Wróć do katalogu

„O królu, księżniczce, rycerzu i smoku, któr

Czy smok zawsze musi zginąć? Czy księżniczka to zawsze ideał? Czy rycerz może być alkoholikiem?

Krystian, opublikowano , 31 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Pozwól mi drogi czytelniku na początku przywitać cię serdecznie. Kłaniam się wpół. Cieszy mnie to bardzo, że opatrzność chciała abyś natrafił na to opowiadanie i litując się nad marnym pisarczykiem, zechcesz je przeczytać. Skoro zdecydowałeś się już to zrobić to życzę ci miłej lektury. Na początku przydało by się stworzyć bohatera co wbrew pozorom nie jest takie łatwe i z racji tego, że zajęło by to teraz zbyt dużo czasu, pozwoliłem sobie bohatera przygotować wcześniej. A więc tak, naszym bohaterem jest młody rycerz, oczywiście jak to na rycerza przystało jest on bardzo przystojny i zakuty od stóp po samą głowę w złotą zbroję. Mógł bym zrobić z niego inteligenta i spryciarza, gdyż te cechy w jego życiu są bardzo przydatne. Lecz ja stworzyłem głupiego ślamazarę. Dlaczego? A tak bo mi po prostu wolno, a po za tym mam ku temu ważny powód. Skoro bohater jest już gotów, należy osadzić w jakimś świecie. Zlituje się nad nim i nie umieszczę biedaka w świecie, na przykład, nanotechnologii, bo raczej tam by się nie zaaklimatyzował. Powiedzmy, że rycerz najlepiej czuje się w świecie eposu z domieszką magii i fantastycznych stworów. Tam też go umieszczam. W następnej kolejności należy przed bohaterem postawić jakiś cel. Misję, którą mógł by wypełnić i dzięki temu okryć się chwałą. Skoro mamy już rycerza to musi być i piękna księżniczka, stary król i smok. Między tymi postaciami możemy zauważyć kilka zależności:

Rycerz dostaje zlecenie od starego króla. Rycerz ma uratować księżniczkę. Rycerz ma zabić smoka. Księżniczka czeka, aż stary król da zlecenie rycerzowi. Księżniczka czeka na ratunek rycerza. Księżniczka nie lubi smoka. Stary król daje zlecenie rycerzowi. Stary król chcę uwolnić księżniczkę. Stary król chcę się pozbyć smoka. Smok porywa księżniczkę. Smok lekceważy rycerza. Smok ma gdzieś starego króla.

Ogółem można stwierdzić, że temat ten jest dość znany i można stwierdzić, że oklepany. Jednak nie można powiedzieć, że do końca wyczerpany. Schemat opowiadań tego typu przedstawia się zazwyczaj tak:

Smok porywa księżniczkę. Król wzywa rycerza. Rycerz zabija smoka. Rycerz dostaje rękę księżniczki i na dokładkę pół królestwa.

Na pozycji przegranego zawsze staje smok. To on najgorzej na tym wszystkim wychodzi. Dlaczego o tym piszę? Otóż wczoraj w domu miałem niespodziewaną wizytę. Leżałem sobie w łóżku czytając książkę za nic nie mogąc się skoncentrować na jej treści. Po głowie krążyły mi pomysły w sam raz na nowe opowiadania. Naglę moje rozmyślania przerwał dzwonek do drzwi. Postanowiłem nie otwierać. Gość jednak był natarczywy i bezlitośnie maltretował przycisk dzwonka a co za tym idzie moje uszy. Podniosłem się wściekły. „Zabiję” – pomyślałem. Zagłębiając się w krwiożerczych wizjach Nie spoglądając nawet przez wizjer otworzyłem drzwi. Patrzę – a do mieszkania ładuje mi się normalnie smok. To, że byłem zaskoczony to mało powiedziane. Oczy wyszły mi z orbit a szczęka opadła do samej podłogi. Gad rozglądną się dookoła i zatrzymał swój wzrok na mnie. - Mniemam, że pan Krystian? – smok spytał kulturalnie. Nieznacznie przytaknąłem skinięciem głowy. - W końcu trafiłem! – uradował się smok wyszczerzając kły w uśmiechu. Nadal stałem w osłupieniu nie mogąc się poruszyć. Każda komórka mojego ciała zdała się drżeć ze strachu. - Może wejdziemy do komnaty – zaproponował smok. – Nie będziemy przecież rozmawiać na dziedzińcu. Po tych słowach gad przecisną się przez framugę. O czym wtenczas myślałem? Nie mam pojęcia. Jak w transie przeszedłem z przedpokoju do pokoju za smokiem. Nawet nie próbowałem przeciwstawić się jego woli, a nogi, które stały się jak z waty wykluczyły jakiekolwiek nadzieje na ucieczkę. Smok z racji swoich gabarytów usadowił się na moim łóżku, które tylko zaskrzypiało wyrażając swoje niezadowolenie. Mi pozostało krzesło, na którym to posłusznie usiadłem. - Wygodnie siedzisz? – zainteresował się smok i nie czekając na moje potwierdzenie oznajmił: - Mamy do pogadania. Poprawiłem się na krześle i wlepiłem wzrok w gada. Muszę przyznać, że smok który siedział przede mną nie był dość „smokowaty”. To znaczy, jego wygląd nieznaczne różnił się od moich dotychczasowych wyobrażeń, bo w końcu smoka na żywo widziałem po raz pierwszy. Nie pasował mi przede wszystkim wzrost. Jaki smok zmieścił by się w tak małym pomieszczeniu jakim bez wątpienia był mój pokój. Cała reszta wydawała się być w porządku. Zastanawiałem się jednak jeszcze czy ów smok potrafi ziać ogniem jak to na smoka przystało. Z oczywistych jednak powodów nie chciałem narażać się na demonstracje ognistego oddechu. Dlatego tez o tym nie napomniałem. Pozostawał jeszcze jeden i chyba najistotniejszy szczegół. Ten smok istniał w rzeczywistości. I tak naprawdę to chyba to mi się nie zgadzało. - A więc tak – zaczął gad, wyrywając mnie z zamyślenia. – Wydaje ci się, że umiesz pisać? Nie wiedziałem co odpowiedzieć, a prawdę mówiąc nie byłem jeszcze w stanie. - A więc piszesz opowiadania? – smok spróbował prostszego pytania. A ja niepewnie przytaknąłem. – Bo ja właśnie do ciebie w tej sprawie. Otóż chodzi mi o to opowiadanie, które jutro napiszesz. Mrugnąłem oczami zaskoczony. „O co temu smokowi chodzi?” – pomyślałem. Smok jednak nie zważając na moją reakcję kontynuował: - W szczególności nie podoba mi się jego zakończenie. - Nie rozu... – to były pierwsze sylaby które złożyłem w obecności smoka, a on nie mając tego na względzie po prostu mi przerwał: - Po prostu nie podoba mi się to, że na końcu ginę. - No, ale... – wyjąkałem, a smok znów mi przerwał: - Tak zdaje sobie sprawę, że nie możesz odpowiadać za coś czego jeszcze nie zrobiłeś.- Ale problem polega na tym, że jutro to zrobisz. To znaczy zrobił byś gdyby nie moja dzisiejsza wizyta. Zapewne dziwi cię również skąd wiem o twoich zamiarach. Otóż wyobraź sobie – tu smok wypiął dumnie pierś. – Jestem Nagr, wielki astrolog. Tak, tak swoją śmierć wyczytałem z gwiazd. - No, ale... – znów wtrąciłem, ale smok tradycyjnie mi przerwał. - Tak, tak zdaję sobie sprawę, że w twoim świecie wróżbiarze to zwykli oszuści i naciągacze, ale w moim świecie gwiazdy znają przyszłość i można z nich czytać jak z księgi, oczywiście jak posiada się odpowiednie kwalifikacje. Ja oczywiście je posiadam i korzystając z nich dowiedziałem się o twoim jutrzejszym zamiarze. - Ja przepraszam – tylko tyle byłem wstanie powiedzieć. - Ależ tu nie ma co przepraszać – zapewnił mnie gad. – Tu trzeba działać. A więc tak. Opowiadanie musisz napisać takie jest prawo... - Prawo? – tym razem to ja przerwałem smokowi. - Ta, prawo. – smok machnął łapą, po czym kontynuował: - Jedyne na co można zmienić to treść tego opowiadania. Jak już powiedziałem chodzi tu o moją śmierć. - No ale przecież to tylko opowiadanie – zauważyłem. – Nie zginiesz przecież w rzeczywistości. - Niestety jesteś w błędzie. Otóż świat z którego pochodzę tworzą ludzie za każdym razem kiedy korzystają ze swojej wyobraźni. Wydawać by się mogło, że są to myśli zawieszone w próżni lub w ostateczności przelane na papier. Niestety dzieje się inaczej. Każda ludzka myśl w pływa na losy mojego świata kształtując go. Mówiąc prościej jeżeli opiszesz jutro moją śmierć, będzie on miała miejsce. Nie w rzeczywistości jaką ty znasz, tylko w świecie wyobraźni, w świecie, który dla mnie stanowi rzeczywistość. - Jak to możliwe? – zainteresowałem się. - A któż by to wiedział, prócz samego stwórcy. Jego zapytaj – zaproponował. – Jeśli tylko potrafisz. - A więc prosisz mnie abym jutro pisząc opowiadanie nie uśmiercił cię na końcu opowiadania, o którym jeszcze nic nie wiem. – zebrałem odwagę na podsumowanie. - Dokładnie tak – odparł smok. – To co mogę na ciebie liczyć? - Ależ oczywiście – zapewniłem. Smok spojrzał na mnie jednym okiem, zastanowił się przez chwilę po czym rzekł: - Wierzę, że mnie nie zawiedziesz. A więc będę się już zbierał – wstał. - Do widzenia i dziękuje! – dobiegło już z przedpokoju. - Do widzenia! – krzyknąłem za smokiem który zamykał już za sobą frontowe drzwi. Nie potrafię określić ile czasu siedziałem w osłupieniu po wyjściu tak osobliwego gościa. Miałem nadzieję, że zaraz się obudzę, lecz wiedziałem, że to nie nastąpi, gdyż po prostu nie spałem. W końcu wystawiłem sobie diagnozę. Po prostu zwariowałem. Już wyobrażałem sobie, siebie wyciągniętego na kozetce i mówiącego psychiatrze: „Jak to mi pan nie wierzy? Panie doktorze ja naprawdę rozmawiałem ze smokiem”. Mimo niepewności co do sprawności mojego umysłu postanowiłem dotrzymać słowa, które dałem smokowi. Dlatego jestem zmuszony odejść od wyznaczonego schematu a w szczególności chodzi tu o punkt w którym to rycerz zabija smoka. Jedynym rozwiązaniem mogło by tu być zwycięstwo smoka. Po zastanowieniu się jednak doszedłem do wniosku, że nie chcę się doczekać wizyty króla, księżniczki i rycerza na czele z nadwornym astrologiem, który to wyczytał mój niecny zamiar z gwiazd. A po za tym rycerz jest bohaterem i z racji tego nie wypada aby zginął. W związku z powyższymi faktami muszę wymyślić rozwiązanie, które zadowoli obie strony. A więc próbuję:

Dzień był jeszcze młody. Przyroda budziła się do życia po przespanej nocy. Wszystko wskazywało na to, że pogoda tego dnia będzie wspaniała. Aura wręcz wymarzona na piesze wycieczki lub jak kto woli zabawy na świeżym powietrzu. Księżniczka nie miała w zwyczaju przegapiać tak wspaniałych okazji i już od rana biegała po łące zbierając kwiatki, które wplatała w wianek. Na rozkaz króla, księżniczka dostała obstawę. Król przebrał dwóch swoich gwardzistów za nianie a nianie za gwardzistę. Taki zabieg na pierwszy rzut oka może wydawać się dość śmieszny i nielogiczny, lecz stary król miał w tym ważny powód. Nie chodzi tu, że księżniczka nie była dość samodzielna, albo też nazbyt samodzielna. Powód był prosty. W pobliskich górach zamieszkał smok. Stary król wiedział, że księżniczka musi zostać porwana i jego mały podstęp na nic się nie zda, ale nie miał zamiaru wysłuchiwać później, że nie podjął żadnych przeciw działań. I tak wkrótce nastał ten dzień. - Smok porwał księżniczkę! – do sali tronowej wpadł zdyszany gwardzista w stroju niani. - No, nareszcie – król podniósł się z tronu. – Myślałem, że będziemy tak czekać w nieskończoność. - To co robimy władco? - Jak to co gamoniu! – zdenerwował się król. – Natychmiast wezwać mi rycerza w złotej zbroi. - No ale nie mamy już rycerzy w złotych zbrojach. – zauważył gwardzista poprawiając na sobie falbaniastą suknię. – Nikt już nie chcę nimi zostawać. Podobno za duże ryzyko i za małe zapotrzebowanie. Wszyscy idą teraz na błaznów. - No a ten... – zapowietrzył się król - ...jak mu tam było Lorek, Jolek? - A Bolek – gwardzista podrapał się po głowie. – Bodajże ma dyplom złotego, ale to straszny pijaczyna. - Nie ma co wybrzydzać – stwierdził król przeczesując palcami siwą brodę. – W końcu porwano księżniczkę i godzi się aby uratował ją rycerz w złotej zbroi. Tak każe tradycja. Natychmiast proszę sprowadzić go przed mój majestat. - A nie lepiej posłać cały oddział z działami ogniowymi? – zasugerował gwardzista. – Raz dwa się rozprawi z gadziną. - Nie! To wbrew obyczajom – oburzył się król. – Co ty chcesz, żeby w świecie się ze mnie śmiali? - Ależ oczywiście, że nie panie – gwardzista pokłonił się pokornie. – Natychmiast posyłam po złotego rycerza. - No to zmiataj już – ponaglił król. - Daj mi się pogrążyć w rozpaczy. - A czy mogę już zdjąć to przebranie? – gwardzista wskazał na swój kamuflaż. -Tak możesz – odparł król. – Wyjątkowo głupio w nim wyglądasz... Kolejnego dnia na zamku zjawił się gwardzista przyprowadzając ze sobą rycerza w złotej zbroi. - Znalazłem go w gospodzie – zameldował królowi. – Był kompletnie zalany. Ledwo udało się go doprowadzić do porządku. - Dobra nieważne – król zerwał się z tronu. – Podejdź no tu rycerzu! Rycerz niepewnym krokiem podszedł do przodu, a do nozdrzy króla dobiegł odór alkoholu bijący od niego. - Jesteś Bolek? – chciał się upewnić władca. - Bolko, panie – poprawił rycerz zachrypniętym głosem. – Bolko w złotej zbroi. - Dobra, nieważne Bolko. Wiesz po co tu jesteś? - No, uwolnić księżniczkę. - Wobec tego ruszaj rycerzu w złotej zbroi na swym białym rumaku – wyrecytował król. - Ta – rycerz podrapał się po czuprynie. – Tylko jest problem. - A jakiż to mamy problem? – zaciekawił się król. - Chodzi oto, że nie mam rumaka – Bolko spuścił wzrok. – Komornik zabrał. Miałem no te... długi. - Aha. No to co robimy? – król z nadzieją spojrzał na gwardzistę. - Mamy konie. Jednego możemy mu dać. - No dobra. W końcu trzeba uratować księżniczkę. Ale po misji widzę go zaraz z powrotem. W umowie jest ręka księżniczki i pól królestwa, konia w niej nie ma. - No to ja już idę – rycerz obrócił się na pięcie i ruszył w kierunku wyjścia. Tego samego wieczora Bolek opróżnił jeszcze flasze samogonu i następnego dnia na lekkim kacu ruszył na pożyczonym rumaku na smoczą górę. Miał przed sobą szmat drogi. Nie czuł w sobie zapału ani podniecenia związanego z misją. Nie był to jego pierwszy raz, już nie raz ratował księżniczkę. Pierwsza księżniczka jaką uwolnił okazała się tak brzydka, ze był zmuszony uciekać przed nią za siódmą rzekę. Druga też pięknością nie grzeszyła, przed nią uciekł za siódmy las. Trzecia okazała się transwestytą, przed nią, a raczej przed nim, zwiał za siódmą górę. Kolejne księżniczki były pięknościami ale ich charaktery były paskudne, tak, że nie wytrzymywał i brał z nimi rozwody. Dziwił skąd też brały się opinie, że każdy rycerz uwalnia swoją księżniczkę i żyję z nią szczęśliwie po kres życia. Często zastanawiał się czy nie rzucić tego wszystkiego w diabły. No ale przecież nie mógł. Po pierwsze nic innego nie umiał a po drugie był rycerzem w złotej zbroi i tak była jego rola. Nienawidził swojego parszywego losu, dlatego też pił. Dużo pił. Nie wiodło mu się ostatnio zbytnio w życiu osobistym. Zadłużył się w wielu gospodach i nikt już nie chciał dawać mu na krechę. Miał wrażenie, że jego życie powoli zaczyna tracić sens. A teraz znów dostał misję. Był ciekaw jaka będzie ta księżniczka brzydka czy parszywa, a może to i to. Jedyne na co się cieszył to te pół królestwa. Zrobi tak jak zwykle: Wytrzyma z księżniczką tydzień, między czasie na wynosi ile się da ze swojej połówki królestwa i da nogę. Taki miał plan. Zdawał sobie, że jego realizacja nie będzie łatwa, ale miał już praktykę. Naglę z rozmyślań wyrwał go szelest dobiegający za krzewów a po chwili dobiegło go wołanie: - Stój psie! – rozkazał zachrypnięty głos z zarośli. - Co jest? – rycerz nie krył zaskoczenia? - Jak to co! Jesteśmy rozbójnikami. Dawaj sakwę! Bolko nie czekał ani chwili. Spiął konia ostrogami. Koń zwiększał tempo. Na nic jednak zdała się jego natychmiastowa reakcja. Koń stanął dęba, zaraz po tym jak upadło przed nim drzewo, a Bolko twardo wylądował na ziemi. Rycerz nie zdążył jeszcze dość do siebie kiedy to już usłyszał nad sobą glos: - Prosiłem żebyś się zatrzymał – przypomniał jeden z rozbójników. - I jeszcze prosił o twoją sakiewkę – dodał drugi. Bolko obciążony zbroją nie mógł wstać, a co dopiero marzyć o jakiejkolwiek obronie. Tym bardziej, że nie był typem bohatera i w takich sytuacjach…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych