Niewidzialny człowiek
Historia niezauważanego młodego człowieka,który przeżył śmierć przyjaciela.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Historia, którą chcę opowiedzieć wydarzyła się naprawdę i została przeze mnie napisana po przeprowadzeniu wywiadu przez Internet z wyjątkowym, młodym człowiekiem Dała mi ona dużo do myślenia i zainspirowała do podzielenia się nią z innymi. Mati został wychowany przez rodziców na miłego i dobrego chłopaka. Wprawdzie ojciec, który potrafił być oschły i szorstki w obyciu, a przy tym nie stronił od alkoholu niezbyt interesował się synem to matka mu to rekompensowała. Interesowała się jego sprawami, zabierała do lasu na grzyby czy na pikniki, grała z nim w piłkę i sprawdzała lekcje. Chodził do szkoły, uczył się przeciętnie i miał paru kolegów. W drugiej klasie doszedł do nich pewien chłopiec. Był spokojny i cichy, z nikim nie rozmawiał, więc Mati podszedł do niego pierwszy i z nim zagadał. Pomiędzy chłopcami zawiązała się nić sympatii i mimo oporu rodziców zostali najlepszymi przyjaciółmi. Zarówno rodzice Matiego jak i Bartka byli przeciwni tej przyjaźni. Nie ten poziom - mawiali. Jedni z nich uczciwi i spokojni zarabiający tyle o ile, aby na wszystko starczyło, z drugiej rodzina Bartka ze szlacheckimi korzeniami i bardzo dobrze sytuowana a przy tym zadzierająca nosa do góry pod tytułem, „co to nie oni”. Jednak mimo zakazów ze strony obydwu rodzin chłopcy bardzo się zaprzyjaźnili i nadal ze sobą kumplowali. Była to przyjaźń nie do zerwania. Mieli wspólne zabawy, tajemnice i marzenia. Byli niczym bracia, których łączy wszystko a nic nie dzieli. Przyjaźń kwitła nadal, nawet wtedy, gdy rodzina Barka przeprowadziła się do nowo wybudowanego domu na obrzeżach miasta niedaleko lasu. Odległość jednak nic dla chłopców nie znaczyła. Poza tym nadal chodzili do jednej klasy, więc ich przyjaźń nadal kwitła.
Pewnego dnia Mati postanowił pojechać rowerem do kolegi. Oszukał rodziców, że jedzie do parku a tak naprawdę spotkał się z Bartkiem. Chłopcy wspólnie wybrali się na rowerową wycieczkę po lesie. Rozmawiali, włóczyli się po wertepach i dobrze się bawili. Gdy już wracali do domu jadąc poboczem drogi, Bartek nagle wyforsował do przodu, aby być koło przyjaciela, za bardzo wyjechał na środek drogi. Z tyłu na pełnym gazie nadjechał samochód… Z pełnym impetem uderzył w chłopca na rowerze rzucając nim parę metrów do przodu i zwyczajnie odjechał zupełnie nie zwalniając. Wszystko trwało dosłownie ułamki sekund, ale dla Mateusza, który to wszystko widział z boku, czas jakby się zatrzymał i spowolnił swój bieg. To, co się wydarzyło obok niego wydało się być jakieś nierealne a jednocześnie okrutnie rzeczywiste. Powyginany szkielet roweru, nieruchome ciało przyjaciela leżące bezwładnie w nienaturalnej pozycji, krew sącząca się z jego czoła. Mati zamarł w bezruchu, nie wiedział, co zrobić ani jak się zachować, po prostu go sparaliżowało. Nie wiedział ile tam stał, gdy na drodze pojawili się rodzice Bartka, którzy wyszli z psem na spacer. Na widok tego, co się stało podbiegli do ciała syna. Kierowca wypadku zbiegł, więc całą złość ojciec chłopca przelał na Mateusza. - Ty gnojku - odezwał się z nienawiścią. - Gdyby nie ty, mój syn by żył. Do chłopca, który był świadkiem śmierci przyjaciela niewiele docierało, ale słowa zrozpaczonego ojca na zawsze zapadły mu w głowę i spowodowały, że uwierzył w nie bez zastrzeżeń. Przyjaciel zginął przez niego. Wrócił do domu i udawał, że nic się nie stało, tak jakby naprawdę wrócił ze zwykłej zabawy z kolegą, a nie był świadkiem tragicznego wypadku najbliższego przyjaciela. Poza tym zapewne był w takim szoku, że sam nie wiedział, co powinien ze sobą zrobić.
I tu nasunęło mi się pytanie gdzie wtedy byli jego rodzice, którzy mimo wszystko powinni byli się zorientować, że coś jest nie tak. - Tata siedział przed telewizorem z piwem w garści a mama coś robiła w kuchni. Poza tym nie chciałem nic im mówić, skoro zabronili mi się z nim spotykać. Jeszcze by na mnie nakrzyczeli, że tam pojechałem. Do tej pory jego rodzice nie wiedzą, co się wtedy wydarzyło. Nie czuł potrzeby do zwierzeń a rodzice nie dociekali, co stoi za zmianą zachowania syna.
Następnego dnia odbył się pogrzeb. Nie było na nim uczniów, tylko nauczyciele, pani dyrektor, najbliższa rodzina i kilkoro znajomych. - Jakby ktoś pytał, to proszę powiedzieć, że się wyprowadził i zmienił szkołę - odezwał się ojciec Bartka do nich. - I proszę nic nie mówić uczniom o wypadku. To nie potrzebne - dodał. Mati, który po kryjomu poszedł na pogrzeb stał w tłumie ludzi i wszystko słyszał. Pustym wzrokiem patrzył na trumnę czując w sobie ogromne poczucie winy, żal i przytłaczający ból, od którego aż ściskało go w sercu na myśl o nieżyjącym przyjacielu. Nie potrafił nawet zapłakać, zastygł z maską obojętności na twarzy, która nie pokazywała, jakie emocje nim szarpią. Chciał przestać czuć, aby tak mocno nie cierpieć z powodu…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Nikita39
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…