Wróć do katalogu

Nierozerwalna więź

Dziewczynka i koń z temperamentem. Opowiadanie o niezwykłej przyjaźni.

tasmanova, opublikowano , 19 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Opowiem Wam historię, która przydarzyła się naprawdę, i która zapisała się na zawsze w mojej pamięci. Jest ona o niezwykłej więzi, jaką łączyła małą dziewczynkę i ogiera pełnej krwi angielskiej o niesłychanie dużym temperamencie, sile walki. O przyjaźni, miłości, łzach, szczęściu, uśmiechu i rozstaniu...

Wszystko zaczęło się w stadninie rekreacyjnej w Lasocinie, dokąd Olga ze swoim tatą przyjeżdżali bardzo często. Dziewczynka miała zaledwie 3 latka, kiedy wsiadła po raz pierwszy na konia, jednak w jej oczach było widać, że będzie jeździć, że poświęci temu całe życie, odda temu swoje serce. I tak zrobiła. W wieku 5 lat zaczęła regularnie jeździć. Wiadomo, początku były trudne. Wzloty i upadki. Łzy, że coś się nie udaje, ale po czasie łzy szczęścia, że jednak się udało.

Któregoś letniego dnia, Olga, pobiegła cała brudna do swojego taty i zaczęli rozmawiać. - Jej. Tatusiu! Ile to wszystko wymaga pracy, właśnie nakarmiłam Lalkę, Aramisa i wszystkie roczne źrebaki. - Jesteś bardzo pracowita Oleńko, teraz będziesz miała o jednego konika więcej do karmienia, ale to dopiero jak urośnie. - Jak to?- Dziewczynka spytała zdziwiona. - Trylogia się oźrebiła. Malec nazywa się Tasman i jest Twój kochanie. - Mój? Mam własnego konia?.- Olga skakała z radości, następnie rzuciła się w ramiona tacie i przez kolejne 10 minut nie mogła uwierzyć, że będzie miała tego swojego jedynego, który będzie jej na wyłączność, który możliwe, kiedyś w przyszłości stanie się jej najlepszym przyjacielem. – Tatusiu! Ja muszę iść do niego. Zaprowadzisz Mnie? - Jasne. – Złapał córkę za rączkę i poszedł w stronę boksu źrebaka. – To tutaj. Wskazał palcem na tabliczkę i delikatnie otworzył brązowe, skrzypiące drzwiczki od miejsca narodzin Tasmana. - On jest piękny… - Wiesz, że taki koń to jest bardzo duża odpowiedzialność? Będziesz musiała nocować w stajni, kiedy Trylogia już nie będzie karmić go swoim mlekiem, to Ty będziesz musiała go karmić. Być przy nim w zdrowiu i w chorobie. Zawsze w gotowości do czasami najgorszych rzeczy. - Będzie aż tak źle, tato?.- Spojrzała na tatę ze łzami w oczach. - Nie, perełko. Ten pozornie mały konik w przyszłości może stać się Twoim najlepszym przyjacielem. Jego boks może być Twoim ukochanym miejscem, gdzie będziesz czuła się najbezpieczniej na świecie. Będzie z Tobą, kiedy tylko będziesz chciała. Odda Ci swoje serce i zaufa Ci bezgranicznie. Do tego wszystkiego jednak potrzeba bardzo dużo czasu, cierpliwości, oddania i miłości, którą na pewno mu podarujesz. - Mam prośbę. - Tak? - Mogę z Nimi zostać sama? - Jasne maleńka, tylko uważaj. Po tych słowach powoli ruszył w stronę baru. Olga weszła do boksu, podeszła do Trylogii, spokojnie pogłaskała ją po szerokiej, białej łysinie i usiadła cicho pod ścianą patrząc na malucha.

Od tamtej pory byli ze sobą nierozłączni. Olga była prawie cały czas ze swoim ogierem. Wzięła sobie wszystkie słowa ojca do serca. Pielęgnowała go, wiedziała o Nim wszystko. Czego nie lubi, co uwielbia, co go drażni, irytuje a co go uspokaja i relaksuje. Z wszystkich osób w stajni, Ona była mu najbliższa. Spełniała wszystkie obowiązki. Oddała mu swoje serce, zaufała mu w stu procentach i to wszystko dało jej powód do codziennego uśmiechu. Tasman słysząc kroki w stajni, znakomicie odróżniał kroki Olgi od kroków kogoś innego. Słysząc je od razu zrywał się z ziemi i radośnie rżał, czasami tupał swoim silnym kopytem w drzwi boksu, przypominając, że ma do niego przyjść. Zawsze przychodziła. Nie było dnia, żeby nie posiedziała z nim, nie wyprowadziła na krótki spacer na lonży, nie wyczyściła go. Doszli ze sobą do takiego stopnia zaufania, że mogła zdjąć mu kantar, wypuścić ze stajni w szczere pole i wiedziała, że zaraz do niej wróci. Robiła tak dosyć często, bo uwielbiała jego widok. Widok rozgalopowanego, szczęśliwego i szalonego przyjaciela. Wtedy, kiedy patrzyła na niego zdała sobie sprawę jak bardzo jest dla niej ważny, że jest sensem jej życia, że tak mało by bez niego potrafiła. - Tasman!.- Krzyknęła po chwili. Tasman przybiegł. Okrążył ją radośnie kłusem z dumnie uniesionym ogonem, tracił pyszczkiem jej ramie i stanął obok niej. Poklepała go po długiej kasztanowej szyi i dodała „ wracamy ‘. Przyjaciel szedł wolnym stępem. Szedł koło niej. Tak doszli do stajni. Minął rok od tamtej chwili i właściwie nie wiele się zmieniło, tylko tyle, że Tasman miał już 4 lata i nadszedł czas do jego ujeżdżania. Było wiadome już na samym początku, że nie będzie łatwo. Ogier wyraźnie stawał się agresywny, kiedy obcy człowiek szedł w jego stronę, z ogłowiem, siodłem czy po prostu ze szczotkami. Denerwował się, kiedy to był obcy człowiek a nie Olga. To przecież jej zaufał, to ona go wszystkiego uczyła i tylko ona może go czyścić, dotykać. Tylko ona. On przecież nie pozwoli.. i nie pozwolił.

W stajni był szum od samego rana. Ludzie przekrzykiwali się, kto pierwszy ujarzmi tego ogiera. Kto znowu na niego wsiądzie? Chętnych było wielu, jednak każdy jak szybko na Tasmana wsiadł tak szybko zleciał. Ta cała sytuacja zrobiła z niego bardzo narowistego konia. Doprowadziła do tego, że kiedyś spokojny, dający się bez problemu oporządzić koń, stał się diabłem wcielonym. Jednak jak zwykle tylko jedna osoba miała do niego całkowite zaufanie. Nie raz próbował kopnąć, ugryźć. Olga weszła do boksu do Tasmana. Kłapnął jej zębami przed głową. - Nie!.- Krzyknęła. Tasman stał zdziwiony, ale w jego oczach było widać złość. Był rozdrażniony. - Nigdy więcej, rozumiesz? Nigdy więcej!.- Powiedziała stanowczym tonem. Nie bała się go. Znała go bardzo dobrze. Wiedziała, że nic jej nie zrobi, bo gdzieś tam na dnie, w jego sercu ma ją. Pamięta o niej, kocha ją. Zaufał jej. Ona tego nie zniszczy, będzie walczyć. Stanęła przed nim, przed jego oczami. On patrzył ciągle na nią jakby z niedowierzaniem. Jakby głośno myślał „Przecież to działało! Wszyscy przecież uciekali! Dlaczego tego nie robisz? Dlaczego nie uciekasz? ‘’. Dziewczyna zaczęła do niego mówić: - Nie Tasman. Nie jesteś taki. Nie jesteś agresywny. Nie kopiesz, nie gryziesz. Nie ponosisz. Jesteś wspaniałym ogierem. Masz serce. Potrafisz ufać. Ci ludzie są podli. Nie martw się, już nigdy Cię nie skrzywdzą. Nigdy więcej! Ale, proszę… Zaufaj, chociaż Mi… Zawsze tak było. Stawałeś za mną murem, teraz ja stanę za Tobą.- Oldze po tych słowach popłynęły łzy. Tasman ni stąd, ni zowąd podszedł do niej i trącił jej ramię swoim pyszczkiem. - Przyjacielu…- Powiedziała Olga i przytuliła się do niego.- Będzie wszystko dobrze! Zobaczysz!. Tej nocy została z nim. Ludzie dziwili jej się, że się nie boi i, że on nic nie jest w stanie jej zrobić. Czyżby była tą wyjątkową? Którą on chce chronić od łez, smutku? Nikt nie wiedział, co takiego ona z nim zrobiła, że w ciągu godziny zachowanie Tasmana radykalnie uległo poprawie. Rano wstała, otrzepała się z siana i poszła szykować jedzenie dla Tasmana. Wzięła wiadro, nasypała owsa, dolała wody i wymieszała. Nagle ktoś wszedł do paszarni. - O dzień dobry Pani Rysiu. - Dzień dobry Oleńko. Słyszałem, że z Tasmanem jest już OK.? - To znaczy dla Mnie jest taki, jaki był zawsze. - Tak, wiem. Wiele razy widziałem jak on się o Ciebie troszczy… Fantastyczna z Was para, wiesz? - Dziękuję bardzo. - No nic. Ja lecę. Mam masę papierkowej roboty. Pozdrów go ode mnie. - Kogo? - No tego szczęśliwca, któremu szykujesz śniadanie. - A no tak.- Olga uśmiechnęła się. Wzięła wiadro i zaniosła Tasmanowi. Wsypała mu do żłobu, usiadła na snopku siana i patrzyła na niego. - Wiesz…- Zaczęła mówić.- Jesteśmy uważani w tej stajni jako za fantastyczną parę.- Tasman spojrzał w jej stronę na chwilę, po czym kontynuował jedzenie.- Tak powiedział Pan Rysiu. On bardzo Cię lubi, wiesz? Kazał Cię pozdrowić. Nie będzie z Tobą łatwo, on to wie. Zresztą, każdy to wie. Nawet ja. Ale ja ci pomogę i to już dzisiaj. Przezwyciężymy to? Razem? Proszę… - Tasman jakby rozumiał. Kiedy skończył jeść podszedł do Olgi, położył się koło niej kładąc swoją głowę na jej nogach, brudząc przy tym jej bryczesy. Mrugnął do niej dwa razy, co ją rozśmieszyło i pogłaskała go, po boku jego ładnie kształtowej głowy. Zaczęła masować mu uszy. Uwielbiał to. Zawsze się uspokajał, relaksował. - Lubisz to, prawda? Śpij słoneczko… Śpij spokojnie…- I tak ponownie zasnęli razem.

Obudziła się jakoś przed 17:00. Tasman stał przy boksie, nasłuchiwał. Wstała, stanęła obok niego. Było słychać śpiew jaskółek, które zamieszkały w drewnianym dachu stajni. Fruwały jak oszalałe, obijając się o belki, upuszczając a zaraz podnosząc materiały na domki dla potomstwa. - Patrz, jakie pracowite…- Olga się zamyśliła po chwili krzyknęła.- Mam! Wiem!. Tasman odskoczył. – Nie bój się. – Uśmiechnęła się do niego i poklepała po szyi.- Zaraz wrócę. Otworzyła powoli drzwi boksu, nie zamykała, wiedziała, że nigdzie nie pójdzie. Pójdzie, ewentualnie za nią. Przyniosła po chwili szczotki. Tasman patrzył. Nie był niespokojny. Powoli wyciągnęła gumowe zgrzebło i zaczęła czyścić przyjaciela. Stał, zawiesił głowę. Wyraźnie mu się to podobało. Może mu tego brakowało? Po godzinie był wyczyszczony. - Chodź, pójdziemy tak jak kiedyś na pole… - Ściągnęła mu kantar, otworzyła szeroko drzwi od boku, potem drzwi od stajni. Wyszła z niej a Tasman za nią. Jednak to nie było tak zupełnie jak kiedyś. Nie miała tej stu procentowej pewności, czy on z nią zostanie. To był taki test. Test, czy jest tak jak było jeszcze rok temu. Czy siła…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych