Wróć do katalogu

O księżniczce z wysokiej wieży

Nie wszystkie księżniczki są na jakie mają wygladać.

Lenorelai, opublikowano , 12 min czytania, 4,3 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Ponury zamek piętrzył się na czarnym niebie. Gwiazdki, tu i tam, sobie błyskały nikłym światłem (niewidocznym jak kto woli) oświetlając drogę. Marną drogę. Pełną wertepów, dziur i cholera wie czego jeszcze. No cóż, w zasadzie droga była przejezdna, tyle, że nikt nie zamierzał nią jechać. Chociaż zdarzali się tacy śmiałkowie (tudzież kretyni, wychodzi na jedno), którzy wybierali tę drożynę. Ha! Tylko szkoda, że i tak kończyli marnie. Albo jako gulasz w sosie własnym, albo tchórzliwie, skracając drogę do chwały, uciekali (były jeszcze takie przypadki, które gulaszem nie były, ale uciekając trafiali na ścianę.No hę- potrawka). Bo mieli dlaczego uciekać. Na końcu drogi, w sstraszzznym zamczysku mieszkał przeraźliwie okropny i drastycznie niebezpieczny smok. Długie są historie traktujące o jego wielkich zębach, ślepej furii i księżniczce na szczycie wieży. Oczywiście, wszyscy chcieli księżniczkę. Tam smoka nikt zabijać nie chciał. Niech se żyje. Ale księżniczka stanowiła prawdziwy kąsek dla kolekcjonerów. Smok też tak uważał i dlatego w przeciągu dwóch lat była to kwestia sporna. Smok wygrywał. I to zazwyczaj przez nieuwagę. Parę razy za mocno mu się dmuchnęło, no i później nie było co zbierać. Zdarza się. Nikt nie jest idealny. I właśnie o idealności smoka myślał Aleksander, kiedy szedł sobie tą drogą. Absolutnie nie chciał nią iść. Wolał inne, ładniejsze, ale tym razem musiał iść tą. Inaczej nie tylko straciłby resztki godności (której chyba nawet nie posiadał), ale i parę palców i coś co cenił bardzo wysoko. Tak jak każdy mężczyzna. Osobowość. A to wszystko przez Lorka Znikające Pazurki. Gdyby nie on świat byłby piękniejszy. Albo co najmniej na poziomie. A tak, teraz Aleksander za swoje liczne długi musiał leźć tam, zabić smoka i wziąć księżniczkę. Totalny niewypał. ” Świat jest jak marchewka- czerwony i twardy” pomyślał z westchnieniem Aleksander. Nie wziął ze sobą żadnego specjalistycznego ekwipażu. Nawet nie wziął ze sobą wykałaczki żeby wsadzić smokowi w oko jako jedyny ratunek. W zasadzie sobie też mógłby wsadzić w oko. I tak pewnie później nie będzie mu potrzebne. Ale stwierdził, że na razie tego nie zrobi. I tak nie miał wykałaczki. Więc co na razie szedł i napawał się grozą. Wędrówka skończyła się, gdy dotarł do wielgachnych drzwi. Na ich widok morda mu się rozwarła szeroko, a wszystkie jego pchły z przerażenia zwiały na innego właściciela. Aleksander podrapał się w głowinę i nie czekając dłużej wszystkimi swoimi dziesięcioma palcami chwycił za jedno skrzydło u wrót. Zdołał je tylko przesunąć na tyle, żeby się samemu wcisnąć. W środku powitał go ziąb, wielkie, wysokie sklepienie i ciemność. W zasadzie to najpierw powitała go ciemność i echo. Echo dwóch głosów. Zdziwiło to niezbyt pojętnego Aleksandra. Ale nie myślcie, że Aleksander nigdy nie słyszał głosów! A jakże, zdarzało mu się to! Nawet słyszał je w głowie i próbował je sobie wybić. Ale po paru razach stwierdził, że chyba lepiej będzie jak zostawi to w spokoju. Lepsza głowa cała niż wróbel na dachu. Teraz właśnie stał i wpatrywał się w łunę, odblask światła z innej komnaty. Kiedy ruszył dziarskim krokiem w tamte stronę zniżył się do poziomu i zarył twarzą w brudną podłogę. Powodem tak bolesnego upadku był kawałek szmaty, który postanowił się uwiesić z gaci Aleksandra. Chłopczyna potarł odrapaną brodę, otrzepał kolana i ruszył dalej starając się cichaczem poruszać. Prawdę powiedziawszy wściekła mysza, odbijająca się od ściany do ściany, robiłaby mniej hałasu niż Aleksander. Ale w końcu dotarł do drzwi i światła z nich płynącego. W zasadzie to kiedyś na pewno były drzwi. Teraz to raczej mieszkanie dla zubożałej korniczej rodziny i setek drzazg. Aleksander zręcznie wmanewrował się w wystające resztki desek w drzwiach. Już myślał o swoim sprycie i przebiegłości, kiedy hulający wiatr dmuchnął lekko i drzwi popchnęły Aleksandra do przodu zostawiając przy tym małą niespodziankę na jego kufrze. W sam środek lewego półdupka wbiła mu się pięciocentymetrowa drzazga. Aleksander zawył niczym kochający wilkołak i chwycił się za bolącą część ciała. Wykrzywił szyję tak żeby móc widzieć tą wielką ranę. Powoli zaczął wyciągać wystającą drzazgę i kiedy się od niej uwolnił, z radością podniósł ją do światła, które wypełniało komnatę. Uszczęśliwiony nie zauważył dwóch postaci bacznie mu się przyglądających. -Arvik, zamawiałeś wieśniaka na kolacje? -Nie.- Aleksander opuścił rękę z drzazgą i z przerażeniem spoglądnął na dziewczynę o ognisto-rudych włosach i na wielkiego, niebieskiego smoka, który z zaciekawieniem spoglądał na przybysza. -Co tu porabiasz zacny człowiecze?- odezwał się spokojnie niebieski smok zwany inaczej Arvikiem. Aleksander stał jak wryty, niemiłosiernie gapiąc się na smoka. Otworzył usta, ale nic się z nich nie wydobywało. -Ty, może on zabłądził ?- podpowiedział dobrotliwie smok. -Co ty ze skał spadłeś Arvik? Ty, może był umówiony? Sprawdź w kalendarzu.- odpowiedziała dziewczyna. Aleksander odzyskał choć odrobinę władzy nad sobą i zaczął z przejęciem spoglądać w prawo w lewo. Zmieniając obiekt widzenia ze smoka na dziewczynę. Arvik odłożył karty, które trzymał swoimi jaszczurzymi łapami. Sięgnął po okulary leżące na stole i założył je. Następnie wstał i podszedł do Aleksandra. Robił hałasu co nie miara, a jego kroki odbijały się trzęsieniem po ścianach. -Arvik, gdzie ty kurwa leziesz? Rozsypujesz wszystko!- stojąc już przed Aleksandrem, Arvik odwrócił się do dziewczyny: -Cicho. Pohamuj swoje wulgarne słownictwo kobieto! Mamy gościa.- dziewczyna wychyliła się z krzesła i spojrzała za smoka. Następnie z grymasem na twarzy spojrzała na Arvika.

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych