Wróć do katalogu

Nieznajomy..

cos do poczytania w klimacie przedświątecznym :)

Cashmir, opublikowano , 31 min czytania, 4,3 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Jazda pociągiem dłużyła się Joannie. Nie lubiła pokonywać samochodem takich odległości, w PKS ją mdliło, a samolotów się bała, pozostawały jej więc pociągi. Zaopatrzyła się w książkę na czas podróży, w nadziei, że przeczyta ją całą. Miała na to prawie siedem godzin, a książka nie była gruba. Krajobraz za oknem znała na pamięć, jeździ tą trasą już czwarty rok, od początku studiów, przynajmniej dwa razy w miesiącu. Studiowała daleko od domu, i większość pieniędzy, jakie zarabiała udzielając korepetycji z angielskiego i francuskiego, wydawała na przejazdy. Mogła jeździć raz na miesiąc, ale zawsze była zżyta ze swoją rodziną i tęskniła za nimi, poza tym rodzice też mieli ciężkie życie, mama miała małą rentę, wiele z tego szło na leki, a tato prowadził mały sklepik z warzywami. Niestety odkąd otworzyli kilka przecznic dalej supermarket, obroty spadły i ledwo starczało ojcu na opłaty. Pomagała im ile mogła, także finansowo, miała jeszcze młodsze rodzeństwo, brata i najmłodszą siostrę, którzy ją uwielbiali. Byli by szczęśliwą rodziną ,gdyby tylko nie kłopoty finansowe. Dlatego Joanna przynajmniej na razie musiała zrezygnować z założenia własnej szkoły. Projekt ten pozostawał wciąż w sferze marzeń, ale Joanna nie wierzyła, że go kiedykolwiek urzeczywistni. Rytmiczny stukot pociągu usypiał Joannę i czytanie kilkakrotnie przerywała krótka, niezamierzona drzemka. W przedziale nie było nikogo, jechała sama i bała się, że może przespać swoją stację, mimo że przed nią jeszcze prawie połowa drogi. W sumie lubiła mieć przedział tylko dla siebie, czuła się wtedy swobodna i nieskrępowana niczyją obecnością. Niestety kiedy minęli połowę drogi i pociąg zatrzymał się na stacji do jej przedziału wszedł mężczyzna. Joanna spojrzała na niego groźnie, ale on nie zwracał na nią uwagi. Nie miał żadnego bagażu, tylko gazetę pod pachą. Usiadł naprzeciwko Joanny, przy oknie i rozłożył magazyn ekonomiczny. Przyglądała mu się ukradkiem, przez chwilę, ale nie zamierzał zaczynać banalnej rozmowy, jaką zwykle prowadzą współpasażerowie w pociągu. Ucieszyła się. Od czasu do czasu tylko zerkała na nieznajomego. Nie była zachwycona jego obecnością bowiem zakłócił je święty spokój, ale podobał jej się jako mężczyzna. Wysoki, szczupły szatyn o ciepłym spojrzeniu brązowych oczu. Ma piękne ręce - pomyślała, patrząc na długie i bardzo szczupłe palce kiedy trzymał gazetę - może trochę zbyt kościste, ale piękne. Krótką chwilę przyglądała się sąsiadowi, aby wreszcie wrócić do swojej książki. Dalsza podróż przez jakiś czas przebiegała bez zakłóceń. Do pewnego momentu. Sąsiad nagle wstał, do tego tak niezgrabnie, że wytrącił Joannie książkę. - Proszę pana! - uniosła się. - Bardzo panią przepraszam - powiedział w pośpiechu i wyszedł z przedziału. Wciąż zdenerwowana Joanna, schyliła się po książkę w tym samym momencie przez okno do przedziału wpadł ze strasznym hukiem, duży kamień. Szyba była zbita w drobny mak, a kamień wylądował tuż obok Joanny. Serce jej zamarło. Była przerażona. Tyle razy jeździła tą trasą i nigdy nic takiego się nie stało. Dzisiaj pierwszy raz. Na uginających się nogach wyszła z przedziału. Na korytarzu panowało zamieszanie. Zdenerwowani pasażerowie opuścili swe miejsca i nie mieli odwagi wrócić z powrotem. - Przepraszam, ale co się stało? - spytała przechodzącego konduktora. - Nic się pani nie stało? - zaniepokoił się. - Nie nic... - Jakaś banda chuliganów obrzuciła pociąg kamieniami, kilka osób jest rannych i sporo okien wybitych - powiedział. - Wiem w moim przedziale też. - W takim razie proszę o chwilę cierpliwości, zaraz panią przeniesiemy do innego przedziału, proszę tylko naszykować swoje rzeczy- powiedział i pobiegł dalej. Joanna zamknęła za sobą drzwi i spojrzała na miejsce, gdzie wcześniej siedziała i na leżący kamień. Spoglądała to na kamień, to na okno i na swoje miejsce. Nagle doznała olśnienia. Boże - pomyślała - przecież gdybym nie schyliła się po książkę, ten kamol rozwaliłby mi głowę! Zrobiło się słabo. Usiadła. Nieznajomy, nieświadomie, uratował jej zdrowie, a może nawet życie! Usiłowała przypomnieć sobie jego twarz, ale pod wpływem ostatniego przeżycia, zatarła się gdzieś w pamięci, zapamiętała tylko jego dłonie i oczy. Rozmyślania przerwał wchodzący konduktor - Gotowa pani jest? - spytał, a Joanna skinęła głową. Zabrali jej niewielki bagaż i poszli do następnego wagonu. Joanna zaglądała do przedziałów w których siedzieli stłoczeni pasażerowie, ale twarzy nieznajomego nigdzie nie widziała. Nie było nigdzie przystanku, miała więc nadzieję, że nieznajomy jest wciąż w pociągu. Dalsza podróż minęła już szybciej. Pasażerowie poruszeni przykrym incydentem komentowali go i przeżywali. W pociągu panował gwar i zawierano nowe znajomości, sprawiło to, że Joanna zapomniała o nieznajomym.

Czas płynął. Wiosna wkraczała do miast wielkimi krokami. Witały ja rozkwitające krokusy, pączkujące drzewa i pierwsza zieleniejąca trawa. Joannie coraz trudniej było skupić się na nauce, pogoda wyganiała studentów z ponurych murów akademika na spacery i do kameralnych knajpek. Niestety, cierpiała na tym nauka i wykłady. Joanna prawie codziennie po zajęciach pędziła do stołówki, a potem na umówione lekcje, dzięki którym nie musiała obciążać swoimi wydatkami rodziców. Na szczęście większość uczniów szkół średnich, gimnazjów i podstawówek miała spore kłopoty z angielskim i francuskim. Nie dawno zakończył się w szkołach pierwszy semestr i rodzice zaniepokojeni ocenami swych pociech szukali w pośpiechu siły fachowej. Komórkowy telefon na który zdobyła się Joanna, rozdzwonił się. Na pierwszy ogień poszła Kasia Nowak. Gimnazjalistka, która bardziej interesowała się życiem towarzyskim, niż nauką. Efekty byłe nieciekawe i Kasia miała załatwione korepetycje z kilku przedmiotów. Mieszkała zresztą najbliżej od akademika, a zajęcia kończyły się dość późno, mimo wiosny, ciemno wciąż robiło się wcześnie i Joanna nie miała ochoty na wędrówki po ciemnych ulicach. Teraz jednak to było nieuniknione, wolała więc chociaż dotrzeć na miejsce przed zmrokiem. Droga zajęła jej niewiele czasu i po kwadransie zatrzymała się pod wskazanym adresem. Dom był okazały. Niedawno postawiona willa w stylu śródziemnomorskim, zadbany ogród, który mimo zimy nie stracił nic ze swego uroku i biegające po podwórku dwa czarne wodołazy. Joanna poczuła ukłucie zazdrości. Na pewno nie dorobili się uczciwą pracą - pomyślała i nacisnęła dzwonek. Z głośnika domofonu usłyszała męski głos - O co chodzi? - Miałam umówioną lekcję angielskiego z Kasią Nowak - powiedziała. - A... to pani, zaraz po panią wyjdę. Z głośnika usłyszała trzask odkładanej słuchawki . Czekała chwilę, aż w drzwiach staną wysoki mężczyzna przed czterdziestką. Doszedł do furtki, otworzył ją i zaprosił gestem Joannę. Weszła z lękiem, może psy były łagodne, ale nie znały jej. - Niech się pani nie boi, jak się wyjdzie do furtki to nic nie zrobią, chyba, że ktoś wchodzi przez płot ... proszę dalej - szła przodem, po marmurowych schodach , nie czuła się dobrze w tym domu, gdzie najwyraźniej panowała władza pieniądza. Wewnątrz domu panowała nowobogacka atmosfera. Było ją widać na każdym kroku. - Miło mi panią poznać, Krzysztof Nowak, ojciec Kasi - wyciągnął rękę, Joanna odwzajemniła gest i przedstawiła się, Pan Nowak jednak dalej nie puszczał jej dłoni. - Jest pani młodą osobą jak na nauczycielkę - powiedział zbliżając się zbytnio. - Jestem jeszcze studentką , studiuję filologię angielską - powiedziała odsuwając się od nowego pracodawcy, nie mogła tylko uwolnić ręki z silnego, męskiego uścisku. Nie znosiła takich sytuacji, wiedziała, że można z Nowaków wydusić trochę pieniędzy inaczej więcej by tu nie przyszła. - Chyba powinnam zacząć lekcję już szósta - starała się pozbyć natręta, ale nie było to łatwe. - Ależ to nie problem! Kasia nie wróciła jeszcze od koleżanki, mamy więc chwilę, żeby się lepiej poznać! - ciągnął Joannę w głąb domu. Po chwili weszli do salonu. Biały wystrój sprawiał, że Joanna bała się stanąć na dywanie, mogłaby go zabrudzić. Ze dworu wniosła na pewno masę błota. Gospodarz jednak objął ją w pasie i posadził na puchatej kanapie. - Czy mogę zaproponować drinka ? - spytał z lubieżnym uśmiechem. Nie czekał na odpowiedź i nalał do szklaneczki whisky. Joanna nie znosiła whisky. Pan Nowak usiadł koło niej na kanapie, zdecydowanie za blisko - Proszę wypić, tak na rozgrzanie - przysunął się bliżej. Joanna nie chciała go obrazić, ale chętnie by opuściła ten dom. Miała jeszcze nadzieję, że lada chwila wróci jej uczennica i uwolni się od kłopotliwego i nieprzyjemnego towarzystwa. Nie mogła powiedzieć, że ten facet nie jest atrakcyjny, ale jest żonaty, sporo od niej starszy, ma dziecko i w dodatku prostackie zwyczaje. Siedzieli w milczeniu, a Nowak mierzył ją wzrokiem od głowy do stóp. Dzięki Bogu, że nie wyszła jeszcze z zimowych ciuchów, przynajmniej niewiele widać - pomyślała. Dla świętego spokoju sączyła whisky, obrzydliwe, ale przyjemnie rozgrzewało. Nie zdążyła dopić do końca, kiedy usłyszała głośne otwieranie drzwi wejściowych. - Tato jestem! Ta belferka już przyszła!- głos młodej dziewczyny rozległ się po całym domu. Nie budził sympatii, ale Joanna i tak się ucieszyła, przynajmniej pozbędzie się natręta. Wzięła głęboki oddech i wstała, pan Nowak poszedł w jej ślady i wyszedł na spotkanie córce. - Kochanie, przyjdź tu do nas, pani Joanna już przyszła - powiedział i w tej samym momencie do salonu wbiegła Kasia. Joannę zamurowało, w porównaniu z tą dziewczyną wyglądała i czuła się jak szara myszka. Przed nią stała dziewczyna nad wiek rozwinięta w wyrazistym makijażu, ubrana według najnowszych trendów obowiązujących w modzie. Tylko tego mi brakowało - pomyślała - ona więcej czasu spędza na prywatkach i randkach niż na nauce. - Pamela już jest ? - spytała ojca Kasieńka. - Tyle razy prosiłem, żebyś nie mówiła o mojej żonie Pamela, tylko mama, teraz kiedy mama nie żyje Pamela ci ją zastępuje. - powiedział i wyszczerzył w uśmiechu do Joanny rząd pięknych zębów. - Akurat ! - mruknęła Kasia i przestała interesować się ojcem. Obrzuciła krytycznym spojrzeniem Joannę. - No to belferka, idziemy do mojego pokoju? - spytała. Joanna przytaknęła i poszły na piętro. Ten pokój nie powinien należeć do nastolatki, wyglądał niczym apartament w pięciogwiazdkowym hotelu. Joanna coraz gorzej czuła się w tym domu, a sama lekcja też okazała się katastrofą. Dziewczyna okazała się oporna na wiedzę jak granit. Jej znajomość angielskiego była ograniczona do nazw perfum i tytułów piosenek, a zapał do nauki równał się zeru. Przez dwie godziny lekcyjne Joanna próbowała wpoić swojej podopiecznej chociaż odrobinę znajomości języka, daremnie. Po lekcji obie były zmęczone, rozdrażnione i pełne wzajemnej niechęci do siebie. W Joannie kiełkowała myśl, czy by nie zrezygnować z tych lekcji, ale pokusa materialna była zbyt silna. Po skończonej lekcji zeszły na dół. Joanna zakładała właśnie rękawiczki i zamierzała opuścić antypatyczne domostwo, drogę do drzwi zagrodził Pan Nowak - Już nas pani opuszcza?! Jaka szkoda! Dobrze, że chociaż małżonka zdążyła wrócić. Kochanie pozwól ! - do Nowaka dołączyła prawdziwa sex bomba, na widok której Joannie odebrało mowę, ale przestała dziwić się Kasi, że nie akceptowała macochy. Pani Nowak nie miała więcej niż dwadzieścia lat, a uroda i figura stanowiły głównie o jej wartości. Joanna wysiliła się na uśmiech, ale nie potrafiła tej rodziny obdarzyć odrobiną sympatii. Pożegnanie więc było szybkie i Joanna, odprowadzona przez Kasię, z ulgą wyszła na ulicę. Było jej żal tych ludzi, ale nie miała ochoty ich nawracać. W głowie kłębiły się myśli i była jeszcze pełna oburzenia na Nowaka, nie zwracała uwagi na otoczenie. W efekcie zderzyła się z jakimś facetem. To ją trochę ocuciło - Oj! Bardzo pana przepraszam, zamyśliłam się - spojrzała na intruza i ... zamarła. Deja vu, czy rzeczywiście skądś go znała. Oniemiała wpatrywała się promieniujące ciepłem brązowe oczy. Facet uśmiechnął się do niej, ale nie odezwał ani słowem. Ominął ją i poszedł dalej. Joanna obejrzała się kilka razy za siebie, nieznajomy stał przy wystawie sklepu obuwniczego, a na nią nie zwracał uwagi. Może mi się wydawało, że go znam - pomyślała i powoli odchodziła, jednak kilka razy jeszcze się obejrzała. Ale zachowanie nieznajomego zaskoczyło ją. Po prostu podbiegł do niej i... popchnął ją. Z trudem zachowała równowagę, żeby się nie przewrócić. Kiedy wreszcie stanęła prosto, zamierzała powiedzieć temu facetowi co o nim myśli, ale wszelkie słowa utknęły jej w gardle. W miejscu w którym stała przed chwilą, z hukiem rozbiła się pokaźnych rozmiarów doniczka. Joanna popatrzała w górę. Doniczka musiała spaść z jednego z balkonów. Nogi pod Joanną się ugięły, ale opanowała się. Wygląda na to, że ktoś po raz drugi uratował jej głowe. Powinna mu raczej podziękować, a nie wykłócać o jego zachowanie. Rozejrzała się dookoła, ale nieznajomego nigdzie nie było. - Kiedy on zdążył odejść? - zastanawiała się, ulica była prawie pusta, powinno go być gdzieś widać. Stała nad rozbitą doniczką i nie mogła zebrać sił, żeby wrócić do akademika. Przyszła jej jednak do głowy myśl, że ta rozbita doniczka to znak. Znak, że nie powinna więcej tędy przechodzić, a tym samym, zrezygnować z korepetycji dla Kasi Nowak. - Tak! - postanowiła głośno i przechodzące akurat dwie panie, zdumione, obejrzały się za nią. Widocznie powiedziała za głośno. Rozpierała ją energia, więc pospieszyła do akademika. Miała zamiar znaleźć kogoś na swoje miejsce. Jej noga więcej u Nowaków nie postanie. Biegła. Z daleka widziała już oświetlone okna akademika. Drzwi otworzyła z rozmachem i w ostatniej chwili dopadła windy, nacisnęła piątkę. Winda zatrzymała się na wybranym piętrze, Joanna stanęła na korytarzu i rozejrzała, się. Nie wiedziała kto mógłby wziąć te lekcje. Powoli szła w stronę swojego pokoju, kiedy wyminął ją Marcin, kolega z roku - Cześć Aśka! - powiedział pierwszy. - O! Cześć ! - ucieszyła się, Marcina zesłała jej opatrzność. Podobnie jak ona dorabiał sobie prywatnymi lekcjami, ale w przeciwieństwie do niej usposobienie miał zdecydowanie rozrywkowe. Uwielbiał imprezy, dziewczyny i piwo. Przez to miał na uczelni dużo nieobecności, na szczęście dzięki swojej nieprzeciętnej inteligencji nie musiał wiele czasu poświęcać nauce. Po za tym był chyba najprzystojniejszym facetem na roku. Joanna nigdy jeszcze nie ucieszyła się tak na widok Marcina. - Masz ostatnio jakieś lekcje? - spytała - A wiesz... gdzieś nie bardzo, a czemu się pytasz? - Bo widzisz, nie wyrabiam czasowo, szukam zastępstwa, taka nadziana rodzinka, a córeczce nie w głowie nauka, jakbyś dołożył starań to możesz wycisnąć z nich sporo kasy. Marcin był wyraźnie zainteresowany. - I chcesz mi podarować taką fuchę? - zdziwił się. Przytaknęła - Jak dają to trzeba brać! Mów co i jak! Jak wypali to mam u ciebie dług.- powiedział. Joanna udzieliła mu informacji i swojego błogosławieństwa , a nawet obiecała zadzwonić do Kasi i uprzedzić, że zamiast niej przyjdzie kolega. Była słowna i w dodatku miała szczęście bo telefon odebrała macocha Kasi. Kiedy dowiedziała się, że w zastępstwie Joanny przyjdzie jej bardzo przystojny kolega, robiła wrażenie zadowolonej. Marcina spotkała po jakimś czasie i nie omieszkała go zapytać jak tam lekcje. - Kochana żyć, nie umierać! Panie owinąłem sobie wokół palca, teraz lekcje biorą obie i małolata i jej słodka macoszka.- usłyszała w odpowiedzi. Uśmiechnęła się pod nosem i wkrótce zapomniała o całej sprawie. O

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych