Nieśmiertelni
Takie sobie zwykłe opowiadanie
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
---Mężczyzna obudził się. Od paru godzin leżał na chłodzie, jednak na razie nie otwierał oczu. Nasłuchiwał. Słychać było tylko monotonny szum liści oraz delikatny szmer wody. Gdy oswoił się z dźwiękami i domyślił się, co może zastać - wstał i po otrzepaniu się z ziemi, rozejrzał się. Była już noc, wszystko miało taką... mroczną poświatę nadawaną przez nieliczne gwiazdy na zachmurzonym niebie oraz dziwny, owalny księżyc. Wokół znajdowały się strome góry, których szczyty kryły się wśród chmur. Pole widzenia było ograniczone przez gęstą mgłę, lecz mógł dostrzec jeszcze dość spory kawałek niczym nie porośniętej ziemi przed sobą, a tuż za nią szeroką, powoli płynącą rzekę. W oddali widział zarys czegoś na wzór łódki z niezgrabnie siedzącą, niezręcznie wiosłującą postacią w środku. Nagle zakłuło go coś w nodze. Popatrzył na nią. Przez długie, dżinsowe spodnie widać było tylko wiele krwi, więc podwinął je, aby obejrzeć dlaczego. Miał pociętą całą prawą nogę. Nie potrafił sobie przypomnieć, co się stało. Lekko kulejąc, podszedł do rzeki, by przemyć rany oraz twarz. Gdy wsadził rękę do wody, przeszedł go dreszcz. Wiedział, że woda będzie zimna, ale nie spodziewał się, że aż tak bardzo. Poczekał, aż zmącona toń uspokoi się, a następnie przejrzał w jej gładkiej tafli. Był wysoki i masywny. Oprócz dżinsowych spodni był ubrany w ciemną koszulę. Na owalu jego twarzy było widać mocno wysuniętą szczękę. zadarty nos i przenikliwe, niebieskie oczy. Natomiast na głowie panował tak bardzo, jak tylko to możliwe, nieporządek. ---Gdy przemywał rany, które okazały się być tylko zadrapaniami i płytkimi przecięciami, niezauważenie przypłynęła do niego łódka. Stał w niej ponury, łysy, trochę przygarbiony starzec ze złowrogim wzrokiem. Był ubrany w stare szmaty. Zakrytą miał tylko lewą rękę, natomiast prawej, odkrytej trzymał wiosło. Widniały na niej liczne, stare blizny. - Witaj. – Powiedział starzec ochrypłym głosem. ---Mężczyzna wystraszył się. Nie spodziewał się tutaj nikogo. Po chwili przypomniał sobie łódkę, choć nie wierzył, by mogła ona do niego tak szybko przypłynąć. Spojrzał w górę. - Witaj, kim jesteś? - Mężczyzna dla odmiany miał wyraźny, stanowczy głos. - Czyżbyś nie wiedział? - A niby skąd? – Oburzył się. - Miałem wrażenie, iż jesteś świadom tego, że umarłeś. - Umarłem? - Najwyraźniej. Pozwól, że ci się przedstawię. Jestem Charon, ale możesz do mnie mówić Roland. Prawdziwy Charon umarł dawno temu. Ja go tylko zmieniam. To rzeka Styks. Przy jej końcu jest królestwo Tanatosa. Za moment tam popłyniemy. - Ja jestem Alain. O ile dobrze pamiętam, za przewiezienie przez tę rzekę trzeba zapłacić jedną złotą monetą, której nie mam. - Czyli muszę zawołać Cerbera, żeby cię zawlókł do Tartaru... - Alain przeraził się śmiertelnie. - Żartuję przecież. Po co mi twoja moneta w podziemiu. Wskakuj!
*
---Minęła już prawie godzina. Monotonny krajobraz składający się z wysokich, prawie identycznych gór, przed którymi znajdował się malutki lasek spowity gęstą mgłą i rzeki, z której prądem mozolnie płynęli. Czas dłużył im się niezmiernie. Wciąż płynęli. Alain wiosłował, natomiast starzec siedział sobie i patrzył w pustkę nieba. Mężczyzna zauważył, że rzeka z wolna zaczęła się rozszerzać, lasu ubywać, a stromizna gór się powiększyła. Atmosfera zrobiła się jeszcze bardziej tajemnicza. Starzec także to zauważył i kazał Alainowi zatrzymać łódkę. - Jesteśmy na miejscu. - Oznajmił staruszek. - Na miejscu? Przecież tutaj nic nie ma. Nawet las zniknął, a bez specjalistycznego sprzętu na tak strome góry nie da się wejść! – Oburzył się gość, jeżeli tak go można nazwać. - Ktoś powiedział, że musi być coś widać? Za moment zostaniemy przywitani. ---Wtem, tak jak zapowiedział senior, zostali przywitani - w powietrzu ukazał się kontur otwieranych drzwi, z których padało światło. Gdy drzwi otwarły się do końca, w świetle widniejących wewnątrz świec pojawił się rosły szkielet. - Wejdź. Już wystarczająco długo na ciebie czekałem. - Rzekł nieumarły. Ku zdziwieniu Alaina, jego głos miał przyjemny ton, którego się nie można było spodziewać po dwumetrowym szkielecie ubranym w czarny płaszcz. Spojrzał jeszcze przez chwilę na drzwi. Gdy myślał, jak ma się tam dostać, skoro wejście ciągle lewituje w powietrzu i nie widać, aby miało zamiar coś ze sobą zrobić - obok niego zmaterializował się pomost. Zerknął nań. Wydawał się być stabilnym i w żaden sposób nie wykazywał tego, że jest tworem wyobraźni. Mężczyzna wszedł na niego ostrożnie, wciąż uważnie patrząc. Zaraz za nim, jak duch pojawił się sługa Tanatosa. Mężczyzna wciąż nie był niczego pewien, mimo to ciepło pomieszczenia, w którym stał kościej zachęcało go, gdyż podczas płynięcia przez Styks, pochlapał się wodą i cały przemarzł. ---W końcu wszedł. Ogarnęła go przyjemna fala ciepła i przeszył go dreszcz. Zawsze wyobrażał sobie to miejsce na wzór ponurego bagna. Mimo wszystko - ta wersja bardziej mu odpowiadała. Roland prowadził wszystkich troje długimi, kamiennymi, spiralnymi schodami w górę. W końcu doszli do drzwi, które starzec we dwójkę ze szkieletem z niemałym trudem otworzyli. Pokój znajdujący się za nimi nie był zbyt okazały. Na drugim końcu pomieszczenia było kominek, do rozpalania którego Charon wziął się od razu. Ściany były koloru obrzydliwej zieleni. Gdzieniegdzie wisiały obrazy. Na ziemi można było dostrzec stary, postrzępiony dywan z frędzlami. Pośrodku stał mały stół i trzy skórzane fotele wokół niego. Usiedli. Dopiero co rozpalony kominek powoli zaczął napełniać pomieszczenie jasnym światłem. - Cieszę się, że tutaj przyszedłeś. - Rozpoczął rozmowę kościej. - W dzisiejszych czasach nikt już w nas nie wierzy. - Żeby się tutaj dostać, trzeba wierzyć w Tanatosa, Charona, w rzekę Styks? - Zapytał mężczyzna. - Tak. Niestety tak. Każdy trafia tam, gdzie wierzył, że trafi przed śmiercią. - Odparł szkielet. - A jeżeli ktoś był dobrym człowiekiem a myśli, że trafi do piekła? - To jego problem. - A ateiści? - Jakby to powiedzieć... - Tu Tanatos się zamyślił. Lecz po chwili odpowiedział. - Ich dusze po prostu wyparowują po śmierci. - Ale przecież, gdy ktoś nie zasłużył na śmierć, może nie powinno się go zabierać ze świata żywych. Przecież pan, panie Tanatos ma władzę na życiem i śmiercią, to pan decyduje, kto i kiedy ma odejść z tego świata do tamtego. - Mogę, jednak nie mam władzy nad losem. Jeżeli ktoś umarł z jakiegoś powodu, najwyraźniej na to zasłużył. To nie ja decyduję, kto i kiedy umiera, lecz kto i kiedy dostaje się z jednego świata na drugi. - A gdyby tak nie odrywać duszy od ciała? Przecież właśnie to pan robi swoim złotym nożem. - Tak nie można. A nóż już dawno stał się kosą, bo przecież właśnie z nią ludzie wyobrażają sobie śmierć. Takie mają wymagania, choć mam wrażenie, że nożem dużo wygodniej byłoby odciąć pukiel włosów zmarłego, by oddzielić jego ciało od duszy. - Z góry przepraszam, jeżeli to pytanie będzie niezręczne, ale czy mógłby mi pan pokazać te przedmioty, których pan używa do zabierania ludzi z tamtego świata? - Ależ nie mam nic przeciwko -Tanatosie! - Tu odezwał się Charon, który od początku rozmowy siedział cicho, pilnując ognia. - Nie powinieneś! - Przecież nic się nie stanie. Chodźmy. ---Szli ponownie spiralnymi schodami. Tym razem w dół i w odwrotnej kolejności niż poprzednio. Gdy zeszli na dół, pochłonął ich labirynt korytarzy. Tanatos zaprowadził ich do celu. Wkroczyli powoli, jakby bali się zdenerwować jakąś okropną bestię w środku, która tylko czyha na nieostrożnego śmiałka wchodzącego bez rozwagi. Rubinowy blask bijący z każdej ze stron wpierw ich oślepił. Jednak po chwili ponownie mogli patrzeć i podziwiać trzy lewitujące przedmioty, które były źródłem owego blasku. Kościej podszedł do nich i spoglądając na mężczyznę, począł tłumaczyć. - Tak jak chciałeś. Oto widzisz przedmioty, dzięki którym przenoszę ludzi z jednego świata do drugiego. To coś całkiem po lewej, to jak już chyba zdołałeś zauważyć, cylinder, dzięki niemu mogę spokojne podróżować do drugiego świata, a śmiertelnicy mnie nie widzą. Dwumetrowy szkielet przechadzający się spokojnie z kosą po mieście mógłby wywołać pewną konsternację. - Wszyscy śmiertelnicy? Jasnowidze oraz im podobni również? - Również. Nie ma czegoś takiego jak jasnowidzenie. Oni po prostu na głupocie innych ludzi zarabiają pieniądze. Natomiast spójrz teraz tutaj. To jest mój zegar, który wskazuje, w jakim miejscu i o jakim czasie mam się znaleźć w danym momencie. Działa zgodnie z tym, co zapisuje w swojej księdze anioł śmierci - Azrael. ---Mężczyzna zaczął się pod nosem uśmiechać. Jednak ani ponury żniwiarz, ani przewoźnik przez rzekę Styks nie zauważyli tego. - To znów jest mój atrybut - kosa, to nią odcinam pukiel włosów z ciała zmarłego, by dusza mogła ulecieć. Dokładniejszego opisu chyba nie trzeba. Dodam jedynie, że to runy na ostrzu dają jej taką magiczną moc przenoszenia między światami. - Dziękuję, teraz jednak pozwól, że zniknę. – Rzekł flegmatycznie mężczyzna i porwał lewitującą w powietrzu kosę. ---Charon wraz z Tanatosem spojrzeli na siebie nawzajem. Nie mogli nic zrobić. Tymczasem Alain wziął zamach i odciął obu głowy.
*
---Alain siedział w kuchni, szykując sobie posiłek. Z pokoju było słychać głosy. To grało radio. Mężczyzna wyszedł z kuchni, trzymając w ręku przygotowane na szybko jedzenie. Usiadł wygodnie w miękkim skórzanym fotelu. Wydało mu się, że coś słyszy. Odwrócił się. Za nim znajdowały się tylko i wyłącznie ściany. Wszystkie, za wyjątkiem jednej, na której znajdowała się fototapeta galaktyki, były pokryte białą farbą. Na ścianie z obrazem można było dostrzec ogromny, choć zakamuflowany, gdy wyłączony telewizor. Alain wyłączył radio i włączył telewizor. Przełączył kanał, na którym leciał program o nowo powstałej rasie żółwi wodnych na wiadomości. Chciał sprawdzić, co sądzą w mediach o najnowszych wydarzeniach, które działy się dzięki niemu. - Kolejne ofiary morderstw oraz wypadków włóczą się po mieście jako bezmózgie potwory. – Mówiła jasnowłosa, wysoka prezenterka. ---Mężczyzna zaśmiał się. Wiedział, czemu dzieję się tak, a nie inaczej. Był nawet świadkiem kilku takich wydarzeń. Wyglądało to nadzwyczaj prosto. Człowiek umierał w wypadku lub z powodu jakichkolwiek innych wydarzeń losowych. Tak konkretnie to nie umierał, lecz „zasypiał”, bo po pewnym czasie wstawał i bezmyślnie wędrował przed siebie. A by spowodować tak wielkie zmiany, by wytrącić porządek świata z równowagi – przechylić szalę porządku i wytrącić ze świata to wszystko – co było na swoim miejscu, wystarczyła tylko jedna, pozornie prosta rzecz.
*
---Gdy wyszedł z siedziby Tanatosa, wsiadł do łódki i odpłynął. Gdy dotarł do miejsca, w którym się obudził – wyszedł z łódki, by stanąć na rozmokłym piachu. Rozejrzał się dookoła. Tak jak sądził – nic się nie zmieniło. Tylko zrobiło się później, a co za tym idzie – ciemniej. Już drugi raz dzisiaj wziął zamach i przejechał kosą w powietrzu. Utworzył się nieduży portal między światami. Wystarczająco duży, by mógł przez niego przejść, wystarczająco mały, by nie zaciągnąć za sobą nic z tego świata oraz by mogła się wystarczająco prędko za nim zamknąć. ---Przeskoczył. ---Gdy wyszedł po drugiej stronie dziury miedzy wszechświatami, stracił przytomność. Po pewnym czasie obudził się i obejrzał za siebie. Był dzień. Krajobraz nie zmienił się w najmniejszym stopniu. Za nim wciąż widniała rzeka – a przed nim piasek, ziemia, a w oddali las. Jedynie pora dnia. Teraz mógł dostrzec więcej szczegółów niż w nocy. Czuł się niczym mężczyzna z pewnej legendy o tym miejscu. Podobno kiedyś, w odległych czasach żył pewien architekt. Gdy miał piętnaście lat, zaprojektował wspaniałą budowlę. Była ogromna i bardzo piękna. Wykupił kawał ziemi i zaczął sam jeden budować ową konstrukcję. Zajęło mu to trzydzieści lat. Spojrzał na nią i postanowił sprzedać za wielkie pieniądze. Wszyscy uważali, że cena jest zbyt wygórowana i nikt nie podjął się kupna. Załamany szedł trzy dni schodami na samą górę. Rzucił się ze szczytu. Alain również podjął się wielkiego czynu, jednak po pomyślnym jego wykonaniu nie wiedział, co zrobić. Posiadał boską moc i nie miał pojęcia, po co mu ona. Nie wiedział. Myślał nad tym, ale po prostu nie wiedział. Wykopał rękoma dół, od czasu do czasu pomagając sobie kosą. Dziura była wąska, lecz długa i głęboka. Na tyle wielka, by pomieścić skradzione artefakty. Mężczyzna wrzucił przedmioty do dołu, zakopał i poszedł przez pagórki – przed siebie. Wiedział, że w którąkolwiek stronę by poszedł – zawsze trafi do rodzinnego miasta.
*
---W telewizorze leciały wiadomości. Podawali, że hordy potworów zatarasowały autostradę w pobliskim mieście, całkowicie paraliżując ruch. Spowodowały także kilka śmiertelnych wypadków. Gdyby wyprawa do podziemia nie zmieniła jego charakteru – przejąłby się tym, lecz teraz było mu to wszystko obojętne. Nie przeszkadzało mu to, w co zamieniali się ludzie. Przeszkadzało mu jedynie to, że ta horda idiotów obija się o wszystko po drodze i nie daje spać w nocy. W innych, większych miastach pewnie dają sobie jakoś z tym radę. Zamykając ich wszystkich w ogromnych pomieszczeniach. Lub coś w tym stylu, ale tutaj nikt nic nie poradzi, to nie jest miasto. To dziura zapomniana przez wszystkich. Goście przybywają tu tak często, jak ludzie w betonowych butach na dno morza. Przeważnie ci, którzy pomylili drogi i się zgubili. Nigdy nie zostają na długo. Nikt im się nie dziwi. Tutaj nie ma nawet sklepów, poza tym z bronią, koło starego, zniszczonego placu zabaw, za którym znajduje się strzelnica. Jedzenie i picie ludzie w większości sprowadzając na własną rękę lub proszą farmerów, którzy za grube pieniądze jadą wtedy do odległego o ponad pięćdziesiąt kilometrów miasta i sprowadzają najróżniejszy towar, często przeterminowany lub niezgodny z prośbami zamawiających, ale coś lepszego dostać można tylko dzięki następnemu, grubemu rulonikowi pieniędzy. Pola farmerów są obszerne, aczkolwiek ziemia nie jest żyzna i plony w najlepszym wypadku wystarczają do skąpego wyżywienia co najwyżej czterech rodzin. Farmerów jest tuzin, a rodzin ponad tysiąc. Młodzieniaszkowie nie kradną farmerom nic z pól. Nie opłaca się, trzeba by było kraść cały rok, a grozi to kalectwem. Kilku zdążyło się przekonać. Gdy dobry farmer jest zły – jest bardzo źle. Alain był jednym, choć nie jedynym z lepiej ustawionych w tym mieście. Luksusem dorównywał mu tylko enigmatyczny Cuthbert, a zasobami finansowymi śliczna Susan z domu naprzeciwko. Alain spoglądał przez okno. Ceglane ściany budynków nadawały ulicy szkarłatny poblask. Kałuże przy chodniku odbijały refleksy resztek słońca schowanego za ciemnymi, burzowymi chmurami zwiastującymi nocny deszcz. Powoli zapadał zmrok. Mężczyzna wyłączył telewizor i położył się spać.
*
---Obudziło go dopiero głośne, rytmiczne pukanie. Przeciągnął się ospale i ruszył wpół nagi by otworzyć drzwi. Spojrzał przez wizjer. Odryglował i otworzył je. Do środka napłynęło zimne, wilgotne…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil BloodLust
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…