Noworoczne postanowienie dwa miesiące później
Kryminał z trupem i femme fatale w tle...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
{i}Noworoczne postanowienie dwa miesiące później{/i}
Sprawa nie wygląda słodko. Od dwóch miesięcy upijał się dzień w dzień, a to w końcu ciężka harówka. Do tego miał słabą głowę i żyrafę w szafie. Trochę szkoda, że właśnie leży przede mną martwy, bo będę musiała zająć się cętkowanym zwierzakiem, gdy wrócę już do domu.
Drogi pamiętniczku, chciałabym ci móc napisać, że właśnie wpadam w panikę, że wytrzeźwiałam w sekundę, że w sumie to niechcący. Tymczasem krew na rękach, tulipanie i szpilkach. Notuję wszystko skrzętnie w głowie i upominam się w duchu, by zapamiętać tę właśnie kolejność. Nieźle będzie wyglądać na papierze.
Ale to najwyższy już czas wziąć się w garść i przejść do konkretów. Szybko więc oszacowuję stan rzeczy. Trup nad kiblem, dowody i narzędzie zbrodni. Ładnie tak wygląda, jest spokojny, zawieszony gdzieś pomiędzy uniwersum spłuczki a życia wiecznego. Nie żebym go żałowała, ale jednak. Czerwona plama na jego blond włoskach krzywi się do mnie ponurym grymasem, niemym wyrzutem sumienia. Naprawdę myślałam, że to trudniejsze. Bo wychodzi na to, że zabić człowieka to bułka z masłem, pusta butelka i zdesperowana kobieta.
Ale znowu odpływam, a danie przecież stygnie. Postanawiam sprowadzić pomoc, gwardię honorową frajerów, co to za jednym odsłoniętym kolankiem gotowi są skoczyć w ogień. Zostawiam denata sam na sam z toaletą, chyba się nie obrazi, niech się chłopak uczy, na kobiety trzeba czekać, choćby w zaświatach.
Szybka akcja, krótka piłka, zabawmy się w trafianie do celu, który chętny? Siadam przy barze, chwilę się rozglądam i łapię ten wzrok. Nie ma to jak czerwona sukienka. Wyciągam papierosa, obracam w dłoniach, pokazuję, jakie mam wprawne paluszki, długie paznokcie. I czekam na bohatera.
Przysiada się dwóch gości, dobrze, będzie im łatwiej przenieść trupa. Proszę, proszę, jest i rycerz z zapalniczką, ręce mu się trzęsą, płomyczek gaśnie, co za fajtłapa, z kim ja muszę pracować. Ale robię dobrą minę do złej gry, coś mówią, przytakuję, może być i brydż, i tak cię nie słyszę, dziadek leży w kiblu, a didżej dalej te swoje basy.
Zaciągam się mocno i powoli, smakuję jak na ostatniej wieczerzy. Zastanawiam się, jak ich podejść, uśmiecham się zalotnie i wydmuchuję dym prosto w przystojnego fajtłapę. Z reguły na tego typu okazje rozum zostawiam w domu, więc naprawdę trudno mi coś sensownego wymyślić, nie silę się więc na wysublimowane strategie i sięgam po środki prymitywne, acz skuteczne. Gram dekoltem i zapraszam do siebie, powinno zadziałać.
Mówią, że mają samochód, fantastycznie, golfa, zawsze powtarzam, że tylko czarne świadczą o prawdziwej męskości. Bo, widzicie, mój młodszy brat poczuł się gorzej i potrzebuję pomocy. Coś mi się wydaje, że powinnam poważnie pomyśleć o zawodzie femme fatale na stałe.
Schodzimy w dół z wysokich, barowych krzeseł, ląduję twardo i niezdarnie na swoich dwunastkach. A dwójka supermanów pokazuje na mnie pobłażliwie, coś szepcze, jednak patrzę na nich pogardliwie, chichoczę, bo i tak wiem, że moje obcasy dłuższe są od ich lizaków. Pewnie już się tam gotują w rozporkach, gotowi do zatknięcia flagi, postawienia masztu i reszty. Ale najpierw, moi mili, obowiązki.
Ciągnę jednego za spocony nadgarstek w kierunku toalet, dokładnie czuję puls, przyspieszające uderzenia serca, się chłopak zdenerwował. Prowadzę nasz nierównoboczny trójkącik przez klubowy budyń ciał, jedyny taki kolorowy stan skupienia. Pojedynczymi błyskami światła muzyka wypełnia przestrzeń, zalewa oczy i przyjemnie kłuje w mózg. Wszyscy podskakują jak w transie, ale my nie potańczymy, może inny razem, choć raczej wątpię.
Dochodzimy, bez satysfakcji, przynajmniej do czasu. Sezamie, otwórz się, teatralnym gestem otwieram liche drzwiczki kabiny. A tam, cholera, nie ma go! I już nie wiem, czy się cieszyć, czy płakać, przecież nie mógł wniebowstąpić. Znów, drogi pamiętniczku, zaczynam wpadać panikę, szkoda, że cię tu nie ma, zabawiasz się pewnie tam w domu, po kryjomu z resztkami mojego rozumu.
Jesteś, dziękować Bogu, nagle słyszę za sobą jego głos, już się martwiłem, że tobie też coś się stało. Odwracam się i faktycznie doświadczam cudu zmartwychwstania, niedoszły denat opiera się o umywalkę. Niewzruszony uśmiecha się i głupkowato macha, po chwili spokojnie dodaje, wskazując na zegarek, że umrze dokładnie za dwie godziny, że to chyba jednak poważna sprawa. A ja trochę się mu dziwię, bo gdyby to mnie ktoś próbował zabić, raczej nie zajmowałabym się wieszczeniem.
W końcu porozumiewawczym spojrzeniem decydujemy, czas opuścić lokal. A dwójka głupków do pomocy przy trupie zostaje nad kiblem, chłopcy, przecież możecie się pobawić sami, niestety już beze mnie. Po raz drugi tej nocy zatrzaskuję drzwiczki toalety. Z gracją damy podaję rękę panu nieboszczykowi, koleżko, idziemy spędzić ostatnie twe godziny.
To zresztą ciekawe, myślę. A ty co byś zrobił ze swoimi dwiema godzinami przed śmiercią? And what now? Znowu upominam się w duchu, by zapamiętać, po angielsku wszystko brzmi lepiej, nawet największa głupota. Otwieram w
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil erazmus
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…