Wróć do katalogu

Nie wiesz wszystkiego [1]

"(...) wdychał tylko jakiś ładny, świeży zapach..."

Atomówka, opublikowano , 15 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Siedział na dachu wycierając pośpiesznie cieknącą z nosa krew. Wściekłość wzbierała w nim z każdą sekundą, miał ochotę zabić, pobić na śmierć, zarżnąć jak zwierzę tego skurwysyna. Nie zasługiwał nawet na najmniejsze przejawy humanitaryzmu, NAJMNIEJSZE…

Splunął pod siebie. Słyszał co prawda kroki na klatce, ale nie przejmował się nimi. Jego ojciec, ten który przed chwilą wrócił do domu pijany, ten sam który uznał, że coś mu się nie podoba i rzucił się na mamę, ten który (jak zwykle z resztą) postanowił nie oszczędzić ciosów nawet najmłodszej córeczce, nie byłby w stanie wyjść teraz gdziekolwiek. Zasnął zmęczony piciem, biciem czy cholera go wie czym innym. Mariusz nie próbował się nawet zastanawiać. Rosła w nim przemożna chęć zabicia tego człowieka, którego powinien był nazywać ojcem. Powinien go też szanować i kochać, brać przykład… - Nienawidzę go…! – szepnął i znów splunął. - Powinieneś do tego przyłożyć lód… - usłyszał cichy, ale za to stanowczy głos gdzieś z boku. Stała tuż przy wejściu, a właściwie przy oknie, sąsiadka. Kojarzył ją, wieczorami chodziła na spacery z psem. Co ona właściwie tu robiła? I czego chciała od niego? - Odwal się. – nie chciał być niegrzeczny, dlatego powstrzymał się od użycia mocniejszych słów. - Będzie mniej bolało, a poza tym… - Spierdalaj stąd! – krzyknął nie odwracając się nawet. Głupia, nie miała nawet pojęcia co on przeżywa. Nic nie rozumiała! Słyszał jak się wycofuje. Rzucił przed siebie kawałkiem odłamanego komina. Taki kamień mógł zabić, zwłaszcza spadając z dachu 10 piętrowego wieżowca. Patrzył na zadymione, brudne miasto, inne bloki betonowego osiedla – te blisko i te w oddali. Jakieś fabryczne kominy. To wszystko wydawało mu się bezsensowne jak całe jego 19 letnie życie. Miał marzenia, owszem, ale w chwilach takich jak ta, zupełnie o nich zapominał. Bo jak można marzyć o sobie, o studiach, o podróżach, kiedy dwie małe siostry nie mają co jeść, kiedy matka ledwo co zarabia ciężką pracą na podstawowe rachunki, a ojciec… Odwrócił się gwałtownie słysząc kroki praktycznie zaraz za sobą. To znów ona, chciał powiedzieć coś niemiłego, a może w ostatniej chwili po prostu by ją przeprosił, przecież nic nie zawiniła obecnemu stanu rzeczy… - Przyłóż do czoła nad nosem, nie będzie cię później bolała głowa. – powiedziała tylko podając mu chustkę z lodem. I poszła. Nie podziękował jej, nie zatrzymał nawet. Wdychał tylko jakiś ładny, świeży zapach. W ręce trzymał ten cały lód i zastanawiał się czemu to zrobiła. Widocznie był bardziej żałosny niż mu się wydawało, skoro jacyś zupełnie obcy ludzie… Zaraz. Ona nie była taka całkiem obca. Jak już wcześniej sobie przypominał widział ją wieczorami w parku z psem. W sumie chyba nawet chodziła do tej samej szkoły. I z tego co mu się wydawało miała na imię Ula. W sumie nawet ładne imię. A ten zapach, to ona. Ona musiała tak pachnieć. Szczęściem? Być może. Ona musi być szczęśliwa. Mieszka z rodzicami i starszym bratem w tej samej klatce. Jej rodzice mają pieniądze. Pracę. Samochody. Dziwne, że jeszcze tu mieszkają. Zawsze podobały mu się brunetki. Takie jak ona, niezbyt wysokie, o idealnych proporcjach i dużych, smutnych oczach. A może one wcale nie były smutne, tylko po prostu zmęczone?

***

Siedział na ławce kończąc papierosa. Zaraz przyjdą chłopaki, może coś wykombinują razem, jakiś browar, spacer przez miasto. Z daleka zobaczył grupę znajomych. Chociaż może raczej usłyszał – szli śmiejąc się głośno, przeklinając i plując. Nie chciał być taki jak oni. I nie był do końca. A zadawał się z nimi, bo jak trzeba było, to naprawdę byli lojalni, chcieli pomóc i pomagali sobie nawzajem jak tylko mogli. Nie chodził z nimi na „ustawki”, nie napadał na ludzi na ulicy, ale gdy był świadkiem ich głupich zachowań także nie reagował. Wiele razy na jego oczach zabierali komuś telefon, portfel czy jakieś inne cenne rzeczy. Przywitał się ze wszystkimi, zaprosił na ławkę, otworzył podarowaną puszkę piwa i zaczął sączyć. - Sabina zaraz będzie. Z koleżankami. – rzucił niezobowiązująco „Pawełek”, który wcale nie miał na imię Paweł. Nazywał się Krzysztof. Krzysztof Dobrzyński. Nikt nie pamiętał kiedy i z jakich powodów zaczęto do niego mówić „Pawełek”. Ważne, że się przyjęło. - No to, Młody, może sobie dziś przynajmniej postukasz… - rzucił Wicio i zaśmiał się, a reszta ekipy mu zawtórowała. - Spieprzaj. – Mariusz uśmiechnął się popijając ten uśmiech piwem. Wicio miał świętą rację. Chociaż nigdy z tej możliwości nie korzystał. Sabina była wysoką i bardzo szczupłą dziewczyną. Miała ciemne, brązowe oczy. Farbowane włosy, oczywiście na blond. I mimo tych odrostów, mimo zawsze bardzo mocnego makijażu, różowych i białych ubrań i szluga w ustach była ładna. Zwłaszcza jak na osiedlowe dziewczyny. Miała śmieszny sposób chodzenia i tańczenia. Słuchała techno i Bryana Adamsa. Była nawet całkiem inteligentna. I miała fajne koleżanki. A co najważniejsze lubiła się dobrze zabawić. Nie zawsze na trzeźwo i nie zawsze legalnie, ale jak kogoś lubiła, to mógł być pewien, że nudzić się z nią nigdzie nie będzie. I Mariusz właśnie miał to szczęście, że zaskarbił sobie w swoim czasie jej przychylność. - Cześć chłopaki! – rzuciła swoim trochę zachrypniętym głosem podchodząc do ławki. Widzieli ją już z daleka, jak kołysała biodrami w białych dżinsach i srebrnym pasku. Słyszeli stukanie obcasów o chodnik. Jej koleżanki: Majka, Zuzka i „Gwiazda” także podeszły do znajomych i przywitały się pocałunkami w usta. Ze wszystkimi z wyjątkiem Mariusza. Strasznie tego nie lubił, całej sztucznej czułości, jakby się wszyscy dobrze znali i kochali. Fakt, wyrośli na jednym podwórku, bawili się w jednej piaskownicy, nie raz palili z jednej lufki i pili z jednej butelki, ale nie byłby w stanie powiedzieć czegoś więcej o tych dziewczynach. Tylko z Sabiną miał jako taki kontakt. Kiedyś nawet poważnie myślał nad związkiem z nią, ale jakoś te plany, spychane ciągle na bok, rozpłynęły się i rozmyły. Albo ona kogoś miała, albo on… Często się spotykali, tak bez zobowiązań, parę razy wylądowali w łóżku, ale w przypadku jednego i drugiego było to całkowicie normalne. Jakby część ławkowej przyjaźni. Jakby każdy z każdym tak robił. I pewnie tak było, chociaż wbrew pozorom kumple z osiedla szanowali wszystkie swoje dziewczyny. Nie chwalili się tymi, które były ich wspólnymi znajomymi. No chyba, że to Sabiną. - No i wtedy, kurwa, mówię wam, przyjechały psy i rozgonili wszystkich. Tylko mój Misiaczek został na polu walki. A jakie teraz będzie miał blizny po szwach, to sobie, kurwa, nawet nie wyobrażacie…! – Majka rozkręciła się na dobre w swoim ulubionym temacie ostatniej imprezy z chłopakiem, ochroniarzem w popularnej dyskotece. - Młody też będzie miał blizny. – rzucił „Bigos” i wszystkie 9 par oczu zwróciło się w stronę Mariusza. Na ławkach było ciemno, w końcu stały prawie w parku, między drzewami. W oddali tylko, przy samych alejkach, świeciły blade latarnie. - Znów stary? – Sabina podeszła wyrzucając niedopałek na chodnik i dotykając podbitego oka swoimi zimnymi palcami. Powstrzymał się od cofnięcia głowy. Bał się…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych