Numer 48
Niebezpieczne znajomości.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
NUMER 48
Mateusz wyszedł przed blok. Włosy miał jak zwykle rozczochrane, nogawki podwinięte nad kostkę, a na nogach widniały legendarne, podarte trampki z pomalowanymi czerwonym markerem czubami. Całej reszty dopełniały powycierane w kilku miejscach dżinsy i koszulka Złodzieje Zapalniczek. Sucho ukłonił się Wronowskiej, która właśnie wchodziła do klatki, a widząc jej obcinające spojrzenie zmarszczył brwi i popatrzył się jej w oczy, wyrażając w ten sposób nienawiść i pogardę dla jej nędznej osoby. Kraciasta spódnica razem z właścicielką zniknęły za drzwiami prychając po swojemu z niezadowolenia. Reszta siedziała na dole już przez jakiś czas. Katrin mieliła miętową Orbit i z podziwem obserwowała bujającą się z lewej do prawej postać Panterki, odzianego w jaskrawo niebieski dres z paskami we wszystkich bardziej widocznych miejscach i wielkim logo adidasa na plecach. Pomyślała, że dresy muszą mieć dużo odwagi i oddania dla swojej subkultury, aby ubierać się w coś takiego. Osobiście nie chciała mieć z nimi nic wspólnego, ale to, co niepoznane zawsze ją fascynowało, więc czasami przyłapywała się na tym, że myśli co dresy robią po południu ( bo wtedy akurat prawie nikt ich nie widuje) albo dlaczego wymieniają się ubraniami. Panterka niestety zauważył spojrzenie Katrin i posłał w ich stronę wielkiego, soczystego faka zakończonego brudnym paznokciem, po czym przyśpieszył kroku i skierował się w stronę bloku Smolaka, u którego organizowano cotygodniowe zebrania. Pasi podał rękę Mateuszowi, po czym zatrząsł się z obrzydzenia. Zebranie u Smolaka oznaczało, że nie wejdzie do domu przed północą. Była trzecia po południu. Po mniej więcej piętnastu minutach na podwórku dało się słyszeć znajome tłuste bity i dziwne okrzyki typu: Jak się bawicie!!? Jak się bawicie!!? Nie słyszeeeee….!!!!!!
- Manieczki. – zimno stwierdził Pasi. Od kiedy wyżej już wspomniany Smolak został jego bliskim sąsiadem budził się i usypiał przy takich dźwiękach. – A popatrzcie w jego okno. Wszyscy skierowali wzrok na pokój zajmowany przez Smolaka. Nietrudno było się go dopatrzyć, ponieważ o każdej porze dnia i nocy otaczała go jakaś dziwna, brązowawa łuna. Teraz też tam była, ale można było dostrzec zarysy radyjka stojącego na parapecie. Radyjko, zapewne marki Panasonix lub Filips w fantastycznym odcieniu metalik grało na cały regulator.
- Ale sprzęcior ma zycher… – stwierdził po chwili Mroczek. - Jak matka Smolaka dostaje wypłatę, to ten idzie na rynek i kupuje takiego szmatławca od ruskich. Jeszcze spuszczają mu z pół ceny, bo im hasz dostarcza – powiedział Pasi. - Czyli radyjko za niecałe dwadzieścia złotych… - Mati był wyraźnie zdziwiony. - No na to wychodzi. - Łuczi, a tobie co? – zapytał Mateusz. - Eee…tam… - Łuczi ukrył twarz w dłoniach.
Pasi, Mroczek i Katrin zanieśli się szyderczym chichotem. W końcu Mrok przemówił. - No, Łuczi wczoraj trochę przeholował z alkoholem mojego wujaszka… Mati uniósł brwi. - Przecież twój wujaszek jest księdzem… - No w sumie tak, ale straszliwie nudzi się na plebanii. A ja jeszcze na tym korzystam, bo dostaję darmowe butelki do przetestowania i wujek odpala mi niezłą działkę z zysków – tu Mroczek dziwnie się uśmiechnął. - Działkę? A niby to za co? - He, he… Za milczenie oczywiście. Ogłoszenie wiernym, że ich ukochany proboszcz pędzi bimber w piwnicy na plebanii okropnie nadszarpnęłoby jego reputację. Może nawet zbieraliby mniej na tacę i wtedy musiałby zmienić styl życia. - Jesteś potworem, Mroczek… - Ale za to bogatym. No dobra, a więc jak już mówiłem Łuczi wczoraj trochę przeholował. Przy wizjach typowych dla każdego żula uroiło mu się, że jest partyzantem z SS. Czyli Szarych Szeregów…- śmiali się już wszyscy oprócz samego zainteresowanego, który jakby trochę zbladł – Ale to jeszcze nie wszystko. - Przestańcie – zawył Łuczi. - Dobra, dajmy mu spokój – stanęła w obronie Łucziego Katrin dając znaki Mateuszowi, że powie mu później. - Rany, trochę straciłem kontrolę… Mati nie mógł opanować śmiechu. - Haa, bo płuca wyplujesz – Marta po raz pierwszy zabrała głos w stojącej na wysokim poziomie konwersacji i rzuciła w Mateusza mirabelką leżącą na chodniku. Łuczi był wyraźnie zdegustowany. - Bardzo śmieszne – powiedział, po czym zamilkł na dłuższą chwilę i wsłuchał się w rytmy z okna, za którym odbywało się tajemnicze zebranie.
Katrin wypluła Orbitkę i wzięła nową. Od dobrych trzech miesięcy nurtowało ją pytanie. Co dzieje się za zamkniętymi drzwiami w bloku naprzeciwko? Pasi nic nie mógł jej powiedzieć, bo sam praktycznie nic nie wiedział. Czasami się nad tym zastanawiał. Gdy zaczynało się zebranie to albo wychodził z domu albo do niego nie wracał i czekał, aż się skończy. Uważał ludzi spod numeru 48 za sektę i wolał się do tego nie mieszać. Wszystkich zżerała ciekawość, jednak nie dawali tego po sobie poznać. A co jeśli snują złowieszcze plany, mające na celu wyeliminowanie antydresów? Wystarczy spojrzeć na ich twarze. Nienawidzą nas wszystkich… Prawie nikogo nie wpuszczają do swego zamkniętego kręgu. Kiedyś mieli plan, aby przeniknąć do ich organizacji, ale to wymagałoby ciągłego noszenia dresu, więc zrezygnowali. Raz weszli nawet na dach swojego bloku i próbowali dopatrzyć się prawdy lunetą, którą Marta i Katrin buchnęły ojcu, ale wypatrzyły ich sarnie, wszystkowidzące oczy Robcia, również często przebywającego u Smolaka i żaluzje zostały szczelnie zasłonięte. Od tamtej pory ich stosunki uległy znacznemu pogorszeniu. Smolak przez balkon wykrzyczał im w twarz coś o pierdolonych podglądaczach i brudasach, a oni nie pozostawali dłużni. Teraz patrzą się na siebie wilkiem i za każdym razem próbują podkładać sobie świnie pod nogi, chociaż członków (niektórych) obu organizacji ciekawiło jak żyją ci drudzy.
- Katrin, nie gap się tak w to okno! – oburzył się Mateusz. - Wcale się nie gapię, tylko zerknęłam – przez myśl Mateusza przemknęło, że Katrin i tak kłamie – Chyba zmienili muzę, nie? „Oho, chce zachować pozory” pomyślał Mroczek. Wszyscy wiedzieli o dziwnej przypadłości Katrin do poznania mrocznego świata dresiarzy. Pasi pokręcił głową. - Nie, oni mają tylko jedną kasetę. Na jednej stronie jest to poprzednie, a na drugiej to co teraz leci. - Pasi, i ty mówisz, że nic nie wiesz… - Mroczek wydawał się być rozczarowany, że kumpel zatajał przed nimi ważne fakty – A może ty jesteś jednym z nich i tylko nas badasz? - Za kogo ty mnie masz? Jak matka Smolaka wraca z roboty to wygania ich z domu, więc siedzą na klatce, grają w karty, palą hasz i słuchają muzyki. Tej samej co teraz. I sam widziałem, jak przekładają raz po raz tą samą kasetę. - Bo z nimi siedziałem… - zaśmiała się Marta. - Spadajcie chamy! Patrzyłem przez judasza. - Właśnie! Judasz! – krzyknął Łuczi, ale zauważywszy dziwne spojrzenia kompanów ponownie pogrążył się we własnych myślach i ukrył twarz w dłoniach.
Pasi wyraźnie się zbulwersował na to oszczerstwo. - Dobra, jak mi nie wierzycie, to chodźcie na górę. Pokażę wam. Moje okna są koło jego okien. Katrin od razu wstała i była gotowa iść nawet teraz. Marta ponownie zabrała głos. - Po co? Mało nas obchodzi ta muzyka, choć nie przeczę, że moglibyśmy się jakoś pozbyć tej kasety, a w ogóle to oni w domu na zebraniach robią to samo co na klatce. Czyli nic ciekawego. To prostaki! Katrin miała odmienne zdanie. - No co ty? To pozerzy. Oni tylko chcą, żeby inni myśleli, że oni nic nie robią. Rozumiesz? Reszta grupy wyraźnie nie podzielała jej entuzjazmu. Łuczi zachwiał się, powiedział, że nienajlepiej się czuje i poszedł do domu. Mateusz zaczął śpiewać jedną z tych swoich psychodelicznych piosenek, czym wprowadził Mroczka w melancholijny nastrój. - Basta! – krzyknęła Katrin – Idziemy! Mati wstał i uśmiechał się przy tym dziwnie głupawo. - No dobra. Jak chcecie… - Idziem!!!
Katrin, Marta, Mateusz, Pasi i Mroczek zgodnie ruszyli w stronę bloku 21a. Weszli na trzecie piętro, Pasi wyjął z kieszeni klucze i otworzył swoje drzwi. Spod numeru 48 dochodziły dźwięki muzyki, która leciała na samym początku zebrania. Weszli do mieszkania. Gospodarz skierował się w stronę dużego pokoju i zaczął otwierać balkon, natomiast reszta skierowała się do kuchni i bezczelnie otworzyła lodówkę. - Ooo… Pasztecik – westchnął Mati z zadowoleniem, wyjął rarytas domowej roboty i ukroił sobie trzy grube plastry od razu kładąc je na chleb. Reszta poszła w jego ślady i po pięciu minutach po pasztecie Pasiego nie było śladu. - Wiedziałem, że nie można wam ufać – powiedział Pasi wchodząc do kuchni – Jecie wszystko, co macie w zasięgu wzroku. Madafaka, matka mnie zgładzi za ten pasztet!!! Wyłazić natychmiast! Zaśmiewając się raz po raz grupa wyszła z kuchni przeżuwając pyszne kanapki. - Chyba znowu przyszliśmy do niego tylko po to, żeby się nażreć. Powinien wyciągnąć wnioski z poprzednich wizyt, no nie? – nieśmiało wtrącił Mroczek do Matiego. - Eee tam. Lepiej dla nas. Matka Pasiego to niezła kucharka.
Tymczasem Pasi zdążył już wyczołgać się powolutku na balkon i sprawdzić czy nie ma nikogo na sąsiednim balkonie i w oknie. - Czysto – powiedział – Możecie wychodzić. Tylko wszyscy pojedynczo, bo jak kogoś zobaczą to będzie nieciekawie. I ja będę mieć najbardziej przerąbane. Macie być ostrożni. I tak bałem się wejść do klatki. Wy nie wiecie, co oni czasami robią. - To czemu nic nam nie mówiłeś? - Nie ma o czym opowiadać – powiedział Pasi, po czym zrobił się dziwnie blady. - Pasi, nie panikuj! – powiedziała Marta i dziarsko wyszła na balkon. Reszta patrzyła na nią z podziwem dla jej odwagi. Po niedługiej chwili Marta weszła z powrotem do pokoju. - Radio rzeczywiście mają beznadziejne, ale to wszystko. Muzyka już nie gra, zauważyliście? I w ogóle jest jakoś cicho, może ich tam nie ma? - A może nad czymś obradują, albo myślą i potrzebują nieskazitelnej ciszy? – zamyślił się Mroczek. - Myślą? - Tylko spekuluję…
Katrin miała już dość spekulowania. Weszła na balkon. Faktycznie, radyjko stało na swoim miejscu, a z wewnątrz mieszkania dobiegała jakaś niepokojąca cisza. Stanęła na palcach i maksymalnie wychyliła się za barierkę. Prawie nic nie dojrzała oprócz kawałka pomarańczowej tapety i jakiegoś plakatu, przedstawiającego prawdopodobnie nagą kobietę na motocyklu. „Jest za cicho na to, żeby ktoś tam w ogóle był” pomyślała. „ Hmmm… Trzeba ich sposobem…” Weszła z powrotem do pokoju. Reszta nawet tego nie zauważyła. Byli pochłonięci konwersacją i jedzeniem. Przeszła korytarzykiem do pokoju zajmowanego przez starszego brata Pasiego, zapalonego wędkarza. Wyjęła z szafy jego najdłuższą wędkę, a następnie skierowała kroki do łazienki, skąd wzięła lusterko z kosmetyczki matki chłopaków. Zręcznie przymocowała lusterko na końcu wędki i ruszyła na balkon. Rezolutnie się rozejrzała, czy nikt nie patrzy z okien. Miała podstawy aby tak przypuszczać albowiem ulubioną rozrywką wielu sąsiadów było wyglądanie przez okno. Największą zwolenniczką tego sportu była niewątpliwie pani Halyna Ruta, spędzająca tam trzy czwarte swego życia. Miało to dla niej swoje plusy. Stała się na osiedlu bardzo szanowaną osobistością ze względu na znajomość wszelkiego rodzaju plotek i niusów. Katrin odetchnęła z ulgą. Na całe szczęście nie zauważyła Halyny na miejscu. Innych też raczej nie było widać. Już zabierała się do przeprowadzenia swojego planu, gdy nagle usłyszała gdzieś obok dziwny zgrzyt. Spojrzała w prawo. Na balkonie siedziała siedmioletnia córka państwa Boruckich, osiedlowych żulów. Była jak zwykle brudna, a w buzi miała wielkiego, oślinionego do granic możliwości lizaka.
- Cześć – powiedziała mała. - Cześć – Katrin już opracowywała strategię jak pozbyć się niewygodnego problemu. - Co robisz? - A co cię to interesuje? – wiedziała że z takimi trzeba bez żadnego pomiłuj. - Jesteś niegrzeczna. Zaraz powiem mamie… - No dobra, powiem ci, ale ty nikomu nie powiesz – z wnętrza mieszkania małej doszedł do uszu Katrin długi bek i głośny brzęk butelek. - No nie powiem. - Będę łowić ryby. - Tutaj się nie da. Nie kłam. - Musisz się mnie słuchać. Jestem od ciebie starsza i mądrzejsza. Najpierw musimy zrobić trochę wody. Jak znajdzie się właśnie na tym kafelku, to wtedy otworzymy przejście do równoległego wymiaru i będziemy mogły łowić kolorowe rybki w smaku jaki sobie tylko zażyczysz. Chcesz? Katrin z radością zauważyła, że oczy wrednego dzieciaka rozbłysły. - Ale jak zrobimy tą wodę? Nie możesz przynieść z domu? - Niestety nie… To musi być nasza woda, taka, która wypłynęła z nas. Woda życia. Rozumiesz? - Ooo… Ale ja chyba wiem jak zrobić taką wodę… „No proszę, nie jest taka głupia na jaką wygląda” pomyślała Katrin. - No jak? Mała złapała się rękami za barierkę, odchyliła się do tyłu i zebrawszy trochę śliny, plunęła z radością na nieskazitelny balkon Pasiego. - Już? - Jeszcze nie. Popatrz, trochę nie trafiłaś. Skoncentruj się i pluj cały czas.
Podczas gdy dziewczyna wykonywała polecenie, Katrin podniosła wędkę i z miną zawodowego mordercy zapukała końcówką w okno Boruckich. Po chwili w drzwiach balkonowych ujrzała głowę rodziny, Jacka Boruckiego. - Co tu się dzieje – zapytał patrząc na swoją córkę plującą na nie swój balkon. Katrin poczuła aż tutaj woń alkoholu. Wydawało jej się też, że facet jest otoczony jakimiś dziwnymi oparami. Nie traciła czasu. - Panie!!! Haruję na tym balkonie od samego rana, sprzątam, czyszczę, a tu przychodzi gówniara i bezczelnie mi pluje. No proszę popatrzeć!!! W obrębie dwóch czy trzech kafelków widniała spora kałuża ze śliny. Borucki podrapał się po głowie. Natomiast dziewczynka wyglądała jak rażona piorunem. - Nie ma drugiego wymiaru? - Jakiego wymiaru! – Borucki ze złością wziął córkę pod pachę – Nauczę ja cię gówniaro szacunku dla starszych i dla pracy, zobaczysz jeszcze!!! Przepraszam za nią, wdała się całkiem w matkę – tu zwrócił się do Katrin. - Nie ma sprawy – uśmiechnęła się i puściła oko do małej. Za minutkę usłyszała głośne wycie i krzyki. Wcale nie było jej szkoda dziecka. Kiedyś dziecko bezczelnie rzucało jajkami z okna i pomalowało nowy rower złotym, wieśniackim, a na dodatek wodoodpornym markerem. To była właśnie zemsta. Teraz mogła się wreszcie zabrać do pracy. Uśmiechnęła się do siebie podziwiając łatwość z jaka spławiła wścibskiego bachora. Rozejrzała się ponownie, jeszcze raz wsłuchała się, czy cisza numeru 48 nie jest tylko mistyfikacją, ale nie zauważyła żadnych niepokojących oznak. Na jej twarz wpełzł radosny uśmiech. Zaczynała. Lusterko wydawało trzymać się mocno, więc wychyliła się za barierkę i wysunęła wędkę, która sięgała już prawie do mieszkania Smolaka. Ustawiła lusterko pod takim kątem, aby mogła zobaczyć trochę wnętrza i zastygła w bezruchu. Jakby poprzez mgłę widziała jakieś dziwne, szklane rurki rozciągnięte po całym pokoju. Ściany były poobklejane plakatami przedstawiającymi nagie kobiety. W rogu dostrzegła kwadratowy zarys jakiejś masywniejszej rzeczy, ale nie mogła odgadnąć co to takiego. Cały wystrój okazał się bardzo nietypowy. Katrin zabolały już ręce, więc cofnęła wędkę z powrotem na balkon Pasiego. Miała szczęście, ponieważ po drugiej stronie ulicy przechodził piękny Arturo, ziomal Smolaka i nie omieszkał zaszczycić swoim wzrokiem jego balkonu. Katrin weszła do mieszkania z triumfującym uśmiechem malującym się na twarzy. - I z czego się tak cieszysz? – zapytał Pasi, kiedy już przeczuwał coś złego. - Bo ja coś wiem…aha…
Mechanizm w środku głowy Pasiego zaczął pracować. - Ej… Co ty robiłaś na balkonie? I po co ci wędka mojego brata? Mateusz, Marta i Mroczek już wywnioskowali, że Katrin coś odkryła. - A więc – zaczęła – Przy pomocy mojej ponadprzeciętnej inteligencji i wykorzystaniu jej w odpowiednim kierunku zdołałam zobaczyć, co kryje się za sąsiednim oknem i wywnioskować, że w tymże mieszkaniu nie można stwierdzić obecności istot ludzkich. Ani żadnych członków pozaziemskich cywilizacji. Mroczek, masz swój słynny wytrych? Mroczek skinął głową. Wszyscy wiedzieli, że taka okazja może się już więcej nie powtórzyć, a ich ciekawość zostanie niezaspokojona. - Idziemy – powiedział Mateusz. – Ale pamiętajcie, działamy cicho i szybko, bez zbędnych komentarzy. Cała akcja ma się zmieścić w przedziale dziesięciu minut. – Mateusz uwielbiał przeprowadzać wszelkie akcje dywersyjne. Pasi wyraźnie się wahał, ale nie mając wyboru poszedł za większością, szczelnie zamykając za sobą swoje mieszkanie. Każdy czuł w sobie adrenalinę, a jednocześnie strach przed tym, co mieli zaraz zrobić i prawdopodobnie przed konsekwencjami. Mroczek przez chwilę pogrzebał w kieszeni, po czym wyjął z niej wytrych i ze skupioną miną włożył go do zamka. Cała operacja trwała kilkanaście sekund. Reszta obserwowała z zapartym tchem. - Udało się. – wyszeptał Mrok – Wchodzimy. Drzwi otworzyły się z cichym skrzypieniem. Weszli szybko do środka i zamknęli za sobą zamek.
W domu Smolaka śmierdziało. Nie mogli odgadnąć czym, ale przypominało to swąd naftaliny i reagujących cząsteczek bimbru. Na szafce obok wejścia stała opróżniona do połowy butelka denaturatu. - Ale czad… - westchnęła Katrin. - Musimy się spieszyć. Oni mogą zaraz przyjść. – powiedziała Marta. - Nie sądzę – Mateusz pokręcił głową i wskazał na małą karteczkę – Znalazłem to na szafce w przedpokoju. Słuchajcie: „ Mamusiu, jadę z kolegami do Warszawy po części. Wrócimy około 19.00, także jak wrócisz wcześniej to się nie martw. Kocham Cię. Łukasz.” - Och ty w życiu! – wyrwało się Pasiemu – Albo się jej boi albo koleś ma kompleks Edypa… - Ja myślę, że to drugie… - zaśmiał się Mroczek. Nagle Pasi poczuł dosyć wyraźne wibracje przebiegające przez całe ciało. Natychmiast się skupił i przyłożył palce do skroni. „ Tak dziadku, czy znów chcesz się ze mną skontaktować?” Wibracje stały się coraz silniejsze i coraz bardziej nieprzyjemne. Pasiemu przeszło przez myśl, że to niekoniecznie jego dziadek chce się skontaktować. Bardzo możliwe, że to jeden z demonów wysysających dusze, takich, z którymi Pasi niejednokrotnie sobie radził. Ale ten musiał posiadać niesamowitą energię i moc. Powoli zaczął się denerwować. Przecież założył blokadę, żaden potwór nie powinien jej przełamać. Przecież jest doświadczonym i utalentowanym medium. Takie rzeczy się nie przydarzają. Poczuł skręcające się w nim wnętrzności. Teraz już wiedział, co to za uczucie… Pasi musiał zjeść kanapkę. Jak pomyślał, tak też zrobił. Kuchnia okazała się małym pomieszczeniem bez okien, natomiast lodówka kwadratowym pudełkiem sięgającym mniej więcej do kolan. Pasi był silnie rozczarowany, ale mimo wszystko otworzył ją, wydobył ostatni kawałek kiełbasy, keczup, ukroił chleb (masło było niestety zjełczałe) i zaczął konsumować. W tym samym czasie cała reszta weszła do pokoju Smolaka. Ich oczom ukazał się widok podobny do tego, który Katrin widziała kilka minut temu.
- O, kretyni!!! Założyli sobie mini bimbrownię!!! - Mroczek zakrzyknął i natychmiast podbiegł pooglądać rurki, rozciągnięte na niemalże cały pokój. Wąchał, dotykał, smakował, cieszył się jak dziecko. - Mmmm… Perfekcyjny zacier… Nie przypuszczałem, że oni są tak fantastycznymi bimbrownikami!!! – mówiąc to Mroczek niezauważalnie (przynajmniej tak mu się wydawało) schował litrową butelkę samogonu za pazuchę. Mati zaszczycił go spojrzeniem niewróżącym nic dobrego i w końcu zabrał głos: - Myślę, że powinniśmy się jeszcze trochę rozejrzeć. Katrin zaczęła zwiedzać pozostałą część mieszkania. Obejrzała za Mroczkiem rurki, obrazy i płyty. Niestety im dalej, tym bardziej była rozczarowana. Przy oglądaniu „obrazów” zebrało jej się na wymioty, rurki cuchnęły krowimi plackami, a płyty sprawiły, że zachciało jej się płakać. Gdy doszła do toalety nie wytrzymała. Wczorajsza kolacja i dzisiejsze śniadanie wylądowały w umywalce, której i tak sprawiło to niewielką szkodę. Zakrywając twarz rękami szybko wybiegła na balkon. Po drodze minęła Martę schylającą się nad czarnym kufrem w rogu pokoju. Próbowała go otworzyć. Nie udało się, był szczelnie zamknięty. Zaklęła. „Prości ludzie, proste rozwiązania” przemknęło jej przez myśl i z całej siły kopnęła w wieko. Kawałki drewna posypały się po podłodze. Zaalarmowana hałasem reszta podbiegła do Marty, która właśnie sprawdzała zawartość kufra. Pod warstwą trocin dojrzała coś na kształt szklanych rurek. Pod nimi leżał czerwony, aksamitny futerał z dziwnymi znakami w niezidentyfikowanym języku, wyszytymi złotą nicią. - Otwórz go… – wyszeptał Mateusz.
Katrin ręce drżały tak samo z ciekawości, jak na skutek przebytych przed chwilą dolegliwości. Mroczkowi zaświeciły się oczy, nawet Pasi przestał przeżuwać kanapkę. Marta powoli otworzyła futerał. Aura tajemniczości znikła, a dreszczyk ciekawości u każdego przemienił się w wielką gulę stojącą w gardle. Pudełeczko zawierało kilkanaście migotających lampeczek umieszczonych w szarej, plastycznej masie. Dopiero teraz każdy zauważył to, że od dołu futerału odchodziły minimalnej średnicy przewody. Znikały w tyle kufra, ale było widać, że ciągną się za nim do góry. Nad kufrem wisiał plakat roznegliżowanej kobiety stojącej w dziwnej pozie obok jakiejś staruszki. Mateusz zdecydowanym ruchem zdarł go ze ściany. Kable ciągnęły się do zetknięcia dwóch ścian z sufitem. - Kamera!!! – wrzasnął Pasi – To zasadzka!!! Mini kamera patrzyła im prosto w twarze. Katrin natychmiast wzięła ułamaną deskę z podłogi i rzuciła prosto i pewnie. W tym rzadko się myliła. Kamera rozpadła się na trzy części. Grupę ogarnęła panika. Mateusz próbował coś zrobić, żeby uspokoić Mroczka, który od dawna miał na pieńku ze Smolakiem. Pasi krzyczał, że on i tak ma najgorzej przerąbane. Marta usiadła w kącie. Katrin tymczasem otworzyła drzwi na klatkę, ale słysząc szybkie kroki (rozpoznała, że to grupa w adidasach) z powrotem je zamknęła.
- Już po nas idą, zachowajmy godność – powiedziała tak, żeby wszyscy słyszeli. - Ilu? – zapytał Mateusz ze smutną miną. - Szesnaście adidasów. To daje osiem osób. Niedobrze. - Zamknij drzwi – wtrącił Pasi. - Przecież to mieszkanie Smolaka, ciemniaku. Zapewne ma klucze. Po kilku sekundach rozległo się chrobotanie klucza w zamku. Doskonale wiedząc, że zostali złapani na gorącym uczynku nawet nie próbowali się chować. Stanęli obok siebie i przybrali najbardziej obojętne miny, jakie w tej sytuacji mogli. Pokój Smolaka znajdował się naprzeciwko drzwi wejściowych. Wstrzymali oddech. Drzwi powoli się uchyliły i zaczęło się. - No, no, no… Kogo me piękne oczy widzą? – zacmokał Smolak – Brudasy z naprzeciwka i sąsiad frajer. Co za łup, no nie chłopaki? – tu Smolak zaśmiał się gardłowo. W jego ślady poszło siedmiu nieciekawie wyglądających kompanów. Czterech znali. Gruby Robcio, Gomez, Arturo i Emil. Katrin chyba rozpoznała jeszcze jednego jako Adama Kuleszę, zwanego Kulkiem. - Naprawdę myśleliście, że możecie bezkarnie panoszyć się na osiedlu i w moim mieszkaniu? Kretyni… - Sam jesteś kretyn, Smolak! – krzyknął Mateusz i natychmiast zgiął się po precyzyjnym uderzeniu Artura, wymierzonym idealnie w brzuch. - Emil, obszukaj brudasów – zakomenderował herszt.
Emil natychmiast wykonał polecenie, przedtem zakładając na ręce kastety, na wypadek czyjegoś oporu. Jednak nie były one konieczne, grupa była podejrzanie spokojna, tylko Pasi trochę brzękał zębami. Dresy nie miały prawa tego usłyszeć, ponieważ w buzi Pasiego nadal znajdował się kawał niepogryzionej kanapki. - Moja ostatnia kiełbasa!!! – krzyknął Smolak – Zobaczysz, zjem twoją prywatną na kolację. Będziesz piszczał jak kiedyś… - po tych słowach Pasi osunął się na ziemię. - Kurwa, Smoli, i jak my go teraz przetachamy? – zauważył Arturo. Ten tylko wzruszył ramionami i wpatrzył się w rzeczy, które wrogowie wyjmowali z kieszeni. Mroczek bardzo niechętnie wyciągnął zza poła kurtki butelkę i położył ją na ziemi. Mateusz rzucił przed Smolaka krowi łańcuch, który zawsze nosił przy sobie, a Marta splunęła mu pod nogi różową Orbitką. Emil podszedł do Katrin. - Jestem czysta – powiedziała i uśmiechnęła się do niego najładniejszym uśmiechem, jakim potrafiła. O dziwo zostawił ją w spokoju, co bardzo dobrze się składało, ponieważ w kurtce miała ukryty scyzoryk i magnes, a w tylnej kieszeni od spodni znajdował się telefon komórkowy. Reszta swoje bardzo nieroztropnie oddała. - Emil, frajerze, mówiłem żebyś ją przeszukał! – krzyknął Smolak, bawiąc się telefonem Pasiego.
Emil właśnie zastanawiał się nad w miarę inteligentną odpowiedzią, gdy do pokoju wparował Arturo i dziwnie gestykulując przekazał Smolakowi, że ktoś obrzygał mu kibel. - To na pewno ten! – wskazał na leżącego Pasiego – Najadł się twojej kiełbasy! Mina Smolaka zrzedła. Pełnym nienawiści wzrokiem popatrzył się na Artura, który zastygł w bezruchu. - Coś sugerujesz? Coś ci się nie podoba w mojej kiełbasie? – powiedział spokojnym tonem, dla Artura nie wróżącym niczego dobrego. - Nie… skąd… Ja, ja tylko… - Wypad lafiryndo!!! – Smolak wstał z miejsca i wydarł się na bogu ducha winnego ziomala – Spierdalaj czyścić łazienkę!!! Za pięć minut przyjdę na kontrolę, wszystko ma lśnić jak nowe! - Ale… - Raus! Bo inaczej, przekonasz się, co to znaczy zadrzeć ze Smolim, panem i władcą tego osiedla! Arturo zrezygnowany powlekł się do łazienki, po drodze wyjmując z szafy starą szmatę, w której Smolak był na pierwszej komunii świętej. Reszta kumpli spuściła wzrok i udawała, że czymś się zajmuje. Złapani w duchu dusili się ze śmiechu. Emil spojrzał na Grubego Robcia. Jego twarz wyrażała niemałe zdumienie, wyglądał na nieobecnego i zafrasowanego. Jednak tylko dla niezorientowanych Robcio sprawiał wrażenie intelektualisty. Emil westchnął. Robcio wyglądał tak zawsze, tylko po blancie czasami się uśmiechał. Pierwsze słowo podobno wypowiedział w wieku jedenastu lat, gdy matka dała mu na obiad niedosmażone kotlety. Było nim „kurwa”.
Emil nienawidził, gdy Smolak ich tak traktował. Ośmieszał tylko przed ofiarami, wykorzystywał swoją wyższą pozycję w hierarchii osiedlowej. Czuł się przy nim jak kretyn. Kiedyś myślał nad opuszczeniem organizacji, ale karą za to był wpierdol od samego Papy Tomasza, rulera całego miasta. Jednak miał już dosyć upokorzeń. Był wewnętrznie rozdarty. Godność czy lojalność? Miał nadzieję, że kiedyś uda mu się wybrać. Zapadła niezręczna cisza. Od czasu do czasu przerywał ją Smolak donośnym śmiechem. Chyba przeglądał Pasiemu sms-y. Po chwili podniósł się i poszedł w kierunku łazienki. Wszyscy usłyszeli dziwny trzask, a potem niezidentyfikowany wrzask Artura. Kulek, Gomez i Emil zakryli uszy dłońmi, tylko Robcio wyglądał na niewzruszonego. Wbrew pozorom nikt z więźniów nie próżnował, może oprócz wciąż nieprzytomnego Pasiego. Każdy układał już w swojej głowie plan ucieczki, plan niezawodny, który musi wypalić, bo inaczej może być niewesoło. Wszyscy zdawali sobie sprawę, w jakie bagno się wpakowali. Muszą wyjść z tego cało. Najintensywniej zastanawiali się Mateusz i Marta. Mroczek nadal nie mógł przeboleć straconego samogonu, a Katrin właśnie przechodziła fascynacja dresami, a jej przełyk czuł się trochę niekomfortowo. Natychmiast sięgnęła po Orbitkę. Nagle Mateusz i Marta spojrzeli na siebie. Wszyscy rozumieli się bez słów, toteż Mati skinął tylko głową i zabrał głos.
- Ej, chłopaki, nie chciałbym się wtrącać, ale co tam się dzieje? - Nie twoja sprawa – odparł Gomez, czyszcząc sobie paznokcie wytrychem Mroczka i smutno spoglądając na swoich towarzyszy. - Uuu… Chyba coś niedobrego – wtrąciła Marta. – Tak nie krzyczy prawdziwy dresia… yyy… to znaczy chłopak. Katrin spojrzała na Kulka. Jego mina wyrażała wszystko. Mateusz kontynuował. - Może w waszej organizacji są jakieś inne zasady, ale myślę, że wasz szef trochę przesadza. Nie czujecie się przez niego pomiatani? Chłopaki, szanuję was i wiem, że jesteście zdolni, aby przeciwstawić się jego krwawym rządom i poczuć się znowu jak normalni, pełnowartościowi ludzie. Nie pozwólcie traktować się jak skejci. Pasi odzyskał przytomność i powiódł po zebranych wciąż jeszcze trochę nieprzytomnym wzrokiem. Widać było, że słowa Matiego zrobiły duże wrażenie na dresach. Emil przytaknął, Kulek zaczął płakać, a Robcio powiedział: - Smolak to potwór… Tylko Gomez chyba nie zrozumiał. - Myślisz, że jestem skejtem, kretynie? Popatrz na to! – i przejechał palcami po trzech paskach na swoim ramieniu. – Zaraz pójdę po szefa, to cię oduczy takich gadek! – po czym zwrócił się do reszty zebranych – Żagiel, Gaga, Siulim, może wy po niego idźcie, a ja ich tu popilnuję. Powiedzcie szefowi, że już czas zabierać się do Centrum Dowodzenia.
Koledzy Gomeza zgodnie poszli do łazienki, krzyki już ucichły. Kulek, Robcio i Emil zrozumieli. Nie mieli szans wyrwać się z aparatu Smolaka. Byli z nim powiązani na zawsze. Mateusz natomiast przeżywał swoją porażkę, wyklinał się w duchu za użycie powszechnie nielubianego słowa wśród dresów – skejt. Może byliby już wolni. „ Dałem dupy” – pomyślał – „ Przeze mnie mogliśmy się pogrążyć… Muszę wymyślić coś innego.” Po kilku sekundach do pokoju weszli Smolak, dziwnie osowiały Arturo, Żagiel, Gaga i Siulim. Spojrzał na więźniów z nienawiścią. A dokładniej na…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Katrin_Anty
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…