Nie pamiętam...
Opowiadanie o odnajdywaniu się w uczuciach, odzyskiwaniu emocji, gdy nic się nie pamięta
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Ciężko mi powiedzieć jak tam dotarłam. W głowie miałam huczącą pustkę, bo nie wiedziałam co było wcześniej. Po raz kolejny czułam, że mój mózg mógł zostać wyprany, zbity, lub chociażby usunięty z miejsca, w którym powinien się znajdować. Teraz mogę to porównać jedynie do skomplikowanego filmu, który rozpoczynam oglądać od połowy i dopiero po jakimś czasie główkowania i uważnego obserwowania wypadków, zaczynam rozumieć, o co mniej więcej chodzi.
Siedziałam niepewnie wyprostowana, na wygodnym tapczanie, z grzecznie ułożonymi dłońmi na złączonych kolanach. Znajdowałam się w małym, przyjemnym pokoju, o kremowo–żółtych ścianach. Wszystko wydawało się nowe, najwyższej jakości. Z lewej strony miałam uchylone drzwi i regał sięgający sufitu, gdzie niedbale poustawiane były różne bibeloty, figurki, które w większości wydawały się pamiątkami z licznych podróży. Niektóre z nich wyglądały dość znajomo. Po prawicy znajdowały się duże okna z kremowymi zasłonkami. Oczywiste było, że to światło wiosennego słońca nadawało temu pomieszczeniu tyle ciepła. Naprzeciwko mnie, na drugim tapczanie, leżał swobodnie nastoletni chłopak.
Gdybym zobaczyła go w jakimś czasopiśmie, zapewne wycięłabym jego zdjęcie i schowała pod poduszkę, żeby polepszać sobie humor w momentach zapaści. Wyglądał na jakieś szesnaście lat, może więcej. Miał lekko kręcone włosy koloru ciemnej czekolady, które idealnie pasowały do opalonej cery. Wyraźnie zarysowana szczęka i kości policzkowe, pełne usta o tak niespotykanym, cudownym kształcie. Nawet w stanie bezmyślnego spoczynku wydawały się niechcąco uśmiechać. Najwspanialsze jednak miał oczy. Duże, zielone, prawie przezroczyste, otulone ciemnymi rzęsami. Promienie słońca tańczyły w ich głębi, co nadawało mu tak przyjemnego, radosnego wizerunku. Na prawej dłoni srebrny zegarek. Emanowało od niego jakieś poczucie wyższości, zaduma, a może był to po prostu spokój, którego nie umiałam wtedy rozpoznać? Istniałam tam już sama nie wiem ile. Może minutę, może pół dnia? Czas tej nieświadomości spędziłam na przyglądaniu się każdemu królewskiemu szczegółowi w jego osobie. Gdyby moje życie zależało od znalezienia w nim jakiejś wady, jakiegoś nagannego szczegółu, musiałabym się poddać. Siedziałam tak więc posłusznie naprzeciw niego, gdy leżąc w milczeniu wyjmował z pudełeczka jakieś pocztówki, kartki, koperty i bez pośpiechu je oglądał, czytał i odkładał na bok.
Wtedy to właśnie zastanawiałam się, co ja tu robię? Może umieram i pozwolono mi przed śmiercią, pod postacią ducha przyjrzeć się wymarzonemu chłopakowi? W końcu byłam dość bezbarwną, spokojną osobą, ale może ktoś zauważył, że przed odejściem z tego świata, należy mi się odrobina przyjemności. Wiedziałam jednak, że jest w tym coś więcej. Myśli w mojej głowie grały ze mną w chowanego i z irytującym uśmiechem na twarzach, czekały aż je odnajdę. Wydawało mi się, że już go gdzieś widziałam. Może ktoś mi o nim opowiadał? W kilka sekund obmyśliłam kilka możliwych opcji. Jak głupia zapatrzyłam się w film, który już widziałam. Z nudów wyobrażam sobie tą sytuację. Wszystko mi się śni. Jestem aniołem stróżem tego chłopaka. Zjawą? Znam go, tylko o tym zapomniałam.
Tutaj nagle zalała mnie fala gorąca.
Poczułam jakby ktoś jednocześnie wylał na mnie wiadro wrzątku, zrzucił mnie z tapczanu i krzyknął do ucha w nadziei, że ogłuchnę. Coś w mojej głowie przebudziło się nagle z długiego snu i teraz uderzało w moją świadomość, przypominając o sobie. Chciałam to wykorzystać.
Zamierzałam wznowić rozmowę, którą na pewno prowadziliśmy jakiś czas temu ale nie wiedziałam, jakiego imienia mam użyć w stosunku do niego. Przygryzłam wargę, zanim wypowiedziałam zwykłe „Ej!”, bo jednak święcie wierzyłam, że miał coś wspólnego z jakiegoś rodzaju królewską wyższością. - Posłuchaj – zaczęłam łamliwym głosem – powinniśmy to jakoś… ułożyć. Tak. Tylko na to było mnie teraz stać. Dokładnie to nie wiedziałam, co powinnam powiedzieć. Chciałam powiedzieć cokolwiek, coś neutralnego i czekać, aż on pociągnie ten temat dalej. Chłopak spojrzał na mnie, przerywając czytanie treści pocztówki ze zdjęciem jakiegoś bajecznie wyglądającego wodospadu. Uśmiechnął się delikatnie, ale mogłam wyczuć odrobinę zaskoczenia. - Ułożyć? Daj spokój, nie ma co układać. Będzie tak jak przedtem. – Głos miał niski, ciepły i w przeciwieństwie do moich myśli, spokojny. Po chwili znów podniósł na mnie wzrok znad pocztówki – Wiem, że jesteś zagubiona, ale przecież między nami nic się nie zmieniło. Między nami?! Musiałam chwilę pomyśleć. Ułożyłam puzzle z moich wątłych myśli, obecnej sytuacji i jego osoby. Gdyby on chociaż zostawił te pocztówki! Gdyby wysilił się na tyle, żeby poświęcić mi więcej uwagi niż tym kartkom! Wzięłam głębszy oddech, bo jednak zamierzałam rozmawiać z kimś związanym z Królem. - Ty chyba nie rozumiesz. Ja… - jeszcze jeden wdech i wydech - ja… nie pamiętam. Nie pamiętam? To chciałam powiedzieć? No tak! Racja! Dobrze przynajmniej, że powiedziałam to z takim naciskiem. - Wiem. – Powiedział tym swoim ciepłym głosem, rzucając w moją stronę sekundowe spojrzenie i litościwy uśmiech.
Zaczynała mnie już męczyć ta rozmowa. Chyba jednak lepiej było tu siedzieć i patrzeć na niego, napawać się każdą drobnostką w jego osobie, wmawiać sobie, że jestem tylko niewidzialnym duchem, niż zaczynać tą beznadziejną konwersację, której on wcale nie chciał kontynuować. Prawdopodobnie zauważył jak siedzę wpatrując się we własne dłonie, z miną, jakbym zastanawiała się nad skonstruowaniem bomby atomowej gdzieś w najbliższej okolicy. Odłożył to przeklęte pudełeczko na bok, jednym ruchem usiadł naprzeciwko mnie po turecku i chwycił mnie za dłonie. Jego książęcy uścisk zrzucił mi na żołądek kamień wielkości arbuza. Rozżarzonego arbuza, bo coś mnie w środku strasznie piekło i spodziewałam się zaraz wypalonej dziury w swoim własnym ciele. Jednocześnie miał tak przyjemne, ciepłe, delikatne i silne dłonie, na lewym nadgarstku kilka rzemyków, że chyba mogłabym zdecydować się na jeszcze kilka rozżarzonych arbuzów, byle tylko mnie nie puścił. - Wiki, wiem przecież co się stało i wiem co czujesz, ale zobaczysz, że Ci pomogę. – Z chęcią bym mu przerwała, ale hipnotyzujące spojrzenie jego zielonych oczu zabroniło mi się odezwać. – Tyle razem przeszliśmy i nie ma powodu, żeby to wszystko kończyć. Przecież było nam dobrze. Na koniec obdarzył mnie uśmiechem swoich śnieżnych zębów, przez co w żołądku miałam teraz prócz arbuza, także wielkiego, rozżarzonego pomarańcza. - Ale przecież ja już nie jestem tą osoba, z którą było ci dobrze. – Starałam się o zdecydowany ton głosu, o pewność swoich słów, a nadal udawało mi się uzyskać jedynie cichy, potulny, niepewny głosik. – Ja nie będę potrafiła być taka, jaka byłam. Nie wiem tego. Zrozum, proszę cię. Ja zaczynam od nowa, rodzę się na nowo, możliwe, że będę zupełnie inną dziewczyną. Nie taką, którą znałeś. Rozpierała mnie duma, że z każdą chwilą wiedziałam dokładniej, po co tu jestem i kim on jest. Z każdym słowem lepiej wiedziałam, co powinnam powiedzieć dalej. Książę jednak nie zauważał tego. Nie widział żadnego problemu, nie widział żadnych przeszkód, które swą wielkością nie pozwalały mi żyć dalej. Dlaczego nie mógł tego pojąć? Przecież jego Wyższość zobowiązywała do czegoś. A może to właśnie ona, ta jego duma, niedostępność, nie pozwalały mu mnie zrozumieć. - Ale przecież pamiętasz dużo rzeczy. - Pamiętam skrawki tego, co było dawno temu! Pamiętam jak się mówi, jak się piszę i chodzi! To jest najważniejsze. Nie zapomniałam mojej rodziny, domu, wiem gdzie co jest. Właściwie… wiem co gdzie było, bo nie pamiętam ostatnich miesięcy… ostatniego roku… Nie wiem. Jeszcze za mało czasu minęło, żebym wiedziała, co pamiętam, a co zniknęło na zawsze. – Chciałam mu powiedzieć tyle rzeczy. Tyle myśli miałam w sobie, które prosiły się o spotkanie z nim. A Książę tylko patrzył na mnie z tą swoją wysoką litością, z tym swoim ogarniającym mnie pięknem, zawstydzał mnie swoim uśmiechem. - Dlatego teraz będzie coraz lepiej. Zobaczysz, twoi rodzice mówią, że się polepsza. Co prawda bardzo powoli, ale jednak z czasem… - No właśnie! Z czasem. Więc sam rozumiesz, że na razie nie mogę wymagać od Ciebie, żebyś nadal ze mną był. Jeśli będziemy chcieli to skończyć, to jest właśnie najlepszy moment. - Wiki – Błysk wirujący w jego oczach śmiał się z moich, które były tak puste. – Ja nie chcę cię zostawić. Chcę, żeby było tak jak zawsze. - Tylko, że ja nie wiem, co to znaczy tak jak zawsze!
Wiedziałam, że źle to rozgrywam. On też to wiedział. Usiadł na swoim tapczanie, bokiem do mnie, odwracając twarz do okna, żeby głaskały go promienie słońca. A ja zostałam sama, w cieniu. Po chwili poczułam jak brak mi czegoś, co otulało moje dłonie. Najgorsze jednak było to, że znów sama nie wiedziałam, czego chcę.
Mania była podobno moją przyjaciółką. Faktycznie, trochę pamiętałam niektóre momenty z nią związane, ale widziałam je jak zza mokrej szyby i musiałam czekać, aż przestanie padać deszcz. Mówiła mi o Księciu. To jej wina. To ona kazała mi tu przyjść i z nim rozmawiać. Po co? Podobno przychodził do mnie do szpitala, zostawiał maskotki, kwiaty. Podobno później gdzieś wyjechał i dlatego nie było go, gdy wyszłam ze szpitala i w pierwszych dniach oswajałam się ze światem. Podobno byłam z nim od kilku miesięcy. Podobno nie wyobrażałam sobie dnia bez niego, z nikim nie czułam się tak swobodnie i wspaniale. Znienawidziłam słowa „podobno”. Bajki, które mi opowiadali. Bajki ze mną w roli głównej. Tak się tu znalazłam, z obcym człowiekiem, który chce, żebym była taka, jakiej siebie nie pamiętam. To pragnęłam mu powiedzieć, ale jego osoba raziła mnie tym swoim pięknem, wyniosłością i w żaden sposób nie mogłam połączyć go z kimś takim jak ja. Może pomyliłam domy? Może to jakiś głupi żart, a ktoś mu zapłacił, żeby siedział tu i udawał przede mną?
- Kiedy się obudziłam, zobaczyłam że leżę w jakimś dziwnym, białym miejscu, a wokół mnie pełno nieznajomych twarzy. Mówili rzeczy, o jakich nie miałam pojęcia. Chcieli zabrać mnie do domu, a ja nie wiedziałam co im odpowiedzieć, bo nie pamiętałam, czym jest ten dom, gdzie jest, jaki jest. – Wreszcie nad sobą panowałam. Mówiłam mu wszystko jasno, wolno, spokojnie, szczerze. Nie wiedzieć czemu, w miarę im więcej słów mówiłam, im więcej obrazów chciałam sobie przypomnieć, tym większe kłucie czułam w sercu. A Książę siedział tak nieruchomo, z zamkniętymi oczyma. Wiedziałam, że słucha. – Im więcej opowiadali, pokazywali zdjęć, im więcej ludzi przychodziło do mnie i bredziło o tym, co powinnam wiedzieć, tym więcej pamiętałam. Wiesz… minęło kilka tygodni, a ja nie mogę sobie teraz wyobrazić, jak mogłam zapomnieć o mamie, o rodzinie, o domu. – Przeklęty głos, łamał się, choć tak mu zabraniałam. – Wiem jednak, że kilka ostatnich lat to już pusta kartka, która może nigdy się nie zapełnić. Nie mam pojęcia o nowej szkole, o ludziach, których poznałam w ostatnim czasie. Jakbym wyjechała, wróciła teraz, a wszystko co było ostatnio w moim życiu, nie miało miejsca. Nie masz pojęcia, jak to jest, kiedy budzisz się ze snu – głos mi drżał niepohamowanie – i okazuje się, że kilka lat życia nagle zgubiłeś. Straciłeś bezpowrotnie część swoich wspomnień, marzeń, myśli. Wydaje wam się, że to jest takie proste? Że po prostu idziesz dalej? Tak się nie da! Muszę na nowo przyzwyczajać się do wszystkiego, tylko że teraz jest trudniej. Patrzycie na mnie jak na wariatkę i nie widzicie problemu.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil immortalis
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…