Wróć do katalogu

Nowy porządek wszechświata.

Dalekie skutki bliskich spotkań. W tym trzeciego stopnia.

Seen, opublikowano , 41 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Pordzewiały motocykl toczył się leniwie starą asfaltową drogą. Koła co chwilę wpadały w dziury wypłukane deszczem. Semen, siedzący w koszu, nie miał tego dnia najlepszego humoru. Opuścił głowę i wpatrywał się w ozdobny guzik, który oderwał się od jego oficerskiego płaszcza. Za to Jakub był w nastroju szampańskim, żeby nie powiedzieć spirytusowym. Rano przebiegł drogę czarnemu kotu. Dla pewności wysłał jeszcze za futrzakiem swojego filcowanego gumowca. Pocisk osiągnął cel co było zdecydowanie dobrą wróżbą. Pogwizdywał więc cicho i wystawiał swoją pomarszczoną twarz na promienie słońca, które przezierało zza cienkich smużek chmur. Kiedy zbliżali się do zakrętu usłyszeli jakiś dziwny śpiew. Po chwili ich oczom ukazał się kondukt pogrzebowy. Na widok motocykla kościelny, który szedł na przedzie niosąc krzyż, zatrzymał się. Jednak pchnięty przez proboszcza ruszył ponownie. Pieśń urwała się w pół wersu na ustach żałobników. Ksiądz pochylił głowę starając się nie patrzeć na Wędrowcza. Jakub nie miał do niego żadnych osobistych urazów, ale episkopat i kuria były zorientowane, że mają do czynienia z egzorcystą nie pracującym dla nich i nie posiadającym odpowiedniej licencji. Traktowali go więc chłodno i z dystansem. Kilka minut później przyjaciele dotarli do chałupy Wędrowycza. Motocykl wylądował pod starą powykrzywianą gruszą, która rosła na skraju sadu. Jakub skropił obficie benzyną drwa ułożone pod stulitrowym kotłem wypełnionym zacierem i rzucił zapałkę. Płomienie strzeliły gwałtownie na boki. - No, zobaczymy ile są warte te ukraińskie ziemniaki. - Wykarmiły niejedno pokolenie kozaków – odpowiedział poważnie Semen. – Tam ziemie żyzne to i wszystko dobrze rośnie. - Ale, że temu twojemu kuzynowi chciało się je tyle wieźć? Przecież spod Czarnobyla to kawał drogi – dziwił się Jakub. - Uczynny chłop. A i plony były niemałe. Jeden ziemniak jak trzy nasze. Widocznie przejeść nie mogą. Ognisko płonęło już pełnym blaskiem. Płyn w kotle wydawał przyjemny szum. Pierwsze krople zaczęły skapywać z rurki wystającej z chłodnicy. Jakub jako wytrawny specjalista poczekał aż napełni się pierwszy słoik i wylał go na trawę. - Trucizny pić nie będziemy – skomentował. – Teraz zacznie się najlepsze. Podstawił blaszane wiaderko i z uśmiechem wsłuchiwał się w odgłos kropel uderzających o dno. Wyciągnął bidon, który zawsze miał przy pasie i podał Semenowi. - Zaraz będziemy mieć nowy zapas, więc z czystym sumieniem możemy skończyć ten. Obaj pociągnęli po solidnym łyku i usiedli pod drzewem. - Wszystko się kiedyś kończy – stwierdził z zadumą stary kozak. – Bimber się kończy, płaszcz się kończy. Życie się kończy. To znak. - Zgłupiałeś? – popatrzył na niego podejrzliwie Jakub. – Bimber zaraz będzie nowy, guzik się przyszyje, a pogrzeb – jak to pogrzeb. Wiecznie żyć nie można, bo i po co. Upili znów po solidnym łyku, po czym okazało się, że bidon jest już pusty. Jakub podszedł do wiaderka i uzupełnił zapas. Pojemnik znów wylądował przy pasie spodni. Następnie nabrał jeszcze dwa metalowe kubki i wrócił do przyjaciela. Wypili kolejną porcję. Wzrok Semena nieco zmętniał. Kozak wyciągnął z kieszeni kawałek papieru i stary ogryziony ołówek. - A ty co? – zdziwił się Jakub. Nie lubił jak ktoś popisywał się umiejętnością pisania albo czytania. – Co tam będziesz gryzmolił? - Czuję, że nadchodzą moją dni – odpowiedział Semen. – Wszystkie znaki na to wskazują. Pora spisać testament. - Testament? A co Ty możesz zapisać? Masz tylko to co na sobie, a przecież bez ubrania chować cię nie będą. - Testament może być i duchowy. Spisze przesłanie dla ludzkości. A w ogóle to nie ważne co w nim będzie. W dobrym tonie jest, żeby carski oficer spisał testament. Jakub zadumał się na chwilę, bo akurat na duchach to się znał. Ale testamentów to one nie pisały. Napełnił ponownie kubki i wypili kolejną porcję. - Przyjacielu, za bardzo się przejmujesz. Przed nami kawał życia, a moje znaki mówią, że ważne sprawy nas czekają. Mam przeczucie, że mamy jeszcze coś do zrobienia na tym świecie. A może nawet nie tylko na tym. Na podkreślenie wagi tych słów wychylili kolejny świeżo napełniony kubek ciepłego bimbru. Najwyraźniej Semenowi to pomogło bo odstąpił od pisania ostatniej woli i przymknąwszy oczy osunął się bezwładnie po pniu drzewa. Jakub z poczuciem spełnionego dobrego uczynku wrócił do aparatury i poprawił wiaderko, żeby nie przewróciło się przypadkiem. Zaczerpnął przy okazji jeszcze jeden kubeczek i wychylił go. Z uznaniem pokiwał głową. Trunek był naprawdę wysokiej jakości i mocy. Więcej przemyśleń nie miał bo ziemia gwałtownie zbliżyła się do jego twarzy. Zapanowała ciemność. * * * Wracającej świadomości towarzyszył głośny szum. Jakub pomyślał, że pęka mu głowa, ale po chwili zorientował się, że odgłos dobywa się gdzieś spoza niej. Kiedy z największym wysiłkiem udało mu się rozchylić powieki przed oczami ujrzał gąszcz zielonych i brązowych plam. Gdzie ja u licha jestem? W końcu udało mu się unieść nieco na rękach. - A, to tylko trawa – powiedział sam do siebie. Rozejrzał się wokoło i ręce znów się pod nim ugięły. Ogień pod kotłem już wygasł, a samego kotła i wiaderka nie było. Na ich miejscu stał olbrzymi samowar, a właściwie coś co go przypominało. Wysoka na ponad 20 metrów lśniąca okrągława konstrukcja wspinała się strzeliście ku niebu. Na szczycie miała szpiczaste zakończenie, a u dołu rozszerzała się nieznacznie. Jakieś dwa metry nad ziemią znajdowało się przewężenie powyżej którego widać było otwór przypominający drzwi. Biegła od niego aż do ziemi wąska drabinka. W pobliżu znajdowały się trzy ubrane na czarno niewysokie postacie. Widząc poruszającego się Jakub odwróciły się w jego stronę. - Ukradliście mój kocioł psie juchy? – krzyknął egzorcysta i nadzwyczaj sprawnie zerwał się na nogi. Wyciągnął z kieszeni kapoty granat. Nim jednak wyszarpnął zawleczkę jedna z postaci skierowała w jego stronę jakiś tajemniczy przedmiot. Poczuł lekkie szarpnięcie i ziemia znów uderzyła go w twarz. * * * Wracającej świadomości towarzyszył głośny szum. Jakubowi pękała głowa. W dodatku czuł straszną suchość w ustach. Kiedy z największym wysiłkiem udało mu się rozchylić powieki ujrzał gąszcz zielonych i brązowych plam. Zaklął i uniósł się na rękach. Znajdował się w niewielkim pomieszczeniu pokrytym miękką ciemnozieloną wykładziną w brunatne plamy. Leżący obok Semen przy akompaniamęcie jęków i złorzeczeń również próbował się podnieść. - Co to za miejsce? - Ciężko powiedzieć – odpowiedział Jakub. - Nie ma drzwi i okien. - Trafiliśmy na psychiatryczny? - E, nie trzymali by nas razem. Uprowadzili nas kosmici. - Kosmici... - powtórzył powoli Semen wpatrując się w towarzysza. – Czyli trafiliśmy na psychiatryczny. Powoli wsparł się na rękach i oparł się plecami o ścianę. - Spokojnie. – Wędrowycz uważnie badał ściany. – Skoro żyjemy to znaczy, że czegoś od nas chcą. - To może rozwalimy granatem ścianę i wrócimy do domu? – zaproponował Semen. Jakub pomacał kieszenie kapoty, ale był puste. Widocznie granat został w sadzie. W lewej znalazł tylko dwie tabletki ukraińskiej Viagry. - Ciekawe czy mają ładne samice? Semen popatrzył na niego z nieskrywanym politowaniem. - Skąd wiesz, że uprowadzili nas kosmici? - Widziałem jak kradli aparaturę. Chciałem im przeszkodzić, ale mnie ogłuszyli. Resztę wyjaśnień przerwało stukanie, które nagle rozległo się gdzieś w pobliżu. Jedna ze ścian drgnęła i odsunęła się na bok. Semen poderwał się i stanął obok Jakuba. Zza ściany wyłoniły się trzy postacie. Wyglądali prawie jak ludzie. Byli może trochę niżsi, ale za to grubsi. Mieli bardzo jasną skórę i ciemne, pozbawione tęczówek oczy. Ubrani byli w czarne obcisłe kombinezony, na których widać było jakieś znaczki. Jeden z przybyszów wystąpił dwa kroki do przodu i przemówił. Jakub z Semenem nic nie zrozumieli z ćwierkania i gwizdów, które się z niego wydobyły. Przybysz chyba się zorientował, bo wziął od jednego ze swoich towarzyszy małą czarną skrzyneczkę i wcisnął jakieś przyciski. Potem przemówił ponownie w swoim języku. Ze skrzyneczki wydobył się metaliczny głos: - Gedmyrgen. Przyjaciele popatrzyli na siebie. - No to bez flaszki się nie dogadamy – stwierdził Jakub. Przybysz znów wcisnął kilka przycisków. - Koniczina – zabrzęczała skrzyneczka. - O, japońce tak gadają – wyszczerzył zęby Semen. – Tylko ja nic z tego ich gadania nie rozumiem. Po kolejnej serii kliknięć skrzyneczka przemówiła ponownie: - Dzień dobrym. - Dzień dobry – odpowiedział Jakub, szczerząc przy okazji sztuczną szczękę. Wcale nie uważał, żeby dzień był wyjątkowo udany biorąc pod uwagę kaca i uprowadzenie, ale postanowił trzymać się konwenansów póki nie wyjaśni się z kim ma do czynienia. Mała skrzyneczka tym razem zaświergoliła w języku obcych. Przybysze wyraźnie byli poruszeni. Stojący na przedzie znów przemówił. - Witajcie ogromni wiedzący – przetłumaczył automat. - Witajcie... – zaczął Jakub, ale nie bardzo wiedział jak nazwać przybyszy. - Kim jesteście i czego od nas chcecie – wtrącił się Semen. - Wiecie ogromny sekret – odpowiedział poprzez czarną skrzyneczkę stojący najbliżej kosmita. – Macie maszynę do robienia eliksirium. Nasza planeta potrzebuje eliksirium. My potrzebujemy ogromni wiedzący. - Jednak trochę to nieładnie zabierać aparaturę i porywać nas sprzed domu – odpowiedział Jakub. - I to bez śniadania – dodał Semen bo czuł, że jego podniebienie dopomina się panicznie o szklankę truskawkowej pryty. - Nasi wszystko wytłumaczyć – odezwał się kosmita i szybko wydał jakieś polecenia swoim towarzyszom. Dwaj pozostali kosmici natychmiast gdzieś pobiegli, a ze ściany wysunęła się na wysokości kolan wąska platforma. - Usiądą – powiedział przybysz wskazując na nowy mebel. W tym czasie jeden z pozostałych członków załogi pojawił się ponownie pchając przed sobą lewitujący blat na którym leżał bochenek chleba, kostka smalcu, słoik fasoli po bretońsku, pęto kaszanki i butelka. Jakub od razu rozpoznał charakterystyczna naklejkę w kolorze truskawkowym. Bardziej jednak zdziwiła go naklejona na niej biała kartka z wykaligrafowaną ceną. Nie miał większego problemu z rozpoznaniem charakterystycznych gryzmołów ajenta z Wojsławic. Blat zatrzymał się przed siedzącymi już Jakubem i Semenem. - Nasi zabrać eksponaty – odezwał się ponownie najważniejszy z przybyszów. – Nasi wiedzą, że człowiecy, podobnie jak inne istoty żywe muszą dokarmiać. Nasi zrobią wszystko, żeby ogromni wiedzący pomogli stworzyć eliksirium. Jakub w międzyczasie jednym sprawnym ruchem odkorkował butelkę i wychylił z Semenem po solidnym hauście. - Nasza planeta być bardzo rozwinięta – kontynuował najważniejszy z kosmitów. – Nasi wiedzący stworzyć system. Centralny Automat Rozmyślający. System analizować wszystko i podejmować decyzje, dzięki czemu nasi osiągnęli najwyższym poziom rozwoju technologii. Ale system jest zagrożony. Nasz cywilizacja potrzebują eliksirium. - Czyli czego właściwie? – spytał Jakub chociaż domyślał się już o co chodzi. Obcy uniósł swoją bladą dłoń i pomasował się po czubku swojej za dużej głowy. - Wasi wiedzą. Wasi mają maszyna do tworzenie eliksirium. - Aaaa – tym razem odezwał się Semen. – Chodzi im o bimber. - No masz – odpowiedział Jakub. – Pomyślałbyś, że inni też bez tego nie mogą żyć? Trzeba było powiedzieć, to byśmy was poczęstowali. - Nasi potrzebują dużo eliksirium, nasi potrzebują tworzyć eliksirium. Nasi zrobić wszystko, żeby wiedzący zdradzili sekret eliksirium. - A co wy robicie z tym całym eliksirium? – spytał Jakub. - Nasza planeta wysoka cywilizacja. Ale potrzebujemy dużo energii. W eliksirium dużo energii. A jeśli braknie energii Centralny Automat Rozmyślający przestanie rozmyślać i czeka nas zakończenie. - A do czego w ogóle potrzebny wam ten automat? - On rozmyślać i decydować. Rozwiązywać wszystkie problemy. On nami dowodzić. - Służycie jakiejś maszynie? – spytał z niedowierzaniem Semen. - U nas dowodzić najmądrość. Automat najmądrzej rozmyśla więc dowodzi. Nigdy się nie myli. Ponieważ Jakub był urodzonym anarchistą od razu nabrał negatywnego nastawienia dla Centralnego Automatu Rozmyślającego. Z drugiej jednak strony musiał przyznać, że to dość dobry pomysł, żeby rządził ktoś mądry. - Jednak potrzeba energii – kontynuował kosmita. – A eliksirium to dużo energii do wehikułów i maszyn. Używają go też nasi wiedzący do oczyszczania myśli. - Do oczyszczania? – wtrącił się z pytaniem Semen, bo picie bimbru kojarzyło mu się raczej z czymś odwrotnym. - Oczyszczania – potwierdził przybysz. – Eliksirium usuwa najsłabsze elementy z rozmyślania. Dzięki temu pozostają tylko te najsilniejsze, a rozmyślania stają się jasne i skuteczne. - Co racja, to racja – pokiwał z uznaniem głową Jakub. – Powinno się je podawać dzieciom w szkołach zamiast mleka. - Nasi ekspedycja wyruszyła w przestrzeń w poszukiwaniu eliksirium. My nawet odkryć planeta, gdzie osiemdziesiąt sześć procent powierzchni to ocean eliksirium. Ale transport bardzo kosztowny. Kiedy nasi wracać z ekspedycja odkryć złoże najsilniejszego eliksirium w galaktyce. To wasze eliksirium. Jakub poczuł jak rozpiera go duma. Wiedział, że robi najlepszy bimber w okolicy. - Ja, admirał Dakbar, zdecydował aby was zaprosić. Niestety kontakt był niemożliwy. Dlatego my zaprosiwszy bez zgody. Nie mogli czekać, aż inni człowiecy zrobi awantura. - Ja nie spałem – zaprotestował Jakub. - Nasz wstydzić. – Kosmita znów poklepał się dłonią po głowie. – Mój załoga przestraszony. To nie być dobry pilot. Będzie kara po powrocie. - Nie trzeba, nic się nie stało – odpowiedział pojednawczo Jakub. Nie chciał zaczynać znajomości od robienia komuś kłopotów. Zwłaszcza, że mogło to mieć wpływ na dalsze relacje między ziemianami a przybyszami. – Niech nam tylko podrzuci jeszcze coś do jedzenia i więcej butelek tego to o wszystkim zapomnimy. Jakub wskazał na pustą już butelkę truskawkowej ambrozji. - Czy to znaczy, że ogromni wiedzący pomogą naszym? – spytał przybysz. – Czego chcecie w zamian? - Pomożemy, pomożemy. Na razie podrzućcie coś do picia, a potem się jakoś dogadamy. Tylko na koniec odstawicie nas do domu. - Nasi być ogromnie wdzięczni – kosmita kiwnął kilka razy głową do przodu. – Nasi odstawić. Nasz przekazać komunikat Centralnemu Automatowi Rozmyślającemu. Powiedziawszy to odwrócił się i wyszedł. Ściana zasunęła się z cichym szumem. - Czy to dobry pomysł? – spytał Semen. – Jakoś nie podoba mi się ten cały admirał. Nazwisko ma jakieś podejrzane. - Niby tak – odpowiedział Jakub. – Ale z drugiej strony skoro poznali się na naszym bimbrze to w imię dobra ludzkości możemy im trochę pomóc. Skoro lubią wypić to może się nawet zaprzyjaźnimy. Lepsze to niż mieliby najechać Ziemię i nas wymordować. - Zasadniczo racja – przytaknął stary kozak i ugryzł kawałek kaszanki. – Ajent nie będzie zadowolony jak zobaczy rano, że mu opróżnili magazyn. - To dla dobra ludzkości. - Tylko czego my możemy chcieć w zamian? - Może tam mają na tej swojej planecie coś ciekawego. A jak nie to niech nas odstawia do domu z naszym kotłem i będziemy kwita. Taki dobry uczynek. W imię przyjaźni między planetami. Dalszą rozmowę przerwała im ponownie odsuwająca się ściana, za która pojawił się kosmita, który wcześniej dostarczył zaopatrzenie. Znowu pchał przed sobą lewitujący blat, na którym znajdowało się kilka butelek truskawkowej pryty. - Witaj przyjacielu – wykrzyknął z uśmiechem Jakub. Obcy zatrzymał blat pod ścianą. Okazało się, że są na nim jeszcze dwa małe czarne prostokątne przedmioty. Podniósł je i przyłożył do ubrań Jakuba i Semena. Przylgnęły jak magnes do żelaza. Przybysz powiedział coś w swoim języku. - Wasi zawsze to nosić – wydobył się głos z obu czarnych urządzeń. - No masz – Jakub poklepał się po swoim. – Miniaturyzacja, teraz się z każdym dogadamy. - Nasz bardzo wdzięczność – kontynuował przybysz. – Nasz przysłany do służyć wasi. Gdyby nie wasi, nasz wielka kara. Wasi uratować. - Nie ma o czym mówić. - Wędrowycz wstał i klepnął go w ramię. – Ja też w pierwszej chwili sięgnąłem po granat. Jakbyś mnie nie zdzielił nici by wyszły z przyjaźni między planetami. Mów mi Jakub. To jest mój przyjaciel Semen. A ciebie jak zwą? - Nasz Troki – odpowiedział przybysz. - No to trzeba wypić brudzia – zauważył kozak podrywając się na nogi z butelka w ręce. - Jasne – potwierdził z uśmiechem Jakub. – Ale na taką okazję mamy przecież coś lepszego. Tu sięgnął do pasa i odczepił swój bidon. Kosmita cofnął się gwałtownie, aż jego plecy oparły się na ścianie. Jego blada skóra przybrała pomarańczowy odcień, a oczy mocno się zaokrągliły. - Nie bój się – powiedział dobrotliwie Jakub. Podszedł do niego i objął go ramieniem. – To przecież to wasze eliksirium. W życiu takiego nie piłeś. Taki ziemski zwyczaj, żeby się poznać. - Nasza nie może pić eliksirium – protestował obcy próbując jednocześnie odpychać dłonią z długimi palcami bidon zmierzający do jego otworu gębowego. Drugą ręką starał się wyswobodzić z przyjacielskiego uścisku. - Każdy może pić – sprostował Semen. Jakub najwyraźniej podzielał jego światopogląd w tym zakresie, bo nie zważając na opory obcego, przytknął mu bidon do ust i przechylił. Troki kaszlnął wypluwając część płynu na swoje ubranie. - No widzisz, nie było tak strasznie. Sam również pociągnął solidny łyk i podał pojemnik Semenowi. Tymczasem Troki przestał kasłać. Jego czarne dotychczas oczy pojaśniały i zrobiły się szare, a skóra nabrała czerwonawej barwy. Nogi ugięły się nagle i niczym posąg runął na podłogę. - Cholera – Semen podrapał się po głowie. – Bystra z nich gadzina, że takie statki budują. Ale łby to mają słabe. - Przydałoby mu się trochę wody z kiszonych ogórków na rano – Zauważył Wędrowycz. Przyjaciele ponownie zasiedli do stołu i otworzyli następną butelkę. Wieczko ze słoika z fasolką po bretońsku wylądowało w koncie. Z podłogi dobiegało miarowe, ciche chrapanie. * * * Reszta lotu dzięki nowoczesnej technologii podróży międzygwiezdnych, winopodobnemu napojowi i drzemce upłynęła szybko i sprawnie. Jakuba obudził pulsujący dźwięk, który dochodził gdzieś spoza ścian. Semen leżał obok niego na podłodze i też najwyraźniej wracała mu świadomość. Lekko pomarańczowy Troki siedział pod ścianą i ściskał dłoniami swoją głowę. Jego oczy były już całkiem czarne. - Co się dzieje? – spytał Wędrowycz. - Koniec podróży – odpowiedział kosmita. – Nasi zająć miejsce na orbicie. Będziemy lądować. Chwilę później admirał Dakbar przez głośnik potwierdził tę informację. Troki został wezwany na mostek, a Jakub z Semenem przeszli do kajuty z fotelami zaopatrzonymi w pasy bezpieczeństwa. Przy lądowaniu trochę trzęsło, ale szczęśliwie nic się nie stało. Kilka chwil po wylądowaniu trzej kosmici pojawili się ponownie. - Wasi wybaczyć turbulencja – zaczął admirał Dakbar kłaniając się przy tym. – Troki słaby pilotować. Mylić niegodnie. Będzie potrzebne ukaranie. - Dajcie spokój z tym karaniem – przerwał Jakub. Podejrzewał przyczynę słabej formy pilota i trochę czuł się winny. – Będzie się nami opiekował i zorganizuje coś do jedzenia i picia to wszystko mu wybaczymy. Admirał znów wydawał się zakłopotany, ale po kilkukrotnym klepnięciu się w głowę wydał odpowiednie rozkazy i ziemianie zyskali stałego opiekuna i przewodnika. Semen bardzo się zasmucił kiedy okazało się, że na lądowisku nie ma wielkiej orkiestry, defilady i dziewczynek wręczających bukiety goździków. Zamiast tego czekał na nich kolejny pojazd. Tym razem mniejszy i przypominający motorówkę. - Człowiecy się nie martwić – tłumaczył admirał Dakbar kiedy ponownie wzbili się w powietrze. – Nasi planeta dużo w tlen i azot. Oddychać normalnie. - A gdzie my teraz lecimy – zapytał Semen. - Nasi misja tajna. Wiedzieć tylko zaufani. Nasi wiedzący potrzebują czas wszystko przygotować. My teraz zwiedzać. - Co przygotować? – zdziwił się Jakub, bo przecież nikt ich jeszcze nie spytał czego potrzebują. - Wszystko – odpowiedział krótko admirał Dakbar. - Czyli nikt nie może się o tym dowiedzieć? – dopytywał się Semen, w którym odezwał się duch wojskowego. – Wasi sąsiedzi mogliby coś wywąchać? - Nasi nie mieć sąsiedzi. System zadecydował cała planeta jedno państwo. Wtedy nie mieć wrogów. To najlepsze wyjście. - No proszę – pokiwał z uznaniem głową stary kozak. – To przed kim w takim razie się ukrywamy skoro nie ma wrogów? - Misja to tajemnica – powtórzył po raz kolejny kosmita. – Tak zadecydował system. To najlepsze…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych