Nic osobistego
Historia ... no właśnie ... o czym? Historia śmierci? Historia przepowiedni? Czy może zwykła legenda, opowiadana przez niańki małym dzieciom? Sami oceńcie.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Rozchylił poły namiotu i pewnym krokiem wszedł do środka. Wnętrze wypełnione było oparami egzotycznych kadzideł, które drażniły gardło każdego nieprzyzwyczajonego do tego niezwykłego zapachu. Rozsiadł się wygodnie na krześle i wystawił pewnie prawą rękę w kierunku wróżbiarki. Starucha nie cechowała się niczym nadzwyczajnym, spełniała wszystkie stereotypy – siwe postrzępione włosy i rozbiegane oczy były niemal wymagane w tej profesji. - No i co tam mnie czeko? – odezwał się wreszcie Wróżbiarka delikatnie chwyciła dłoń młodzieńca i poczęła wpatrywać się w znaczące ją linie. Jej twarz stopniowo przybierała inny grymas. Początkowo Starucha wyglądała na lekko zaskoczoną. Przetarła oczy i jeszcze raz obejrzała dłoń. Wtedy niemal zemdlała. Zebrała się jednak w sobie, na tyle aby odpowiedzieć: - Nic - Godoj co tam zobaczyłaś suko albo każę Cię koniami przeciągnąć -Nic Cię nie czeka – odpowiedziała załamującym się głosem – Powinieneś już dawno nie żyć. Oni już po Ciebie idą. - Jacy „Oni”? - Posłańcy Śmierci …
***
- No i wyobraź sobie mości Książe, że ta starucha powiedziała, że już dawno powinienem był kaput i że jacyś Posłańcy po mnie przyjdą. No to ja jej wtedy się w twarz roześmiałem. No ale rzuciłem jej talara w pańskim geście, bo mi takie przeca przedstawienie szczeliła, że normalnie nie mogłem. - A to Ci dopiero! Racz powiedzieć, która plugawica to była bo i mi zaiste rozrywek brakuje. - Yyyyy … ten no … Szalona Merry bodaj ją zwali - Wszystkie one równie szalone. Szalona Merry powiadasz? Azaliż to nie ta, co raczyła z tą wędrowną trupą w jednym towarzystwie przebywać? - O ta ta mości Książe. - Uciechy zatem dostarczy mi. A teraz drogi Loxarze szepnij słówko jak to nasze interesy raczą iść - A … interesy
*** Loxar siedział w swojej ulubionej karczmie popijając swoje ulubione piwo razem ze swoimi ulubionymi towarzyszami. Wszystko przebiegało idealnie, no … prawie wszystko. Jego kompanioni wyglądali na równych mu wiekiem, pomimo tego, że pamiętał narodziny wielu z nich. Doprawdy razem stanowili dziwną kompanię. Żadnemu z nich to jednak nie przeszkadzało, a wręcz przeciwnie – cieszyli się swoim towarzystwem jak zawsze, kiedy czasy były spokojne. A czasy były spokojne. Wojny prowadzone były jedynie na frontach krain, o których słyszeli, a których istnienia prawdopodobnie nigdy nie będzie im dane udowodnić. Dlatego nikt nie potrzebował najemników z Dziwnej Kompanii . Korzystali z tego skwapliwie trwoniąc oszczędności życia na wszelkiego rodzaju uciechy. - No to ja mu pierdut fintą Guillego, a ten pies tylko zaskomlał. Mówię Wam, Ci turbańcy nie są nawet denara warci. - Pieprzysz Gruby. Widziałem jak Cię okładali jak żółtodzioba. Kto to widział zbijać wypad Saifula Azmana? - Co Ty kurwa możesz wiedzieć? Toż Ci najprostszy passata sotto nie wychodzi to co się odzywasz bucu jeden? - Jak Cię połaskoczę brzeszczotem to zobaczysz buca wielbłądzia pizdo - Zaraz Ci dam wielbłądzią pizdę … - Te, koguciki, spokój. – przerwał pośpiesznie Loxar – Młody, słyszałem, że żeś dupcię jakom wyrwał? - AAA tam od razu wyrwał. Nawinęła się to żeśmy „pokonwersowali” - No to dalej, opowiadaj. Te, tawerniany, dej no tu trochę wody szumnie piwem krzczonej - No to tak. Jak co ranka przechadzałem się po rynku coby jakoweś unikaty znaleźć, nie? No i … - Uhaha. Unikaty. Gorzały żeś szukał! – wtrącił się Gruby - Nie przeszkodzoj. – zganił go Loxar – mów dalej Młody. - No to żem na rynku był, nie? No i idę ja idę patrzę i patrzę, a tu dzierlatka idzie. A krasiwaja, że ho ho - A cycki chociaż miała? – zaaferował się nagle nieodzywający się jak do tej pory Bernard - No jako dwa arbuzy. Normalnie nawet w rękach się nie mieściły. No ale idzie ona, a wszyscy na nią gały jak na obraz. Normalnie taaaaakie lico gładkie miała. A jakie włosy, no jak marzenie. Piękneeeee, a długie aż po gibkość - Czarne aby? - A gdzie tam – Młody machnął ręką – złociste, jak zboże w tym … no jak to tam było? - W Cadmonie – zasugerował Grubas - To żeś kurwa wydumał, w Cadmonie, no pożal się Boże. Gdzie Ty zboże w Cadmonie uwidział? - Dziewka Młody, dziewka – Loxar próbował naprowadzić opowieść na właściwy tor - No mówię, mówię. A jaki tyłeczek miała, panowie, pierwsza klasa. Jak szła nie sposób oczu było odwrócić. - Coś Ty Młody chyba przekręcasz. Która to taka krasiwaja niby? - A Fillenczykówna – odpowiedział szybko Młody - Fillenczykówna? Przeca ona zajęcze zęby ma i niewyrośnięta jeszcze je. - Ot durak! A kiedy Ty ją ostatnio uwidział? Toć ona jak kwiat róży zakwitła i już rozchyla płatki, jeśli wiesz o czym mówię – opowiadający puścił oczko - I jak Ty ją ten tego? – zapytał niecierpliwiący się Bernard - Ot nerwus. Przeca, że nie od razu. Jak tylko ją uwidział to ja szybko myk myk do stoiska z ostrygami, bo na te chcicę ma podobnoż okrutną. No i podchodzi też ona, a ja już wyjadam jedną ostrygę. Popatrzyła i nawet się uśmiechnęła, no to ja nie mógł nie wykorzystać, nie? No to w te pędy mówię: „Pono to świetny afrodyzjak” i oczko puściłem. Myślałem, że pokraśnieje czy co, ale widać kokietka urodzona, bo jeno tak mi powiedziała: „To Panu afrodyzjak już potrzebny?” i się tak do mnie uśmiechnęła, że myślałem, że to bramy niebios się otworzyły i przez nią płynie całe dobro tego świata. - I jak było dalej – dopytywał się Bernard - No to ja niezestrofowany nic a nic odpowiadam „A chciałaby panienka spróbować?”. - I gdzie Wy poszli? – - Ot durak. Nigdzie my nie poszli, bo jej opiekunowie przyszli - Czyli nic z tego nie wyszło? – dociekał jakby obudzony Loxar - No a czy ja tak powiedział? Z rynku się zebrałem, ale wieczorem była mała uroczystość u von Fillena. No to ja myk myk i zdobył zaproszenie. No i wydumajcie Wy to sobie, ona też tam była, ale po drugiej stronie siedziała. Jak na sztyletach tam żem siedział, bo ona ze wszystkimi dookoła to pogada, to oczko puści, to się uśmiechnie. No to całą nadzieję żem stracił no to w te pędy do gorzały żem wystartował - To ta dziewuszka Gorzałą się zwała? - Ot jak Ty coś walniesz Gruby to normalnie tylko kiszki zbierać. Na czym ja skończył? - Gorzała – rzucił Gruby z nutą zadowolenia - A no tak, polać byście mogli - Nie ta gorzała Młody – rzekł z nieskrywanym uśmiechem Loxar - Wiem, wiem. Imbecyla ze mnie nie musisz robić. W końcu asinus asinorum. - Co to znaczyło? - „Swoje też wiem” Kieliszki zostały niemal bezgłośnie napełnione jako, że wszyscy byli zajęci opowieścią Młodego i nawet karczmarz nie krył zainteresowania. - No tak. Łyknął ja wtedy jako i teraz – tutaj zrobił chwilę przerwy na wlanie zawartości kieliszka do swojej gardzieli – No i zanim się żem zorientował już mnie za rękę prowadziła gdzieś na górę. Zamknęła nas w pokoju i dawaj do harców się przygotowywać. Mówię Wam, usta miała jak miód, słodkie niczym nektar, wprost stworzone do pocałunków. Kiedy zrzuciła gorsecik te cycuszki wypłynęły na powierzchnię. Młody przestał nagle mówić. Zamiast tego sięgnął po kufel ze złocistym trunkiem i zaciągnął porządnego hausta. - I co dalej? Młody tylko otarł usta z piany, ale dalej milczał jak zaklęty, patrząc tryumfalnie na swoich słuchaczy. - Młody nie wkurwiaj. Co było dalej? - Jak to co dalej? To Ty panienki nigdy nie miał? Harce zaczęliśmy, a mówię wam jaka ona była. No po prostu demon nie kobieta, wygina się i pręży i mało jej i mało i tylko pocałunkami zasypuje. A jak się zbliża no to mówię wam panowie, coś pięknego. Na plecach to po niej więcej blizn będę miał niż po walkach. - Boś dupa nie wojownik – wtrącił Gruby, uszczęśliwiony możliwością dogryzienia Młodemu - Jakby był dupa to i blizny by miał. – sprostował Loxar – Mów dalej Młody - No to ona to by chyba legion wojska zamęczyła. I raz jej było mało i dwa i trzy. Ledwo skończyliśmy, a ona znowu i tak i tak i tak. I przez całą noc. No panowie mówię wam, dzieweczka pierwsza klasa. Siorbnął piwem i dopiero teraz zdał sobie sprawę z ciszy panującej w karczmie. Ciszy, która nagle przerwał najmniej spodziewany w tym momencie dźwięk – oklaski. Nie były to typowe oklaski niosące pochwałę dla oklaskiwanego. O nie. Ich powolne tempo sugerowało raczej ironiczny wydźwięk. Wszystkie głowy jakby na komendę odwróciły się w jednym momencie w stronę źródła niespodziewanego odgłosu. Wszyscy zobaczyli … Jego. Ubrany był w czarny płaszcz. Nie była to jednak typowa czerń, uzyskiwana na naturalnych barwników. Ta czerń zdawała się mieć … głębię. Na pierwszy rzut oka przywoływała skojarzenia z otchłanią – domeną ciemności. Twarz przybysza skryta była pod obszernym kapturem, spod którego było widać tylko blady odcień jego skóry; zarysy skąpane były w mroku. - Zaiste piękna opowieść – powiedział przybysz grobowym tonem, jego oczy skierowały się nagle w stronę Loxara – Mam do Ciebie sprawę - Jeśli masz sprawę do niego, masz sprawę do nas – szybko zareagował Młody, dla potwierdzenia swoich słów wyciągając zza pazuchy długi nóż - Nie chcę zbędnego przelewu krwi – Kontynuował przybysz jednostajnym, beznamiętnym tonem – chcę tylko jego głowy – Wskazał Loxara - Takiś hardy?! Od szefa to Ty się odpierdol przybłędo! - Swoje powiedziałem. Powtarzać nie będę. - Nie będziesz nam tu w kaszę dmuchać, chłopaki, brać go! Wyciągneli broń. Jednocześnie. Mieli to wyćwiczone, zawsze w obliczu zagrożenia jednoczyli siły, stawali się niczym jeden organizm walczący z siłą większą, niż każdy z nich z osobna. Przybysz uśmiechnął się tylko pobłażliwie i z pochwy przy pasie dobył pięknej katany. Nie był to pierwszy raz,…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil niedokonczone.pl
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…