Wróć do katalogu

O tym jak poszlismy sobie na wojne

I nastepna z serii historyjka o Irce i Radimie. Przyjazn piekna rzecz, nieprawdaz?

Blueskies, opublikowano , 12 min czytania, 4,3 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Wybaczcie ale tytul jest nieco mylacy. Sytuacja z nim ma sie dokladnie tak jak z dowcipami o radiu Erewan – niby wszystko sie zgadza ale nie do konca... Ja nie poszedlem nigdzie a tylko Irka poszedl do wojska. Spedzil w koszarach cale pol roku oddajac sie rozmaitym grom i zabawom na swiezym powietrzu a sympatyczni przelozeni dyktowali mu wrzaskiem tempo tych wesolych zabaw. Pozeganie Irki bylo raczej kameralne. Wszyscy czlonkowie zespolu wcisneli sie do naszej kawalerki na Starym Miescie. Spedzilismy pol nocy rozpamietujac chwile minionej slawy i karmiac sie nadzieja, ze piekne dni jeszcze nastana. I to niebawem. A bladym switem zaspiewalismy wspolnie jakas rzewna piesn pozegnalna – nie pomne tytulu bo wszyscy byli juz zaprawieni na perlowo i ostatecznie. A nastepnego dnia Irka wsiadl w pociag i odjechal. Nie mialem od niego zadnych wiesci przez cale dwa dni. A kiedy w koncu zadzwonil odezwal sie do mnie w te slowa: - Drogi przyjacielu! Zbyt dobrze go znalem by nie wiedziec co to oznacza. Jak zwykle chodzilo o jakas drobna a przyjacielska przysluge. - Co sie stalo? – zapytalem ostroznie. - Ach, nic szczegolnego – odparl beztrosko – dostalem zielony mundur i ogolili mnie na pale. Ale nie w tym rzecz... - A w czym? - Zostawilem tam na miejscu pewna...hm...niezalatwiona sprawe. - Jak ma na imie? – zapytalem przeczuwajac ciag dalszy. - Iveta – chrzaknal Irka – bo widzisz moj drogi druhu...zachodzi pewne podejrzenie, ze stan Ivety...hm...nie jest do konca normalny... - Wyrazasz sie bardzo oglednie. - Bo nie mam pewnosci...Krotko mowiac: niewiasta podobno jest w ciazy a ja nie mam pojecia z kim. I skora mi cierpnie na mysl, ze to ja moglbym byc szczesliwym tatusiem... - Bardzo to pieknie, ze wzrosnie nam poglowie narodu – zasmialem sie zlosliwie – ale co ja mam z tym wspolnego? - Wiele – Irka staral sie zabrzmiec powaznie – jako moj wyprobowany przyjaciel i wierny kompan ... - Do rzeczy, do rzeczy! Darujmy sobie preambule! - Otoz – Irka chrzaknal zaklopotany – chodzi o to zebys pogawedzil w cztery oczy z nadobna Iveta, rozeznal sytuacje i w miare twoich mozliwosci ustalil pochodzenie nowego obywatela... - Wiazesz z nia jakies plany i nadzieje? – zapytalem rzeczowo. - Absolutnie! – moj druh zaprzeczyl gwaltownie – zadnych! Rozumiesz teraz dlaczego mam prawo byc cokolwiek podenerwowany... - Zobacze co sie da zrobic... - Wierze w twoje talenty dyplomatyczne! - A nie poslesz mnie do wszystkich diablow jezeli przyniose ci zle wiesci? - Nigdy w zyciu! – zapewnil mnie moj przyjaciel – poza tym nie umiem jeszcze strzelac. Bardzo to bylo pocieszajace i delikatne z jego strony. Na tym rozmowa sie skonczyla a ja nastepnego dnia ruszylem na poszukiwania nadobnej Ivety. Dom pod wskazanym adresem okazal sie byc sporych rozmiarow willa z pieknym i starannie wypielegnowanym ogrodem. Sforsowalem furtke i zapukalem grzecznie do drzwi. Rozlegly sie szurania, trzaski i chrzakniecia i po chwili otworzono mi gwaltownie. Na progu stanal jakis wasaty facet z obwislym brzuchem, odziany jedynie w przykrotki podkoszulek nieokreslonej barwy. Nim zdazylem sie przedstawic ani w ogole wykonac jakikolwiek gest w tym kierunku, typ odwrocil sie do tylu i wrzasnal pytajaco: - Iveeeeetaaaaa?! To ten? I nie czekajac na odpowiedz ryknal raz jeszcze: - Puszek! Bierz go! Puszek! Uslyszalem glosne ujadanie i na progu pojawila sie smolista bestia o wscieklych oczach i wielkich klach. Mialem nadzwyczaj dobrze rozwiniety instynkt samozachowawczy i nim ponury brytan zdazyl sie pozbierac ja przeskoczylem juz z rozpedu furtke. - Wracaj tu szubrawcze! – darl sie wasaty od Ivety. Zasuwalem przed siebie przebierajac zwawo nogami. Bylo piekne sobotnie popoludnie a ludzie z okolicznych domow masowo wylegli na trawniki wystawiajac blade ciala w kierunku slonca. Bylo leniwie, sennie i przyjemnie a ja zburzylem im ten swiety spokoj. Puszek gonil za mna z wywieszonym ozorem wydajac niezbyt zachecajace dzwieki. Calosci sceny dopelnial ojciec Ivety obrzucajacy mnie najgorszymi jobami i Iveta, we wlasnej osobie, ktora w koszuli nocnej dopadla az do furtki krzyczac przerazliwie: - To nie ten tatusiu! To nieeeee teeeeeen! Po wielu wysilkach udalo mi sie wreszcie zgubic bestie i zmylic tropy poscigu. Przez te cholerne zabiegi dyplomatyczne dostalem porzadnej zadyszki za co czulem duzy wyrzut do mojego przyjaciela. Zadzwonilem do koszar, czekajac cierpliwie az dyzurny polaczy mnie ze wszystkimi odpowiednimi instancjami; wreszcie cos zachrobotalo w sluchawce i uslyszalem znajomy glos: - Slucham? - Lobuzie! – wydyszalem ciezko – oni byli uzbrojeni! Poszczuli mnie psem wielkosci swini! - Cos takiego! – wydawalo mi sie, ze Irka zachichotal rozbawiony – ale zdazyles sie oddalic? - Zdazylem draniu! Ale wiesz jak nie cierpie biegac! - A czy tam, w biegu, zlowiles jakies pozyteczne wiadomosci? - Nic nie zlowilem! – warknalem – ale wspolczuje ci takiego tescia! - Badzmy dobrej mysli – Irka chrzaknal powaznie zaniepokojony. Cokolwiek by nie mowic to moj druh urodzony byl jednak pod szczesliwa gwiazda. Okazalo sie bowiem, ze Iveta, jak to kobiety czasami maja w zwyczaju, troche sie pospieszyla z dobrymi nowinami i zupelnie niepotrzebnie przysporzyla Irce zgryzot a mnie dodatkowych zajec z joggingu. Minal miesiac nim Irka odezwal sie ponownie. - Mam dosyc – oswiadczyl zbolalym glosem – nudno tu jak diabli! Nic tylko pobudka, wymarsz i grochowka! Dzien w dzien! Jest jakis sposob zeby sie stad urwac? Sposoby pewnie jakies byly ale nie mialem pojecia ktory z nich okaze sie najlepszy i najbardziej skuteczny. Poszedlem wiec zasiegnac rady u reszty kompanii. Spedzilismy dlugi wieczor nad kuflami i bladym switem, otrzymawszy szczegolowe instrukcje, wiedzialem juz co robic. Cala rzecz zasadzala sie na przygotowaniu i wyslaniu…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych