Nosiciel.Black
Mam nadzieję że przypanie chociaż niektórym do gustu!
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Jezus obudził się w szpitalnym łóżku. Czuł pulsujący ból głowy i niemoc w całym ciele. Nic nie pamiętał, tylko twarz jakiegoś człowieka. Gdzie on jest? Do Sali wszedł lekarz. Miał długie czarne włosy do pasa, elektrycznie niebieskie oczy i miał ponad dwa metry wzrostu, a jednak nikt nie zwracał na to najmniejszej uwagi. Jezus spojrzał się na niego i zamknął oczy. - Chyba powinienem się cieszyć na widok starego znajomego. Ale w tych okolicznościach Anioł Śmierci jest mi najmniej potrzebny wiesz? - Nikt jeszcze nie ucieszył się na mój widok. Tysiące lat i tylko raz usłyszałem miłe słowa powitania. Okazało się, że pomylili mnie z kim innym. Taki los. Jezu wiem, że jesteś synem Boga i że jesteś zbawcą ludzkości ale mimo to pędząca ciężarówka może Cię zabić. Zwłaszcza w tym stanie w jakim obecnie się znajdujesz. Jezus spróbował wykonać jakiś ruch. Przeszył go przy tej próbie ostry ból, a w głowie zawirowały tysiące myśli. Syn Boży już dawno nie odczuwał tak silnego bólu fizycznego. Głowa pękała mu za każdym razem kiedy chciał się na czymś mocniej skupić. - Ile byłem nieprzytomny? Zapytał z niemocą w głosie Jezus. - Cztery dni. Lekarze założyli Ci kilka szwów i cały czas masz środki przeciwbólowe. Uriel się wściekł, że w ogóle coś takiego zrobili. Przyjdzie Cię poskładać jutro. Azrael uśmiechnął się szeroko odsłaniając białe ostre zęby. - I z czego się tak cieszysz? Wyszeptał Jezus z trudem. - Moje urodziny są wcześniej czy jakaś inna wielka okazja? - Nie, mamy wrzesień jeszcze trochę do świętowania. Mam inną wiadomość, prosto od Gabriela. Znaleźliśmy Nosiciela. W obolałej głowie Jezusa zapłonął mały ogień nadzieli. Jeżeli rzeczywiście Nosiciel jest pośród ludzi to znaczy, że jakaś część Pana, jego mała cząstka istnieje w tym wszechświecie. - Gdzie jest? Jezus starał wesprzeć się na łokciach ale nic mu z tego nie wyszło i upadł ciężko na niewygodne łóżko. - Mieszka gdzieś w Szkocji. Wybieram się po niego zaraz razem z Telerachem. - A co z Luthielem? Jezusa coraz bardziej bolała głowa i czul że zaraz zemdleje, ale musiał znać jeszcze odpowiedź na to jedno pytanie. Azrael zmieszał się trochę. Jezus wiedział, że prawdopodobnie Gabriel zakazał mu mówić o tej sprawie. - Azraelu, powiedz mi. Jezusa opuszczały siły. Powoli zapadał się w ciemność, ale musiał znać odpowiedź. Anioł Śmierci wziął głęboki oddech. Nienawidził łamać danego słowa, ale w końcu komu jak komu ale samemu Synowi Bożemu należała się odpowiedź. Azrael spojrzał na bladego jak papier Jezusa. Wziął głęboki oddech i zaczął mówić. - Wiemy ze armia cienia formuje się w pierwszej czeluści. Nasi zwiadowcy zginęli. Czeluść została podporządkowana Szatanowi. Mamy mało czasu Jezus spojrzał na pełną rozpaczy twarz anioła. Widział, że sytuacja jest tragiczna. Natychmiast trzeba znaleźć Nosiciela, za wszelką cenę. - Azraelu, musimy działać jak najszybciej. Syn Boży wyszeptał te słowa i opadł powoli na poduszkę. Sen ogarnął Jezusa, który marzył podświadomie o tym by już nigdy nie budzić się z powrotem w tym koszmarze.
***
Azrael z Telerachem jechali na swoich wierzchowcach i nie rozmawiali ze sobą wcale. Wszędzie pytali się o Andrew Blacka ale nikt nie znał miejsca jego zamieszkania. Użycie magii nie było wskazane gdyż mogłoby ściągnąć jakieś paskudne demony albo gorzej, oddział Luthiela. Za wszelką cenę trzeba było uniknąć wykrycia przez wroga. - Gdzie ten facet się podział. Powinien dać jakiś znak życia czy jakikolwiek sygnał. Tak to będziemy go szukać cały tydzień! Telerach nie miał zamiaru ukrywać swojego niezadowolenia. W końcu nie można było mu się dziwić bo podróżowanie nocą w deszczu i przeraźliwym wietrze nie należało do najprzyjemniejszych. Jednak jeśli Nosiciel rzeczywiście się przebudził to nie wszystko jeszcze przepadło. Istnienie Nosiciela dowodziło, że Bóg istniał w jakiejś ze swoich form. I nadal był obecny. Azrael powoli tracił nadzieję, a Telerach cierpliwość. Burza nasiliła się i deszcz zacinał coraz mocniej. W kolejnym barze nikt nie znał człowieka o nazwisku Black. - Może to był błąd? Może Uriel się pomylił? Telerachowi wcale nie podobał się pomysł rezygnacji ale przebyli prawie całą wyspę i nie natrafili na żaden ślad, który zaprowadziłby ich do celu. - Wiesz że Uriel rzadko się myli. A w takiej sprawie to raczej nie ma miejsca na błąd prawda? - W sumie to masz rację. Telerach musiał przyznać rację Aniołowi Śmierci. – Może jednak zatrzymamy się w tym barze bo już przemarzłem cały. Dwie godziny nas nie zbawią. - Może być też cały się trzęsę. Anioły zatrzymały konie niedaleko baru. W końcu podróżowanie w ten sposób było troszkę przestarzałe, a zwracanie na siebie uwagi nawet w świecie ludzi było niezbyt bezpieczne w tej sytuacji. - Agraf, Fanus znikajcie. Azrael machnął dłonią i konie rozpłynęły się w powietrzu. – Już się niezbyt przydadzą. Chodźmy bo czuje że zaczyna mi woda wpływać do butów. Bar był obskurny i śmierdziało w nim rybami. Pijacy leżeli gdzie popadnie, a barman wyglądał tylko trochę lepiej od zmasakrowanego biedaka siedzącego w kącie baru. - Może spróbuj? To już ostatnia dziura jaka została tej okolicy. Telerachowi w oczach zabłysnęły promyki nadziei. - W końcu nie mamy nic do stracenia oprócz życia i kilku innych drobiazgów. Azrael podszedł do baru i oparł się o ladę. Barman podniósł się z trudem i spojrzał swoimi przekrwionymi oczami w niesamowicie zielone oczy Anioła. - Hej świnko powiedz mi znasz człowieka o nazwisku Black? Azrael wyszczerzył swoje ostre zęby i uśmiechał się jadowicie. Normalnie barman prawdopodobnie by się przestraszył ale w jego obecnym stanie to nawet szatan zamawiający cole nie zrobiłby na nim najmniejszego wrażenia. - Taaaaak znam. Wyjąkał niepewnie zapity barman. Mieszka na wzgórzu z żoną. Ładna jak nie wiem, oj tak laseczka jakich mało. - Żona? Telerach wstał od stolika i podszedł do osłupiałego Azraela. – Świnko on ma żonę? Telerach myślał że się przewróci. To nie mogło się stać. - Ta bardzo przepiękna miód cud. Barman wyraźnie był zachwycony wizją która stanęła mu przed oczami. - Cholera. Ale się narobiło. Azraelowi słowa ciężko przechodziły przez gardło. - To nie możliwe, jak mogło do tego dojść? To komplikuje wszystko trzykrotnie. Anioły zostawiły barmana z wizją żony Blacka i usiadły w kącie lokalu. Telerach pił piwo a Azrael trzymał butelkę whisky. - Jeśli Nosiciel ma żonę to znaczy, że nie ma nic z Boskości, ale ma moc. Przepowiednie i te inne pierdoły mówią że jeżeli Black dostąpi jakiegokolwiek sakramentu to automatycznie traci Boga w duszy. - Pieprzone zasady. To był błąd. Co prawda jedyny człowiek bez sakramentu to był jego znak rozpoznawczy wśród miliardów ale nie rozumiem. Nawet niewierni są poświęceni przed urodzeniem darem narodzin. Nosiciel został stworzony przez Pana bezpośrednio. Ludzie posiadają moc tworzenia nowych dusz mieszania cząstek swoich. To największy dar Boga. Chciał usamodzielnić ludzi całkowicie. Różnorodność była zawsze Jego słabością. To nie do wiary. - Trzeba odwrócić sakrament. Może wtedy to mu wróci wiarę. Teraz jest niebezpieczny. Przejawy mocy mogą być spontaniczne. - Nie mów że chcesz mu sprzątnąć żonę. Wiem, że to się nazywa odwrócenie sakramentu ale jak on się dowie to raczej dopiero zobaczysz spontaniczny skok mocy. - A masz inny pomysł? Gabriel kazał mi zrobić to co uznam za stosowne bo on nie ma pomysłów a Jezus leży nieprzytomny. Azrael był zdeterminowany i przeszywał Teleracha wzrokiem. - To jak idziemy? - Chodźmy. Azrael i Telerach wyszli szybko z baru. Deszcz nie przestawał padać i ciągle wiało. - To niedaleko, polećmy, nikt nie zauważy. Azrael rozprostował białe skrzydła. Latanie było znacznie szybsze i lecąc się nie mokło i nie marzło. Przynajmniej na Ziemi więc Telerach nawet nie śmiał się przejmować patrolami demonami czy tym podobnymi sprawami. Nienawidził być mokry i nic go tak nie denerwowało. Podróż trwała około minuty. Duży dom stał na wzniesieniu i był otoczony drzewami. W oknach paliło się światło a z komina unosił się dym. Aniołowie wylądowali przed drzwiami. - Wyczuwasz go? Ja nie. Telerach rozglądał się dookoła i próbował wyczuć jakieś wibracje. - Ja też nie. Może go nie ma w domu. Jest tylko jeden sposób żeby się przekonać. Azrael zapukał do drewnianych drzwi. Przez moment nie było nic słychać, jednak po dłuższej chwili drzwi otworzyła im średniego wzrostu kobieta. Była naprawdę bardzo ładna. Rysy twarzy były azjatyckie, czarne oczy odbijały perłowy księżyc, a usta były małe i jakby stworzone do mówienia nieskończonych wierszy. Długie do pasa czarne włosy lśniły i sprawiały że cała postać stawała się niezwykła, podobna do anielic z piątego nieba, które dawały natchnienie największym poetom. Tak pomyślał o kobiecie Azrael, który mimo swojego „zawodu” był bardzo uczulony na wszelkie piękno w przeciwieństwie do Teleracha którego myśli krążyły wokół niezbyt wyrafinowanego określenia piękna podobnego do „niezła laska” czy „fajna babka”. - Słucham. W czym mogę panom pomóc? Miała bardzo stanowczy głos, biła od niej siła. Aniołowie bardzo się zdziwili słysząc taki ton. - Szukamy człowieka o nazwisku Black. Andrew Black. Zna go Pani? Jesteśmy jego przyjaciółmi z wojska. Szukamy go od wielu tygodni. Azrael nie mógł przestać patrzeć się w jej niesamowicie czarne oczy. - Tak to mój mąż. Nie uprzedzał mnie, że przyjadą koledzy z wojska. - Chcieliśmy zrobić mu niespodziankę. Możemy wejść jest przeraźliwie paskudnie. Telerach jak zwykle myślał tylko o tym żeby się ogrzać. Z resztą przy takiej pogodzie nie można było się mu dziwić. Kobieta zawahała się ale pozwoliła im wejść. W końcu była tylko człowiekiem i moc posłańców Boga zawsze budziła ufność i ludzie ulegali prośbom. W głowie Teleracha odbił się głos Azraela. - Nie mogę jej zabrać. Ona jest jakaś…. Nie mógł dokończyć. Pierwszy raz nie wiedział co powiedzieć w takiej sytuacji. - Azraelu nienawidzę telepatii. Rzygać mi się po tym chce. To nie dlatego że ona jakaś jest. To Black. Założył jej blokadę na śmieć, wypadki i tak dalej. Nieświadomie pewnie. Ona nie może umrzeć chyba, że przyjdziesz do niego i nie powiesz ze to jej czas. Taka sztuczka. - To dlatego nie mogę zebrać myśli. Ona jest… Azrael nie dokończył. Nie mógł. - Zrobię to za Ciebie. Telerach nie czuł odrazy. Zabijał już wcześniej. Zabijał z uśmiechem na twarzy demony, anioły, zdrajców, szpiegów. Ale zabić kobietę. I to na dodatek żonę przyjaciela? To było ostatnie co chciał zrobić. - Tylko proszę szybko. Azrael płakał. Łzy leciały my po policzkach i robiły bezszelestnie dziury w podłodze. Smutek Anioła. Żaden z poetów nie mógł wyrazić takiego żalu jaki potrafił trawić serca aniołów. Telerach wyjął sztylet i szepnął kilka słów. Ostrze rozświetliło się. Spojrzał na plecy prowadzącej ich do pokoju kobiety. Wiedział że sobie tego nigdy nie wybaczy. Zrobił szybki ruch w stronę żony Blacka. Zdołała się odwrócić. I zobaczyć zastygłą w smutku twarz anioła. Telerach wbił ostrze w brzuch. Kobieta zachłysnęła się powietrzem. Nie mogła nic powiedzieć. Czarne oczy odbijały pustkę. Złapała Teleracha za barki. - To przecież nie boli. Nie potrwa już długo. Spokojnie. Telerach przesuwał ostrze w stronę serca. Sztylet nie pozostawiał żadnej rany. W miejscu gdzie stykał się z ciałem jaśniał błękitnym światłem. Żona Blacka ścisnęła barki Teleracha jeszcze mocniej. Nie czuła nic, żadnego bólu. Jednak wielki smutek dławił ją i wypełniał każdy centymetr ciała. Widziała jak Azrael płacze przyglądając się scenie. Czuła że już niedługo. Jeszcze chwilę. I ciemność. Błękitne światło rozjaśniało przy sercu i zgasło. Kobieta osunęła się na podłogę. Telerach był cały zlany potem i ciężko oddychał, jakby biegł przez dłuższy czas. Azrael otrząsnął się z tego dziwnego snu który go spowił na te kilka chwil. - Była chroniona potężnymi zaklęciami. Nie było łatwo. Jak miała na imię Azraelu? - Gemmei. Gemmei Black. Kobieta leżała na podłodze. Miała zamknięte oczy i wyglądał jakby spała. - Zrób coś z ciałem nie mogę na to patrzeć. Teletach bladł i wyglądał jakby miał się zaraz przewrócić. Azrael podszedł do ciała i zaczął szeptać coś bardzo szybko.
***
Andrew Black siedział w biurze. Zostało mu jeszcze pół godziny ślęczenia nad papierami, których sensu z trudem dopatrzyliby się mistrzowie z Siódmego Nieba. Prawie zasypiał, nie chciało mu się siedzieć już w tym przesadnie czystym biurze po którym chodził co chwila szef i narzekał na wszystko na co się dało. Jednak w momencie w którym wskazówka przeskoczyła na dwudziestą Blacka przeszył niesamowity ból. Gdzieś w okolicach mostka. Czuł jakby ktoś przebił go na wylot rozpalonym prętem. Z trudem wstał i zataczając się doszedł do łazienki. Ból nasilał się coraz bardziej i zbliżał się do serca. - Co jest do cholery? Zawał? Blacka coraz bardziej paraliżował ból. I nagle coś jakby uderzyło go z niesamowitą siłą w głowę. Film z milionami klatek przesuwał mu się przed oczami w przeraźliwym tempie. Ludzie, miejsca obrazy. Jego głowa jak gąbka chłonęła to wszystko. Kiedy ból w klatce piersiowej doszedł do serca wszystko się skończyło. Black drżał, podniósł się z mokrej podłogi i spojrzał w lustro. Był blady i jakby posiwiał. Nie miał pojęcia co się stało. Oczy piekły go przeraźliwie. Przyłożył do nich ręce i potarł. Natychmiast przestały boleć ale tylko dlatego że wypłynęły z oczodołów. Black zawył z pustych oczodołów wydobył się ogień spalając na popiół powieki. Teraz w miejscu gdzie kiedyś miał oczy znajdowały się dwie, puste dziury spowite czernią, odbijającą nieskończony ból, cierpienie i nienawiść. Mimo tego widział i to nawet lepiej niż przedtem. Black nie wierzył w to co się stało, ale przemiana trwała dalej. Włosy zaczęły rosnąć i gdy sięgały go połowy pleców końce zabarwiły się na ciemno czerwono. - To się nie dzieje…Black miał ochrypły głos, jakby nie używał go od wieków. Twarz schudła i wydłużyła się. Tak samo reszta ciała. Black był bardzo chudy, a duży wzrost powodował, że wyglądał jak Ponury Żniwiarz z horrorów. Ubranie także się zmieniło. Blask zamiast garnituru miał teraz zbutwiałą czarną koszulę sięgającą prawe do kolan, postrzępioną na dole i za dużą pięć numerów. Czarne podarte i spłowiałe jeansy były natomiast przylegały do nóg ukazując jeszcze bardziej chudą sylwetkę. Zamiast eleganckich pantofli na nogach miał wysokie skórzane buty z przyczepionymi łańcuchami. Black nie mógł uwierzyć. Co się stało, co? Pamięć jeszcze się nie poukładała. Ciągle miał w głowie niesamowity chaos. Ciągle miał na myśli jakieś imiona. Wściekłość zaczęła wypełniać go całego. Wściekłość zmieszana z rozpaczą. Dlaczego? - Gemmei! Black krzyknął całych sił. Nagle łazienka rozmyła się i stał przed swoim domem. Widział tylko kontury domu i w salonie jakieś dwie jasne postacie. Na nieszczęście tej dwójki pamięć podobnie do puzzli ułożyła się w jedną całość. - Azrael, Telerach. Wyszeptał Black a w ręku pojawił mu się długi dwuręczny miecz. – Zabije was z prawdziwą przyjemnością.
Anioły siedziały w salonie. Czekały aż Black wróci do domu i będą mogli wreszcie z nim…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Syriusz
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…