Wróć do katalogu

Nocna wyprawa

Wyprawa kilkunastoletnich chłopców na strych ich szkoły, który już od dawna chcieli zdobyć...

andriosz, opublikowano , 29 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Nocna wyprawa

Jako chłopiec, z reguły bałem się nocy, i nie raz musiałem zasypiać przy zapalonym świetle albo przy otwartych drzwiach od mojego pokoju, w którym było dużo rzeczy przybierających czasem dziwne, wręcz groźne kształty w nocnej poświacie. Kiedyś tak się czegoś wystraszyłem, że po prostu sparaliżował mnie strach i nie byłem w stanie ruszyć nawet ręką by zapalić nocną lampkę, stojącą dosłownie na jej wyciągnięcie, zacząłem się pocić i wołać na pomoc mamę, niestety muszę się przyznać, ze miałem wtedy już 15 lat. Ten strach spowodowany widziadłami, w których realność nigdy potem nie wątpiłem był paraliżujący, zmieniający mnie w jeden wielki kłębek nerwów. Nie czułem się sobą bynajmniej w takim momencie ale jak jakieś zwierzę zaskoczone przez potężnego drapieżnika, który za chwile wbije w nie swoje kły. Taki paniczny strach może przynosi tę ulgę, że nie czuje się potem bólu tak, jak odczuwa się go na spokojnie z cala świadomością. Strach potrafi zmienić nie do poznania ale potrafi także wyzwolić w człowieku siły, na które normalnie nie można liczyć. Zazwyczaj rzadko zdarzają się chwile takiego strachu ale mnie i moim kolegom z dzieciństwa czasem się zdarzały zwłaszcza, że nie należeliśmy do tych najgrzeczniejszych, spędzających czas w domu przy książkach lub lekcjach gry na jakichś instrumentach muzycznych. Moje dzieciństwo bowiem składało się również z różnych wybryków, mniej lub bardziej łobuzerskich, z których oczywiście byliśmy wówczas bardzo dumni. Były to różne rzeczy - te całkiem błahe oraz te już poważniejsze wręcz karygodne w świetle ogólnie przyjętych zasad społecznych. Mimo to, nigdy nie uważałem się za łobuza a zwłaszcza w przedstawionej poniżej opowieści. Któregoś razu, kiedy miałem jakieś 13 lat postanowiliśmy z kolegami, że zakradniemy się do naszej szkoły. Chodziło nam raczej o to, że tylko się tam zakradniemy i potem wyjdziemy z satysfakcją, jako zwycięzcy i zdobywcy. Nie planowaliśmy żadnych kradzieży czy dewastacji, chcieliśmy się dostać do szkoły w nocy i zwiedzić niedostępne miejsca, o których słyszeliśmy ale nigdy ich nie zbadaliśmy. Spotkaliśmy się we trójkę po północy w bramie naszej kamienicy - ja, Gienek i Wasyl, bo wszyscy razem mieszkaliśmy przy jednym podwórku. Gienek był od nas starszy o dwa lata. Chodził do klasy równoległej, ponieważ dwa razy nie zdał do następnej klasy a przy okazji był szefem naszej podwórkowej paczki. Palił papierosy, do tego był dobrze zbudowany, co nam chudszym i mniejszym bardzo imponowało. Z Gienkiem czasem było ciężko bo nas ustawiał, a że górował nad nami siłą fizyczną i charyzmą, to mu się raczej nie sprzeciwialiśmy. Wasyl i ja chodziliśmy do jednej klasy i na kilku przedmiotach siedzieliśmy razem w ławce. Wasyl tak naprawdę miał na nazwisko Wasilewski i stąd było to przezwisko. Na mnie z reguły mówiło się zdrobnieniami, na przykład Andrzejek czy pajączek bo byłem najmniejszy w klasie. - Andrzejek masz klucze? – spytał Gienek. - Jasne – odparłem - pamiętasz jak zwinąłem je Garbusowi a potem dorobiłem i podrzuciłem z powrotem na drugi dzień? - Pokaż te klucze. – kazał mi pokazać czy rzeczywiście je mam i zobaczywszy że są, uspokoił się. - No bo jakbyś ich nie wziął, to byś miał problem. - No co ty, o tym bym na pewno nie zapomniał. – tłumaczyłem się. - Dobra to idziemy! – powiedział Gienek, patrząc na zegarek – mam nadzieje, że Garbus już śpi. - dodam, że Garbus był niby takim woźnym w naszej szkole. Był garbaty i gruby, wręcz straszny i baliśmy się go, bo jak kogoś złapał, to potrafił tak wymaltretować, że potem długo bolało. Wtedy można było jeszcze bić dzieci w szkołach, później się to pozmieniało i na pewno taki Garbus nie maiłby już racji bytu z całym swoim arsenałem technik do zadawania bólu śmiejącym się z niego uczniaków. Wtedy wszyscy się go baliśmy, nawet Gienek, bo wszyscy wiedzieli, że Garbus potrafi być okrutny i jak już nabroiłeś, a on cię złapał, to nie było zmiłuj się. Zresztą, jeśli nawet ktoś dalby mu rade, to i tak miałby kłopoty, bo ten od razu doniósłby pani dyrektor, która notabene była jego ciotką. Trzeba przy okazji wspomnieć, że Garbus nie do końca był normalny, co od razu było widać z jego twarzy i ruchów. Mieszkał właściwie w szkole bo miał tam małe mieszkanko z osobnym wejściem ale mógł tez przechodzić bezpośrednio innymi drzwiami bezpośrednio do szkoły a miał w zwyczaju chodzić w nocy po korytarzach, sprawdzać, czy wszystko było w porządku. Dla niego szkoła to rzeczywiście był drugi dom a może nawet i pierwszy bo był z nią emocjonalnie związany, uważał się za jej opiekuna czy jakiegoś strażnika. Jeśli się do tego, niemalże fanatycznego oddania szkolnej sprawie doda jego psychiczną ułomność, to słusznie należało zachować ostrożność w kontaktach z Garbusem bo nie reagował jak normalny dorosły, gorzej - zdawało się, że nie ma litości ani wyczucia, nawet wobec nas, słabszych dzieci a może zwłaszcza wobec nas. - Weźmy na przykład takiego Gienka, jak ktoś nawet młodszy mu podskakiwał, to najwyżej dostał od niego solidnego kokosa w głowę i na tym się kończyło. Gienek trenował boks i miał swój kodeks. Lubiłem go za to, że nie znęcał się nad młodszymi, wręcz ich bronił ale z równymi sobie walczył jak potrafił najlepiej a i starszemu, jeśli szło o honor tez by nie odpuścił no chyba, ze był to Garbus. Każdy z nas wiedział, że ten samotny, trochę upośledzony na umyśle i fizycznie człowiek, stoi na uboczu, że nie jest taki, jak nasi rodzice czy inni dorośli. A mimo to żył wśród nas, codziennie się z nim stykaliśmy, z jednej strony baliśmy się go i staraliśmy mieć z nim jak najmniej wspólnego ale z drugiej, coś nas przyciągało do niego, i owszem płataliśmy mu takie figle, żeby się nie mógł zorientować, kto je robi. Wtedy go obserwowaliśmy katem oka, udając że się w coś bawimy ale cały czas patrzeliśmy, jak się złościł, jak łypał na nas podejrzliwie okiem, wiedząc, że nic nie może zrobić bo nikogo nie złapał na gorącym uczynku. Zresztą on dobrze wiedział, o co chodziło i może dlatego tak nas nie cierpiał. Swoją droga dzieci dla kogoś upośledzonego, innego czy słabszego, potrafią być bardzo okrutne. Dzieci są doskonałymi obserwatorami i szybko wyczuwają ludzkie słabości a Garbus miał na przykład również taką, że bardzo szybko się irytował. Uwielbialiśmy wówczas patrzeć, jak się złościł. Było to dla nas trochę jak walka z bykiem, bo kiedy on napierał, rozpierzchaliśmy się jak stado much rozganiane krowim ogonem, po czym znów zacieśnialiśmy krąg aż nie złapał jednego z nas. On sam dobrze wiedział, że jest inny, a my śmialiśmy się z niego, on nas oczywiście za to nie lubił i tak koło się zamykało. W ten sposób ten negatywny wizerunek przylgnął do Garbusa i już taki pozostał, i każdy nowy uczeń musiał kiedyś usłyszeć o złym Garbusie, który nie ma litości. Pod osłoną nocy dotarliśmy do drzwi szkoły. Nie były to drzwi frontowe bo ktoś mógłby nas zobaczyć w świetle ulicznej lampy ale boczne, których często używał Garbus. W szkole nigdzie nie paliło się żadne światło więc mieliśmy nadzieje, że nikt nie będzie nam przeszkadzał. Podeszliśmy pod drzwi, przyłożyliśmy uszy – było cicho, żadnego dźwięku. Wyjąłem klucze, włożyłem do zamka i powolutku przekręciłem, nacisnąłem na klamkę i uchyliłem drzwi. - Spokojnie – szeptem upomniał Gienek i zajrzał do środka – chodźcie włazimy – dodał, no i weszliśmy. Drzwi zamknęliśmy za sobą ale już nie na klucz tak w razie czego, żeby można było szybciej wyjść nie mocując się już z zamkiem. Na naszych buziach pojawiły się szelmowskie uśmieszki zadowolenia. Byliśmy w szkole, zrobiliśmy pierwszy udany krok, przechytrzyliśmy ich, to znaczy nauczycieli i Garbusa - przynajmniej na razie. - Zakładamy ochraniacze? – zapytałem. - Wasyl dawaj cichobiegi! – powiedział Gienek. I Wasyl wyjął filcowe ochraniacze na buty tak abyśmy nie stukali podeszwami. Zrobił je sam z materiałów, jakie podebrał swojemu ojcu, który był szewcem. Ruszyliśmy zatem przed siebie w dobrze nam znane korytarze. Najpierw na schody a potem do głównego hollu. Było cicho, ciemno trochę przerażająco i zupełnie inaczej niż zazwyczaj. Jedyne światło jakie wpadało przez duże okna to było światło kilku latarni stojących dookoła szkoły. Wystarczyło to nam. Sale były pozamykane a klucze wisiały w zamkniętym pokoju nauczycielskim. Podeszliśmy tez pod drzwi Garbusa, żeby upewnić się czy już śpi. Przystawiliśmy uszy do drzwi jego mieszkanka ale nie dało się nic usłyszeć. Kompletna cisza. Poszliśmy więc dalej. Czuliśmy, że szkoła należy do nas. Była bardzo duża, miała piwnice i tajemniczy strych, na którym podobno były różne ciekawe rekwizyty. Chcieliśmy się tam właśnie dostać i przekonać o krążących opowieściach. W piwnicach były szatnie, warsztaty, stołówka i jeszcze jakieś pomieszczenia, o których mało wiedzieliśmy ale nas, jak już wspomniałem, najbardziej interesował olbrzymi strych i tam właśnie skierowaliśmy nasze bezszelestne kroki. Wdrapaliśmy się na trzecie piętro i stanęliśmy pod drzwiami. - Otwarte. – stwierdził Gienek nacisnąwszy na klamkę drzwi na strychu – a już myślałem, że trzeba będzie ciąć szybę – dodał, bo w istocie taki był nasz plan. Wiedzieliśmy, że te drzwi z reguły są zamknięte ale, że były to duże dwuskrzydłowe drzwi z okienkami u góry byliśmy przygotowani, na użycie nożyka diamentowego a potem przeciśnięcie się przez mały otwór do środka, co miało być moim zadaniem, skoro byłem najmniejszy. Lubiłem zresztą takie wyzwania bo byłem zwinny ale tym razem przeszło mi to koło nosa. Na strychu nie było wiele okien, a te z kolei były pokryte gruba warstwa kurzu sprzed wielu już lat bo nikt tych okien nigdy nie mył, więc zapaliliśmy latarki i zaczęliśmy sprawdzać, co kryje w sobie ten sławny strych, na który uczniowie nie mieli wstępu. Zdarzyło się może kilka razy, że zapomniano zamknąć drzwi bo coś tam przenoszono i wtedy była okazja do zaglądnięcia tam ale zaraz było się przepędzanym a teraz należał on całkowicie do nas. Strych nie był jak nam się zdawało jednym wielkim pomieszczeniem ale składał się z kilku przechodnich pokoi lub raczej sal z racji ich rozmiarów, każda bowiem miała ze 100 metrów kwadratowych. Były tam regały, stare ławki szkolne, tablice, pianino, fortepian i trochę innych instrumentów, a wszystko to pokrywał gęsty kurz. Były tam tez różne dokumenty, i mnóstwo jakichś ubrań. Przechodziliśmy cicho do następnych sal, w których były podobne rzeczy. Generalnie było tam dużo miejsca, więc poruszaliśmy się swobodnie. Napotykaliśmy na teatralne rekwizyty pojawiające się od czasu do czasu na szkolnych akademiach, była tez wypchana sowa, kościotrup, któremu brakowało już sporo kości, jakieś chorągwie, szarfy, flagi itp. - Eeee nasza – odparłem z nuta rozczarowania wskazując na flagę – żeby tak była amerykańska to bym wziął. - Jest jeszcze ruska – zauważył Wasyl. - Eeee, nie chce ruskiej – odparłem i przeszliśmy dalej. Za chwilę napotkaliśmy stare mikroskopy, aparaturę chemiczna do doświadczeń, które często nam nie wychodziły bo zawsze przesadziliśmy z jakimś składnikiem. W którymś momencie znaleźliśmy coś znacznie ciekawszego. W zamkniętej na kłódkę skrzyni, która dała się otworzyć zwykłą agrafką, znajdowały się rekwizyty z czasów wojny – granaty, pistolety, bagnety no i strzelby, były tez mundury, czapki, buty ale nas najbardziej zainteresowały pistolety. Już wiedziałem, że się nie oprę, i że ten czy inny pistolet musi być mój - tak chciałem go mieć i tylko to teraz było ważne. Kiedy tak patrzyłem na jeden z nich, w jednym momencie cały świat jakby przestał się liczyć. Również czas się zatrzymał a ja tylko patrzyłem i obracałem w dłoniach ciężki, masywny pistolet. Włożyłem go sobie do ręki, położyłem palec na spuście, odbezpieczyłem tak jak to widziałem na filmach i prostowałem ramie do strzału mrużąc jedno oko, potem znów mu się przyglądałem, ważyłem w dłoni i przekładałem do drugiej by znów celować, jednym słowem odpłynąłem... - Ciekawe czy są naboje? – zapytał nagle Gienek wyrywając mnie z innego świata. - Co? – spytałem sprowadzony tym nagłym pytaniem do rzeczywistości. - Jajco! – odburknął - Andrzejek obudź się wreszcie! Widziałeś gdzieś naboje? - Naboje? Nie, ja tylko... - Eeee, coś się tak zapatrzył, gnata nie widziałeś czy co? - Zawsze marzyłem o takim a ten jest prawdziwy. Weźmiemy kilka, co nie? – spytałem podniecony wskazując na pistolety. - Pewnie że weźmiemy ale patrzcie jest tez fajny nóż. – powiedział Gienek wywijając jakimś ostrzem przed sobą. - Co tam nóż – odparłem – pistolet jest lepszy bo można z daleka kogoś zabić. - Nożem też można rzucić w przeciwnika – odparł Gienek i nie czekając rzucił trzymanym w ręku nożem w drewniany filar stojący nieopodal. Nie trafił i nóż odbił się z brzękiem od stojącej obok skrzyni. - Cichoooo – wyszeptał Wasyl. - Eeee, tak myślałem – skrzywił się z dezaprobatą Gienek - źle wyważony ale to się da naprawić. – tłumaczył swój niecelny rzut. - Ja i tak wole pistolet. Biorę go! – odparłem. - A ja dwa! – dorzucił zaraz Wasyl. - Ta, od razu weźcie wszystko, cały arsenał, no i po co wam tyle pukawek, co?! – zapylał gniewnie Gienek. - No co, tak w razie czego. – tłumaczył Wasyl. - Jasne! – odparł Gienek – Cos wam powiem, to ja wezmę jeden bo u mnie w domu będzie bezpieczny. U was starzy od razu wyniuchają i się wszystko wyda. Już tak kiedyś było. Nie wiem czy wiecie ale za takie coś to już nawet można iść do wiezienia. Zależy wam na tym? - Nooo dobra. – Zgodziliśmy się niechętnie z Wasylem i machinalnie skupiliśmy się na czymś innym - ja zabrałem z jakiegoś munduru kilka orderów i włożyłem do kieszeni spodni a Wasyl zaczął wywijać jakąś szabelką. Ordery były zimne, ciężkie zrobione z metalu w kształcie krzyży i tez mi się podobały, co prawda nie tak jak pistolet ale cóż, może Gienkowi kiedyś się on znudzi i wtedy będzie mój. Choć z jednej strony trzeba by go zawsze chować przed rodzicami, ciągle o nim myśleć żeby się z nim nie odkryć choć z drugiej, to w końcu prawdziwy pistolet i nie ważne, że bez naboi ale ważne, że się go ma. Można powiedzieć, że zachorowałem na ten kawałek bezużytecznej stali podobnie jak już nie raz bywało względem innych rzeczy, o których później nie mogłem zapomnieć i pragnąłem obsesyjnie je mieć. Zresztą, jak się później miałem przekonać tego typu zauroczenia nie tylko były domeną dzieciństwa bo i w późniejszych latach czasem coś mnie opętywało i nie pozwalało spać spokojnie. W tym przypadku tak właśnie było, mimo że na pocieszenie…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych