Wróć do katalogu

O poranku

Początek czegoś większego, będącego w toku

Zoja, opublikowano , 10 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Stojąc na podjeździe przed domem nerwowo naciskała czerwony przycisk na pilocie od bramy. Raz… drugi, brama ani drgnie, żółta lampka jakby wcale nie miała zamiaru zapalić się zwiastując możliwość wjazdu na posesję. – Cholera jasna – wysyczała pod nosem – i ty przeciwko mnie? W głowie słyszała jeszcze narzekania szefa i te same, wszystkim i wszędzie powtarzane jak mantrę, uwagi – „rzetelność Pani Lidziu to podstawa, terminowość w naszej firmie to podstawa”. Siedząc przed nim, w tym jego luksusowo-tandetnym gabinecie, słyszała je już tyle razy, że gdyby urwał w pół słowa, to mogłaby bez zająknięcia dokończyć jego tyradę z zachowaniem przerysowanego jak jej się wydawało sposobu mówienia, który sprawiał, że nawet najbardziej wyszukana myśl, brzmiała w jego ustach co najmniej jak: „Naszym celem: pokój i socjalizm!”. – A niech go szlag trafi – wyrwało jej się na głos z ust, gdy zgasiła silnik i wychylając się z samochodu namierzała pilotem czujnik w bramie. Wciskała nerwowo guzik i oglądała się czy nie śledzi jej jakieś czujne oko sąsiada. Musiała wyglądać co najmniej śmiesznie stojąc ładną chwilę na własnym podjeździe i nerwowymi ruchami próbując zadać pilotem ostateczny cios zbuntowanej bramie. Lampka zaświeciła się, drzwi leniwie zaczęły rozsuwać się na boki. – Ha! Zapraszam w swoje skromne progi… „Tak – pomyślała – tej myśli uczepię się dzisiaj jak glonojad akwarium. Jest piątek, początek sympatycznego weekendu, jutro urodziny Marka, będzie dobre jedzenie, luz blues w niebie same dziury, po co mi te nerwy, po co?” Postanowiła, że nie będzie psuć sobie lepszej połowy dnia rozpamiętywaniem, kto i dlaczego wyprowadził ją dzisiaj z równowagi. Weszła do domu, położyła kluczyki od auta do szklanego pojemnika na komodzie. Grube szkło wydało znajomy, kojący odgłos w zetknięciu z metalowo-plastikowym dźwiękiem upuszczanych kluczyków. Lubiła go, zwiastował koniec ciężkiego, zabieganego tygodnia pracy. W weekend praktycznie nie korzystała ze swojego auta, jeździła nim tylko do firmy. Weszła do kuchni, stanęła przed barkiem wychodzącym na salon. – No to czeka mnie sporo roboty… Spojrzała na zegarek, miała nadzieje, że Marek wróci wcześniej z pracy. Nie lubiła siedzieć sama w domu. Dzisiaj nawet syna w nim nie było. „Jak tu pusto bez niego, chyba mi się tęskni” Minęły trzy dni jak Filip wyjechał pierwszy raz sam, tzn. bez rodziców, większą paczką na wczasy. Obiecała mu, że nie będzie dzwonić co pięć minut, z pytaniami gdzie jest i co robi. Miała dobry kontakt z synem, ale nie chciała się zachowywać jak przewrażliwiona, nadopiekuńcza mamusia. Nie lubiła siebie takiej. Myślała, że to jej nie dotyczy, że na tyle ufa swojemu dziecku, że jej umysł nie będzie, co chwilę produkował niebezpiecznych historii z Filipem w roli głównej. Sięgnęła po telefon. Usłyszała znajoma piosenkę… „Czemu tak długo…, odbierz, odbierz!” – No co jest? – usłyszała w słuchawce głos syna. – Cześć kochanie? Co tam u ciebie słychać? – Mamo to samo, co jakieś dwie godziny temu… Dzwoniłaś niedawno. Nic od tego czasu się nie zmieniło. Jesteśmy na plaży, jest słońce, jest przyjemnie. Obiecałaś…. – Wiem, przepraszam, ale jakoś tak mi dziwnie jak przyszłam do pustego domu, nie słyszę muzyki, nie ma włączonego telewizora, konsoli, komputera. Nie wiem co u ciebie? – Jak nie wiesz…. Mówiłem ci, jesteśmy na plaży… odpoczywamy. Nie jestem głodny, no i cały czas pod czujnym okiem Aśki – Filip zaczął się śmiać Lidka również uśmiechnęła się pod nosem. Lubiła dziewczynę Filipa, wiedziała, że syn przy niej jakoś tak wydoroślał, może nawet stał się bardziej odpowiedzialny. – Tak, to fakt mam tam swoje wtyki, więc powinnam być spokojna. To bawcie się dobrze i obiecuję, że nie będę już dzisiaj wydzwaniać, ale odezwij się rano. – Ok. – Jakoś to mało przekonująco brzmi – śmiała się Lidka. – Dobra, dobra, zadzwonię rano jak się wyśpię, wy też bawcie się dobrze. – Pozdrów Asię – usłyszała już tylko sygnał w słuchawce. „Tośmy sobie pogadali. Chyba mi się tęskni za moim prawie dorosłym synem.” Uśmiechając się do swoich myśli weszła do salonu i zaczęła porządkować leżące wszędzie książki i gazety. W rękę wpadła jej spinka, którą upięła z tyłu swoje kruczoczarne loki. Krzątała się po domu, starając się chociaż z grubsza ogarnąć nieład jaki zastała. Lidka nie była specjalną pedantkę, nie pucowała każdego kącika w swoim domu, a już na pewno nie w środku tygodnia, gdy głowę miała zaprzątniętą pracą. W tym względzie bardzo dobrze dopasowała się z Markiem, który pomagał jej w domowych obowiązkach. Daleko jej było do typowej kury domowej, dbała o to, żeby dom był schludny, ale też nie latała z odkurzaczem po dywanach, gdy po prostu nie miała na to siły i chęci. W tej sprawie oboje z Markiem byli wyznawcami jednego z reklamowych sloganów – dom jest do mieszkania, a nie do sprzątania. Usłyszała samochód na podjeździe. „Ciekawe czy pilocik mu zadziała” Silnik samochodu dłuższą…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych