Nierówna walka - Cz. 1 - Początek końca
Pierwsza część historii perypetii dwojga żołnierzy podczas II wojny światowej w latach 1944-45.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Cz. 1 - Początek końca
Nie tak to miało wyglądać. W wyobraźni wszystko malowało się inaczej. Całkiem inaczej. Robert wytarł ponownie łzy. Jest coś takiego jak wygrana klęska? Jeśli tak, to na pewno te zdarzenia można do czegoś takiego zaliczyć. Młody mężczyzna rzucił hełm na ziemię. Nie chciał już żyć. Życie nie ma sensu. Straciło go, gdy Robert pierwszy raz ubrał mundur. Gdy pierwszy raz chwycił broń. Gdy pierwszy raz opuścił koszary. Potem zaczęło się piekło. Piekło pełne ognia. Ognia karabinów i dział. Ten dzień zapamięta na zawsze...
6 czerwca 1944 roku...
Pogoda od samego początku nie wróżyła nic dobrego. Niebo było zachmurzone, morze wzburzone, wiał silny wiatr. Fale sięgały dwóch metrów. Flota inwazyjna, kierująca się na plażę "Omaha", wstrzymała działania. Dowództwo dostało informacje o 6 działach kalibru 150mm, ustawionych na cyplu Pointe du Hoc, który górował nad plażą. Gdyby okręty zbliżyły się do brzegu, zostałyby zatopione. Ostrzał z okrętów "Texas" i "Arkansas" nie przyniósł skutku. Wysłani tam rangersi również nie dali znaku. Generał Omar Bradley postanowił wysłać piechotę w najmniejszych barkach desantowych. Nie chciał stracić okrętów. Robert O'Neil szykował się do walki. Sprawdził, czy jego broń jest naładowana. Był dumny ze swojego pistoletu maszynowego - Thompsona. Stał na statku ze swoimi przyjaciółmi. Frank Pookins był znakomitym snajperem, a Tom Haley najlepszym medykiem. Cała trójka była bardzo zdenerwowana. Dowództwo wysłyła ich w taką pogodę w zwykłych barkach. Przyjaciele obserwowali uważnie to, co się działo u burty okrętu. Pierwsze łodzie z piechotą natychmiast powywracały się pod falami. Ludzie z czterdziestokilogramowym ekwipunkiem tonęli. Mimo to kolejne motorówki, barki i łodzie były wypełniane żołnierzami. Robert, Frank i Tom znaleźli się w jednej. Starali się utrzymać równowagę. Bardzo trzęsło. Gdy pojazd był pełny, barka ruszyła w stronę brzegu. Miała do przebycia aż 11 mil. Po kilku minutach Frank puścił soczystego "pawia" na swoje buty. Nie był jednak pierwszy. Prawie wszyscy żołnierze dostali choroby morskiej. Robert i Tom jako jedyni nie zwymiotowali. - Trzymajcie się. - powiedział kapitan Gill. - Dacie radę. Jak dotrzemy do brzegu to będzie bułka z masłem. Niemcy nie spodziewali się inwazji, na pewno nie są przygotowani. - Ja chcę na ziemię... - jęknął jakiś szeregowy. - A co z działami? - zapytał Frank, wycierając usta z wymiocin. - Samoloty wyczyściły teren? - Tak. - odpowiedział kapitan. - Wszystko jest przygotowane na nasze lądowanie. To będzie jak romantyczny spacerek po plaży. - Żeby tylko miał pan rację... - powiedział Robert. Nagle usłyszeli narastający świst. - Uwaga! - krzyknął z tyłu sternik. Obok barki wylądował pocisk, wyrzucając litry wody w górę. Po chwili kolejny. I następny. Bomby zaczęły spadać jak deszcz. Żołnierze co chwil schylali głowy. Robert z minuty na minutę denerwował się coraz bardziej. Czuł nieprzyjemny ucisk w żołądku. Spojrzał na twarze towarzyszy. Malowały się na nich strach, zwątpienie, smutek i choroba morska. Po pewnym czasie sternik znów się odezwał. - Za niecałą minutę dobijemy do brzegu! Przygotujcie się! - Panowie... - zaczął kapitan. - Mamy tu do wykonania ważne zadanie. Ta inwazja będzie początkiem końca III Rzeszy i tej całej wojny. Bóg jest z nami. - zrobił krótką pauzę. - Musimy dostać się jak najgłębiej w ląd. Na plaży uważajcie, może być zaminowana. - żołnierze usłyszeli gwizdek. - Powodzenia... Rampa barki została opuszczona. Prawie natychmiast na twarz Roberta chlapnęła krew. W żołnierzy wbijały się pociski karabinów. Jedni zaczęli wyskakiwać za burtę, prosto na głęboką wodę. Inni starali się wyjść frontem, unikając ognia. Robert, Tom i Frank wybiegli po rampie do wody. To, co zobaczyli, przeraziło ich. Do brzegu mieli kilka metrów. Dalej, na piasku stały metalowe blokady przeciwczogłowe. Za plażą malowała się wysoka, stroma skarpa. Na niej były zbudowane potężne bunkry. Wzdłuż brzegu zatrzymywały się łodzie, z których wybiegali żołnierze. Natychmiast ginęli. Wybuchy rzucały ku niebu wodę i piasek. Ludźmi targały pociski ciężkich karabinów maszynowych. Robert, Tom i Frank, przedzierając się po pas w wodzie, dotarli w końcu do brzegu. Schowali się za najbliższym metalowym krzyżem, których dziesiątki stały na plaży. Miały one za zadanie zablokować drogę pojazdom mechanicznym. Dla żołnierzy amerykańskich okazały się schronieniem przed ogniem karabinów. - Matko boska! - krzyknął Tom. - Zginiemy tu! - Weź się w garść! - ryknął Robert. - Musimy dostać się pod skarpę! - Co?! - Musimy dostać się pod...! - Słyszałem! Ale jak ty chcesz to zrobić?! Robert rozejrzał się dokoła. Kolejne barki wypuszczały ludzi na pewną śmierć. Kolejni żołnierze padali martwi na piasek. W powietrzu latały pociski. Wciąż było słychać huki eksplozji. - Idziemy do przodu! - wrzasnął w końcu O'Neil. - Nie możemy zostać w jedny miejscu, w końcu zginiemy! - Masz rację. - powiedział Frank. - Co?! - Masz rację, do cholery! Robert kiwnął głową. Następnie wybiegł zza osłony, ku następnej stalowej konstrukcji. Obok niego padł żołnierz. Robert zatrzymał się gwałtownie, by mu pomóc. Złapał go za rękę i zaczął ciągnąć. Szybko dotarł do osłony. Wtedy zobaczył, że trafiony mężczyzna nie żyje. Rozejrzał się ponownie. Medycy starali się uratować życie poszatkowanych żołnierzy. Na piasku leżały dziesiątki poszarpanych ciał. Robertowi ledwo udało się uniknąć paniki. Machnął ręką na znak przyjaciołom. Tom…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Kokon
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…