Nyktofobia*
*jedna z odmian fobii. Jest nią niczym nie uzasadniony, patologiczny lęk przed ciemnością.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
0
Ciemność… Louis zacisnął mocno powieki, po czym podniósł je ponownie. Nie pomogło… Ciemność… Zanim niedorzeczność sytuacji dotarła do jego świadomości zamrugał jeszcze kilka razy. Nic nie pomagało. W pewnym momencie nie wiedział już nawet czy oczy ma zamknięte, czy może otwarte. Bez różnicy… Nie widział… Niedający się opisać strach i przerażenie opanowały cały jego umysł. W ułamku sekundy do głowy wpadło mu jedyne racjonalne wyjaśnienie sytuacji w której się znalazł. Oślepł… Przez ciało przebiegł nieprzyjemny dreszcz. Miał wrażenie, że jego serce przestało bić. Cały absurd i niedorzeczność sytuacji skumulowały się w głowie domagając się wyjaśnienia tej sprawy. Niepokój i groza narastały z każdą chwilą. Czuł się tak jakby od ich natłoku zaraz miała pęknąć mu czaszka. Szybko znalazł sposób jak się ich pozbyć. Z jego ust wydobył się obłąkańczy wrzask, który natychmiast zamarł w przeraźliwym mroku. Nie znajdując rozwiązania Louis postanowił krzyczeć dalej. Krzyczał długo. Beznadziejny, dziki ryk szybko przemienił się w płacz. Lou płakał… Płakał jak małe dziecko. Zupełnie bezbronny i ogarnięty niewyobrażalnym strachem. Po jakimś czasie przestał. Ostatni cichy szloch umknął w mrok.
Ten nagły nie dający się ogarnąć atak histerii, był pewnie spowodowany nyktofobią, której Louis nabawił się w dzieciństwie. Wówczas za nie najlepsze wyniki w nauce ojciec wymierzał mu karę w postaci godzinnego pobytu w brudnej, ciemnej piwnicy. Nie był to może sposób zbyt humanitarny, ale za to zdecydowanie skuteczny. Louis skończył szkołę podstawową z najlepszą średnią ocen w klasie. Trafił do szkoły średniej gdzie po bardzo owocnych trzech latach również ukończył ją z wyróżnieniem. Dziś jest uczniem elitarnego University of Virginia, oraz jednym z najlepiej zapowiadających się młodych dziennikarzy Ameryki. Właśnie ta myśl która w tej niezrozumiałej dla umysłu sytuacji zupełnie niespodziewanie wykwitła w jego głowie, pozwoliła mu się na chwilę odprężyć i dojść do siebie. Po tym niekontrolowanym ataku paniki, doszedł do wniosku, że będąc 22-letnim studentem dziennikarstwa, należy podjąć próby racjonalnego myślenia. Jednak było to trudne. To wszystko było tak nierealne. Rozluźnił sparaliżowane strachem mięśnie, po czym uniósł ręce w kierunku twarzy. Zamachnął kilka razy dłońmi przed oczami z najbliższej odległości. Nie zobaczył ich… Tylko ciemność… Następnie dotknął oczu. Zdziwiło go to, że są one suche mimo, że niedawno płakał. Może się mylił. Zresztą nie to było teraz ważne. Ważne było, że wydawały się być sprawne i na miejscu. To wykluczało jego początkowe podejrzenia o psychopacie wydłubującym ludziom oczy w czasie snu. Snu… A może to tylko sen? Niemożliwe. Mimo, że sytuacja nie jest zbyt realna, to jednak emocje które go opanowały w momencie przebudzenia i uświadomienia sobie swojego położenia, były tak mocne i prawdziwe, że to nie może być sen. W jego głowie z zawrotną prędkością tworzyły się setki pytań. Po szybkim namyśle wybrał dwa. Gdzie się znajduje? oraz Czy można oślepnąć z dnia na dzień bez powodu? Drugie pytanie mimo, że początkowo wydawało się sensowne, teraz, gdy Lou jako tako się uspokoił, stało się komiczne. Tata Louis’a jest lekarzem i obaj jako dobrze wykształceni ludzie wiedzą , że zdrowy, niemający problemów ze wzrokiem człowiek, nie może tak po prostu oślepnąć. Zatem ta zagadka wydawała się być rozwiązana. Przynajmniej chwilowo. Została jedna zasadnicza kwestia. Gdzie się znajduje? Aby ją rozwikłać Lou zaczął się zastanawiać, gdzie był wczoraj. Jednak w ułamku sekundy stwierdził z przerażeniem, że nie pamięta kompletnie nic, z tego co wydarzyło się poprzedniego dnia.
Przez cały ten czas rozmyślań podświadomie miał zamknięte oczy. Teraz bał się podnieść powieki. Bał się, że nie zobaczy nic, albo coś czego nie chciał by ujrzeć. Z niewiadomego powodu na myśl o otwarciu oczu po ciele przebiegł mu znajomy dreszcz. Postanowił jednak mieć to za sobą. Szybko podniósł powieki! Ciemność… Nie zobaczył nic… Tym razem był na to przygotowany, więc strach i przerażenie nie były już tak nieznośne. Lecz Lou doszedł do wniosku, że jeśli szybko nie znajdzie rozwiązania to znów staną się one nie do wytrzymania. Postanowił poskładać do kupy fakty, które udało mu się uzyskać do tej pory. Leżał w ciemnym pomieszczeniu, zakładając oczywiście, że nie oślepł. Nie wiedział gdzie się znajduje, ani co robił przed tym jak poszedł spać. Zgodził się także co do tego, że to na pewno nie sen. Rozjerzał się wokół siebie. Mrok panujący dookoła był niewyobrażalny, niemalże namacalny. Panowała absolutna cisza. To na pewno nie był jego pokój w akademiku. Tam są okna i nawet w najciemniejszą, bezksiężycową noc wpada przez nie przyjemna poświata stojących nieopodal budynku lamp ulicznych. Stwarza to w malutkim, ciemnym pomieszczeniu atmosferę spokoju i bezpieczeństwa. Tutaj, gdziekolwiek jest, na pewno nie ma okien. Świadomość zaczęła mu podpowiadać miejsca podobne do tego. Pomieszczenia bez okien, bezlitośnie ciche, w których ciemność wygrywa walkę z każdą formą światłości. Było tu zupełnie jak w… Trumnie… Louis zamarł z przerażenia. Niczym rażony piorunem wyrzucił w górę obie ręce, spodziewając się napotkać opór w postaci drewnianego wieka. Jednak nic takiego się nie stało. Skarcił się natychmiast w duchu. Dlaczego znów zachowuje się irracjonalnie? Ludzie nie ślepną z dnia na dzień z tego samego powodu, dla którego nie zakopuje się ich żywcem. To po prostu głupie i zupełnie bezpodstawne. Drugi pomysł był już zdecydowanie bardziej przemyślany. Piwnica wydawała się jedynym sensownym rozwiązaniem. Ale skąd się tu wziął?… Dlaczego?… Pewnie łatwiej było by odpowiedzieć na to pytanie, gdyby miał choć minimalne pojęcie o tym co robił poprzedniego dnia. Jednak w jego głowie dalej panowała pustka. Lou liczył, że z czasem sobie coś przypomni. Czuł się zupełnie normalnie. Gdyby bolała go głowa, wiedział by, że spędził udany wieczór z przyjaciółmi przy piwie. Gdyby w uszach słyszał, dobrze znajomy, nieznośny pisk, doszedł by do wniosku, że to efekt głośnej muzyki w czasie koncertu rockowego, które tak bardzo lubił. Jednak czuł się zupełnie normalnie. Nic go nie bolało, nic nie piszczało. Jeśli nie zaistniała by ta dziwna sytuacja, można by to uznać, za całkiem udany początek dnia.
Kolejnym krokiem do rozsznurowania zagadkowego węzła, była próba nawiązania kontaktu z kimkolwiek:
- Halo – dźwięk odpłynął w mrok i urwał się niczym hejnał.
Nie powrócił w formie echa. To wskazywało, że pomieszczenie w którym się znajduje jest małe. Potwierdzałoby to tezę z piwnicą… z trumną, zresztą też:
- Jest tu ktoś? – Lou zawołał głośniej.
Jego słowa wydały mu się zastraszająco nienaturalne i obce. Nie spodziewał się usłyszeć odpowiedzi. Nic więcej już nie powiedział. W pewnym momencie dotknął swojego ciała i stwierdził ze zdziwienie, że nie ma na sobie ubrania. Po dokładnych oględzinach potwierdził swoje przypuszczenia. Był kompletnie nagi. Było to o tyle pocieszające, że wykluczało koncepcje z trumną. Przecież nikt nie pochował by go nago, tymbardziej, że ojciec wiedział, iż jego syn Lou, to ogromny fan garniturów Emporio Armaniego. Mimo wysokiej ceny, miał ich już w swojej szafie kilka. Ostatni model zakupił latem w czasie wycieczki do Włoch. Piękna czarna, satynowa marynarka w komplecie ze zwężanymi u dołu spodniami. Ta przyjemność kosztowała go 1700 dolarów. Jednak było warto.
Lou stwierdził, że zaczyna coraz bardziej zatracać się we wspomnieniach. Doszedł do wniosku, że powoduje to ciemność. Ten tajemniczy mroczny świat nie jest dla ludzkiego rozumu czymś naturalnym. Jest to sytuacja irracjonalna, której człowiek nie jest w stanie sobie wytłumaczyć. Umysł nie znajdując wyjaśnienia zastanej rzeczywistości, ucieka w świat wspomnień. Tych pozytywnych. Pozwalających się uspokoić i zrelaksować. Faktycznie Lou czuł się o dużo bardziej spokojny, niż jakiś czas temu. Jednak dobrze rozumiał, że nie może unikać sytuacji w której się znalazł. Postanowił stawić jej czoła. Doszedł do wniosku, że najwyższa pora wstać z twardego, niewygodnego łóżka i wyruszyć w ten mroczny, pełny grozy świat. Leżąc czuł się względnie bezpiecznie, lecz wiedział, że nie może tak tylko leżeć. To do niczego nie prowadzi. Bał się wstać… Chciał jak najszybciej rozwikłać sekret swojego pobytu w tym ponurym miejscu, lecz bał się, że odkryje w ciemności coś czego nie chce odkryć. Na myśl o kroczeniu po omacku w nieznane, przeszywał go dreszcz, a w ustach robiło mu się sucho. To był smak strachu. Smak niepewności i osamotnienia. W końcu ciekawość i chęć wydostania się z tego koszmaru wzięły górę.
Lou podniósł się na łóżku i niepewnie spuścił drżące nogi na podłogę.
1
Wyciągnął ręce przed siebie, po czym nie zastanawiając się długo ruszył do przodu. Sytuację tą skojarzył ze swoimi ósmymi urodzinami. Odbyło się wtedy z tej okazji przyjęcie. Jego kulminacyjnym punktem było rozbicie piniaty, którą ciotką Audrey przywiozła z wycieczki do Hiszpanii. Wówczas młody Lou z czarną opaską na oczach błądził w ciemności, zupełnie jak w tej chwili. Wtedy dzierżył w swoich malutkich dłoniach kij baseball’owy. Idąc po omacku z uśmiechem na ustach słyszał radosne okrzyki rozentuzjazmowanych kolegów, przy akompaniamencie których trzema silnymi uderzeniami rozbił biedną piniate. Zasypała go góra przepysznych cukierków, od nadmiaru których wieczorem bolał go brzuch. Teraz z drżącymi rękami wyciągniętymi przed siebie dla lepszej orientacji, błądził nagi i bezbronny w przerażającej ciszy.
Szedł bardzo powoli co było zrozumiałe, gdyż nie wiedział co go czeka z każdym kolejnym krokiem. Stąpał boso po śliskiej, gładkiej podłodze. Doszedł do wniosku, że to rodzaj jakieś wykładziny. Skrupulatnie liczył kroki mając nadzieje, na odtworzenie później w wyobraźni wielkości pomieszczenia w którym się znajduje. Louis bał się jak jeszcze nigdy w życiu, choć przyznał w duchu, że zachowuje się bardzo rozważnie jak na osobę uwiezioną w ciemnym pomieszczeniu przez… No właśnie, przez kogo?... Kto może wpaść na taki pomysł. Być może właśnie w tym momencie walczy o swoje życie, choć równie dobrze może być bohaterem dowcipu który zgotowali mu jego koledzy. A może to naprawdę tylko sen? Cokolwiek to jest; Lou pragnął aby już się skończyła ta przygoda. Dalej miał w głowie pustkę odnośnie poprzedniego dnia. A właśnie ta wiedza wydawała się być kluczowa do rozwiązania tej zagadki. Jedno jest pewne. Trzeba działać szybko! Puki stan psychiczny jest dość stabilny. Louis najbardziej ze wszystkiego bał się załamania nerwowego. Takiego jakie dopadło go przy przebudzeniu kilkadziesiąt minut temu. I mimo, że teraz wydawało się ono tak odległe to wiedział, że tak naprawdę panika czai się gdzieś w zakamarkach jego umysłu i tylko czeka na dogodny moment. Na jego chwilę słabości. Te ponure rozważania potargały się niczym pajęczyna na wietrze w momencie, gdy Lou wyciągniętymi przed siebie rękami natrafił na przeszkodę w postaci zimnej, chropowatej ściany. Była ona niczym nowy rozdział w książce zatytułowanej „Louis w krainie ciemności” Oznaczała koniec tego pomieszczenia, zarazem zwiastując coś nowego. Ile kroków?... Miał liczyć. Oczywiście nie robił tego. Na pewno ponad dziesięć, lecz nie więcej niż dwadzieścia. Czyli pomieszczenie średniej wielkości. Nie była to trumna, czy komórka. Lecz nie była to także hala sportowa. Zwykłe wnętrze wielkości pokoju czy piwnicy. Ot co! Tym razem możliwości były dwie. W prawo?... A może jednak w lewo?... Zawracać nie ma sensu. Warto natomiast iść wzdłuż ściany i poznawać dalej walory architektoniczne tego budynku. Nie zastanawiając się długo Lou ruszył w lewą stronę. Tym razem nie brnął w ciemności po omacku. Posiadał punkt nawigacyjny w postaci ściany. Stała się ona jego oczami. Była niczym latarnia morska prowadząca nocą statek pośród spienionych morskich fal. Może to dziwne, ale czując pod opuszkami palców jej chłód, Louis czuł się pewniej. W pewnym sensie bezpieczniej. Po kilku krokach nie napotykając po drodze na żadne przeszkody znalazł się w kącie pomieszczenia. Nie było to wielkim zaskoczeniem. Wręcz przeciwnie. Idąc wzdłuż ściany dotarcie do kąta wydawało się całkiem logiczne. Jednak pozwoliło to wykluczyć teorię, jakoby Louis został porwany przez kosmitów i obecnie znajduje się w ich okrągłym statku kosmicznym, których widział setki na różnego rodzaju zdjęciach, czy w filmach science fiction, które tak bardzo lubi. Musiał przyznać, że przez ułamek sekundy rozważał i taką możliwość. Zakiełkowała ona w jego głowie natychmiast po obaleniu teorii z trumną i wydawała się mimo wszystko dużo bardziej wiarygodna od niej i nieuzasadnionej ślepoty, którą z kolei rozważał już dość dawno temu. Jednak teraz stojąc w kącie mógł ją z czystym sumieniem wykluczyć, gdyż jak wiadomo statki kosmiczne, jako że są okrągłe, nie posiadają kątów.
Ta błyskotliwa antyteza tak spodobała się Louis’owi i tak bardzo go rozluźniła, że pozwolił sobie na uśmiech. Z jego ust wyrwał się cichy chichot. Był on tak piekielnie nienaturalny w przytłaczającej ciszy i ciemności, że Louis natychmiast przypomniał sobie o swoim nie najlepszym położeniu i wrócił do ponurej gry, której stał się bohaterem. Ruszył dalej wzdłuż prostopadłej ściany. Oczami wyobraźni zaczynał powoli widzieć to miejsce. Prawdopodobnie poruszał się teraz w kierunku z którego jakiś czas temu rozpoczął tą beznadziejną wędrówkę. Zdziwiło go, że nie napotykał na swojej drodze żadnych przedmiotów. Wskazywałoby to, że pomieszczenie jest całkowicie puste. Gdyby chociaż znalazł jakiś przedmiot. Rozpoznając go dotykiem, mógłby być może stwierdzić w jakim miejscu się znajduje. Jednak tutaj nie było nic. Ktoś dokładnie wysprzątał to pomieszczenie, zanim go tutaj uwięził. Tak! Ktoś!... Louis był już niemal pewny, że stał się ofiarą psychopatycznego mordercy. Nie było to zbyt optymistyczne, jednak po przeanalizowaniu wszystkich możliwości, wydawało się wielce prawdopodobne.
Stąpając niepewnie po zalegającej w ciemnościach podłodze zastanawiał się kto jest jego oprawcą oraz czym zasłużył sobie na to. Postanowił zrobić szybki portret psychologiczny swojego porywacza oraz znaleźć ewentualne motywy jego postępowania. Lou ma 22 lata. Jest sympatycznym, bezkonfliktowym, przeważnie skłonnym do kompromisu i ambitnym człowiekiem. Ma piękną, kochającą dziewczynę o imieniu Rachele, z którą spędzi prawdopodobnie resztę życia. O ile będzie miał ku temu szanse… Jest przystojny, inteligentny oraz bardzo perspektywiczny. I na koniec fakt najbardziej istotny. Louis, a właściwie jego ojciec, jest bardzo bogaty. 51-letni Peter Mills jest jednym z najbardziej uznanych i szanowanych chirurgów w Ameryce. Wiedza i umiejętności nabyte przez wiele lat pozwoliły mu otworzyć prywatną klinikę chirurgiczną. W krótkim czasie stała się ona bardzo renomowaną i przynoszącą ogromne zyski placówką. To właśnie tam większość piosenkarek i aktorek poprawia za pomocą skalpela swoją wątpliwą urodę. Koszty są ogromne, ale efekt gwarantowany… A więc porwanie dla okupu. Lou stwierdził, że to ma sporo sensu. Pochwalił się zatem w duchu, gdyż z każdym kolejnym krokiem wiedział, a przynajmniej przypuszczał że wie, coraz więcej. Rysował sobie w głowie obraz zaistniałej sytuacji. Bo mimo, że prawdopodobieństwo takiego przebiegu sprawy jak on sobie wyobraża, na pewno nie jest stuprocentowe to jednak dobrze mieć jakiś punkt oparcia. Zawsze warto mieć własny pogląd na dane sprawy. To zdecydowanie ułatwia funkcjonowanie. Zarówno na sprawy codzienne jak i te… niecodzienne. Nadszedł czas w którym Louis dotarł do drugiego kąta w tym okrytym tajemnicą pokoju. Bez zbędnego zastanawiania się ruszył dalej wzdłuż kolejnej ze ścian. Coraz bardziej niecierpliwie, zachłannie szukając wyjścia. W ten sposób zwiedził już niewątpliwie ponad połowę pomieszczenia. Błąkał się obecnie wzdłuż ściany równoległej do
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Buca
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…