Nozdrza, czyli zapachy wspomnień
O tym, jak codzienna podróż miejskim autobusem może przywołać wspomnienia, gdy tylko ktoś właściwie nieistotny pobudzi zmysły.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Nie pamiętam, czy padało. Na pewno było zimno, początek bezlistnej, szarej, niezachęcającej do jakiegokolwiek działania wiosny. Nie przebudziłem się jeszcze z letargicznej bezczynności. Na przystanku obok mnie kilkoro przyszłych, autobusowych pasażerów wierciło się, nie mogąc ustać w miejscu. Czy było to wynikiem przeraźliwego chłodu, czy przyczyną pospiesznych, tak naprawdę niepotrzebnych kroków stały rozmaite, codzienne kompleksy mieszkańców stołecznego miasta. Tak jak dziś jest to dla nieistotnym, i wtedy oczywiście nie zawracałem tym mojej, pustawej niekiedy głowy. Ile minut spędziłem na oblepionym zakazanymi plakatami reklamującymi rozmaite kursy niby naukowe przystanku? Może siedem... nieistotne. Liczył się tylko spóźniający się, rzężący, kilkunastoletni ikarus. W cuchnących, szaro-czarnych kłębach oleju napędowego nadjechało węgierskie cudo techniki. Wsiadłem. Było wiele wolnych miejsc. Moim łupem zostało pojedyncze siedzenie w środku autobusu. Miałem pewność, że nikt się nie przysiądzie. Ruszył. Otworzyłem szerzej oczy, pragnąłem spoglądać przez okno na ciemny, warszawski pejzaż. Nie przeszkadzało mi to, iż niewiele widziałem; nie uruchomiłem jeszcze wyobraźni. Spoglądałem na mijane auta. Po zarysach tylnych świateł próbowałem rozróżniać ople od citroenów. Łatwa i nieciekawa była to sztuka. Przerwałem. Zamknąłem oczy, może nawet już wtedy udało mi się zamyślić. Wypuściłem gorące powietrze z moich płuc na zimną, brudną szybę tylko po, by móc coś na niej nabazgrać. Starłem. Chuchnąłem ponownie, coś napisałem, wytarłem raz jeszcze. Wreszcie znalazłem jakiekolwiek zadanie, dzięki któremu moja kilkunastominutowa, codzienna niemal podróż nie była monotonną.
Zapewne moje syzyfowe, durne zajęcie trwałoby do momentu mojego coraz bliższego rozstania ze starym ikarusem, gdyby nie haust powietrza, którym zamierzałem pobudzić do działania choćby część moich szarych komórek. Wraz z nieodzownym tlenem do moich nozdrzy dotarło coś jeszcze. Zapach, a właściwie smród, niedomytego, męskiego ciała. Wytrzeszczyłem oczy. Skąd ten odór? Szybko go zlokalizowałem. Lekko grubawy, łysiejący, brodaty, niedbale ubrany pięćdziesięciolatek, siedzący od kilkudziesięciu sekund…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil borsukoff
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…