niebo
sami zobaczcie
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Tak jak Jezus chodził po wodzie, tak my chodziliśmy po spalonej ziemi. Czarne błocko pochłaniało nasze stopy, a my brnęliśmy dalej, nie zdając sobie sprawy z tego, że z każdym kolejnym krokiem zbliżamy się do kłopotów. Deszcz przestał w końcu padać. Zdałem sobie sprawę że znajdujemy się gdzieś pośrodku koryta, jaki pozostał po płynącej tędy od wieków Odrze. Było nas dwóch. Ja i mój brat Piotrek, młodszy ode mnie o dziesięć lat. Wydaje mi się że dzieci powinny mieć szczęśliwe lata młodości i dorastania, a tymczasem brnęliśmy po tym błocku szukając żarcia. Jakiegokolwiek żarcia. Jakbym znalazł zdechłą wronę to też bym ją zjadł. Ale to tylko marzenia skazańca. Nie chciałem mówić bratu, że jeśli do zmierzchu nie znajdziemy jakiegoś schronienia, obojętnie jakiego, może wyłomu skalnego czy coś w tym stylu, w każdym razie jeśli nie znajdziemy, to po nas. I żegnaj życie, alleluja. A wszystko przez ten kurewski meteoryt. Pierdyknął co prawda daleko stąd, ale zanim ktokolwiek zdążył zareagować, już było po nim. To był moment, kiedy żółwie z klatek pouciekały powiedziałby Piotrek dowcipem z którego nikt się już nie śmiał. Nie mam pojęcia czy ktokolwiek przeżył w naszym mieście, a właściwie w zgliszczach, jakie po nim zostały. W każdym razie, jeśli ktokolwiek jeszcze żyje, to z pewnością nie będzie zastanawiał się czy to etyczne czy nie, ale będziemy dla niego smacznym kąskiem. Dlaczego ten pieprzony meteoryt nie zostawił nam żarcia ? I stał się cud. W oddali zobaczyłem coś, co wyglądało trochę jak kamień a trochę jak ... most? - Piotrek ! Widzisz ten kamień ? Idziemy tam – zawołałem do chłopca oddalonego ode mnie jakieś sto metrów na prawo. - Się robi. Niesamowite, on traktuje to jako zabawę. Przecież zaledwie kilka dni temu przeżyliśmy apokalipsę świętego Jana czy świętej prostytutki. Nie mam pojęcia jakim cudem przeżyłem, ani jakim cudem przeżył Piotrek. W każdym razie żyjemy i człapiemy do czegoś co można by nazwać kamieniem. I o ile pamiętam, to dzisiaj powinna być gwiazdka i przynajmniej trzynaście stopni mrozu. Owszem, jeśli chodzi o szybki zmierzch to wszystko po staremu, tylko do trzydziestostopniowych upałów w grudniu jakoś nie jestem przyzwyczajony. Inaczej to sobie wyobrażałem. Coś drgnęło. Zatrzymałem się. W pierwszej chwili miałem zamiar rzucić się plackiem na ziemię, ale porzuciłem tę myśl i chyba raczej stanąłem słupka, jak zając (zwierzątko już historyczne). I nic. I już podnosiłem stopę do kolejnego kroku gdy wtem, daleko za plecami usłyszałem wrzask. Czy to już koniec? - przeszło mi przez myśl. Odwróciłem głowę spodziewając się bandy półnagich kobiet pędzących ku nam z widelcami, lecz zobaczyłem coś, czego w żadnych snach, nawet tych bardzo popieprzonych nie widziałem. Duża dżdżownica trzymała coś wrzeszczącego w pysku. W pysku ? Nie, to niewłaściwe określenie. Raczej w części zakończonej wielkimi zębiskami, a scena wyglądała tak, jakby jakiś dinozaur zmartwychwstał i złapał pędzącego ku nam gościa z widelcem. Grzeczny piesek, tylko czy ta kurwa nie popędzi za chwilkę ku nam ? - Piotrek !! Ruszaj się !! – wrzasnąłem ile sił w płucach i popędziłem (spróbuj pędzić będąc zanurzonym po pas w wodzie) w stronę nibykamienia. A jednak ! – ucieszyłem się w myślach i to dodało mi sił. Nibykamień był mostem, co prawda zwalonym, ale zawsze mostem. Piotrek był za mną na wyciagnięcie ręki. Wskoczyłem na most i właśnie wyciągałem rękę do brata, gdy wtem z czarnego błocka wychynęło coś wielkiego, coś co chwyciło wpół Piotrka i uniosło wysoko do góry. Usłyszałem wrzask i płacz. Doznałem jednocześnie wszystkich uczuć, od smutku, miłości i rozpaczy po dziką nienawiść. - Zostaw go gnoju !! – krzyczałem, lecz to nie pomagało. Chyba zemdlałem, bo śnił mi się obiad. Był kurczak z ziemniakami. A na deser kruche ciasto.
- Masz, jedz – usłyszałem słowa nie z tego świata. - Co ? – tym słowem wydawało mi się ogarnąłem cały wszechświat, włącznie z jego stworzeniem i zrozumieniem. - Zjedz bo wystygnie Poczułem na dłoniach ciepłą…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Bartuss
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…