Niespodziewana miłość 10-18
tak jak część 1 ;)
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Rozdział 10. Bójka…
Wbiłam się w tłum chłopaków. Popychałam wszystkich. -Uważaj mała! – Krzyczał jakiś z czerwoną czapką. Biegłam odpychając ich po kolei. W końcu przebiłam się przez zbiorowisko. -Stójcie! Stójcie! – Wrzeszczałam przerażona. Nic to nie pomagało. Fabian okładał pięściami Miłosza, który trzymał go kluczowo za bluzę. Próbowałam ich jakoś powstrzymać. Miłosz złapał mocniej mojego rywala. Uderzył go łokciem w brzuch. Fabian zawył z bólu. -To za zabieranie mi dziewczyny śmieciu! Przeciwnik nie poddał się. Popchnął Miłosza z całej siły. Huknął czaszką o kamień. -A to za zniszczenie mojej miłości! -…Ona nigdy cię nie chciała! Kiedy to dotrze do twojej łepetyny?! – Odrzekł z męką. Fabian pochylił się ku jemu. Szarpnął go za kaptur, podniósł i przyłożył do płotu. Skrzyżował mu ręce. Miłoszowi leciała krew z głowy. Buzię miał całą podrapaną. -Nie zabierzesz mi ukochanej! – Wydarł mój najlepszy przyjaciel. –I co starczy ci?! – Dodał przyciskając go bardziej. Poszkodowany nabrał sił. Podstawił haka konkurentowi. Zasunął mu z pięści. -Ja nigdy nie mam dość! Mogę ci zadawać ciosy tak długo, aż doczekam się twojej śmierci! Fabian miał przeciętą wargę. Strasznie mu spuchła. -To sobie jeszcze powalisz! Ha ha! – Odpowiedział. Walka była wyrównana. Zaciskałam tylko pięści. Nie byłam w stanie nic poradzić! -No zróbcie coś! – Krzyczałam do innych hultajów. Byli tak zafascynowani pojedynkiem, że ignorowali mnie. -Ona jest moja!!!! – Wrzasnął Miłosz. Wyjął scyzoryk. Przyłożył go do szyi konkurenta. Serce podeszło mi do gardła. -Dość! Dość! Chłopacy przestańcie! Dosyć! –Starałam się. -Kto ma teraz przewagę? Ha? -Pu… Pu… Puść to! – Zachapany podejmował próbę. Ręce Miłosza drżały. Nóż podsuwał bliżej. Fabian głośno oddychał. Podnosił powoli rękę. Gromada odsunęła się. Niektórzy uciekli. Sama z chęcią bym to zrobiła. Mój przyjaciel wzniósł dłoń. -Tylko spróbuj! -Nic… Nic… Nie robie… - Wysapał. Miłosz przydusił go z większym natężeniem. -Jakieś ostatnie słowo?! Rywal gwałtownie ustał mu na nogę. Zamachem strącił nóż. Przystanął na ziemi podpierając się na palcach. Spojrzał z ogromnym gniewem. Miłosz był całkowicie zbity z partykuły. -Ej… - Wybąknął tylko. Fabian rzucił się na niego. Bił go ile starczyło mu sił. Przewrócił swojego rywala na ziemię. Zaczął go dusić. -Taki jesteś chojrak! Taki the Best! To poradź sobie teraz! Na każdym kroku ściskał nad wyraz. Miłosz robił się blady. Tracił oddech. Banda powoli robiła się coraz mniejsza. -Fabian! Zostaw go! – Wrzasnęłam. -Po co?! Chciał mnie zabić! On tylko niszczy naszą… Nasze stosunki rozumiesz?! Pobiegłam bliżej. Złapałam go za ramię. Bez problemu mnie odepchnął. Padłam na trawę. Nie traciłam nadziei. Ujęłam go znowu. Ponownie mnie odtrącił. -Przestań! Błagam! – Rozpłakałam się. Łzy lały mi się jak szalone. Byłam sfrustrowana. Mina Miłosza była taka… Słaba, wykończona, zawiedziona. W każdej chwili mógł odejść na zawsze! -Zostaw… Proszę… -Odejdź! -Pójdziesz do więzienia, jeżeli to zrobisz! Nigdy się nie spotkamy! [Płacz.] -Mam to gdzieś! Przynajmniej zrozumiesz moje uczucia! -Ja wiem, co czujesz! – Klękłam, błagając go. – Proszę, zrobię wszystko! Proszę! [Płacz.] Spojrzał mi w oczy. W jego widziałam strach. Posmutniał, gdy ujrzał moje. Odwrócił szybko wzrok. -Ale…- Oznajmił drżącym barytonem. -Wiem! [Płacz.] –Wiem, wiem, wiem, wiem! Jeżeli mnie kochasz to puść go! [Płacz.] Miłosz trząsł się. Nie był już blady, lecz całkiem biały jak ściana. Fabian po moich słowach troszkę go puścił. -Tak! Jeśli naprawdę do mnie to czujesz, to przestań go dusić! Kochasz mnie tak?! Kochasz?! Więc zrób to… Zrób dla mnie! Dla nikogo więcej! Niech liczę się tylko ja! Czy tak nie jest?! Ważniejsze jest pozbyć się problemów?! Nie chcesz mojego szczęścia?! Jeżeli ci na mnie zależy to zostaw go… Błagam! – Wyłkałam przez łzy. Powoli jego uścisk przeobrażał się w trzymanie. Popatrzył na mnie. Następnie już tylko go dotykał. Rzucił okiem znów na moją osobę. Zmierzył mnie tak jakbyśmy widzieli się po raz pierwszy. Widziałam u niego łzy. Puścił zupełnie. Spojrzał przerażony na swoje ręce. Zacisnął je w pięści. Otworzył gałki mocniej, z podziwem. Biło od niego cierpienie i ból. Czuł się pewnie jak przestępca. Wstał. Odchodził tyłem. Patrzał to na mnie, to na swoje ręce, to na poturbowanego Miłosza. W końcu uciekł. Gnał gdzieś w stronę lasu. -Czekaj! Było już za późno… Zniknął. Miłosz wyciągnął ku mnie rękę. Uścisnęłam ją ze wszystkich sił. -Nic ci nie jest? – Zapytałam przez łzy. Nie odpowiedział… Pokiwał tylko przecząco głową. Widziałam, że źle się czuje. Robiło się już ciemno. Położyłam głowę na jego piersi, by słyszeć bicie jego serca. Przebyliśmy w tej pozycji trochę czasu. W końcu zaczął regularnie oddychać. -Dziękuję – Wyszeptał. -Za co? -Dzięki tobie żyję… Uratowałaś mnie… -Przyjemność po mojej stronie. Dotknęłam jego włosów. Były we krwi. -Ty krwawisz! Ciągle…! -Wyliżę się… -Żartujesz! Wstałam. Podałam mu rękę. Podniósł się z trudem. -Chodź do mojego domu. Opatrzę cię. -Nie trzeba… -No już marsz! – Nalegałam. Niechętnie poszedł za mną. Owinęłam mu głowę bandażem. Polałam rany wodą utlenioną. -Auł… Szczypie… -Przepraszam… Chociaż wiesz, co?! Nie przepraszam! Co wam odbiło?! -Jak zobaczyłem ten list… Po prostu opanowała mnie zazdrość. Miałem ochotę go… -Nie dokańczaj nawet! Wstydziłbyś się! -Nie mam, po co. Moja miłość do ciebie przezwyciężyła… -Ych… -Zobaczyłem go. Powiedziałem kilka słów. Szturchnął mnie… I tak się wszystko zaczęło. Zebrało się pełno kumpli. Ciebie nie widziałem. Szczerze chciałem zachować to w tajemnicy… Zawinęłam mocniej. -Auć… -Hym… Hym… -Mieliśmy załatwić to jak mężczyźni. -Mężczyźni?! – Zaszydziłam. -Nie przerywaj! Kto wygrałby ten pojedynek, wygrałby ciebie… -A co ja jestem jakąś nagrodą?! – Rozgniewana zapytałam. -Nie… Tylko… -Tylko co?! Wiesz, co?! Mogłeś zginąć! On tak samo! Jesteście chorzy… Zachowaliście się jak dzieci! Odwróciłam się. Przytulił mnie i wziął na kolana. -Przepraszam. – Powiedział mi do ucha. -No dobrze… Ale jak na razie zejdź mi z oczu. Dobrze? -Ok. To do jutra. -Pa… -Przepraszam raz jeszcze… -Idź już! – Wrzasnęłam. Posłusznie odszedł kulejąc. Pobiegłam do swojego pokoju. Chciałam wypatrzeć Fabiana. W jego pokoju było ciemno. Pewnie jeszcze nie wrócił. Serce czułam jakby podzielone na dwie części. Jedna kochała Fabiana, a druga Miłosza. Co do tego drugiego… Może było to tylko zauroczenie, ale na pewno nie z jego strony. Dzisiejsza bójka udowodniła mi, że moi przyjaciele zdolni są zrobić wszystko, aby być ze mną. Za jakie grzechy?! – Pomyślałam. Oparłam łokciami o biurko. Odetchnęłam głośno. Dzisiejszy dzień zaczął się tak miło, a skończył tak koszmarnie… Położyłam się na blacie. Zamknęłam oczy, zastanawiając się, co dalej się wydarzy. Co jeszcze mogą wyprawić ci dwaj. Nie miałam pojęcia… Wiedziałam jednak jedno: Obaj są nieobliczalni!
Rozdział 11. Spacer.
Zbliżało się południe. Gotowałam zupę. Cały czas patrzyłam w okno sąsiadów. Zamyślona lekko kosztowałam ziemniaki. Podparłam głowę w rozmyśleniach o męstwie Fabiana, gdy nagle ktoś zadzwonił do drzwi. [Dzyń. Dzyń.] Zanim się zorientowałam trochę sobie podzwonił… -O ludzie… -Wrzasnął tata. Szybko wróciłam do rzeczywistości. -Już, już otworzę! Z grymasem złapałam za kolt. Wzięłam głęboki wdech i wymusiłam uśmiech. -Hej laska. W progu ujrzałam trzy nie tak dawno jeszcze osoby, za którymi nie przepadałam. Tatianę, Martynę i Ewę. -Cześć… Co was sprowadza do mnie? Ojciec siedział na fotelu czytając gazetę. Spoglądał kątem oka na moich gości. Widać było, iż trochę się zdziwił. Nie widywał tu żadnej mojej przyjaciółki chyba od czasów, gdy zaprzyjaźniłam się z Fabianem. -Pamiętasz jak zapraszałam cię na spacer? – Zapytała Martyna. Spojrzałam na nią podejrzliwie opierając się o klamkę. -Ten dzień właśnie nadszedł. – Dodała z uśmiechem. -Yym… -Nie wiedziałam, co powiedzieć. –…To miło z twojej strony, ale muszę zrobić obiad… Tata się oburzył. Stanął na nogi. Rzucił gazetę. Nie wiedziałam, dlaczego tak zareagował. -Ej, ej! Nie musisz! Ja dokończę! – Krzyczał z salonu. -Widzisz! No dawaj chodź już! Bo zimno! -Ale… Ewa pociągnęła mnie za rękę. Byłam zła. Bardzo lubiłam gotować. Nie chodziło oczywiście o samo kuchmistrzostwo. Bardziej o to, iż miałam wtedy okazję wpatrywać się na rzeczy mojego przyjaciela i o nim marzyć. To jedyna godzina, którą mogłam spokojnie na to poświęcić. Jednak jak widać ktoś miał inne plany… Widziałam w oknie zadowoloną twarz Bila. Nie miałam wyjścia. Chciałam żeby, chociaż on się cieszył… Dziewczyny śmiały się i dokazywały. Na każdym kroku wymyślały nowe wygłupy. Ja tym czasem szłam z tyłu przygnębiona. Trzymając ręce w kieszeni kurtki, którą zdążyłam wziąć przypominałam sobie wydarzenia związane ze mną i Fabianem przez ostatni miesiąc. Próbowałam się uśmiechnąć, ale wyszło na to, że było pełno zła… Kopnęłam kamyk, myśląc, co teraz porabia. Zamknęłam oczy na chwilkę, aby wyobrazić sobie, co musi teraz czuć. Miałam nadzieję, iż nie to, co ja… -Ej! Co ty tak zamulasz dziewczyno?! –Szturchnęła mnie Martyna. Ocknęłam się. -Aa… Chyba już wiem, o kogo się rozchodzi. Wzruszyłam ramionami. -Uu… Chodzi o chłopaka?! – Ewa z Tatianą wbiły we mnie wzrok. -Może… -Odpowiedziałam. -Oj… Dajcie jej spokój… Mowa tutaj o KIKZZS! -Że, co?! –Zdziwiona zatrzymałam się. -Koleś i kolesiówa ze złamanym sercem… -Wyjaśniła mi Ewa. -Em… -Nawet się nie tłumacz. One wiedzą o F… -Tak… A skąd? -Przyjaciółki nie mają przed sobą tajemnic… -Przyjaciółki?! –Wzdrygnęłam się. –A od kiedy my… Wiedziałam, że wszystko wypaplesz. Nastroszyłam się… -Ej… -Posmutniała Martyna. –Ja nie chciałam źle… Wiem „przyjaciółki” dziwnie to brzmi po tym wszystkim, ale wszystkie cię lubimy. Mówiłaś, że spróbujemy…? -Dlaczego ci tak zależy?! -Bo jesteś do nas podobna. Jesteś jedną z nas… - Dopowiedziała Tatiana. -JA? -Każda z nas tutaj miała problemy. A raczej jeden. „Być nową.”. Ty miałaś łatwiej, bo cię od razu zaakceptowali, a my byłyśmy zdane na pastwę losu. Z zazdrości ci dokuczałyśmy… -Wybąknęła Ewa. -Dobrze, dobrze już o tym słyszałam. Byłam zdegustowana. Dziewczyny strasznie próbowały być dobre. Powoli stawało się to uciążliwe. -Skoro nam nie ufasz, to proszę. W wieku 10 lat moi rodzice rozstali się. Po tym inne dzieci zaczęły mi dokuczać. Wyprowadziłam się z mamą tutaj dopiero po 5 latach. Całe moje dzieciństwo cierpiałam, lecz tu lepiej nie było… Przyszłam do tej szkoły i nadal ze mnie kpiono. Wiele razy próbowałam się zabić… Czyż nie jesteśmy podobne, no przyznaj sama? Trochę zwątpiłam. Miała rację… -A teraz historia Tatiany. Królowa piękności tak? Ale dlaczego jest taka? O tym to już nikt nie pomyśli… Może ma powody, by być zarozumiałą? Ludzie są nie fair… Kiedyś miała chłopaka. Kochała go i kocha nadal. Była ładna… Myślała, że nie jest z nią tylko, dlatego. Co się okazało? Nie czuł tego samego, co ona. Zdradził ją na jej własnych urodzinach ze starszą. Wpadła w depresję. Zaczęła się zaniedbywać. Miesiącami nie wychodziła z domu. Gdy po raz pierwszy się pokazała, nikt jej nie poznał. Zmieniła się w żądną krwi Emo girl. Później ojciec przeniósł ją tutaj do kuzynki. Jak widać jest lepiej… Szkoda jednak, iż nie zauważył tego… Nikt, po za nami. NIKT nie widział, tak gotyckiej dziewczyny, dlatego nie chcieli się z nią zadawać. Teraz wielbią ją tłumy, ale czy tego chce? Nie ufa nikomu… Zerknęłam na Tatianę. Miała w oczach łzy. Widać było, że opowieść nie była wyssana z palca. Złapałam się za głowę. -A o Martynie już wiesz… -Przepraszam… Ja nie wiedziałam. Przyznam wam jedno. W waszym gaworzeniu coś mnie dotyczy. Przepraszam… No głupia jestem dziewczyny. –Objęłam je ramieniem. -Dosyć tych smutków! Przyrzeknijmy sobie, że teraz będziemy czysto normalne. Hm? Wyciągnęłam rękę. Położyły swoje na mojej. -A o twoim jutrzejszym planie też wspominałaś? -Hm… Co nieco… -On jest genialny! –Przyznała Tatiana. -Jak, każdy… -Potwierdziłam. Puściłam perskie oko. -Oj tam. –Martyna zawstydzona pokazała język. -Na pewno będzie dobrze. On cie kocha! –Dopowiedziała Ewa. -Pożyjemy, zobaczymy… Dotknęła mojego ramienia krzycząc „berek”. Posunęłam ku niej. Dłuższą część drogi biegałyśmy po parku. Skakałyśmy po ławkach. Śpiewałyśmy piosenki naszych ulubionych Boy Bendów. Miło się czułam w towarzystwie koleżanek. Fajnie było z Fabianem, ale z dziewczynami troszkę więcej się rozumiałam. Mogłam swobodnie gadać, o czym tylko chciałam… Głównie o płci przeciwnej. Przy nim tak się nie otwierałam... Po za tym tak już jest. My lubimy kosmetyki, oni gry wideo. Nie bacząc na przeciwieństwo, wiadomo, że jeden bez drugiego żyć nie potrafi. Śmiałyśmy się całą wycieczkę. Szczęka mnie bolała. Wiele razy kładliśmy się na ziemi rechocząc. W końcu dobrnęliśmy do centrum. -A co powiecie na lody? –Zaproponowała Martyna. -Przyda się do ochłonięcia. –Wychichotałam. Weszliśmy do pabu. -A może coś mocniejszego? –Zapytała. -Oj weź! I tak już głupia jesteś i bez tego! –Zaśmiała się Tatiana. -Ej weź! Szurnęła ją. Później zaczęły bić się po buzi. -Ha! I co?! Zabrały się powoli do szybkiego machania rączkami nazwanego przez nich „bójką”. -E! Patrzcie na tego chłopaka! –Ich uwagę odwróciła Ewa. -Ten to dopiero się nawalił… -Powiedziała Martyna. -No bardziej od ciebie nawet! –Zadrwiła Tatiana. -Oj skończ… Na samym początku siedział jakiś chłopak. Miał około 17 lat. Jego włosy były czarne. Nie wiedziałam jak obsługujący mogli dać mu alkohol … Ech… Szkoda mi go było. Widać, że cierpiał. Pewnie zapijał złamane serce… Usiadłyśmy na krzesła. Oglądałyśmy menu. Chociaż bardziej interesowałyśmy się nieznajomym przy barku. -Jeszcze jednego! –Wymamrotał do kelnera. -Jesteś niepełnoletni! Cicho siedź! Ciesz się, że w ogóle dostałeś! –Wyszeptał steward wycierając nerwowo szklankę. -O widzisz Martyna tobie też sprzedają. Zaśmiałyśmy się. -Ha, ha bardzo śmieszne! -Ona mnie zostawiłaaaAAa! Słyszysz?! Naszą konferencję przerwało idiotyczne zachowanie pijanego gościa. Złapał kelnera za koszulę. -Wybrałłła! Tego…. Mmmm…. Durnia! A mnie… Eeee… Zo… Stawiła! -Dobra, dobra. Za dużo wypiłeś. Idź do domu. Żadna nie jest warta tego! Na pewno nawet na ciebie nie spojrzy. W takim stanie… -To… MOJA PRZYJACIÓŁKAAAAAAA! Ja ją kocham… Kocham ją… A ona… Ma to gdzieś… To ja mam… W dupie życie moje… -Bełkotał. -Młody pojmuję twoje uczucia, ale nic na to nie poradzę. Alkohol tym bardziej nic ci nie da. -Wlej mi ostatniego. -Ostatni miał być parę kieliszków temu… -Ostatniego! I się zmywam! -Ok… -Dziewczyny? –Zapytałam towarzyszki. –Boicie się go? -Trochę… -To super. Bo ja bardzo… -Nie panikuj. -Koleś trochę dziabnięty jest i tyle. Spójrz na swoją koleżankę Martynę ma to samo. [Ha. Ha. Ha.] -Hm… Ja zamawiam malinowe z truskawkową posypką i czekoladową polewą… Niech stracę. Coś nowego, co nie? –Uszczęśliwiłam się. [Ha. Ha.] -To ja wezmę… -Do…Do…Do… Widzenia! Piąteczka stary! Wypowiedź Martyny została wstrzymana przez 17-latka. Wstał podpierając się o krzesło. Zachwiał się. Złapał się za czoło. Zarzucił kurtkę na ramię. Szedł gorzej niż małe dziecko. Nie odwracał się. Z pewnością wypił za dużo. Zwrócił uwagę klientów na siebie. Kelner, aby publiczność nie zorientowała się, iż popełnił niemałe przestępstwo podbiegł, pomagając mu się odwrócić. Wziął go pod pachy i starał się wyprowadzić. Spojrzałam na jego twarz i nie uwierzyłam własnym oczom! To była buzia Fabiana! Otworzyłam usta ze zdziwienia. Nigdy nie widziałam go takiego… Jego oczy nie były piękne. Jakaś mgła przesłaniała je od środka. Ręce mu się trzęsły. Na czole widniały krople potu. Cały się kołysał. Włosy ułożyły się w jeden wielki nieład. Gdybym nie znała go od wielu lat, zapewne bym go nie rozpoznała. Wyglądał jak ktoś zupełnie inny. Szczerze mówiąc nawet gorzej niż nasz bezdomny Wiesiu, który mieszkał pod mostem. Miałam chętkę uderzyć go mocno… Jednak serce i uczucie w środku nie pozwalało mi na to. Siedziałam nieruchomo. Mężczyzna prowadził go do wyjścia. Fabian zauważył naszą grupkę. -Dzień dobry Panie! Całuję rą…rą…czki! Machnął dłonią. Upadł z objęć kelnera na podłogę. Zniesmaczona tym widokiem odwróciłam wzrok w dół. Byłam rozgniewana na maxa. Inni się nie liczyli… Liczył się tylko wizerunek mojego przyjaciela… -Ojojoj ojojoj! No masz ci los! –Śmiał się do siebie leżąc na brzuchu i kopiąc w posadzkę. -Wstawaj młody… Uch…-Trudził się pracownik podnosząc napitego. Ostatecznie za 5 podejściem udało mu się ustać. -Na razie dzierlatki! Wlókł się na czworaka do domu. Byłam w szoku. -Pauliś… -Próbowała Tatiana. -Nic nie mówcie… Pa… Do jutra… Nie zabrałam nawet skóry. Po prostu uciekłam ze łzami. Dziewczyny starły się mnie dogonić, jednak niepotrzebnie. W połowie drogi zwątpiły i dały mi spokój. Pobiegłam prosto do domu. -Cześć tato. –Krzyknęłam i pognałam na górę. -Jak było?! -Super tato… Super! Idę się kąpać! Bo do szkoły jutro… -Dobrze. Dobranoc. -Dobranoc. Zatrzasnęłam drzwi. Zezłoszczona padłam na łóżko! Zaczęłam rozdzierać kartki, które wypisywałam z moim przyjacielem! Dostałam zawału… -Wrr! Głupek! Ych! Nienawidzę! Nienawidzę! Blee! Ugch! – Darłam się do siebie chodząc rozwścieczona w tą i powrotem. Wzięłam do ręki kartkę z napisem „I love You!”. Napisałam ją już dawno… Kiedy zorientowałam się o moim silnym uczuciu. Złapałam za róg papieru. Lekko rozrywałam go z coraz większym natężeniem zła. -Auć. –Wypiszczałam nagle. Gdy przedarłam narysowane w ostatniej chwili serduszko zacięłam się w palec. Krew leciała jak szalona. Włożyłam opuszek do buzi. Smak miała jakiś dziwnie gorzki. Wyjęłam go natychmiast. Nie wiedziałam, czy było to zrządzenie losu, jednak przestraszyłam się nie na darmo. Pobiegłam do łazienki po plaster. Na moim palcu widniała gruba czerwona kreska krwi. Znajdowała się na samym środku. Wyglądało to miej więcej tak jak jedna bez drugiej nie mogłaby żyć. W końcu gdybym jedną stronę oderwała miałabym tylko pół paluszka. Tak samo w tej chwili było z moim sercem. Nałożyłam płatka. Poczułam wielką ulgę… Pewnie czułabym się podobnie kończąc romans z Miłoszem i zacząć zupełnie od nowa z Fabianem. Tylko tak trudno kazać przestać sercu kochać…! Zatrzasnęłam apteczkę. Spojrzałam na palec. Upuściłam go w dół. Upuściłam tak także złość oraz dzisiejszą frustrację
Rozdział 12. Jesteś jak ocean…
Szkoła. Kolejny nudny dzień. Szłam przez korytarz trzymając książki moim chorym palcem. Po tych kilku miesiącach w nowym liceum czułam się już jak w domu. Znałam wszystkie zakamarki i nie bałam się chodzić sama. Wiedziałam, że nikt mi już nie grozi. Po zaprzyjaźnieniu się z Martyną zyskałam pewności siebie. Po zajściu nieprzyjemnego incydentu w pabie z Fabianem w roli głównej urwaliśmy kontakt. Nie odzywałam się do niego. Szczerze mówiąc to nawet nie wiedziałam, o czym mam z nim rozmawiać. Spędzałam dużo czasu z Miłoszem. Odrażało go to. Jednak mój adorator nie zwracał uwagi na opinie nikogo. Byłam jego oczkiem w głowie. Wiele razy pytał o to czy może będziemy już parą na stałe. Zazwyczaj próbowałam zmieniać temat. Nie byłam gotowa na poważny związek szczególnie z nim. Serce podpowiadało mi, co innego. Niestety umysł rozkazywał moim nogom uginać się na jego widok za każdym razem. Może zachowywałam się jak pusty plastik, ale Miłosz był mega ciachem. Tego nie dało się ukryć. Pomimo uczuć do mojego przyjaciela, byłam przecież zauroczona w nim. Każdy pocałunek w policzek wiele dla mnie znaczył. Gdy całował mnie w usta nie czułam chemii... Miałam nadzieję, iż to minie. Plan Martyny musieliśmy przenieść na inny termin, ponieważ Fabian nie chodził 2 tygodnie do szkoły. Zapewne po takiej dawce alkoholu trzymało go aż tak do teraz. Żartowałam z dziewczynami… W głębi duszy odczuwałam jego brak. No, ale cóż…
-Pierwiastek z 123 równa się… Na lekcji Fabian odsuwał się ode mnie jak najbardziej mógł. Próbowałam przysunąć się do niego, chociaż na milimetr, lecz wykraczał już poza próg blatu. Westchnęłam tylko. Nie ruszyło go to. Odwrócił się do mnie plecami. Ręce zaciskał pod ławką w pięść. Trząsł się ze złości. Dlaczego tak na niego działałam? Oparłam dłoń i załamana spojrzałam na Tatianę. Puściła mi tylko perskie oko i rzuciła samolotem. Złapałam go. Otworzyłam.
„Dziś plan Martyny! Po lekcji biegnij do kantorka! Synchronizuj zegarek na 8.50 Migiem!”
Byłam zdezorientowana. Nastawiłam czasomierz. Wzięłam długopis. Ukrywałam kartkę przed Fabianem, jednak i tak nie spojrzał w moją stronę.
„Co?! Dopiero mi o tym mówisz?!” –Napisałam.
Rzuciłam do przyjaciółki. Wyjęła swoje pióro zza ucha. Podrapała się nim po głowie. Pokazała mi tylko dwa palce, które oznaczały, iż mam się zrelaksować i uspokoić. Innymi słowy tzw. „peace”. Pogniotła papier i wyrzuciła do kosza. Otworzyłam szeroko oczy. Zadzwonił dzwonek. -Biegnij! – Krzyknęła do mnie Tatiana. W drzwiach czekała już Ewa. Podbiegła i pociągnęła mnie za rękę. -Powodzenia! Usłyszałam tylko. -Ej gdzie ty mnie ciągniesz?! Co jest grane?! Nie jestem gotowa na ten plan! Ewa tylko szarpnęła mnie mocno. Mój zegarek pikał. -Rusz się! Albo teraz, albo nigdy! Pędziłam szybciej. Zbliżałyśmy się do sali gimnastycznej. Na drodze spotkałam Miłosza. -Hej! –Zdążył tylko wykrzyknąć. Pomachałam ręką. W progu Martyna złapała mnie i popchnęła w stronę kantorka. -Wyjaśnię ci potem! Zakluczyła drzwi. Upadłam na podłogę. Usłyszałam tylko głos kumpeli. -Fabian?! Fabian! Ej… Trener chciał żebyś skoczył po piłkę do magazynku. -Już lecę. Podsłuchałam kroki jakiejś osoby. Zbliżały się coraz bardziej. Martyna otworzyła zamek. Fabian złapał za klamkę. Trąciła go ku mnie. -Wyjaśnię ci potem! –Powtórzyła. Zakluczyła ponownie drzwi.
-Ufff… Odetchnęła. Proszę pana! Panie Bączkowski! Mam ten spis… - Mowa się urwała.
Mój towarzysz gwałtownie napadł na klamkę. -Ej! Otwórzcie! –Szarpał. –Kurczę! Otwórzcie! Ej jestem tu! –Pukał z całych sił. –Z resztą, co ja będę… W krotce odwrócił się plecami. Wziął piłeczkę do tenisa i podbijał ją. Złapałam się za kolana i położyłam głowę. Byłam taka smutna. Fabian kompletnie mnie zignorował. Pewnie nawet nie zauważył, że jestem razem z nim. To oznaczało tylko koniec przyjaźni. Podciągnęłam bardziej nogi. Miałam zamiar wysłać sms, aby nas wypuszczono, ale prawdopodobnie Martyna musiała mi zabrać komórkę. [Tik. Tak. Tik. Tak.] – Tykał zegar. Liczyłam sekundy oraz bicie serca. [324. 325. 326.] – Mogło to trwać wiecznie. Nie przerywałam jednak… Oparłam się o materace w tej samej pozycji. Nie przerywając rachowania. [348…] -Jesteś jak ocean. –Wymamrotał nagle. Podniosłam głowę do góry. -Co? Złapał piłeczkę. -Powiedziałem, że jesteś jak ocean… -Nie jestem głucha. Zdziwiłam się po prostu, iż coś wymamrotałeś. To jakiś postęp… Wzruszył ramionami. Odwróciłam wzrok w lewo. Dotykałam mój palec. Myśląc o frustracji, która wtedy mi przeszła. Może i teraz się uda. Spoglądałam dalej w lewo. -Jesteś jak ocean! –Wykrzyknął. Puściłam jego aluzję mimo uszu. Nie chciałam słuchać w kółko tego samego. Spojrzał na mnie. - Ty Jesteś jak ocean, w którym tonę. Zachłysnąłem się Tobą, cały w Tobie. Tkwi we mnie coś, o czym nikt nie wie. Jak sekret… Czasem dochodzi do głosu. Pogrążam się. W głębi ciemności. Nie wiem czy to jawa czy to mój sen, bo kiedy mnie dotyka odpływam bez łez… -Zarecytował swoim cudnym barytonem. Odebrało mi mowę. -Od, kiedy to piszesz wiersze? –Zadrwiłam wrednie. -Od czasu naszych kłótni. –Odpowiedział również niemiło. -Pff. Nadal na niego nie patrzyłam. -Wiesz ja ci opowiem wierszyk: „Czy jest słońce, czy deszcz pada Fabian zawsze chla browara…”. Przebijesz to?! -Raz mi się przydarzyło, a ty histeryzujesz. -O jeden raz za dużo… Rzucił piłeczkę z wściekłości. Usiadł na koziołku w odwrotną stronę do mnie. Nasza zgoda byłaby w tej chwili największym cudem na świecie. Chyba nie wszystko szło według planu. Rozgniewałam się. Nie chciałam rozmawiać z szatynem. -W sumie to niezła ta rymowanka ci wyszła. –Przyznał. -Ha. –Przewróciłam oczyma. -Przepraszam, że się wtedy napiłem. Kącik moich ust podniósł się lekko. -Wiesz dobrze, że i tak ci wybaczę. -Od dziecka tak jest… Przyzwyczaiłem się. Pamiętasz jak nalałem ci budyniu do plecaka? -Ta… Nie da się tego zapomnieć. Takiego łobuza… -Ale w końcu mi wybaczyłaś. -Bo dałeś mi taką ładną róże… -Nie… To był tulipan z twojego ogródka. [He. He.] -No tak faktycznie. [He. He. He.] Wybuchliśmy śmiechem. Skierowałam twarz troszkę w jego stronę. Fabian odwzajemnił mi się tym samym. Uśmiechnął się. -A tak właściwie, dlaczego jestem jak ocean? –Zapytałam. -Jak patrzę w te twoje niebieskie oczy… -Westchnął spuszczając nogi w dół. –To nie mogę się im oprzeć… Tonę w nich… -Uśmiechnął się głupio. Chciałam tak dużo powiedzieć. Wymamrotałam jednak tylko to jedno głupie zdanie. -Weź przestań, to ty masz piękne oczy, ten blask… Są nawet zbyt piękne. -Ee tam… Dla mnie ty masz najpiękniejsze. –Ciągle się peszył. -Nie… Chwilę potrwaliśmy w ciszy. Wpatrywaliśmy się w siebie, a szczególnie w swoje oczy. Widziałam swoje własne odbicie. W brzuchu miałam motyle. Spojrzałam gwałtownie na dół, czerwieniąc się. -Możesz koło mnie usiąść? –Zaproponował. -Tak, tak. –Zerwałam się szybko na nogi. Podał mi rękę. Wdrapałam się na kozła. [BUM.] Raptownie coś buchnęło. -Ajć… Okno się zepsuło. Może być trochę zimno… -Stwierdził Fabian. -Przeżyjemy. -He. Ręce trzymał poniżej. Podsunęłam się bliżej. Wyciągnęłam rękę skupiając wzrok na materacach. Chciałam, aby ją złapał. Chyba się nie zorientował. Wypuścił tylko jedną z uścisku. Przysunął się. Chwyciłam jego dłoń delikatnie, wbijając wzrok ciągle w materace. Przycisnął ją mocniej. Przyglądał mi się trochę. Lekko zerknęłam na niego. Drugą rękę ostrożnie wzniósł. Położył ją na moim ramieniu. Szybko ją zdjął. -Zimno mi… Przez to okno… –Skłamałam. Subtelnie pokładł ją znowu. Wtuliłam się. -Miłosz nie będzie zły? –Zapytał. Zepsuł piękną chwilę… -Myślę, że muszę zerwać z nim kontakt. -Dlaczego? -Sam widzisz… Od początku roku moje serce jest rozdarte pomiędzy wami dwoma. Trzeba to zakończyć. Nie wytrzymam dłużej… -Ale mogłabyś też zakończyć to ze mną? Przecież… Rzuciłam mu wrogie spojrzenie. Zamknął się. Prawidłowo. -Ty jesteś dla mnie ważniejszy. -A ta bójka? Ten pocałunek w kinie? Te wasze spotkania po szkole? To nic dla ciebie nie znaczy? Bez urazy, ale jesteś samolubna…. On cię kocha. -A ty mnie nie?! –Zmrużyłam oczy. -Ranisz go… -Mi łatwo też nie jest. I pewnie się zdziwisz, ale myślę o nim! Gdybym tego nie robiła już dawno, bym się z nim nie kolegowała… Wiem, co czuje. On też nie jest mi obojętny.
Grymasił buzię. -Jestem w nim zauroczona. –Przyznałam z ogromnym trudem. -To masz problem… -Przykro mi Fabian, ale ja jutro z nim porozmawiam. Powiem mu, że nie będziemy parą i lepiej by było abyśmy się nie widywali na jakiś czas… Gdy wszystko wróci do normy będziemy przyjaciółmi. Z resztą dla ciebie to pewnie i lepiej! –Posmutniałam. -No tak może i lepiej… Nie lubię patrzeć jak cie obejmuje itp… -Ucisz się już. –Stwierdziłam. –Zależy mi na twojej przyjaźni. Moje głupie serce mi tak podpowiada. -Ono nie jest głupie. –Pogłaskał mnie po policzku. – Ach…Kocham cię naprawdę… Jesteś taka śliczna… -Dokończył. Zachichotałam i zarumieniłam się. Zamknęłam oczy. Miałam ochotę go pocałować. Przytknęłam usta do jego… Raptownie ktoś otworzył drzwi! To była Martyna. Odsunęłam się od partnera. -Uciekajcie! Bączkowski tu zostawił notes! –Spojrzała trochę krzywo. –A czemu te okno jest zepsute? I czemu siedzicie na tym koźle? I czemu…? Pociągnęłam Fabiana za rękę. -Wyjaśnimy ci potem! –Zaśmiałam się. Złapałam przyjaciółkę i wszyscy wybiegliśmy z sali. -Pogodzeni? –Zapytała, na zewnątrz. -Jak najbardziej. –Oznajmił mój sąsiad ściskając mnie do siebie. -To super… Ale chyba masz z kimś do pogadania Pauliś… Wskazała na okno. Miłosz mnie obserwował. Wyglądał jakby mu serce pękło. Zrobiło mi się źle. Zakręciło mi się w głowie… -To ja spadam. –Uścisnął mnie Fabian, poszedł machając na pożegnanie. -Poradzisz sobie… -Przytuliła mnie Martyna i odeszła… Złapałam się za głowę. Popatrzyłam na palec, który zawsze przypomniał mi o ich dwojgu. Wzięłam głęboki oddech i powędrowałam złamać serce tak ważnej mi osobie…
Rozdział 13. Anioł.
Weszłam do sali chemicznej. Na biurku siedział Miłosz. Zapatrzony ciągle w okno. -Można? –Zapytałam. Gwałtownie spojrzał w moją stronę. -Tak, tak. Siadaj. Poklepał miejsce koło siebie. Powoli podeszłam i zasiadałam obok niego. -Co to miało być z Fabianem? –Spytał nieśmiało. Skrzyżował ręce. -Pogodziliśmy się… I… Uśmiechnął się i wzruszył ramionami. -Dobrze zrobiłaś. Tak będzie nam lepiej. –Pogratulował. -Tak tylko… Nie wiedziałam jak mam mu to przekazać… -Ej przyjdę dziś do ciebie! Pobiegamy po łące. [He. He.] Zdezorientowana puściłam tą iluzję mimo uszu. -Musimy porozmawiać. –Wybąknęłam. -A, o czym? Jeżeli chodzi o twoje pogodzenie z dziewczynami to mi to nie przeszkadza. Ja cię i tak będę… -Nie dokańczaj! –Przerwałam. Zmierzył mnie dziwnie. Objął mnie ramieniem. -Wyluzuj. Kochana. Zdjęłam jego rękę. Odsunęłam się jak najdalej. Ustałam przy ścianie. -Miłosz, to nie takie proste. –Stwierdziłam zmieszana. -Co cie ugryzło?! Wkurzył się. Skrzywił zgryz. -Nic. -Co ten fagas ci naopowiadał? -Nie nazywaj go tak… -A, co już jest dobry tak? Ale jak w kinie cie ojciec znalazł to chyba taki dobry nie był?! –Podenerwowany odparł. -Przypominam ci, że tamto było przez ciebie, bo gdybyś mnie nie pocałował… -Może mi jeszcze powiesz, że tego żałujesz?! -Troszeczkę. Nie chcę teraz o tym rozmawiać. -Żałujesz?! Znów zignorowałam pytanie. -Chciałam cię poinformować, że nie będziemy się już spotykać… -Co ty gadasz? -Nie chcę tego przeciągać. Ja kocham Fabiana. W tej chwili łzy podeszły mi do oczu. Serce pękło. Krew goryczy rozlewała się w moim wnętrzu jak Atlantyk. Zacisnęłam zęby. Miłosz złapał się za włosy. Szarpał za nie. Coś go opętało. Wiedziałam, iż wyrządziłam mu nieograniczoną przykrość. Otaczał go gniew. Zsunęłam się niczym bezwładna. Usiadłam nie patrząc na towarzysza. -Co?! Co?! A ja?! A ja…?! Przecież ty mówiłaś?! Ja jestem ważny… Byłem dla ciebie?! A ty.. To nieprawda?! Tak?! Nie…?! Boże…! Jak ty mogłaś mi to zrobić?! Ja cie kocham! Całowałaś się ze mną tak?! A teraz…?! Co teraz?! –Krzyczał zwariowany. -Nie… Nie kocham cię…! Nie wiem, czemu się z tobą całowałam! Nie wiem! To tylko był taki flirt… Wiem zachowuję się jak zwykła szmata!. Chciałam zastąpić tą pustkę, którą miałam przez Fabiana. Ale to bez sensu. Nikt nie wypełni tej pustki. Tylko on! Bo tylko on się liczy! Rozumiesz?! Strącił książki z półki z całej siły. Kopał w nie. Szafa przewróciła się. Łza spłynęła mi po policzku. -Stój! Przestań to robić! –Próbowałam. -Miałem pełno dziewczyn, ale ty się wyróżniałaś i wyróżniasz i wyróżniać będziesz! Pale do ciebie uczucie, nieznane mi nigdy dotąd! Nie wystarcza ci to?! Co mam zrobić?! Rozwalić więcej książek?! To masz proszę…! Mówiąc to wyrzucił kilka lektur za okno. Podparł się o parapet. -Proszę cię. Nie utrudniaj tego. To koniec. Musiałam przecież ci oznajmić, co naprawdę czuję. Chciałeś żyć ciągle w kłamstwie?! Nic nie odpowiedział. -No cóż. To ja będę szła. Coraz więcej łez mi się nabierało. -Przepraszam cię jeszcze raz… Bardzo… Pamiętaj, że nie chcę cię tracić. Na razie. –Dodałam chcąc wybiec z rykiem. Nagle złapał mnie za rękę. Trzymał mocno i agresywnie. -Nigdzie nie pójdziesz! –Wydarł się. -Puść mnie… Złapał mnie za szyję i podciągnął do ściany. Zabrakło mi powietrza. -Co… Ty… Robisz… -Wykaszlałam. -Pocałuj mnie teraz! –Zbliżył swoją twarz do mojej. Próbowałam go odepchnąć. Na marne. Odwracałam buzię jak tylko mogłam, aby uniknąć pocałunku. -Całuj mnie! -Chcesz mnie zabić?! –Wyłkałam. -Jeżeli… Nie zdążył dokończyć. Ktoś odepchnął go na drugi koniec sali okładając pięściami. Uderzyłam głową. Nabrałam dużo powietrza. Spojrzałam w stronę Miłosza. Okazało się, iż to Fabian uratował mi życie – po raz kolejny… Spróbowałam się podnieść. -Zostaw go! Zostaw! –Wykrzyczałam. Odpuścił. Wziął go za kaptur i wytargał do drzwi. -Trzymaj się od niej na kilometr! Dobrze ci radzę! Bo jak nie, policzymy się inaczej! –Pogroził mu mój obrońca. -Już dobra, dobra. –Mój adorator tylko na mnie spojrzał. Jak mały, pokrzywdzony szczeniaczek. Odwróciłam wzrok. Posmutniał. Ja także. Wiedziałam, że by mnie nie zabił… A nawet gdyby, to z miłości. Miałam nadzieję, iż pogodzi się z tym wszystkim. Nie byłam na niego zła. Zareagował prawidłowo. Chociaż o mało nie pożegnałam się z życiem. Chciałam, co dostałam. Oparłam się całym ciałem o zepsutą szafę. Zwijając się w kłębek. Trzęsłam się. Miłosz odszedł… W tej chwili, może i z pomieszczenia, ale na dłuższą metę odszedł na zawsze. Fabian podszedł do mnie. -Wszystko dobrze? –Zapytał głaszcząc mnie po plecach. -Tak… Przytulił się do mnie. Był taki ciepły. Podniósł mnie. Ustałam naprzeciw niego. Otarł moje łzy opuszkiem palca. Uniósł mój podbródek wyżej. Popatrzył mi w oczy. Uśmiechnęłam się. Objął mnie w pasie i przysunął bliżej do swojej piersi. -Dobrze zrobiłaś. –Wyszeptał. -Jak się przy mnie znalazłeś? [He.] Uniósł kącik ust… -Powiedzmy, że nie spuszczam cię z oczu nawet na minutę księżniczko. -Powiedzmy, że mnie śledzisz… -Odpowiedziałam. -Może nie śledzę, ale robię za twojego drugiego anioła stróża tak na wszelki wypadek… Delikatnie musnął moje wargi. Czułam bicie jego serca. Nieregularny oddech. Zupełnie wyleciało mi z głowy poprzednie wydarzenie. Byłam w siódmym niebie. -Wiesz, że o tym marzyłem? Od zawsze…? -O tym, żeby mnie przytulić? -O tym, żeby tulić cię bez żadnych przeszkód i móc powiedzieć te słynne „Kocham cię”, również bez przeszkód. -A wiesz o tym, że ja mam podobne pragnienia? -Och… Naprawdę? –Droczył się ze mną. -Tak łobuzie. -To jak rozpoczynamy wszystko od początku? –Zapytał oczywiście pewny odpowiedzi. -Jak najbardziej… Przytuliłam go mocniej. Chciałam trwać w tej pozycji wieki… Miałam nadzieję, iż świat zatrzyma się, chociaż na minutę.
Rozdział 14. Nowy rozdział życia…
Życie nauczyło mnie kilku ważnych rzeczy: 1. Nie idź na rękę swojemu adoratorowi! Taka „miłość” nie ma szans. 2. Człowiek dla miłości jest w stanie zrobić wszystko, np. pobić się, upić, moknąć… Ha. 3. Na 100000000000 miliardów % kocham Fabiana. Jest dla mnie wszystkim. Nie mogłam zrozumieć, czemu tak późno to pojęłam, ale cóż.
Rozpoczęłam nowy rozdział życia!
Byłam umówiona z Fabianem na pierwsze normalne spotkanie właściwie od wieków. Czesałam włosy myśląc o moim kochanym, jak na razie przyjacielu. Ta randka była dla mnie bardzo ważna. Miałam nadzieję zrobić kilka kroków do przodu, a tym bardziej zapomnieć o przeszłości.
Sialalalala.
Śpiewałam sobie delikatnie muskając usta błyszczykiem, jak wczoraj robił to mój sąsiad swoimi pięknymi wargami. Spojrzałam za okno. Nie widziałam go. Prawdopodobnie siedział już koło swoich motorów w garażu. Czasami byłam nawet ciupkę zazdrosna o to, że spędza tam tak dużo czasu. Pomimo tego wiedziałam, iż jego oczkiem w głowie jestem ja. Tak samo jak on dla mnie. Ach… Tyle błędów popełniłam. Chciałam je zakopać gdzieś głęboko pod ziemię. Niestety pozostałyby dziury. W tej sytuacji byłyby w sercu. Trochę pogorszył mi się humor. Popatrzyłam na okaleczony palec. Blizna zniknęła. Zdziwiło mnie to. Jeszcze wczoraj pustka, która wypełniała moje serce widniała także na mym palcu, a dziś, gdy wszystko powoli powracało do normalności, a nawet czegoś lepszego serce oraz palec zagoiły się. Wzruszyłam ramionami i powróciłam do przygotowań. Jedyne, czym martwiłam się dotychczas najmocniej był wyjazd Fabiana do Anglii. Postanowiłam zapytać go o termin wyprawy, choć tego nie chciałam. Myślałam o tym każdego dnia odkąd oznajmił tą wieść.
-I tak mu nie dam wyjechać! –Śmiałam się do siebie. Nucąc dalej. [Puk. Puk.] -Nie mogę żyć sama, bo jestem zakochanaaa! –Fałszowałam. [Hym. Hym.] Zerknęłam na drzwi. W progu stał ojciec. Zrobiło mi się głupio. Zarumieniłam się. -Cześć tato. [Hy. Hy.] -A, co ty taka wesoła? -Bo się pogodziłam z Robsonem. -Z tym Robsonem, z naprzeciwka? –Zapytał wyraźnie marszcząc czoło. -Tak. –Odpowiedziałam malując dokładnie rzęsy. -Wiesz… -Spoważniał. –Jakoś mi się nie widzisz z tym chłopakiem. Wyjechałam tuszem na policzek. -Kurde! A czemu tato? Przecież to mój najlepszy kumpel od dziecka. -Po tym, jak odebrałem cię z kina i jak zostałaś w domu, bo się dusiłaś… Straciłem zaufanie do niego. Wolałbym żebyś spotykała się z Miłoszem. To dobry chłopak. Znów wyjechałam. Zdenerwowałam się. -Jeżeli nie tolerujesz Fabiana, to nie tolerujesz mnie. -Chcę dla ciebie dobrze. -To wyjdź z tego pokoju. Tak by było najlepiej. -Ostrzegam cię tylko, że jak wrócisz poobijana lub… -Tak, tak. Wstałam. Próbowałam pognać tatę. -Wtedy zabronię ci widywania się z nim… -Tak, tak. Wypchnęłam Billa do wyjścia. Usiadłam ponownie za komodą kończąc ostatnie poprawki. Nałożyłam troszkę pudru na nos. Byłam już gotowa. Mój przyjaciel najwyraźniej się spóźniał. Zeszłam powoli po schodach. Tata niezadowolony siedział przed telewizorem. [Pi. Pi.] Coś zatrąbiło. -To chyba po ciebie. -Pa tato. Podeszłam do niego i dałam buziaka. -Wracaj szybko. -Dobrze! –Wykrzyknęłam wychodząc. Obserwowałam uważnie mojego gościa. Nie wystroił się za ładnie w porównaniu ze mną. Zdjął kask. Zbliżył się do mnie i dał buziaka w policzek. Raptownie się odsunął. Zaśmiał się. -Wow. A gdzie ty się tak wystroiłaś? -Myślałam, że idziemy… -Ja myślałem, że przejedziemy się po plaży jak w wakacje. Wypucowałem motocykl. Hm? Zakręcił kluczykami dla zachęty. -Ugch! To, po co ja się tylko przygotowywałam? -Oj tam. Piękna jesteś zawsze. Czy się odszykujesz, czy nie… -Och, jaki miły… -Powiedziałam sarkazmem. Przekręcając głowę. -Się wie. Jedziemy? -Z tobą i na koniec świata. Złapał mnie za rękę. Usiadłam i przytrzymałam go mocno. Ruszyliśmy. Podczas drogi oglądałam mnóstwo widoków. Na chodnikach chodzili nasi znajomi. Andżelika machała nam jak opętana, widać było, iż cieszy się na naszą zgodę. Reszta bandy wychodząca z budki z Hot-Dogami, również się radowała. Wtuliłam się w kierowcę. Zbliżaliśmy się do plaży. Wracały mi dawne wspomnienia. Mój towarzysz wjechał powoli na morze. Palcami sięgałam delikatnie wody. Zsunęłam się troszkę. Złapał mnie za rękę. Powoli zaczęłam się zastanawiać, że ta historia z aniołem stróżem to prawda. -A teraz trzymaj się mocno! –Krzyknął. Posłusznie zacisnęłam uścisk mocniej. Przyspieszył. Skręcił w jakąś ścieżkę pełną wyboisk. Na każdym kroku zwiększał prędkość. Wjechaliśmy na jakieś skarpy. Prowadził wprost na wysokie wzniesienie. Bałam się. Ponownie przyspieszył. Wiatr rozwiewał mi włosy nawet pod kaskiem. Podskakiwaliśmy jak rajdowcy. Czułam się jak żużlowiec na torze. Wymijał przeszkody bez żadnego problemu. Nie patrzył prawie przed siebie. Spoglądał czasami na licznik. Przekraczaliśmy już 100 km/h. Ściskałam go bardziej. Przyspieszył. Wkopany w błoto motor zawarczał. Silnik drżał nadzwyczaj. Fabian podkręcił biegi na największe. Ostatecznie prędkość przekraczała 200 km/h. Byliśmy już prawie na wysokim klifie. Śmignął jak błyskawica. Unieśliśmy się w powietrzu. Zamknęłam oczy. Wyraźnie zwolnił. Nim się obejrzałam żużlowaliśmy już po lądzie. Odetchnęłam z ulgą. Fabian zatrzymał się. -I jak ci się podobało? –Spytał. -Zwariowałeś chyba… Ty tak codziennie tu jeździsz?! O mało zawału nie dostałam! -Co to dla zawodowca… Małe urwisko. -Przypominam ci, że nie jesteś zawodowcem! –Zdenerwowałam się. -Spokojnie księżniczko… -Obiecuj, że już nie będziesz tu jeździł! -Ojj… -Obiecuj! -Ale… -Obiecuj! -Zobaczę, co da się zrobić. -Żebym cie tu więcej nie widziała. [–Wstałam.] –O matko! W głowie mi się kręci! [–Świat zawirował.] –Nigdy więcej słyszysz! [–Usiadłam na piasku.] Usiadł koło mnie. Objął mnie ramieniem. -Weź tą rękę! –Krzyknęłam. Obraziłam się. Odwróciłam się patrząc na morze. -Obraziłaś się? –Przesunął się na drugą stronę. Złapał mnie za rękę. Wciąż wpatrywałam się w fale. -Piękne, co? –Zapytał. -Czy ja wiem… Wszystko jest takie same jak i w wakacje. Nic się nie zmieniło. -A smakowałaś? -Co? –Zapytałam nie reagując. Później zrozumiałam. –O nie! Nie! Nawet nie próbuj! Wstał. Wziął mnie na barana. -Puszczaj! –Krzyczałam. Podbiegł do morza. Przeskakiwał fale. Będąc na czubku nie czułam się zbyt dobrze. -Auuł! No puść! Byłam bezradna. W końcu skrzyżowałam ręce i dałam się nosić. -Auł! Auł! Auł! –Powtarzałam. Przemknął się na wybrzeże. Odstawił mnie. -I jak już nie masz focha? -Zobaczymy… Pokaż mi coś, co na pewno mi się spodoba. Zrozumiał aluzję. Zbliżył się ku mnie. Spojrzał oczami niczym malutki kociak. Trącił mnie nosem. Położył na piasku. Rozwiązał gumkę na włosach. Pocałował subtelnie w policzek. Małymi kroczkami zbliżając się do ust… -Hej, hej Gołąbaski! Zamknęłam oczy. Znałam dobrze ten głos. -Przeszkadzam? –Zapytała Martyna. -Troszkę. –Otrzepałam się. Związałam włosy w kitek. -Przechodziłam tak obok z dziewczynami to pomyślałam, że zagadam… W piłkę pogramy… Ale widać inne plany wam po głowie łażą. -Oj chodź tu wariatko. Zasiadła koło mnie. Przytuliłam ją. Cały czas trzymałam Fabiana za rękę. Spoglądałam kącikiem oka na niego uśmiechając się. -Moje plany zawsze się sprawdzają. –Stwierdziła. -Jakie plany? –Zapytał mój towarzysz. Przytrzymałam ręką usta Martyny. -Żadne. –Odpowiedziałam. Patrząc sugerująco na koleżankę. -O, co wam chodzi? Puściłam rękę. -Ty pewnie nie wiesz, że… Stuknęłam łokciem przyjaciółkę. [Auć.] -Czego nie wiem? -Niczego, niczego. [He. He. He.] –Odpowiedziała. -Ej no gramy?! –Zniecierpliwiona Tatiana dopytywała. -Zostawimy ich tu… Poruszyła brwiami. Rysując niewidzialne serduszka. -Wariatka no! –Zawołałam. -Ach… Idziemy. Na razie. Przytuliła mnie. Wstała. Odwróciła się i ruszyła. -Ej? A wy jesteście parą? –Spytała nagle Ewa. -Oj Ewka, Ewka. No nie widzisz tych dwoje ma się ku sobie jak… Rzuciłam piłką w Martynę. -Piłki zapomniałaś. –Wytłumaczyłam się. -Dzięki. [Ha. Ha.] Papa. Fabian ścisnął mocniej moją rękę. -Wiesz… Właściwie to Ewa zadała dobre pytanie… Czy my jesteśmy razem? Nie odpowiedział. Wpatrywał się tylko na klif, po którym „jeździliśmy”. -Co jest? –Zapytałam. Patrząc w tą samą stronę. -Nie patrz tam. -Dlaczego? [Cisza.] -Wracamy. –Oznajmił wyraźnie. -Dlaczego? -Miłosz cały czas nas obserwował… Widziałem, że był z jakimś pakerami. Nie chcę ryzykować, aby coś ci się stało… Po tym w szkole nie ufam mu. -On dobrze postąpił… -Wyszeptałam. -Bardzo dobrze… -Odpowiedział sarkastycznie. -Należało mi się… Wciąż wypatrywał zgrai kolesi. -Nie gadaj głupot… Chodź wracamy. Wziął mnie za rękę. Stanęliśmy oboje. Skierowaliśmy się w stronę motocyklu. -Paulina? -Co? -A może zostałabyś u mnie dziś na noc… Coś mam złe przeczucia. U mnie ci nic nie grozi… Uśmiechnęłam się. Oznaczało to okazję do podpytania, np. o termin. -Oczywiście. Zasiedliśmy. Odpalił silnik. Spoglądał, co chwilę za siebie. Pomyślałam, że przesadza. Miłosz nie jest chyba, aż taki zły, aby kazał komuś pobić mojego… „chłopaka”. CHYBA… Pogłaskałam
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil cojapacze
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…