Wróć do katalogu

nigdy nie mów nigdy...

życie rzadko jest takie, jakie się nam wydaje a jeszcze rzadziej takie, jakie chcemy żeby było...

dziusia, opublikowano , 17 min czytania, 2,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Znamy się już chyba za długo, a jeszcze dłużej jesteśmy przyjaciółmi. Właściwie mam wrażenie, że ona od zawsze była w moim życiu tylko nie zawsze ją zauważałem, a może nie zawsze chciałem sobie uświadomić jej obecność? Prawda była pewnie gdzieś po środku i nie pomagała w żaden sposób unormować naszej znajomości. Były momenty, że widywaliśmy się codziennie, że nie było dnia bez telefonu czy e - maila, ale były też długie tygodnie milczenia. Całkowitej ciszy, która drażniła i sprawiała prawie fizyczny ból. Oczywiście podejrzewałem, że to boli jedynie mnie, bo ona nie sprawiała wrażenia szczególnie cierpiącej. Tak, jestem od niej uzależniony a może po prostu ją kocham miłością, która potrafi wszystko wybaczyć i uwierzy w każde słowo byle płynęło z ukochanych ust. Jak narkoman przyjmuje każda dawkę z wdzięcznością a na głodzie jestem nie do zniesienia. Nic mnie nie cieszy wszystko jest szare nie mogę jeść i spać. Wszystkie inne wydaja mi się takie bezbarwne takie puste i niewarte uwagi. Tylko ona daje mi spokój poczucie bezpieczeństwa przynależności i sprawia, że czuje się wyjątkowy. Czekam na nią, bo ona zawsze wraca. Obojętne jak długo trwa rozłąka ona wraca do mnie uśmiecha się przytula i mówi zwyczajnie „cześć kochanie, tęskniłeś?”. A ja jak głupi szczeniak waruje przy niej daje się drapać za uchem i mimo iż wiem, że ona kiedyś zniknie znowu nie wiadomo na jak długo nie chce innej. Wiele razy zastanawiałem się, czemu żadna inna kobieta nie potrafi mnie tak przywiązać do siebie, czemu nie potrafię pokochać innej tak szaloną miłością żeby dać się omotać i być na każde zawołanie. Nie ona nie jest kapryśną księżniczką nie oczekuje mnie na każde skinienie. Gdybym odszedł życzyłaby mi szczęścia i zniknęła na zawsze. Ona po prostu jest i jeśli chce mogę być blisko a to bycie jest dla mnie jak tlen, bo bez niej ciężko mi się oddycha. Właśnie w takich momentach zastanawiam się czy ona wie, jaka jest jej moc i jak mnie zniewoliła. Należę do niej, bo kiedy się pojawia poświęca mi cała swoja uwagę i wiem, że mam ja tylko dla siebie. Warunek jest jeden – „nigdy nie pytaj, co robię, gdy mnie nie ma przy tobie, ani nie próbuj mnie odnaleźć a wtedy zawsze wrócę”. Okrutne, ale możliwe do przebrnięcia, jeśli się kocha lub jeśli jest się kompletnym wariatem, a może jedno i drugie na raz. Czasem myślę sobie, że może tylko wmawiam sobie to uczucie, że to wszystko to jakiś cholerny syndrom męczennika, który sobie kiedyś tam wkręciłem. Może też jestem wygodny, bo nie ciążą na mnie żadne zobowiązania. Kocham sen, który się rozpływa, co jakiś czas a potem wraca. Ale potem pojawia się ona i zapominam o wszystkich wątpliwościach a złość na samego siebie wydaje się głupia w obliczu szczęścia. Wiele razy próbowałem odejść. Próbowałem spotykać się z innymi kobietami. Wszystko na nic. W każdej z nich szukałem cech ukochanej. Cienia jej uśmiechu, błysku w oczach, radości, z jaka się ze mną wita, tonu głosu, kiedy wypowiada moje imię. Za każdym razem popadałem w obłęd i niszczyłem każdy związek w zarodku. Liczy się tylko Ona, moja miłość i moja udręka… Po nie pamiętam już ilu miesiącach niemego przyzwolenia nie wytrzymałem i kiedy Lena zniknęła postanowiłem ją odszukać. Nie potrafię powiedzieć, czemu akurat wtedy podjąłem taką decyzje, może czara goryczy się przelała a może coś pękło w moim sercu, w każdym razie nie potrafiłem już dłużej żyć wieczną niepewnością. Śledząc ją bezczelnie próbowałam przygotować się na to, czego ewentualnie mogłem się dowiedzieć. Walczyły we mnie rozsadek i serce. To pierwsze kazało sprawdzić, dowiedzieć się rozwiać wątpliwości poznać prawdę, a to drugie ciągnęło z powrotem do domu żeby wszystko było dalej po staremu. Tak naprawdę brałem pod uwagę jedynie dwa najbardziej możliwe wyjścia. Pierwsze takie, że ma męża dzieci i jakieś tam poukładane życie gdzieś w innym mieście i drugie, że urywa się z jakiegoś odwyku albo jest na przepustce ze szpitala. Oba wydawały się prawdopodobne, choć mój umysł wcale nie chciał zaakceptować żadnego z nich. Tego wieczoru jeździłem za nią po całym mieście. Wyglądało na to ze wypytuje o kogoś albo czegoś szuka. Była w kilku klubach rozmawiała z ochroną i odniosłem wrażenie, że wszyscy ci ludzie dobrze ją znają, bo udzielali informacji bez większych oporów. Nie miałem pojęcia, o co w tym chodzi, ale postanowiłem być cierpliwy i spokojnie dotrwać do końca. Włóczyłem się tak za nią kilka dni a właściwie wieczorów. Nie zauważyłem żadnego znaczącego przełomu dopóki nie zorientowałem się ze zaczęła kogoś śledzić. Obserwowała z ukrycia mężczyznę około czterdziestki, który mieszkał w centrum miasta i na oko nie był nikim ważnym. Wychodził rano do pracy wracał późnym popołudniem. Z tego, co się zorientowałem pracował w jednej z większych firm, ale nie zajmował chyba wysokiego stanowiska, bo jeździł starym zdezelowanym golfem. Miał żonę i dwóch synów więc jak na mój gust był to zupełnie zwyczajny człowiek. Tym bardziej zastanawiało mnie, czemu moja ukochana go obserwuje. Przez następne dni poznałem dokładnie rozkład dnia i nawyki „obiektu” i poczułem się jak bohater jakiegoś amerykańskiego filmu. Szpiegowałem Lenę i szpiegowałem jej „podopiecznego” i wcale mi się to nie podobało. Kiedy kolejnego wieczoru na własne oczy zobaczyłem jak kobieta, którą kocham podchodzi do człowieka, którego śledzi mówi mu parę słów a kiedy on wydaje się oburzony bez skrepowania wyciąga pistolet i wbijając mu lufę w bok pokazuje ruchem głowy żeby wsiadał do auta, spodobało mi się to jeszcze mniej. Przez moment mrugałem zaskoczony a zaraz potem na darmo próbowałem uspokoić serce, które waliło w piersi jak oszalałe.

Mimo totalnego zaskoczenia zostało mi na tyle silnej woli żeby włączyć silnik samochodu i pojechać za nią. Tak jak się spodziewałem skierowała się na przedmieścia gdzie mieściły się stare zrujnowane fabryki. Zaparkowała na tyłach jednej z nich a ja postanowiłem zostawić samochód na ulicy żeby w razie, czego nie mieć utrudnionej ucieczki. Okazało się przecież, że nie znam tej kobiety zupełnie. Że miła i sympatyczna dziewczyna, która nie szczędziła mi nigdy czułości i ciepła okazała się zupełnie kimś innym. Potrafiła być brutalna i bezwzględna a na myśl o tym, co chce zrobić temu facetowi żołądek podchodził mi do gardła. Wpadło mi nawet do głowy żeby dla własnego bezpieczeństwa wziąć z bagażnika jakiś ciężki klucz, ale zaraz przypomniałem sobie ze przecież ona ma pistolet i kto wie, do czego jest zdolna. Minąłem cicho jej samochód i wszedłem do wnętrza budynku. Szedłem powoli uważając żeby nie zawadzić stopą o coś, co może narobić niepotrzebnego hałasu. Nie wiedziałem gdzie poszli, ale po jakimś czasie usłyszałem przytłumione głosy, które zaprowadziły mnie do jednego z pomieszczeń na piętrze. Przez chwile słuchałem żeby zorientować się w sytuacji.

- Powtórzę to ostatni raz – głos Leny emanował pewnością siebie – masz coś, co należy do mojego zleceniodawcy, gdzie to jest? - Nie wyciągniesz tego ze mnie nigdy – wysyczał tamten z wyraźnym wysiłkiem - A może powie mi coś na ten temat twoja żona albo synowie? – Lena roześmiała się krótko - Nie mieszaj ich do tego – w jego głosie wyraźnie słychać było rozpacz - Mogę zrobić, co mi się podoba i z tobą i z nimi – powiedziała poważniejąc – cel uświęca środki a widzisz ja za osiągniecie celu dostane dużo pieniędzy sam wiec widzisz, że nie będę się rozczulać ani zastanawiać.

Byłem w takim szoku, że zrobiłem najgłupszą rzecz z możliwych, wyszedłem z ukrycia i stanąłem w drzwiach pomieszczenia, w którym toczyła się rozmowa decydująca o życiu lub śmierci niewinnych osób. Lena stała oparta o jeden z filarów podtrzymujących strop i bawiła się nożem i to ona pierwsza mnie zobaczyła. Nawet, jeśli była zaskoczona to nie dała po sobie tego poznać. Mężczyzna, z którym rozmawiała klęczał na ziemi ze związanymi z przodu rękami. Z rozciętej wargi spływała mu krew. Był tak udręczony ze nawet nie zwrócił na mnie uwagi.

- Wiec jednak nie wytrzymałeś – westchnęła jakby rozczarowana – było tak fajnie i musiałeś wszystko zniszczyć - No tak w sumie ukrywanie ze jesteś płatnym mordercą jest przecież niczym strasznym – zdobyłem się na odrobinę sarkazmu - Czego oczy nie widzą kochanie …itd. – powiedziała przyglądając mi się jakby zastanawiała się, co ze mną zrobić – teraz jak już wiesz o wiele za dużo wyjście jest tylko jedno - Gdzie się…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych