znalezli w jakimś układzie. Będziemy mieli teraz niezłe źródło na jednej ciemnej planecie. - Kto wydał zgodę na coś takiego? Rada? - Nie wiem, nie wnikam, nie znam się na polityce. Wiem tylko, że Ziemia wraca w wielkim stylu. Dlatego musimy dostarczyć ten lód za wszelką cenę, udowodnić że są bezpieczne szlaki i źródła.

Saworski poczuł się niezwykle skrępowany. Zazwyczaj szorstki z charakteru, ogorzały zimnem i zmęczony życiem nie zwykł o nic prosić. Tym razem nie miał wyjścia.

- Potrzebujecie uranu, tak? - Taa. - Pomogę ale... muszę prosić cię... to dla mnie ważne... - Jesteś oryginalnie z Ziemi- przerwał mu Morda. - Tak... - Macie z żoną wszystkie dokumenty? - Mam w plecaku. - Jasne! - Co jasne?- niedowierzał Saworski. - No jasne, że was zabierzemy. Tylko pomóż mi załatwić ten pieprzony uran. - Znam jedną szumowinę handlującą wszystkim, co uda się wynieść z kopalni.- Saworski wręcz promieniował radością. Nie mógł uwierzyć, że jest szansa na wydostanie się z tej dziury. - Zamieniam się więc w słuch...

Limuzyna powoli przemierzała pokryte wszechobecnymi śmieciami i jakby ogarnięte niedawną wojną ulice najgorszej z dzielnic Rust Edge. The Hole miała złą reputację za sprawą wiecznie przebywających tu handlarzy ciał, najemników, morderców i innych wykolejeńców. Dodatkowo cala infrastruktura dająca im rozrywki wszelkiej maści niektórych przerażała a na innych działała jak magnes. Jeśli więc ktoś szukał płatnego zabójcy, taniego ochroniarza, jeszcze tańszego seksu, części ciał, całych ciał: żywych, martwych, dzieci, czy mutantów, lub też zwyczajnie rozrywki pod postacią bójki na noże, lub luźnej strzelaniny, The Hole było idealnym dla niego miejscem. Również dla kogoś potrzebującego kradzionego uranu.

Morda zaparkował auto obok innych samochodów, wyraźnie ustępujących urokiem limuzynie Kreta. Zatrzymali się wprost pod speluną oświetloną czerwonym neonem z napisem Devia. Ulica była ślepa i jedynie za sprawą owego mało artystycznego neonu nie panowały tu egipskie ciemności. Kubły na śmieci i puste kontenery dopełniały uroku.

- Musimy zaczekać. Tricario zjawia się tu codziennie o ósmej, jeśli nie pracuje w Black Ice, lub nie kradnie czegoś z jakimiś mętami. - Fajnych miałeś kumpli w pracy. - Powiedzmy... Będziesz musiał wejść tam sam. Tricario nie może mnie zobaczyć. - Dlaczego? - Mieliśmy małą, koleżeńską kłótnię. Zobaczysz jego twarz... Morda uśmiechnął się szeroko. Zapadła cisza, którą nieśmiało przerwał Saworski. Powoli zaczynał lubić tego wesołego nieznajomego. - Skąd ta blizna na szyi?- zapytał. - Z wojska. - Ciężko oberwałeś? - Nie tak znowu tragicznie. Ale mój przyjaciel z tego nie wyszedł. - Przykro mi. - Kiedy dogorywaliśmy we własnej krwi powiedział, że jak przeżyję, to mogę wziąć jego implant strun głosowych, taki modulator dźwięków. Ja powiedziałem na to, że jak on z tego wyjdzie, to może wziąć moją żonę... - To on.- Saworski przerwał Mordzie wskazując nadchodzącego mężczyznę w czarnym skórzanym płaszczu. - Ok. - Wejdziesz do knajpy zaraz za nim. Tylko pośpiesz się. To nie jest dobre miejsce na przesiadywanie w drogiej limuzynie.

Drzwi za Mordą zamknęły się z trzaskiem. Uśmiechnął się szeroko stając zawadiacko w wejściu najobrzydliwszej speluny jaką miał szczęście oglądać w całym swoim życiu. Smród rozlanego alkoholu wymieszanego z krwią i olejem unosił się w powietrzu. Wszystkie stoliki oraz stołki przy barze obsadzone były typami, z których żadnego Morda nie zaakceptowałby na zięcia. Od razu poczuł na sobie te mniej lub bardziej skryte spojrzenia odurzonych szumowin. Na scenie tańczyły dwie nagie kobiety pokryte tatuażami i kolczykami. Obok drzwi jakiś zatruty alkoholem człowiek opierał się czołem o ścianę plując a może kończąc wymiotowanie.

- Piękne miejsce- uśmiechnął się do niego Morda- wyprawiłbym tu urodziny, ale jestem przejazdem.

Skierował swoje kroki wprost do baru, gdzie rozłożył się wygodnie obok potężnego mężczyzny bez twarzy.

- Co będzie?- zapytał owłosiony barman w skórzanym bezrękawniku uroczo odsłaniającym pocięte bliznami ramiona.

Zamówienie bezalkoholowego napoju w takim miejscu skazałoby Mordę na drwiny otaczających go szumowin. Jednak wciąż zabliźniające się rany szyi i przełyku nie pozwalały mu pić nic mocnego.

- Wódka z lodem- rzucił od niechcenia.

Czekając na zamówienie przyjrzał się stojącemu obok mężczyźnie w czarnym płaszczu. Tricario, zawodowy złodziej z Black Ice, w tej spelunie czół się jak w domu. Nikt mu tu nie podskoczył, nikt nie śmiał zaczepić, każdy wiedział kim jest i co można z nim załatwić. Paliwo, mundury, części, praca w kopalni, czasem lód, czasem pizda w twarz i kosa w brzuch. Tricario był twardym handlarzem i zagorzałym miłośnikiem kobiet. Teraz stał obok Mordy zupełnie nie w sosie. Lewa część jego twarzy była kompletnie zdezelowana. Braki w powłoce skóry odsłaniały niedawne cudo bioinżynierii: trudną do odróżnienia od prawdziwej część twarzoczaszki. Nos pokrywały strzępy ciała a żuchwa potrzaskana wisiała niesmacznie na prawym zawiasie obnażając to, co zwykli oglądać jedynie chirurdzy i handlarze zębów.

Morda odkleił brudną szklankę od baru i przecedził drobny łyk wódki przez zęby. Piekący ból w przełyku odebrał mu na moment ochotę do rozmowy.

- Pijesz jak baba!- ryknął ktoś niedaleko Mordy. Ten spojrzał na niego bez swojego zwykłego uśmiechu. - Za to handluję jak mężczyzna- odpowiedział i nie musiał długo czekać na reakcję. - Handlujesz?- Tricario natychmiast połknął przynętę. - Kupuję, sprzedaję, różnie to bywa. - Co kupujesz?- bez ogródek ciągnął android spragniony zysku. - Hmm... powiedzmy, że ostatnio głownie uran- odparł znudzony Morda. - Ja mogę sprzedać ci uran. -

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych