Wróć do katalogu

Nieszczęśliwy dzień Adama

Przydarzyło się pewnemu mężczyźnie, który słucha zespołu Hinder kiedy jedzie samochodem. Proszę o oceny:)

Riley, opublikowano , 10 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Sophie nie odbierała telefonu od kilku dobrych godzin. Coraz bardziej wzrastało we mnie zdenerwowanie, a wraz z nim niepokój. Miałem wrażenie, że zdarzyło się coś niedobrego. Niemalże czułem unoszącą się w powietrzu ciężką woń nieszczęścia. Odstawiłem niepełną filiżankę na stolik i gestem dłoni przywołałem kelnera. Gdy do mnie podchodził na jego twarzy malowała się ulga- chcieli zamykać, a ja wcześniej nie przejawiałem chęci opuszczenia lokalu. Co prawda mogli mnie grzecznie wyprosić, ale wielu klientów zazwyczaj nie wracało po takiej przygodzie. Przebywałem często w kawiarniach i zdążyłem to zauważyć. Potrząsnąłem głową. Świeże powietrze buchnęło mi prosto w twarz, rozwiewając starannie ułożoną rano fryzurę. Stanąłem na środku pustej ulicy. Zewsząd dobiegały ciche pomruki silników, ale w pobliżu żaden nie pracował. Gdybym zobaczył mniej horrorów, pewnie nie przeszłoby mi przez myśl, że ten spokój nie zwiastuje nic dobrego. Zakląłem i obiecałem sobie już nigdy więcej nie oglądać filmów grozy. Instynktownie skierowałem się w stronę Ulicy Przytulnej. Właśnie przy niej stała kamienica z mieszkaniem Sophie. Musiałem tam iść. Czułem tylko jedno pragnienie. Cała reszta świata była niczym, skulonym obrazem, który towarzyszył mi ponieważ po czymś musiałem chodzić. Zastanowiłem się jak wytłumaczę moją wizytę. Co będzie jeśli zastanę ją z narzeczonym? Ból przeszył mi serce, które zupełnie zwyczajnie skamlało na wspomnienie pokochanej osoby. Drżało kiedy zbliżałem się do każdej, odwróconej do mnie tyłem kobiety z długimi, brązowymi włosami. Jeszcze nigdy wcześniej tak wyraźnie nie czułem istnienia tego narządu. Kochałem Sophie jak wariat i było mi z tym dobrze. Nawet jeśli cierpiałem. Ciepło pochodzące z miłości po prostu nieustannie ogrzewało mnie od środka. Odgoniłem wszelkie możliwości dotyczące nowego partnera Sophie. Jej usta powinny na zawsze być moje, tylko ja miałem prawo je dotykać... Zacząłem ponownie rozmyślać nad wyjaśnieniem powodu swoich odwiedzin. Miałem zamiar pojawić się po czterech miesiącach rozłąki i po próbie uświadomienia jej, że zakochałem się w kimś innym. Moje pojmowanie świata często mnie przerażało. Tylko idiota, jakim sam byłem, mógł pomyśleć, że życie osobno wyjdzie nam lepiej. Sądziłem, że przez mój charakter Sophie ciągle będzie przeżywać katusze. Zaserwują je inni ludzie, którzy mnie nie akceptują. Byłem buntownikiem, popadałem często w konflikty, nikt mnie nie szanował, bo panowała o mnie powszechna opinia zdeprawowanego artysty. Tymczasem nie interesowałem się sztuką w sensie twórczym. Kochałem muzykę, ale jedynie jej słuchałem. Nie wiem z czego wynikło powyższe przekonanie. Czy każdy dwudziestoletni mężczyzna w skórzanej kurtce, z kruczoczarnymi włosami do brody, słuchający w samochodzie zespołu Hinder jest zdemoralizowanym artystą? Tyle mogli o mnie wiedzieć. Zmieniając temat. Zawsze zastanawiałem się czemu wrażliwy człowiek spotyka się z dyskryminacją. W czym jest gorszy? Ponieważ przyznaje się do uczuć? Co w tym złego? Doszedłem do wniosku, że idealna będzie najmniej skomplikowana wymówka typu: akurat przechodziłem obok, a jeśli Sophie odebrała moje wiadomości powiem, że przyszedłem wszystko wyjaśnić i błagać o przebaczenie. Wbiłem ręce głębiej w kieszenie wyświechtanej, czarnej kurtki. Odgłos moich kroków odbijał się echem pośród budynków alejki. Niedawno padał deszcz i chlupot naruszonych kałuży stał się w tej chwili jedną z tych rzeczy, które podsycały i tak już trudną do zniesienia irytację. Zdolny byłem zacząć krzyczeć byleby sobie ulżyć. Cierpiałem coraz mocnej, modląc się w duchu by droga do ukochanej czym prędzej dobiegła końca. Moje błaganie zostało wysłuchane. Ujrzałem starą kamienicę przyczajoną w cieniu okazałego banku. Śmielej ruszyłem do przodu. Bogu dzięki, że drzwi do budynku zastałem otwarte. Rzuciłem się na schody przeskakując niezgrabnie po dwa stopnie naraz. Zapukałem. Odpowiedziała mi cisza, powtórzyłem czynność. Otrzymałem identyczną odpowiedź co poprzednio. Skuszony możliwością rozmowy z Sophie opuściłem rękę i delikatnie nacisnąłem klamkę. Zamek nie stawiał oporów. Pomyślałem, że może śpi, chociaż coś we mnie rozważało znacznie gorsze możliwości. Bałem się więc powróciłem do refleksji o teorii ze snem. Sophie często zdarzało się usnąć i zostawić nie zabezpieczone wejście. Ten nawyk nieraz wyprowadzał moją równowagę ze spokoju. Czasem zdawało mi się, że zgłupiałem do reszty i chciałem otoczyć ją nie opieką, a kratami więzienia. Fala ciepła zalała mnie od środka kiedy wyobraziłem sobie słodki widok jaki być może czeka mnie w sypialni. Tak długo jej nie…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych