nocny spacer w strugach czerwonego deszczu.
co można zobaczyć idąc obojętną ulicą w obojętnym mieście...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Noc, jak na tą porę roku, była ciepła. Rozpiąłem płaszcz, wsadziłem dłonie do kieszeni i ruszyłem spokojnym krokiem przed siebie. Uliczka, bardzo wąska, przemykała niczym cichy strumyk pomiędzy kamienicami. Niektóre okna, jasne od płomieni świec, rzucały światło na chodnik. Inne, ciemne, czerń niemal namacalna, straszyły przechodniów wizją nieznanego zła. Postawiłem sobie za cel obejść całe miasteczko i z uporem stawiałem krok za krokiem, mimo, że umysł i zmęczone ciało ciągnąć mnie chciały do domu. Jasność gwiazd, które wyglądały jak dziury w podłodze nieba, przez które bił blask Najwyższego, napawała mnie chęcią rozmyślania. Ich ustawienie – mówiło mi, że zmierzam ku północnemu skrajowi miasta. Echo niosło stukanie moich butów gdzieś w dal. Nagle z ich brzmieniem zmieszał się jakiś inny dźwięk, jakby trzeszczenie. Idąc dalej spostrzegłem, że pomiędzy budynkami jest niewielka, może trzymetrowa przerwa, a w niej rośnie drzewo. Piękny, młody dość dąb, z rozłożonymi liśćmi majestatycznie ukazywał, że przyroda wciąż jest wszechobecna. Jego gałęzie uginały się pod ciężarem ciał. Wisiały tam kobiety, mężczyźni, starcy, dzieci. Kalecy na ciele i na umyśle. Wszystkie zwłoki poruszały się rytmicznie wraz z podmuchami wiatru, sznury subtelnie skrzypiały utrzymując każdy swój ciężar. Ciężar życia, którego unieść nie mogli ci wszyscy obecni tutaj. Przystanąłem na chwilę. Wydawało mi się, że czuję ich ból, że pod stopami nie mam oparcia. Otrząsnąłem się i ruszyłem dalej. Kolejna kamienica miała kolor zielony, okna były obramowane na jasnożółto, co zupełnie nie współgrało z ciemno czerwonym dachem. Normalnie żadna z tych barw, żaden kształt nie zmotywował mnie do spojrzenia w jej stronę, ale uwagę przykuł nie budynek, lecz okno. Świeca, poza tym, że zapewne ogrzewała, oświetlała jakieś pomieszczenie i scenę rozgrywającą się w nim. Widziałem dwa cienie – jeden, duży i wykonujący agresywne ruchy i drugi – skulony w geście skruchy i ze słowami przeprosin na ustach. Większy jednak nie zważał na nie, bo w sekundę pojawił się w jego dłoni ostro zakończony przedmiot – nóż. Mniejsza postać błagała, chwytała za ręce, płakała, jednak nie okazano jej litości. Zimna stal przeszyła jej brzuch, raz po raz zadawane…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil pinkfloydfan
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…