Wróć do katalogu

NOC Z MISTRZEM

Pięściarska anegdota

michalr80, opublikowano , 16 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Tomasz Zalewski stał lekko pochylony nad zlewem i obmywał twarz zimną wodą. Kiedy się wyprostował i spojrzał na swoje odbicie w lustrze, zobaczył szczupłą twarz o wydatnym, złamanym kilkakrotnie nosie. Nad lewą brwią która normalnie znajdowała się po stronie prawej widniał mocno widoczny, biały ślad po głębokim rozcięciu. Tak była poraniona twarz zawodowego pięściarza, który przez ostatnie jedenaście lat stoczył czterdzieści jeden walk, trzydzieści z tego wygrał, dwie zremisował a dziewięć przegrał, w tym sześć przed czasem. Tomasz Zalewski miał aktualnie trzydzieści pięć lat. Woda kapała z jego brwi, nosa i brody, spadała do zlewu a także na jego pierś. Bokser chwycił za ręcznik i powolnym ruchem wytarł się do sucha. Na kanapie w niedbałej pozycji siedziała jego żona. Kiedy Tomek wyszedł z łazienki rzuciła na niego przelotne spojrzenie swoich pięknych brązowych oczu. Była w tym samym co i on wieku i choć na jej czole jak i pod oczami pojawiły się delikatne, cieniutkie zmarszczki, wciąż była tą samą atrakcyjną brunetką, którą poznał przed ośmiu laty i za którą nadal oglądali się mężczyźni. - Wciąż nie wiem po co mnie zabrałeś ze sobą, przecież i tak nie idę na walkę. Nie mogłam zostać w domu? Podszedł i usiadł obok niej. - Daj spokój Sylwio, wiesz że tylko przy tobie nie myślę o pojedynku, a to mi jest teraz właśnie najbardziej potrzebne – spojrzał na zegarek, oparł się wygodniej i dodał - Ubieram się i za piętnaście minut wychodzę. Pojadę trochę przed czasem bo nie chcę się natknąć na Chmielewskiego w windzie czy w holu. A ty co będziesz robić? - Moja przyjaciółka butelka chłodzi się już w lodówce – odparła. Nie lubiła chodzić na jego walki, ale siedząc i oczekując aż wróci, także odczuwała strach. Aby go przełamać piła szampana. Alkohol ją rozluźniał i skracał czas oczekiwania. Najważniejsze, że wracał w „jednym kawałku”. Dopiero w kolejnych dniach sińce obrzmiewały i pokrywały jego twarz guzami. Czasami miał zapuchnięte oczy, czasami nos, czasem bolała go szczęka przy jedzeniu, innym razem miał poobijane żebra, więc kiedy kręcił się w łóżku lekko stękał z bólu. Nie lubiła tego, ale on jak sam twierdził nie potrafił robić nic innego, jak tylko walczyć. Nie był już młody i nie bardzo wiedział co ze sobą zrobić po zakończeniu kariery, szczególnie, że boks nie dawał mu wielkich pieniędzy i tak naprawdę pozwalał na jako takie wiązanie końca z końcem, od walki do walki. Kiedy nie miał pieniędzy dorabiał pracując jako ochroniarz albo bramkarz w lokalach. Jego najbliższy rywal Chmielewski był Międzynarodowym Mistrzem Polski w wadze półciężkiej i miał świetny bilans, czterdziestu pięciu zwycięstw i tylko dwóch porażek. Zalewski wiedział jednak, że Chmielewski walczył tylko z tak zwanymi „kelnerami”, czyli nic nie znaczącymi rywalami, których łatwo rozkładał. Poza tym obaj Chmielewski i Zalewski byli w podobnym wieku , a kiedyś nawet razem sparowali i Tomek nie był gorszy, przynajmniej takie miał odczucia. Zatrzymali się w tym samym hotelu, teraz kiedy pretendent chciał wyjść wcześniej ostatnią rzeczą, której pragnął było spotkanie ze swoim rywalem. Wstał więc z kanapy, przeszedł do drugiego pokoju, gdzie ubrał się w dresowe spodnie i bluzę po czym wrócił, aby się pożegnać. Sylwia nadal siedziała w swojej niedbałej pozycji, podniosła się jednak i do niego podeszła. Była niższa i dużo drobniejsza. Teraz objęła go i położyła głowę na jego piersi. - Obiecaj mi, że wrócisz cały. - Przecież wiesz, że ja zawsze wracam cały. Nawet jak znokautował mnie ten Czech, to wiedziałem że muszę wstać i wrócić do ciebie. Ale dzisiaj będzie inaczej, wiesz. Dzisiaj na pewno wygram i trochę się odkujemy. Znam przecież tego Chmielewskiego i wiem jak go załatwić. Może to nie będzie łatwa robota, ale dam sobie radę. Pochylił się nad nią i pocałował ją w usta. - Mam pewien pomysł? - dodał po chwili. - Jaki? - Włóż na siebie jakąś ładną bieliznę, zamów jeszcze szampana i czekaj na mnie. Bo to będzie twoja wyjątkowa noc, wiesz? Będziesz spała z Mistrzem. Oboje zaczęli się śmiać. On schylił się po sportową torbę, zarzucił jej pasek na ramię, jeszcze raz ją pocałował i przytulił do siebie. Kiedy wyszedł zamknęła za nim drzwi. W windzie jechał sam. Jeszcze raz przed oczami stanęły mu treningi i przygotowania poprzedzające tę walkę. Wiedział, że nie jest w żadnej życiowej formie. Brakowało mu sparingpartnerów, bo ani menadżer ani on nie miał zbyt wielu pieniędzy na ich wynajem. Powinien był stoczyć jakieś osiemdziesiąt a nawet sto rund sparingowych, ale miał ich za sobą zaledwie czterdzieści i to jeszcze z miernymi rywalami. Zdawał sobie sprawę, że Chmielewski jest zawsze dobrze przygotowany, nie był to przecież jakiś duży talent, ot przeciętny rzemieślnik, którego szczytem możliwości mogła być walka o tytuł Mistrza Europy, ale na światowych arenach, czy w walkach o najwyższe laury nie miał by szans.

Na początku szóstej rundy Chmielewski zadał mocną serię, ale Tomek natychmiast odpowiedział swoją akcją. Kolejne ciosy Chmielewskiego i odpowiedź Tomka, który ostatecznie zapędził przeciwnika na liny i zaczął obijać. Uderzał na dół i na górę, próbował z powodzenie ciosów podbródkowych i zdobył znaczną przewagę. Odpowiedzi Chmielewskiego stawy się coraz krótsze i coraz mniej skuteczne. Pod sam koniec rundy Tomek mocno trafił na korpus. Cios był wymierzony w splot słoneczny i idealnie trafił w to miejsce. Chmielewski nie mógł nabrać przez chwilę powietrza, i wiedział, że jeszcze jedno takie uderzenie a na pewno pójdzie na deski. W jakimś desperackim odruchu odsłonił się jednak i sprowokował Tomka do zdania kolejnego ciosu w to samo miejsce. Pretendent przyjął wyzwanie, lekko skręcił tułów w prawą stronę i wystrzelił prawym hakiem. Przy całym tym ruchu odsłonił prawą stronę twarzy. Chmielewski sprężył się i uderzył lewym sierpowym. Zanim cios Tomka dosięgnął celu, lewy na szczękę posłał go na deski. Przez kilka sekund jego świadomość przestała rejestrować to wszystko co się wokół niego działo. W tym czasie podniósł się na jedno kolano i był gotowy aby wstać. Usłyszał głos trenera, który doradzał, aby wykorzystał całe osiem sekund i wcześniej się nie ruszał. Sędzia odliczając czas pokazywał na palcach mijające sekundy. Kiedy Tomek był już wyprostowany i arbiter potrząsał jego rękawicami oraz spoglądał głęboko w oczy, a następnie cofnął się i zezwolił na kontynuowanie walki, wtedy świadomość wróciła. Bokserzy zbliżyli się do siebie, ale rozległ się gong kończący rundę. Tomek odszedł niepewnym krokiem i usiadł na podstawionym w narożniku krześle. Jeden z sekundantów zaczął lać na jego głowę i kark lodowatą wodę. - Tomek oberwałeś mocnym lewym sierpowym – oznajmił drugi z sekundantów, który był trenerem. - Jak ja oberwałem? - spytał zaskoczony zawodnik. - Przecież to on leżał. - Kurwa! Tomek to ty leżałeś! Próbowałeś zadać prawy hak a on cię skontrował. Zawodnik nagle się zamyślił. Próbował sobie przypomnieć tę sytuację, ale nie mógł. Pamiętał dokładnie, że mocno trafił po czym rywal się odsłonił a on był pewny że jeszcze raz mu przyłoży. A później, później... Sędzia zezwalał na walkę czyli, chyba ktoś był liczony. - Tomek! Słuchaj! - krzyczał do niego trener. - Teraz nie wdawaj się z nim w żadne wymiany i przez ponad minutę jeszcze przed nim uciekaj. Krzyknę do ciebie kiedy ta minuta minie, słyszysz?! Musisz uciekać, jeszcze nie doszedłeś do siebie. Wsadził Tomkowi przepłukany wodą ochraniacz na zęby i przeszedł przez liny. Tomek wstał i był gotowy do walki. Przez pierwsze sekundy udawało mu się skutecznie unikać kontaktu z rękawicami Chmielewskiego, ale zepchnięty do narożnika skrył się za podwójną gardą i w ten sposób starał się ochronić czułe…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych