Wróć do katalogu

O jeden most za daleko

Jest to krótkie opowiadanie zahaczające swą treścią o wagę życiowych wyborów, jak i zdolność pozwalającą niekiedy zaniechać podejmowanych działań.

San, opublikowano , 10 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

- No i jak? - Ni cholery. - Psiamać. Dobra złaź! Czarnowłosy elf potoczył wzrokiem po gęstwinie lasu, gdy tuż przed nim zeskoczyła drobna rudowłosa dziewczyna. Odrzuciwszy włosy do tyłu wyprostowała się i westchnęła. Splotła ręce na piersiach opierając się plecami o pień drzewa. - Co teraz zrobimy Teveth?- wyszeptała świdrując elfa pochmurnymi, zielonymi oczami.- Nie mamy już kasy. Nie jedliśmy nic porządnego od... heh... gdybym wiedziała, kiedy to ostatni raz miałam w ustach kawałek dobrze wysmażonego mięsa.- Skrzywiła się i spuściła głowę, gdy przykuła swymi słowami uwagę towarzysza. Nie doczekała się odpowiedzi na swe pytanie. Poczuła ruch powietrza. Teveth ruszył w stronę traktu, przedzierając się przez wysoką trawę i gęstwinę lasu. Nie musiała podnosić wzroku by to wiedzieć. Wyczulony zmysł dotyku, słuchu oraz umiejętność widzenia po zmroku, były częścią jej natury. Ruszyła za nim cichym, miękkim krokiem.

- Zabiję tego szynkarza! Rozniosę ten jego zajazd! Oszukał nas, baran jeden! Jeśli na tym szlaku mają pojawić się jacykolwiek kupcy, to ja jestem krasnoludem! Sukin...Aszz- zasyczał urywając gałązkę. Zobaczyłam na jego policzku lekkie zaczerwienienie. Uśmiechnęłam się mimowolnie. Szliśmy tak jeszcze przez chwilę aż do leśnego szlaku. Teveth poprawiał agresywnymi ruchami pomięte przez gałęzie ubranie. Usłyszałam jak mruczy coś pod nosem. Widziałam wyraźnie jego niezadowolenie. Nie lubił być wystawiany do wiatru, a tym bardziej przez ludzi. Każdy kto by go teraz ujrzał, zadrżałby zapewne i dwa razy pomyślał, zanim przeszedłby obok niego w tak bardzo spokojnej, leśnej scenerii. Zęby miał zaciśnięte i oddychał płytko. Jego ciemne oczy zwęziły się w złości i błądziły gdzieś w oddali traktu. Ubrany cały na czarno, a z refleksami promieni na twarzy, nabierał jeszcze bardziej złowieszczego wyglądu. Znałam jego myśli. Nie wiem co mnie w tedy rozbawiło, gdy tak na niego patrzyłam. - A tobie co znowu?! Z czego rżysz?- warknął ściągając brwi i podchodząc z wolna w moją stronę. Nie przestałam się śmiać. Może to właśnie ten fakt, że byłam w stanie przewidzieć każdą jego myśl, wyczytać z jego twarzy wszelkie emocje sprawił, iż to wszystko, cała ta sytuacja wydała mi się niesamowicie zabawna. A może to tylko pierwsze oznaki szaleństwa? Uśmiechnął się krzywo i niespodziewanie uderzył mnie w tył głowy. - Ej! - Zasłużyłaś sobie mała.- Odparł nadal się uśmiechając. Nagle oboje zastrzygliśmy uszami. Zarówno ja, jaki i Teveth wychwyciliśmy dźwięk uderzających kopyt o ubitą ziemię traktu. Konie stąpały ciężko, wyraźnie obciążone. Popatrzyliśmy na siebie i porozumiewawczo skinęliśmy głowami. Rozdzieliliśmy się i każde z nas skryło się wśród zarośli po obu stronach gościńca. Zdjęłam łuk i sprawdziłam napięcie cięciwy.Wyciągnęłam z kołczanu strzałę i nałożyłam ją na cięciwę, uprzednio przejechawszy palcami po lotce. Nie musieliśmy ustalać strategii walki. Pozostawała niezmienna. ‘Być może jeszcze dzisiaj zdobędziemy pieniądze.’ Czekaliśmy w napięciu.

- Hej no! Choćby na kamieniu !Hej no! Śliczne lico... - Zewrzyj gębę Nor! Nie jesteś w karczmie! Może przypomnę ci głąbie, że w lesie należy zachowywać się cicho! Jak coś wylezie z zarośli rozwścieczone twoim krakaniem, to zaklinam się, że własnoręcznie obedrę cię ze skóry!- Wyrzucił z siebie podirytowany kupiec. - Co panikujesz. Przy takiej obstawie- mówił mniejszy z kupców, niedbałym ruchem pokazujący pięciu małomównych najemników- nikt nie zechce dobrać się do twojego opasłego zada. - Oby. Nie mam zamiaru stracić pieniędzy, towaru, a tym bardziej głowy!- Odparł opluwając przy tym brodę. Jakby na zawołanie w kierunku wozu i jego obstawy poszybowały z obu stron strzały. Dwóch strażników padło trupem, nie zdążywszy nawet sięgnąć po broń. Pozostała trójka zeskoczyła z koni trzymając się blisko siebie i boków wierzchowców. - Wy!- Jeden z najemników krzyknął w stronę kupców.- Z wozu! Tam za drzewa!- kończąc wydawanie krótkich poleceń swym pracodawcom dobył miecza. W ślad za nim podążyli pozostali.

Dowódca zmrużył oczy próbując zlokalizować położenie przeciwnika. Wiedział, że zapowiada się ostra walka. Napastnik nie był sam, a co gorsza był elfem. Tylko one mają tak wykończone lotki strzał. Z obu stron traktu wyłoniły się dwie szczupłe, elfie sylwetki. Bezszelestne niemal niezauważone zdołały podejść ich tak blisko! Nie mógł sobie wybaczyć tego błędu. Spojrzał na ciała dwóch martwych towarzyszy. ‘Precyzyjnie wymierzone.’ Strzały tkwiły głęboko w gardłach Rewa i Klifa. Ofiary nie zdążyła nawet wydać żadnego dźwięku. Niższy z elfów okazał się kobietą. Miała ognisto czerwone włosy i szmaragdowe oczy, a ubrana była w ciemno zielone spodnie, koszulę w tym samym kolorze i brązową kamizelkę. W pasie przepasaną miała chustę i miecz. W ręku trzymała łuk

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych