Wróć do katalogu

O Rolandzie przyśpiewka - List

Pierwsza część opowiadania o wojnie w Koreii, którego bohaterem jest Roland Maillot.

Wojciech, opublikowano , 15 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

List

Dominique Regnard zaklął pod nosem, kiedy jego zęby zderzyły się z trzaskiem. Od zakończenia

wojny minęło sześć lat, ale do dziś nikt nie naprawił dróg, zniszczonych przez czołgi i

wojskowe ciężarówki. Może i Sommereux leżało daleko od głównych szlaków komunikacyjnych, ale

bynajmniej nie było to totalne zadupie. Położone pomiędzy Dargies na północy, Laverrière na

wschodzie i Cempuis na południu, stanowiło regionalne centrum kultury i handlu. Poza tym,

niemal graniczyło z Grandvilliers, co było dostateczną nobilitacją dla zwykłej restauracji

nawierzchni! Niestety, władze departamentu nie podzielały kalkulacji Dominique’a, toteż

biedny listonosz musiał codziennie tłuc się po dziurawych uliczkach, ryzykując trwałe

uszkodzenie zadka i zgryzu. Mężczyzna skręcił w lewo na skrzyżowaniu Grand Rue z Rue de Grandvilliers, złorzecząc na

cały świat. Pech chciał, że tego dnia Mathieu znalazł w sortowni list sprzed tygodnia.

Zazwyczaj Dominique olałby to sikiem prostym i dostarczył go razem z większą partią –

niestety papier opatrzony był pieczątką francuskiej armii. Regnard bladł na samą myśl o

konfrontacji z wojskiem, toteż gnał na złamanie karku. Powodem tego strachu był Opel Blitz,

w którym listonosz miał przyjemność zasiadać. Kiedy Niemcy uciekali przed Brytyjczykami, zostawili za sobą masę ciężkiego sprzętu, który

niemal natychmiast został skonfiskowany przez Aliantów. Prócz wehikułów czysto germańskich,

żołnierze rekwirowali także sprzęt autochtoniczny – w tym poprzednika Opla, półciężarówkę

marki Delahaye. Wobec zdecydowanego sprzeciwu miejscowych, pewien sprytny, kanadyjski

sierżant stwierdził: „Nie zabieramy tego wam, tylko Niemcom.” Usprawiedliwieni w ten sposób

wyzwoliciele, radośnie zwijali wszystko, co byli w stanie uruchomić, lub w krótkim czasie

naprawić. Wzburzony Dominique, postanowił nie dawać za wygraną. Poprosił o pomoc swojego pracownika –

Mathieu, aby ten pomógł mu wybebeszyć jednego z nazistowskich Blitzów. Silnik ukryli w

magazynie poczty, gdzie Alianci nie mieli wstępu. Tam również spoczęły opony, jako że guma

była w cenie. Kiedy ofensywa ruszyła na wschód, okazało się, że Opel stracił wszystkie

szyby, uszczelki, reflektory i lewe drzwi. Na szczęście, pozostałe części były na miejscu.

Brakowało natomiast paliwa, więc nabytek Regnard’a musiał jeszcze poczekać na chrzest w

nowej roli. W tym czasie dorobił się trójkolorowej kokardy, zręcznie namalowanej na masce i

napisu „Liberté, Egalité, Fraternité!”, pokrywającego prawą burtę pojazdu. Po zakończeniu wojny, gdy ropę ponownie oddano na użytek cywilny, życie w wiosce

powróciło do dawnego rytmu. Dominique popadł jednak w pewnego rodzaju paranoję. Będąc

święcie przekonanym o tym, że przekręt z Oplem wyjdzie kiedyś na jaw – każdego ranka

oczekiwał żandarmerii wojskowej, rekwirującej jego półciężarówkę. Przywiązanie do Blitza nie

przeszkadzało mu jednak w wyklinaniu pojazdu. - Allez a enfer! – wrzasnął Francuz, podskakując na kolejnym wyboju. – Trzeba ci wymienić

resory! Ulewny deszcz, który padał od rana, ograniczał widoczność do minimum. Regnard miał

jednak powody do zadowolenia. W zeszłym roku dopadł na bazarze przednią szybę, pasującą w

sam raz do ciężarówki. Wcześniej nie ruszał się z poczty w taką pogodę – trzeba być

szalonym, żeby pracować w takich warunkach. Niestety, zakup odpowiednich wycieraczek okazał się niemożliwy. Dlatego też strugi

wody przysłoniły Dominique’owi zjazd do posiadłości państwa Maillot – adresatów listu. Klnąc

na czym świat stoi, mężczyzna ostrożnie wycofał i wjechał na żwirowaną dróżkę. Na samym jej

końcu stał piętrowy domek z czerwoną dachówką. Wyglądał, jak żywcem wyjęty z widokówki.

Wrażenia nie była w stanie popsuć nawet ponura aura. Listonosz zatrzymał się na podjeździe i szybkim szarpnięciem odsłonił – zastępującą

drzwi – plandekę. Zimny wiatr ogarnął ciało mężczyzny, przyprawiając go o dreszcze. Po

niebie gnały ciężkie chmury w odcieniach bazaltu. - Psia pogoda, cholera jasna… - mruknął pod nosem, zeskakując nieporadnie na ziemię. W dwóch

susach znalazł się przy ozdobnej skrzynce. Nim jednak wrzucił list, spojrzał tęsknie na okno

w prawej części budynku, z którego sączyło się pomarańczowe światło. Schował papier do

kieszeni służbowego palta i wskoczył do ciężarówki. Pośpiesznie wyłączył silnik, wyjął

kluczyki, wysiadł i szczelnie zawarł brezentową kotarę. A co ja się będę męczył z tą zołzą? Pomyślał, truchtając w stronę wejściowych drzwi.

Minął filuterny płotek, rozmyte deszczem grządki i przemokniętą gruszę. Drobniutkie krople

cięły bezlitośnie twarz. Państwo Maillot są bardzo uprzejmym małżeństwem, na pewno ugoszczą mnie ciepłą

herbatą. Regnard ścisnął mocniej kopertę. Była wilgotna. Mają co świętować, pewnie ich syn

dostał awans na pułkownika! Oby tylko tusz się nie rozmył. Wszedł na niski ganek i rozejrzał się za dzwonkiem, albo kołatką. Gdzież to do cholery jest? Ach… Zaczynam tetryczeć przez tę krowę. Dwadzieścia pięć

lat małżeństwa z mamutem! Merde! Przy prawej framudze namacał mały guzik. Niestety, dzwonek był zepsuty. Nie zrażony

tym faktem, zastukał energicznie. Gdy po minucie nie doczekał się odzewu, zastukał ponownie.

W tej samej chwili rój niepokojących myśli wtargnął do jego głowy. Nie… To na pewno nie to. Nawet tak nie myśl. To zbyt dobrzy ludzie, żeby… - Bonjour, Irène! – krzyknął przestraszony listonosz, gdy drzwi niespodziewanie się

otworzyły, zalewając go falą ciepłego światła. - Bonjour, Dominique! – odpowiedziała uprzejmie niska brunetka. Pocztylion wciąż nie mógł

się nadziwić, jakim cudem czterdziestodwulatka wygląda na trzydziestkę. Stwierdził jednak,

że to zasługa francuskiego pochodzenia. W takich chwilach był dumny ze swojej ojczyzny. - Przyniosłem list – powiedział po chwili milczenia. – Z… - Dobrze, dobrze! Potem – zawyrokowała kobieta. – Chodź do środka. Jest rano, a praca – nie

zając. - No, w sumie… - W sumie, to nie marudź tylko właź, bo mi ciepło z domu ucieka. To mówiąc, wciągnęła go do sieni i zamknęła drzwi. Z krótkiego korytarza,

zakończonego schodami przy prawej ścianie, można było przejść do trzech pomieszczeń. Te

naprzeciw wejścia i po lewej były zamknięte. Pomarańczowe światło dobiegało natomiast z

najbliższej izby, połączonej z przedpokojem drewnianym, szerokim portalem. - Rozbierz się i chodź do kuchni. Właśnie pijemy herbatę – powiedziała Irène, niknąc w

jasnym przejściu. Mężczyzna zdjął kaptur, rozpiął palto i powiesił je, razem ze służbową czapką, na

haku, obok płaszczy domowników. Było mu trochę głupio, ponieważ ubiór ociekał wodą, która

powoli tworzyła na parkiecie kałużę. Po krótkim namyśle, wszedł jednak do kuchni. Pomieszczenie było małe, ale przytulne. Po lewej znajdował się kolejny portal,

prowadzący do przestronnego salonu. Dominique bywał tu już wcześniej. Wystrój nie zmienił

się od lat. Wszystkie ściany obstawione były zadbanymi, chociaż nieco już zużytymi

kredensami, szafkami i blatami. Naprzeciw wejścia stał monstrualny piec z piekarnikiem i

żeliwną blachą do gotowania, a przy oknie dębowy stół z…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych