Wróć do katalogu

Nosiciele apokalipsy

Koniec świata. Trochę inaczej.

vyzart, opublikowano , 6 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Tego dnia wszyscy zobaczyliśmy anioły. Wysokie i szczupłe, obleczone świetlistymi całunami. Ich twarze o delikatnych rysach były ucieleśnieniami piękna, a skrzydła skrzyły się nieziemsko przy każdym kroku. Miały też statek bazę. Potężna konstrukcja, błyszcząca połaciami najczystszej bieli, pojawiła się znikąd, a gdy tylko weszła w atmosferę, całą planetę zalała fala nabożnych pieśni. Każdy telewizor, komputer czy radio, wszystkie urządzenia, które były do tego zdolne, wychwalały Pana setkami anielskich głosów. A kiedy ludzkość porzuciła wojny, gdy każdy stał się sobie bratem, by wspólnie dążyć ku arce, która zstąpiła z nieba, świat stanął w płomieniach. Anielskie postacie nie czekały już na wiernych z rozłożonymi rękoma. Zamiast gestów przyjaźni w pięknych dłoniach pojawiły się miecze, białe jak wypolerowane kości, i miotacze, niosące bolesną śmierć każdemu, kto stanął na drodze zastępów. Potem na miasta spadły pociski. Nie było żadnych toksyn, ani atomowych eksplozji, najwidoczniej aniołowie chcieli zagarnąć Ziemię w jak najlepszym stanie, więc ograniczyli się do zmiażdżenia naszej cywilizacji bronią kinetyczną. Atak trwał niecałą dobę, tyle wystarczyło, by zniszczyć większość tego, co przedstawiało jakąkolwiek wartość. Każdy, kto przeżył, będzie do końca życia pamiętać te nieustające wstrząsy, krzyk planety boleśnie szpeconej kolejnymi falami uderzeniowymi. Schody do nieba przeistoczyły się w autostradę do piekła i nagle okazało się, że tych, którzy woleli uznać to za zasłużony sąd Boży, znalazło się więcej niż takich, którzy chcieli stawiać opór. Lubię myśleć, że wszystko było częścią anielskiego planu, że przybysze to tylko jakieś zmiennokształtne monstra, które przeczesały Sieć, zgłębiły naszą wiedzę i podszyły się pod darzone nabożną czcią ikony. To pomaga, gdy patrzysz na nieziemską postać o twarzy ozdobionej najpiękniejszym uśmiechem, jaki w życiu widziałeś, i wiesz, że musisz zmusić się, by do niej strzelić, jeśli nie chcesz skończyć z dziurą wypaloną w piersi. A potem obserwujesz jak wojna powoli zmienia się w eksterminację, aż wreszcie kończysz jako ostatni członek lokalnego ruchu oporu w ruinach szpitala, w którym przepracowałeś pół życia. Siedziałem oparty o przekrzywiony regał, dysząc ciężko. Ramię pulsowało palącym bólem z głębokiego rozcięcia, a serce waliło jak młotem. Nie miałem siły dalej uciekać. Z trudem uniosłem sprawną rękę i wypaliłem w stojącego przede mną anioła ostatnie pociski, które miałem w magazynku. Bez skutku. Świetlisty całun, otaczający niebiańską sylwetkę, dezintegrował kule, nim te uderzyły w ciało. Anioł pochylił się nade mną z ciepłym uśmiechem. Zupełnie jakby chciał zaoferować mi zbawienie, a nie śmierć w męczarniach. Czułem w ustach smak krwi i w bezsilnej wściekłości mogłem tylko splunąć mu nią w twarz. A wtedy stał się cud. Skóra przybysza zaskwierczała w kontakcie z czerwonawą

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych