Wróć do katalogu

Nietypowy pracownik

Nieco tajemnicza historia niecodziennego "nietypowego pracownika".

marcinek cinek, opublikowano , 8 min czytania, 4,3 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Jestem Zdzichu Plachta. Byłem bezrobotny, dopóki nie otworzyłem swojego własnego warsztatu samochodowego. Nie było to łatwe– tym bardziej, że mieszkałem w obcym kraju, a mianowicie chodzi mi Niemcy. Mimo wszystkich przeciwności– udało mi się. Początek nie był prosty, gdyż były potrzebne ciągle inwestycje w specjalistyczne narzędzia, poza tym trzeba było zjednywać sobie klientów. Ale z czasem jakoś zaczęło się kulać. Nie było najgorzej, ale najlepiej też nie. Niemniej jednak coraz częściej zaczął być potrzebny pomocnik. I tak całkiem przypadkiem znalazł się taki chłopak, około 30-tki, który chciał dorobić sobie parę złotych. Od samego początku wydawał się spokojny, co najważniejsze nie był cięty na kasę, co mi pasowało mi, gdyż z robota było rożnie. Nowych klientów nie było można wygórowanie kasować. Najważniejsze jednak było to, że oboje się dogadywaliśmy. Od czasu do czasu wypiliśmy sobie troszkę alkoholu. Przy nim otwierały się rożne tematy, na które oboje się wypowiadaliśmy i później człowiek lżej się czuł. Bardzo podobał mi się ten chłopak. Miał wiele dobrych cech, był pracowity, żadna praca go nie hańbiła. Był spokojny i cichy, a i porozmawiać można z nim było. Zapowiadało się walkiem nieźle, ale... nie może iść zawsze dobrze. Tak też było i w tym przypadku. Gdy tylko troszeczkę lepiej zaczęło iść, nagle i niespodziewanie przyjechało dwóch „karków“ proponując „ochronę“. Kurwa mać! Myślałem, że w Niemczech nie ma ściągania haraczy!!! A tu, co?! Nie wytrzymałem z nerwów i posłałem ich do wszystkich diabłów! To, co później się stało, wydarzyło się w ułamkach sekund. Chyba po pierwsze te dwa osiłki sprowadziły mnie do parteru. Po drugie, nie wiem kiedy i jak mój cichy pracownik sprowadził jednego na ziemie, przyciskając mu szyję nogą, a drugiemu przyciskając do głowy pistolet. Ale skąd on go wziął??? Widziałem jak coś do nich powiedział, ale nie wiedziałem co. Potem oni podnieśli się, wsiedli do samochodu i odjechali. Uciekali z piskiem opon. Przez dłuższą chwilę nie mogłem się otrząsnąć. Wszystko straciło smak. Nie wiedziałem, co o tym myśleć– i ta broń mojego pracownika! Mam nadzieję, że to był jakiś gazowy! Po co mu broń?! I z tego wszystkiego wrzasnąłem na niego: „ Po co ci ta broń ?“, „Czy to jest gazowa?“. Odparł: „To nieistotne„. Powiedział to z bardzo wielkim spokojem, co jeszcze bardziej mnie zaniepokoiło, bo później, jak gdyby nigdy nic poszedł układać klucze. Wydawało mi się to jakoś bardzo dziwne, ale zdruzgotany całą tą sytuacją myślałem o czymś innym. Z tego wszystkiego postanowiłem się napić. Chciałem się rozluźnić, odreagować i ochłonąć. Najpierw sam wypiłem parę drinków. Później, gdy już trochę ochłonąłem, zawołałem Marka, mojego pracownika, któremu bylem winien podziękowania, gdyż przecież bardzo mi pomógł. Nalałem mu drinka. Chciałem porozmawiać szczerze, na luzie, jak to robiliśmy do niedawna. Niestety czułem, że jest coś nie tak, bo nie chciał w ogóle mówić na ten temat, a przy tym był niepokojąco spokojny. Po następnych kilku „głębszych“ ja już byłem prawie całkiem na luzie i chciałem jechać do domu. Zamówiliśmy więc taxi i pojechaliśmy. Następny dzień nie był lepszy, gdyż wczorajsza sytuacja rozeszła się i ludzie bali się przyjeżdżać do warsztatu w trosce o swoje auta. Z tego względu sytuacja firmy z dnia na dzień robiła się coraz gorsza. Musiałem powiedzieć Markowi, że nie mogę go już dłużej zatrudniać, gdyż nie mam mu z czego płacić i sam będę musiał zamknąć warsztat. Odparł na to, że on na razie może pracować bez wynagrodzenia i że na pewno coś wymyślimy. Cieszyłem się z jego pocieszających słów i przyjacielskiej postawy lecz tylko ja wiedziałem, jak bardzo zadłużyłem się otwierając ten warsztat. Z tego wszystkiego postanowiłem się znowu upić. Wiedziałem już bowiem, że jestem pogrzebany i z długów nie wyjdę tak szybko. Wyciągnąłem litr wódki z lodówki i…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych