Niepełnosprawność wiele ma imion... - Rozdział IV
To już zakończenie powieści o Adzie i jej przyjaciołach. Życzę miłego czytania. Mile widziane komentarze.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Wysiedli z samolotu osiem godzin po starcie. Byli troszkę zmęczeni, ale też bardzo szczęśliwi, że są tam razem. Ada przekonywała Kamila, aby ją troszkę oprowadził po Los Angeles. On mieszkał tam 2 lata, kiedy jeszcze jego matka pracowała, więc troszkę znał to miasto. - Ale ty wiesz, że zaraz musimy być w klinice? - Oj... wiem. - To może przełóżmy na jutro to zwiedzanie? - Ale obiecujesz, że pokażesz mi miasto? - Będziemy tu tak długo, że na pewno ci pokażę kochanie. - zapewnił i pocałował ją w czoło. *** - Boję się. - wyznała, gdy wchodzili na oddział, na którym miała teraz leżeć. - Nie ma czego. - próbował przekonać samego siebie. - Będę przy tobie cały czas. Nie dam zrobić ci nic złego... - Obiecujesz? - Przyrzekam. - pocałował jej piękną dłoń, na której był pierścionek zaręczynowy. - Kocham cię. - uścisnęła jego dłoń i razem weszli na oddział. *** Udali się w kierunku dyżurki pielęgniarek, gdzie Ada miała się zarejestrować. - Good morning... I am Adrianna Dromaderska and... - pielęgniarka jej przerwała... - Dzień dobry... Może łatwiej będzie rozmawiać po polsku? - ... i zaskoczyła. - Jeśli jest taka możliwość, to czemu nie... - zaśmiał się Kamil. - Państwo pewnie do profesora Kowalskiego? Jest u siebie. Do końca korytarza i w prawo. - pokierowała nimi i się uśmiechnęła. - Dziękujemy! - powiedzieli zgodnie, jak "stare, dobre małżeństwo". Gdy weszli do gabinetu, powitał ich miły, starszy mężczyna koło sześćdziesiątki. Też rozmawiał z nimi po polsku. - Dzień dobry panie profesorze... - przywitała się Ada, jednak była strasznie spięta. - Dzień dobry... jak tam? Długa podróż? - Troszkę. - Ok. Przejdźmy do rzeczy. Pewnie chciałaby pani dowiedzieć się jak będzie wyglądać leczenie? - Miałam nadzieję, że się dowiem. - przyznała. - Tak więc, na początku zrobimy pani... - Proszę mówić mi po imieniu... - przerwała. - No dobrze. Więc Ado... najpierw zrobimy ci badania i sprawdzimy, czy żadne nerwy nie są przerwane... jeśli są tylko uszkodzone, to będzie z górki, bo będzie trzeba je tylko naprawić, a jeśli są przerwane, to będzie większy problem, ale nie martw się, poradzimy sobie... - A czy ta terapia będzie bolesna? - zapytała, pełna obaw. - Nie będę ukrywał, że przyjemnie nie będzie, ale obiecuję, że zrobię wszystko, żeby było jak najmniej bólu. Krzysiek powiedział mi, że mamy się z tobą obchodzić "jak z jajkiem", a że jest moim przyjacielem już od wielu lat, to nie mogę go zawieść. - Dziękuję. - powiedziała z ulgą. *** Gdy już wyszli z gabinetu lekarza, zanieśli jej bagaż do sali, którą jej wyznaczył lekarz i wtedy zaczęła się między nimi poważna rozmowa. - Pobierzmy się. - rzucił pomysł Kamil. - Ale jak? Tutaj, teraz? - Tak. Taką cię poznałem, taką chcę cię poślubić. - Co masz na myśli, mówiąc "taką"? - zapytała z wyrzutem pomieszanym ze śmiechem. - Wiem, że być może uznasz to za idiotyzm, ale kocham cię... i chciałbym, aby to było już udokumentowane... - nie odpowiedział jej na wcześniejsze pytanie. - Ale jak? Przecież nie mamy tu ani rodziny, ani przyjaciół... a ja zawsze chciałam, aby mój ślub był taki... magiczny... - Będzie. Już wcześniej, gdy byliśmy na Mazurach, w twoim rodzinnym domu, zaprosiłem twoich rodziców na nasz ślub właśnie do Los Angeles. - A twój ojciec? Twoje rodzeństwo? - Oni też przylecą. Nie bój się o nic. - był aż nadto spokojny. - Jeśli tak, to muszę zaraz zadzwonić do Anity, niech wsiada zaraz w samolot i pomaga mi wybrać suknię ślubną... - Chyba zaraz nie zadzwonisz... - A dlaczego? - zapytała zaskoczona. - Ponieważ u nich jest... - spojrzał na zegarek - ...druga w nocy. - Trudno... - wyciągnęła z kieszeni telefon i wybrała numer przyjaciółki. Musiała chwilę poczekać, aż Anita odbierze. - Co jest? Pali się? - zapytała zaspanym głosem, gdy już odebrała. - Nie, kochana, nie pali się... - Ada się uśmiechnęła. - To w takim razie co się dzieje? - Kamil chce wziąć ślub... - No wiem. Dlatego pewnie się oświadczył. - Ale on chce się żenić na dniach. Zanim jeszcze się zakończy leczenie... dlatego chciałabym, abyś przyjechała i pomogła mi wybrać suknię... - Jasne, że przyjadę... - I to nie wszystko... chciałabym też, żebyś została moim świadkiem... - Obiecuję, że jutro wykupię bilet i do was przylecimy. - Jak to "przylecimy"? - No chyba nie myślisz, że przylecę sama? Wezmę ze sobą Łukiego i Olkę. - Jesteś cudowna. - wyznała. Rozłączyła się i przytuliła do Kamila. - Kochanie, będziesz się teraz rozpakowywać, czy idziemy? - zapytał. - Gdzie ty chcesz iść? - była pełna podejrzeń. - Do kościoła. Nie bardzo rozumiała o co mu chodzi. - Trzeba zaklepać termin. - odpowiedział na jej pytające oczy. - Kocham cię. - pocałowała go namiętnie. - Wiem. - był pewny siebie. *** Minęło kilka dni. Skończyły się badania, dzięki czemu mogło zacząć się leczenie. W poniedziałek, z samego rana, kiedy Ada jeszcze spała, przyszedł do niej dr Kowalski. - Dzień dobry. - przywitał się i nawet nie czekał na odpowiedź. - Mamy już wyniki. Przynoszę Tobie, moja droga, optymistyczne wieści! - lekarz aż tryskał entuzjazmem. - Dzień dobry. - otarła oczy i ziewnęła. - Jakie wieści? - Twoje nerwy nie są pozrywane! Są tylko naderwane, dzięki czemu przeprowadzimy zabieg i już niedługo nie będzie śladu po twojej niesprawności. Zgadzasz się na niego? - Ale na czym on będzie polegał? - Wytłumaczę ci to bardzo obrazowo. Więc: twój nerw jest lekko naderwany. To już wiesz. I my będziemy tak jakby go sklejać. Więc jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to już niedługo będziesz mogła tańczyć, skakać, biegać i pisać nawet prawą ręką. - zaśmiał się. - Oczywiście, że nie tak wszystko od razu, bo tyle lat było to wszystko w bezładzie, ale obiecuję, że to wróci do normy. - Trzymam pana za słowo! - bardzo cieszyła się z tego, że miała w co wierzyć. Ten lekarz przywrócił jej sens życia i nadzieję na lepsze jutro. Po porannym obchodzie przyszedł Kamil. Gdy dziewczyna powiedziała mu, co się będzie działo, on skwitował to tylko jednym pytaniem. - A nie mówiłem?! - i porwał ją na ręce. - To co teraz będziemy robić? - zapytała dziewczyna. - Żyć długo i szczęśliwie! - odpowiedział bez namysłu. - Pytałam raczej o to, czy nadal chcesz tego ślubu, bo jeśli tak, to trzeba jechać po Anitę, Łukiego i Olkę, bo lądują za godzinę.
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil mecenasstokroteczka
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…