Wróć do katalogu

Niewierna

Krótka opowieść o miłości, zaufaniu i konsekwencjach jego braku.

Zetka, opublikowano , 20 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Byli małżeństwem od lat dwóch. Z pozoru wyglądali na parę bardzo niedobraną: ona – drobna blondynka o niebieskich oczach, on – dość postawny ciemnooki brunet o typowo arabskich rysach. Tworzyli jednak razem duet bardzo zgrany – raz: ze względu na ich wzajemną zażyłość widoczną na każdym kroku, dwa: z powodu dopełniania się ich charakterów. Ewa była bowiem osobą bardzo spokojną i opanowaną (ale nie flegmatyczną), natomiast Amina cechowały żywiołowość, kreatywność i bardzo entuzjastyczne podejście do świata. Ślub był katolicki, bo tak chciała ona. On – zdeklarowany ateista – wręcz uwielbiał spełniać marzenia swojej wybranki, więc na jej żądanie przystał bezwarunkowo. Od tamtego momentu minęły już dwa lata przeplatane momentami lepszymi i gorszymi, ale zawsze pełnymi ich wzajemnej wyrozumiałości i rodzinnego ciepła. Nie byli może parą idealną, bo takie nie istnieją wcale, świetnie się jednak rozumieli i oboje mieli wzajemną cierpliwość do siebie, co owocowało harmonią w ich małżeństwie. Do pełni szczęścia brakowało im tylko dziecka, którego oboje pragnęli równie mocno, a które przyjść miało na świat już za sześć miesięcy. - Gdzie jest moja czapka? - krzyknęła Ewa z korytarza, gorączkowo przetrząsając wszystkie możliwe półki i wieszaki, na których spodziewała się znaleźć zgubę – Amin, bo spóźnię się do pracy! - Nie pamiętasz, gdzie ją wczoraj położyłaś? - odezwał się mąż, schodząc ze schodów prowadzących do przedpokoju. Wyglądał na zamyślonego, a wrodzoną łagodność jego rysów podkreślał pobłażliwy uśmiech, będący reakcją na zapominalstwo żony. - Mam! Już mam. Jak zwykle leżała sobie na półce. Najciemniej jest zawsze pod latarnią! Pa! - rzuciła Ewa, po czym ucałowała męża w policzek i wyszła z domu sprężystym krokiem. Do firmy, w której pracowała jako tłumacz języka angielskiego, miała około 15 minut drogi samochodem. Czas ten wykorzystywała na słuchanie muzyki Mozarta lub Chopina – zależnie od nastroju (gdy rozpierała ją energia, wybierała Mozarta, na Chopina przychodził czas, gdy była w nastroju bardziej melancholijnym). Dziś bez wahania włączyła 41. Symfonię Mozarta. Humor dopisywał jej już od kilku dni. Po pierwsze – dziecko było w drodze, rozwijało się znakomicie, a i ona sama czuła się świetnie, po drugie – pogoda sprawiła jej miłą niespodziankę: wróciły mrozy i opady śniegu, które tak uwielbiała, a po trzecie – wreszcie doczekała się remontu domu, który planowali z mężem od dawna. Właśnie z tego powodu Amin wziął kilka dni urlopu. Chciał dopilnować wszystkiego osobiście, a przy okazji odpocząć trochę po okresie bardzo wytężonej pracy.

***

Gdy remont dobiegł końca, życie Ewy i Amina wróciło do normy – dom był odświeżony i przygotowany na przyjęcie nowego członka rodziny, a, wypoczęty po urlopie, Amin wrócił do zwyczajnych, codziennych zajęć. Jego księgarnia językowa prosperowała świetnie, poza tym lubił to, co robił, więc powrót do obowiązków nie sprawił mu problemu. Wszystko toczyło się zwyczajnym rytmem aż do maja. We czwartek Amin wrócił do domu dużo później niż zwykle. Rozdrażniło to Ewę dość mocno, bo w tej sytuacji musiała zjeść obiad sama, czego bardzo nie lubiła. - Gdzie żeś się tak długo podziewał? - powiedziała z wyrzutem i obrzuciła męża spojrzeniem, w którym kryła się irytacja i pogarda: po wrodzonej łagodności rysów twarzy nie pozostał ani ślad. - Przepraszam, ale posłuchaj tylko, co się stało! - krzyknął, po czym wbiegł do salonu w skórzanej kurtce i ciężkich butach trekingowych, co owocowało silnymi drganiami klepki parkietowej powodowanymi przez jego kroki. - Zdejmij te buciory! Chcesz zniszczyć podłogę? - Już, już... Ale poczekaj... Posłuchaj... co się dziś stało... - mówił urywanym głosem, szamocząc się z kurtką, która dziwnym trafem nie miała ochoty się z nim rozstawać. Był zresztą tak roztargniony, że do jej zdejmowania zabierał się jakoś ze złej strony. – Wiesz, kto zadzwonił do księgarni?! Mój ojciec! - Co takiego?! - w głosie Ewy słychać było mieszankę szoku, zdziwienia i niedowierzania. W tym momencie opuściło ją wcześniejsze zdenerwowanie późnym powrotem męża, a ona sama cała zamieniła się w słuch. - Mają dość... poddają się... chcą się pogodzić... wybaczyli mi... zapraszają nas do siebie... - Amin bezładnie wyrzucał z siebie słowa, starając się, by komunikat był zrozumiały dla żony. Wyglądał na przeszczęśliwego: był uśmiechnięty od ucha do ucha, a jego oczy błyszczały niezwykłym czekoladowym blaskiem. - To... cudownie, ale... yyy... dlaczego właśnie teraz zmienili zdanie? Coś się może stało? - powiedziała z wahaniem zszokowana nadal Ewa. - Nie, wszystko jest w porządku. Chyba... Przynajmniej ojciec nie wspominał mi, że coś złego się dzieje. Nie. Na pewno wszystko jest dobrze. Uznali po prostu, że są w stanie zaakceptować moją decyzję – powiedział głosem już nieco pewniejszym. - To wspaniale. Ale, czy naprawdę nie przeszkadza im to, że... ożeniłeś się z katoliczką? Nie odpowiedzieli przecież na zaproszenie na nasz ślub... Jakim cudem zmienili zdanie? Przecież po tym, jak pokłóciliście się o twój ateizm, wyjechali do Ar Rijad i więcej się nie odzywali... Jak to możliwe? Akurat teraz... - Nie wiem, nie mam pojęcia – przerwał jej Amin. W jego głosie pobrzmiewało autentyczne zdziwienie przeplatane ogromną radością. - Ojciec powiedział, że mogą zaakceptować moje decyzje. Wszystkie. Chcą Cię poznać... - Ale... ja przecież nic o nich nie wiem... Nigdy nie byłam w żadnym z krajów arabskich, a poza tym jestem w siódmym miesiącu ciąży... Nie możemy tak po prostu polecieć teraz do twoich rodziców... - widać było, że radość Ewy powoli przeradza się w rozdrażnienie spowodowane nagłym chaosem w jej uporządkowanym, jak dotąd, życiu. - Spokojnie, kochanie, wszystko da się załatwić... - mąż próbował ją uspokoić. - Nie musimy lecieć dziś albo jutro, wszystko dokładnie zaplanujemy. Zobaczysz, jak tam jest cudownie... - Amin udawał, że nie dociera do niego to, co powiedziała Ewa. Przez cały czas się uśmiechał, chcąc pokazać jej, jak bardzo się cieszy z wiadomości od rodziny i, jak bardzo zawiódłby się, gdyby nie mógł w najbliższych dniach przedstawić swojej małżonki rodzicom.

***

Nazajutrz Ewa pojechała do pracy w niezbyt dobrym humorze. Co prawda, cieszyła się szczęściem męża, ale ją samą wizja arabskich teściów bardziej przerażała niż w jakiś sposób ekscytowała. Widziała w oczach Amina, że nie może mu odmówić wspólnego wyjazdu – tak bardzo chciał ją przestawić rodzinie, a poza tym od wielu lat nie widział się z krewnymi. Wiedziała, że powinna ufać mężowi, ale przez cały czas spokoju nie dawała jej myśl o arabskich obyczajach. W swoim życiu widziała kilka filmów o Europejkach czy Amerykankach, przywiezionych przez ich mężów do jakiegoś kraju arabskiego, w którym musiały podlegać szariatowi, mimo że nie były muzułmankami, były źle traktowane, poniżane, a gdy nawet jakimś cudem uzyskiwały od męża pozwolenie na powrót do swojego państwa, to nie mogły zabrać ze sobą dzieci, które już na zawsze miały pozostać niewolnikami swego ojca i muzułmańskich obyczajów. Ewa próbowała odpędzić od siebie czarne myśli, ale w żaden sposób nie mogła dać sobie z nimi rady. Była żoną Amina już od ponad dwóch lat, zawsze bezgranicznie mu ufała, a on wspaniale czuł się w roli głowy rodziny. Teraz jednak wszystko się zmieniło – była w siódmym miesiącu ciąży – gdyby teraz pojechali do Arabii Saudyjskiej możliwe, że dziecko właśnie tam przyszłoby na świat i w razie problemów nie istniałaby możliwość wydostania go stamtąd. Pocieszała się myślą, że Amin był ateistą, stanowiło to przecież główną oś jego sporu z rodzicami. Ewa postanowiła być dzielną i udawać, że nawet nie przyszło jej na myśl bać się własnego męża. W pracy zaczęła rozmowę na ten temat z Anką – jej najlepszą przyjaciółką – chciała dowiedzieć się, czy ona również od razu pomyśli o niebezpieczeństwie. - Muszę ogłosić Ci wielką nowinę! - zaczęła, niby to uradowana, wnikliwy obserwator zauważyłby jednak, że uśmiech, goszczący na jej twarzy, nie sięga oczu. - Wiesz, że Amin pogodził się z rodziną? Niedługo wyjeżdżamy do Arabii Saudyjskiej w odwiedziny do jego rodziców. Co Ty na to? Bomba, prawda? - powiedziała z pozorowanym entuzjazmem i czekała na to, co powie Anka, która siedziała właśnie z nosem w jakichś papierach, wyraźnie czegoś szukając. Po usłyszeniu o podróży, zbystrzała jednak i powiedziała z wahaniem: - Niedługo to znaczy... po porodzie, tak? - No... nie, no, co Ty, Amin nie może się już doczekać. Nie możemy zwlekać tak długo – termin mam przecież dopiero w połowie lipca. To całe dwa miesiące, do tego czasu zdążymy ich odwiedzić i wrócić – odpowiedziała Ewa, udając, że nie wie, co przyjaciółka ma na myśli, mówiąc, by poczekali z wyjazdem. - Ale...yyy...Ewka, ja nie chcę nic mówić, ale...no, wiesz, jak to jest tam, w krajach arabskich... Nie widziałaś nigdy żadnego filmu? Nie to, żebym myślała, że Amin, ale... - Anka próbowała subtelnie zasugerować jej, czego się obawia, nie chcąc jednak urazić jej samej lub jej męża. - Nie rozumiem, o co ci chodzi – powiedziała Ewa z głupia frant, czekając na konkretną wypowiedź przyjaciółki. Bała się bowiem, że Ance może chodzić o coś zupełnie innego niż to, czego obawiała się ona sama. - No wiesz, to ich prawo... Przecież wszędzie mówią, jak oni tam traktują kobiety. A ty jeszcze jesteś w ciąży... Gdyby ktoś tam miał jakieś złe zamiary, mogliby nawet zabrać Ci dziecko... - Przecież Amin nie jest taki! - weszła jej w słowo Ewa, próbując udawać oburzenie, ale tak naprawdę czując tylko strach. Jej obawy nie były już bezzasadne – Anka, znając przecież

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych