Wróć do katalogu

Noworoczne wspomnienia

Opis chwili, wspomnienia, wrażenia, czegoś cudownego, czegoś tak dziwnego że prawie normalnego

Lord Raziel, opublikowano , 20 min czytania, 3,8 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Dziś jest trzydziesty pierwszy grudnia dwa tysiąc setnego roku. Można by powiedzieć, że jest sylwester, choć to określenie już dawno wyszło z mody. Spoglądam w lustro i widzę sztucznie zakonserwowanego dwudziestolatka, po którym nie widać, że jest już znacznie starszy. Gdyby nie metalowe wyprowadzenia na skroniach, to nie można by było się zorientować, że mam w sobie coś sztucznego. Muszę umyć włosy. Choć mam już sztuczne kości, to wciąż mam swoje własne włosy, jakoś tak dłużej się utrzymują, gdy człowiek się nie starzeje. Dziś jest wielki dzień. Przyjeżdżają do mnie goście z daleka. Nawet przyjedzie Marta z Proxima Centauri. Muszę sprawdzić, czy służba przygotowała nakrycia dla tak licznej grupy osób. Czasami sam się nie wiem, ile tak naprawdę mam wnucząt. Mam troje synów i dwie córki. Tego jestem pewien, ale dalej to się już gubię. Te sto siedemnaście lat to jest już coś, ciekawe jak z taką dużą rodziną ludzie radzili sobie Dawniej? Muszę przestać marzyć i zabrać się za pracę. Sprawdziłem wszystko i gdy okazało się, że wszystko jest gotowe, rozsiadłem się wygodnie w moim fotelu grawitacyjnym i puściłem sobie przez przekaz myślowy muzykę, ustawiłem wybieranie losowe i wygodnie się rozsiadłem. Nie zauważyłem upływającego czasu a tu nagle dzwonek do drzwi. Szybko wyłączyłem muzykę i udałem się, by otworzyć drzwi. Zwolniłem służbę, w końcu oni też zasługują, by świętować koniec tak dobrego roku. Droga do drzwi zajęła mi niecałe dwadzieścia sekund, ale w tym czasie zdążyłem już przemyśleć kilka spraw. Od kiedy mam biotal u ciele, mój mózg pracuje znacznie szybciej, mimo to wciąż zastanawiałem się, o czym dziś będę opowiadał wnukom, co roku zawsze wymyślałem jakąś niezwykłą historię, którą potem Tomek, mój najstarszy syn, przenosił w cyber przestrzeń i zarabiał na tym krocie, robił to oczywiście za moim pozwoleniem. Sam też lubiłem przebywać w światach, które udawało mi się wymyślić. Dziś jednak czułem, że muszę opowiedzieć coś ważnego, coś, co naprawdę się zdarzyło. Otwarłem drzwi, po drugiej stronie stał właśnie Tomek z żoną i czterema synami, ci z kolei wraz ze swoimi rodzinami. Jeden z chłopaków miał ze sobą dziewczynę. Dzięki Tomkowi nie musiałem się martwić o ciągłość naszego nazwiska. Zaśmiałem się w duchu, gdy o tym pomyślałem. - Cześć tato. - Powiedział i wszedł, wnosząc za sobą powiew lodowatego powietrza, za nim weszli jego synowie, żona jednak została na zewnątrz. - Swojej pięknej żony nie zaprosisz? - Uśmiechnął się. - Rozmawia przez Extercrom, mówiła, że nie chce cię obrażać, rozmawiając przy tobie. Próbowałem jej wytłumaczyć, że tobie to by nie przeszkadzało, ale ona się uparła. - W momencie, gdy skończył, Kasia weszła do domu. - Uparłam się, gdyż nigdy nie zaszkodzi być uprzejmym. Prawda Krzysiu? - Na dzień dobry objęła mnie rękami, więc i ja ją przytuliłem do siebie. - Jak zwykle masz rację. Dziwne to taka piękna, a taka mądra. - Wspólnie się zaśmialiśmy. - Wejdźcie. - Przeszliśmy do sali balowej, specjalnie przygotowanej na dzisiejszy dzień. Ja usiadłem, Kasia poszła do kuchni. - Tato, Marta prosiła bym cię za nią przeprosił, spóźni się i przyjedzie dopiero o pierwszej. - Dlaczego się spóźni? - Coś się jej zacięło z napędem podprzestrzennym. Na nowy statek będzie czekać aż do dwunastej. W końcu dziś jest święto. - Znów rozległ się dzwonek. Za drzwiami była cała reszta rodziny, jedynie bez Marty. - Wejdźcie, wejdźcie. - Musiałem przywitać się z wszystkimi, zajęło mi to trochę czasu. Gdy już wszystkim, typowym dla takiego wydarzenia, rytuałom stało się zadość wszedłem do sali balowej. Podszedłem do swojego fotela grawitacyjnego i podniosłem się na metr w górę. Nawet nie musiałem nikogo uciszać, wszyscy odruchowo zamilkli. - Mam dla was propozycję. Marta spóźni się i będzie tutaj dopiero o pierwszej, a ja chciałbym wspólnie uczcić nowy rok, więc chciałbym z szampanem się wstrzymać do jej przybycia. Co wy na to?- Odpowiedziało mi masowe, porozumiewawcze kiwnięcie głowami. - Cieszę się, że rodzina jest taka zgodna. - Wylądowałem na ziemi. Kiwnąłem na parę najbliżej stojących wokół mnie osób i udaliśmy się do kuchni. - Dziadku, ile tutaj jest jedzenia! - Wyrwało się to jednemu z moich wnuków. - Tego starczyłoby dla całej armii. - Henry, wiesz przecież, że nasza rodzina to już jest mała armia. - Masz rację dziadku. - Czułem takie miłe łaskotanie w sercu, gdy mówił do mnie dziadku. Miał o jedyne sto lat mniej niż ja. Znów śmiech w duszy, naprawdę cudowne uczucie. - Pomóżcie mi zanieść to do sali jadalnej. - Musiałem kierować wszystkimi, przez moment w kuchni, która do najmniejszych nie należała, zawrzało jak w ulu. Gdy już cała rodzina siedziała w jadali i konsumowała różne przysmaki, którymi oczarowywał mnie mój kucharz, Tomek się mnie zapytał: - Tato, wiesz już, co opowiesz dzisiaj? - Powiedział i jadł dalej. - Nie jeszcze nie. Znasz mnie, najlepsze historie wymyślam zawsze na poczekaniu. Tak jak wtedy na Nexus Cztery. - Kilku nie wytrzymało i zareagowało głośnym śmiechem, Tomek omal się nie zakrztusił. Przydarzyła nam się kiedyś zabawna historia na Nexus Cztery. Nakręcono na jej podstawie komedię, zrobił to mój drugi syn Clive. Zawsze uważałem go za genialnego reżysera. Przez kolejnych parędziesiąt minut nie działo się nic, co byłoby warte uwagi aż do jedenastej. Wtedy to okrążyły mnie najmłodsze z wnucząt i głośno zaczęły się domagać nowej historii. Zawołałem Tomka, poleciłem mu, by wszystko przygotował. Rozsiadłem się na swoim fotelu, wziąłem Alicję, córkę jednego z synów Tomka, najmłodszą wnuczką, która umiała mówić, na kolana i rozpocząłem swoją historię. - Kochane dzieci. Dzisiaj chciałbym opowiedzieć wam historię prawdziwą. Nie będzie w niej żadnych elfów, orków, smoków czy potężnych magów. - Kilka z młodszych słuchaczy posmutniało trochę. - Nie martwcie się jednak, będzie to cudownie fantastyczna, lecz jednocześnie prawdziwa opowieść. - Tomek odpalił projektor holograficzny, sprzężony z moim umysłem. Pozwalało to na pokazanie moich wyobrażeń wszystkim obecnym. - Wszystko jest w porządku. - Tomek kiwnął mi dłonią. - Opowiem wam o kobiecie, która zeszła z gwiazd, by rozświetlić nasz świat swym wewnętrznym ogniem. Nad głowami wszystkich zaczęły formować się obrazy, mieniące się tęczowym blaskiem. - Historia ta działa się dawno temu. Ziemia była wtedy samotną planetą a my byliśmy zapatrzonymi w siebie śmiertelnikami. Nie wiedzieliśmy, skąd pochodzimy ani dokąd zmierzamy. Objawy geniuszu pojawiały się niezmiernie rzadko, nasz świat dryfował. - Wziąłem głęboki oddech a nad naszymi głowami pojawił się obraz dawnej Ziemi. - Patrzcie! - Krzyknął jeden z moich młodych wnuków. - Nie ma pierścienia. - Mówiłem przecież, było to dawno temu. - Zauważyłem, że większość obecnych intensywnie wpatruje się w ten obraz. - Ludzie żyli wtedy w osobnych krajach. Ja żyłem w Polsce. - Nastąpiło zbliżenie i wszystkim ukazał się charakterystyczny kształt polskiej ziemi. - Teren leżący na południu, nazywaliśmy Śląskiem. W owych czasach, wyglądał on zupełnie inaczej niż dziś, był bardziej brudny. - Tutaj przerwałem i rozkoszowałem się chwilę krótką wyprawą po ulicach mojego dawnego domu. - Dziadku, jak ty mogłeś żyć w takim świecie? - Zdziwił się jeden ze starszych wnuków. - Byłem przyzwyczajony. - W międzyczasie na obrazie znalazł się wizerunek mojego domu. Poczułem falę gorąca zalewającą mój umysł. - A tutaj mieszkałem przez wiele lat. - Odpowiedziało mi kilka cichych westchnień. - Nie bójcie się. Nie cały świat tak wyglądał. Były znacznie lepsze regiony na świecie. W moim mieście było bardzo blisko do lasu, mieliśmy park zaraz pod domem. Ogólnie było bardzo przyjemnie, choć nasze życie było raczej szare. Miałem wątpliwy zaszczyt wejść w dorosłe życie w czasach przemian ustrojowych. Niestety wtedy jeszcze cały świat żył różnymi wojnami i nawet ci, którzy rządzili naszym życiem nie potrafili dojść do zgody. Wielu ludzi przez to cierpiało. Pojawiały się jednak promyki nadziei. Właśnie o jednym z takich promyków jest ta historia. - Upiłem łyk krystalicznej wody, dzięki czemu mogłem mówić dalej. - Był wtedy zwykły dzień. Nic nie zapowiadało, aby coś się dzisiaj wydarzyło. Siedziałem wtedy w domu, zwyczajnie się nudząc. Na moim płaskim telewizorze... - Nie mieliście wtedy hologramów? - Przerwała mi jedna z moich wnuczek - Iza. - Nie. Tylko takie płaskie. - Odpowiedziałem. - Eee. To było jakieś takie... No... Płaskie. - Bardzo spodobało mi się jej podejście, lecz nie zwróciłem na to uwagi. - Jak mówiłem, nie potrafiłem znaleźć niczego ciekawego na moim płaskim... - Spojrzałem na Izę a ona odpowiedziała mi uśmiechem. - ...telewizorze. Przeglądałem kanały, których mieliśmy wtedy prawie sześćdziesiąt. Wiem, że to nie dużo, ale mi to wystarczyło. Gdy tak bezładnie wciskałem przyciski na pilocie, trafiłem na dość dziwny program. - Obrazy zmieniały się wraz z tym, co mówiłem, muszę przyznać, iż ciekawie jest oglądać siebie te sto lat wstecz i powiedzieć sobie, że wciąż jest się tym samym człowiekiem. - Program ten był wymyślony przez ludzi zamieszkujących ówczesną Anglię. Miał on na celu wyłowienie z pospólstwa osób wyróżniających się talentem. Te osoby miały stać się nowymi idolami, ten program nazywał się właśnie "Idol". Odbiegłem od opowieści. Oglądałem tak polską edycję "Idola", pokazywali tam różne ciekawe ujęcia z naboru, aż w pewnym momencie na scenę weszła pewna dziewczyna. - Znów musiałem wziąć wodę, lecz obraz potoczył się dalej i ukazał już tą dziewczynę. Zewsząd dotarły do mnie szmery, dało się jednak wyczuć aurę zdziwienia w sali. Najmłodszemu…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych