Wróć do katalogu

Obóz

Rzecz dzieje się na obozie językowym gdzieś na wyspach Morza Śródziemnego. Są kumple i dziewczyny no i pierwsza zdrada dziewczyny, która została daleko w kraju...

andriosz, opublikowano , 38 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Obóz

Przez najbliższe dwa lata ćwiczyłem dzielnie karate w klubie sportowym i byłem jednym z lepszych w mojej kategorii wagowej w okolicy. Mimo dość napiętego planu dnia nie zapominałem o kolegach z podwórka i od czasu do czasu spędzałem czas w ich gronie. Z osiedlowych bójek pamiętam jeszcze tylko jedną w której brałem także udział. Wynik nie był jednak rozstrzygnięty bo zjawiła się policja i wszyscy wzięliśmy nogi za pas. W tym okresie dostałem się także do liceum ogólnokształcącego i wszedłem tym samym w zupełnie inny świat, który coraz bardziej mi się podobał ale do tego wrócę jeszcze w dalszych rozdziałach. Kiedy skończyłem drugą klasę liceum, rodzice postanowili wysłać mnie w nagrodę na integracyjny obóz językowy daleko za południową granicę naszego kraju - na wyspy Morza Śródziemnego. Miałem wtedy co prawda inne plany wakacyjne ale przekonano mnie, że te, dotyczące wyjazdu na obóz, są jedynie słuszne. Mój problem polegał na tym, że przed wakacjami zacząłem spotykać się z Agatą, dziewczyną z mojej okolicy i myśleliśmy już o wspólnym spędzeniu tego wakacyjnego czasu nad jeziorem w ośrodku wczasowym jako personel dorabiając sobie w ten sposób znacznie do kieszonkowego. Rodzice jednak byli nieugięci i nie chcieli słyszeć o naszych planach i miałem bezwzględnie jechać w sierpniu na wspomniany obóz. Być może nawet im to pasowało, ponieważ miałem od początku wrażenie, że Agata nie przypadła im zbytnio do gustu. Może nie traktowali całej tej sprawy zbyt poważnie, skoro miałem dopiero 16 lat, choć z mojej perspektywy wyglądało to zupełnie inaczej – byłem zakochany na śmierć i życie a tak przynajmniej mi się wtedy wydawało. Do tej pory, co prawda nie miałem większego doświadczenia z dziewczynami, i relacje w jakie wszedłem z Agatą były dla mnie czymś zupełnie nowym, niezbadanym i nieprzewidywalnym. Dzięki nawiązaniu tej więzi sympatii z nią poczułem się bardziej dorosły a tym samym uważałem, iż zasługuję na większy posłuch, choćby ze strony moich rodziców, usiłujących narzucić mi akurat w tym konkretnym wypadku swoją wolę. Znalazłem się zatem w niezręcznej sytuacji, bowiem, z jednej strony rodzice odrzucali moje plany spędzenia wakacji z Agatą, a z drugiej, Agata robiła mi wyrzuty, że daję sobą manipulować, że nie jestem dość twardy, i że wręcz nie zależy mi na niej. Obiecała mi nawet, że jeśli nie pojadę na ten obóz i zostanę przy niej, to pod koniec wakacji spotka mnie wielka nagroda. Mogłem się jedynie domyślać, co miało być tą nagrodą ale skoro rodzice już za wyjazd zapłacili, to nie było odwrotu i pojechałem na obóz. No cóż, widać z tego, że aż tak mi tej nagrodzie od Agaty nie zależało, a może też i liczyłem, że co się odwlecze, to nie ucieczce. Trzeba powiedzieć, że Agata, potrafiła owinąć mnie wokół swojego palca i bardzo ją denerwowało to, że nie przeforsowała sprawy wyjazdu po swojej myśli. Pod maską tej subtelnej, szczuplej blondyneczki kryła się silna i stanowcza osobowość, nie stroniąca od stosowania różnych emocjonalnych forteli. A ja nie potrafiłem się oprzeć tym sztuczkom i ona mogła robić ze mną właściwie to, co chciała. No prawie, bo na wakacje do ciepłych krajów jednak jechałem sam a ona miała spędzić ten czas bez swojego chłopaka i stanęło na tym, że będziemy pisać do siebie listy. Pożegnaliśmy się więc we względnej zgodzie choć czułem, że jest ona, zwłaszcza ze strony Agaty, tylko powierzchowna, co zdradzała swoim pełnym złości i zawiści spojrzeniem jakim mnie obdarowała na pożegnanie. Podróż do ciepłych krajów miała odbyć się autokarem, i miła trwać kilka dni. Nie czułem jednak entuzjazmu, choć nigdy wcześniej nie byłem aż tak daleko za granicą. Traktowałem cały ten wyjazd jak zło konieczne choć niebawem miałem swoje zdanie zmienić. Wyruszyliśmy w trasę. Jadąc tak na pokładzie wygodnego autokaru, wodziłem wzrokiem tępo dookoła i przez długie godziny widziałem jeszcze jej oczy, jakby chciały mi powiedzieć – Dobrze. Jedź sobie za granicę i zostaw mnie tu samą. Ja ci za to odpłacę, możesz być pewny. A... nagroda, o której ci mówiłam przypadnie komuś innemu, ty już nie masz na co liczyć. Wybrałeś przecież inną – tę od swoich rodziców a moją nagrodą wzgardziłeś, więc i sam zostaniesz wzgardzony! Jeszcze będziesz płakał, zobaczysz! – byłem wtedy prawie pewien, że mniej więcej to chciały mi powiedzieć jej oczy na pożegnanie. Natomiast oczy moich rodziców też posiadały dozę niezadowolenia z racji braku mojej wdzięczności wobec ich hojnego gestu, jakim był ten atrakcyjny, zwłaszcza w ich mniemaniu wyjazd. A mnie drażniło to, że z nikim nie żegnałem się w zupełnej zgodzie i przyjaźni, że pozostały między nami negatywne emocje. W autokarze siedziałem obok jakiegoś chłopaka, który od razu wyglądał mi na kujona. Jakoś nigdy nie lubiłem kujonów. Do tego miał na sobie kraciastą marynarkę a na nosie duże okulary, które wlepiał bez przerwy w jakąś zagraniczna książkę. – Jak można tak siedzieć bez ruchu z nosem między kartkami tyle czasu? – zastanawiałem się patrząc z pogardą na tego lalusia i właściwie to mnie cieszyło, że on nie próbuje zagaić rozmowy bo nie maiłem na nią najmniejszej ochoty. W momencie jednak, kiedy nasze spojrzenia nieopatrznie się spotkały mały kujon powiedział: - Sądzę, że jakiś czas spędzimy obok siebie, więc proponuję, żebyśmy się poznali. – tu wyciągnął swoja piegowata dłoń i powiedział: - Jacek jestem. - Andrzej. – odparłem. - Ty też za granicę prawda? - Tak. – wycedziłem przez zęby – jadę na obóz językowy. - Ja również! – i z dalszej rozmowy wynikło, że jedziemy do tej samej szkoły. Jacek opowiedział mi, że przez dwa lata dorabiał w jakiejś garkuchni żeby uskładać pieniądze na ten wyjazd. Ja odpowiedziałem, że za mój zapłacili moi rodzice w ramach nagrody dla mnie. Mój sąsiad okazał się po dłuższej chwili rozmowy całkiem w porządku i nawet byłem zły z kolei na siebie, że tak niepochlebnie od razu go oceniłem. Czemu to zrobiłem? Być może to lęk przed czymś innym, nieznanym podsunął mi taki schemat. Wbrew pozorom im dłużej trwała nasza podroż autokarem, tym lepiej się czułem. To było zrozumiale, skoro trasę rozpoczynałem rozdrażniony. Poznałem jeszcze kilka innych osób jadących w to samo miejsce i w tym samym celu. Po trzech dniach w końcu dotarliśmy na miejsce a tam przywitało nas gorące południe. Klimat był inny niż w naszych rodzimych stronach – od morza ciągnęła wilgoć a z nieba lał się żar niczym z pieca. Roślinność była tropikalna. Wszędzie było pełno ludzi o różnej barwie skóry, odzianych w kolorowe i oryginalne, jak na mój gust stroje. To był inny świat, który tak nagle wyłonił się dla moich oczu, że nie wiedziałem, co powiedzieć. Po prostu mnie zatkało. Zapomniałem w tym momencie o mojej ojczyźnie, o rodzicach i Agacie. Byłem tylko ja i ten nowy świat, w którym stawiałem swoje pierwsze kroki. Każdego dnia miasteczko budziło się wcześnie rozbrzmiewając dźwiękami dochodzącymi z okolicznych straganów, przystani dla łodzi, których było tu bez liku, ulica również niosła odrębny szum, jaki wydawały różne pojazdy, do tego chóru co godzinę włączał się dzwon kościelny i od czasu do czasu przelatujący samolot. Od samego rana miasto rozkwitało z minuty na minutę gromadząc rdzennych mieszkańców i turystów na swych wąskich i krętych uliczkach, które wiły się wokół wzgórza, na którym było położone. W morze wypływały pierwsze żaglówki połyskując bielą takielunku na tle błękitu nieba. Później, w godzinach południowych jakby wyludniało się znacznie z racji palącego Słońca by za kilka godzin znów ożyć swoją pełnią na nowo. Wieczorem aż do późnych godzin nocnych wciąż pulsowało życiem by w końcu zasnąć dopiero gdzieś nad ranem. Nie czułem tutaj zmęczenia, nudy i przygnębienia – tu się dopiero chciało żyć! Być może sprawiał to fakt, że byłem po prostu na wakacjach ale i klimat i zwyczaje na pewno temu sprzyjały. Wszystko było dla mnie nowe, a miałem tylko miesiąc żeby to wszystko poznać. Pierwszą okazją ku temu była impreza zapoznawcza, na jednej z wielu dyskotek, które działały w mieście każdego dnia. Jako osoba niepełnoletnia do większości z nich niestety nie miałem wstępu ale ta była organizowana z ramienia naszej szkoły więc nie musiałem się martwić. Na zabawie poznałem sporo osób z różnych krajów. Po pewnym czasie przenieśliśmy się na plażę. Było cudownie – wiał ciepły wiatr, piasek również był ciepły, zewsząd dolatywały do uszu dźwięki muzyki, głośnych rozmów i śmiechów. Siedząc w kółku rozmawialiśmy w jednym wspólnym języku, którego miałem się tutaj uczyć. Ta praktyczna lekcja na plaży okazała się ciekawsza niż mogłem przypuszczać, bo oto powędrowała miedzy nami fajka pokoju w postaci jakiegoś lekkiego narkotyku, który sprawił, że po kilku minutach czułem się dość nietypowo ale w bardzo pozytywnym tego słowa znaczeniu. Krążyło również wino, które dość szybko uderzyło mi do głowy ponieważ nigdy wcześniej, jako zapalony sportowiec nie piłem żadnego alkoholu. Tutaj jednak zrobiłem sobie wyjątek. Żeby się trochę orzeźwić wskoczyłem do wody i zmagałem się z falami. Uważałem się zawsze za dobrego pływaka wiec nie myśląc długo rzucałem się na przekór falom by odpłynąć od brzegu na jakieś dwieście metrów. Kiedy uznałem, że już jestem dość daleko zatrzymałem się i patrzyłem na moja grupę. Siedzieli i bawili się w najlepsze. W oddali nad nimi paliły się światła w oknach domów i rozlicznych kafejek. Miasteczko tętniło życiem a ja stanąłem na chwilę z boku przyglądając się jak gdyby sobie samemu, jeszcze sprzed paru chwil. Ta kąpiel pod rozgwieżdżonym niebem dobrze mi zrobiła. Złapałem głębszy oddech i wróciłem. Jeszcze tej nocy wpadła mi w oko atrakcyjna dziewczyna o ciemnej cerze i czarnych, jak noc oczach. Uśmiechnęła się do mnie a ja, choć z reguły nieśmiały, odwzajemniłem jej ten uśmiech, będąc zdopingowany mocą wypitego wina i wypalonych narkotyków. To było dziwne, bo jeszcze trzy dni temu wskoczyłbym za Agatą w ogień a tu, proszę, uśmiechałem się już do innej. Dodać jednak trzeba, że była wyjątkowo piękna. Christina bo tak miała na imię, uczęszczała do tej samej grupy, co ja. Widywałem ją codziennie i zatapiałem swoje długie spojrzenia w jej pięknych i rozmarzonych oczach. Nie miałem już tyle śmiałości, co na plaży, aby poznać ją bliżej, więc przez chwilę zostało między nami milczenie i jedynie oczy wyrażały to uczucie, które sprawiło, że oboje staliśmy się dla siebie wyjątkowi. Myślałem jednocześnie o Agacie ale ta nowa znajomość okazała się jednak na tyle pociągająca, że nie potrafiłem się oprzeć – poddałem się jej. To była, póki co nasza niewypowiedziana tajemnica, ale wierzyłem, że wkrótce się to zmieni i poznamy się bliżej. Nasze wspólne lekcje traktowałem jak randkę, na którą zjawialiśmy się punktualnie oboje by być przez te kilka godzin ze sobą. Patrzeliśmy wtedy na siebie od czasu do czasu, rozmawialiśmy ćwicząc jakiś dialog we wspólnym choć dla nas obcym języku. Ogarnął mnie wielki entuzjazm, taki, iż góry mógłbym przenosić. Miałem nadzieję, która paliła się we mnie niezmąconym płomieniem. To było wspaniałe uczucie. Po paru dniach i przełamaniu pierwszych lodów zaczęliśmy spotykać się również po szkole, najpierw w większej grupie aż któregoś dnia mięliśmy pierwszą randkę. Niebawem staliśmy się obozową parą. Wieczorami widywaliśmy się jak do tej pory w większej grupie i przesiadywaliśmy razem długi czas a potem spacerowaliśmy trzymając się za ręce po plaży. Tak mocno zatonąłem w tej namiętności, że nie myślałem już wcale o świece, jaki pozostawiłem za sobą - o mojej dziewczynie Agacie, z którą niedawno przecież spędzałem podobne chwile, o rodzicach, z którymi często nie potrafiłem się dogadać, o treningach, które przecież były do niedawna moją pasją. Tak mnie pochłonął ten związek z Chris, że nawet nie miałem czasu się nad nim zastanowić. Nie zastanowiło mnie choćby to, że do niedawna taki byłem przecież zakochany w Agacie, a teraz tonąłem już w objęciach mojej wakacyjnej miłości, jednocześnie zdając sobie sprawę, że przekraczam pewną niedozwoloną granicę, ba! że grzeszę. Ale to była tylko świadomość i nic więcej. Będąc z Christiną nawet na moment nie przyszło mi na myśl żeby się wycofać, po prostu dałem się ponieść tej wakacyjnej fali. Tamto było przecież tak daleko a to było tu i teraz. Tamto wydało mi się teraz takie zwyczajne w porównaniu z tym egzotycznym światem i tą piękną i egzotyczną dziewczyną, o której w moim kraju mógłbym tylko pomarzyć. To była przecież pierwsza klasa a nie jakaś tam podwórkowa miłość stawiająca warunki. Ta ich nie stawiała, ta jedynie dawała mi siebie ile zapragnąłem a nawet więcej. Dzięki niej stałem się dumny i pewny siebie, jak nigdy dotąd. Podobałem się jej, ja - do niedawna mały i chudy Andrzejek, no ale jak by nie było w końcu przystojniak. Jej uroda rzucała mnie na kolana. - Gdyby chłopaki z podwórka widzieli, z kim chodzę, to by mi dopiero zazdrościli – myślałem i już patrzyłem na nich z góry, bo do niedawna gapiliśmy się tylko na takie piękności w naszym czerwonym zeszycie a teraz ja miałem to wszystko w naturze. Wszystkim kolegom na obozie Christina się podobała, co też było dla mnie bardzo miłe, bo zdanie chłopaków jest bardzo ważne w takich sprawach. Co do listów, które miałem pisać zarówno do Agaty jak i rodziców, to trzeba powiedzieć iż nie napisałem żadnego, nie wysłałem także nikomu żadnej kartki. Nawet nie próbowałem, tak byłem zajęty bynajmniej nie nauką języka. Pokój dzieliłem z pewnym cudzoziemcem, trochę starszym ode mnie. Miał na imię Jurgen. Był bardzo wesoły do tego wyglądał jak młody bóg o rubasznych zaokrąglonych kształtach, które zawsze przykrywały kolorowe i krzykliwe ubrania. Był niezwykle komunikatywny i zawsze odwiedzało go sporo osób w tym dziewczyn rzecz jasna. Przy nim każdy dobrze się czuł. W głębi duszy trochę mu zazdrościłem tego powodzenia i tej niesamowitej pogody ducha. Jurgen również poznał szybko dziewczynę i się zakochał. Zresztą była to dziewczyna z mojego kraju. Uchodziła również za obozową piękność, o którą starał się także jakiś obozowy kulturysta-narcyz ale Jurgen, że swoim usposobieniem mógł pobić wszelką konkurencję nawet tą z wielkimi bicepsami, i choć zawsze chciałem być kulturystą żeby między innymi podobać się dziewczynom, jednak odkąd poznałem Jurgena, przestałem w to tak do końca wierzyć, na rzecz siły charakteru i pogody ducha. Zresztą sam nie wyglądając na byka też miałem w końcu piękną dziewczynę. Kiedy nie mogłem spotkać się z Christiną z racji lekcji które nie zawsze mięliśmy razem, umawiałem się z moimi rodakami. Szwendaliśmy się po mieście. Chodziliśmy na plażę poopalać się trochę i popływać w ciepłym morzu. Zapuszczaliśmy się coraz dalej w głąb wyspy jeżdżąc autobusem, za który nigdy nie paliliśmy. Czasem kradliśmy coś ze sklepu, jakiś drobiazg choćby dla samego faktu, a nie zysku. Kiedy już wydawaliśmy pieniądze, to próbowaliśmy oryginalnych potraw bo żywiliśmy się we własnym zakresie, co bardzo nam pasowało. Były też inne atrakcje, jak wesołe miasteczko, liczne bilardy czy kino. Weszliśmy kilka razy na gapę, dziwiąc się czemu tu tak słabo pilnują przy wejściu. Filmy wcale nie były ciekawe, choć na jednym byliśmy parę razy bo było sporo seksu. Oglądaliśmy go z wypiekami na twarzy, cierpliwie czekając na ulubione fragmenty, których nie brakowało. Taki seans zapadał na długo w pamięci. Raz poszedłem na ten film z Christiną. Podobał się jej. Dzięki niej nie musiałem się już onanizować, jak moi koledzy, którzy nie mieli dziewczyny. Był to niewątpliwie dla mnie powód do dumy. Mało kumpli w tym wieku uprawiało już seks z dziewczyną. A ja to robiłem! I tu pojawił się pewien dysonans dotyczący mojej religijności. Otóż przed tym wyjazdem uczęszczałem do regularnie kościoła no i do spowiedzi. Będąc jednak na wyspie i od tego zrobiłem sobie wakacje. Jednak gdyby nawet w tym okresie do takiej spowiedzi miało dojść, to bynajmniej nie mógłbym żałować mojego, bądź co bądź grzesznego związku z Christiną. Wręcz przeciwnie byłem z niego dumny. No bo weźmy choćby taki onanizm - był grzechem, i nie miałem, co do tego cienia wątpliwości ale już seks z dziewczyną, to był przecież wyższy poziom wtajemniczenia - to już było coś! I choć z jednej strony, musiałem go uznać za grzech, to jednak z drugiej, jako powód do dumy. No bo jeśli jakiś nastolatek, a zwłaszcza w moim wieku, idzie z dziewczyną do łóżka, to było to bezwzględnie godne podziwu ze strony kolegów, którzy jeszcze tego nie doświadczyli. Wiec traktowałem to jako grzech, z którego byłem dumny a o ewentualnej spowiedzi również na razie nie myślałem. Zanim poznałem Christinę, moje doświadczenia z nagością ograniczały się jedynie do „czerwonego zeszytu”, jaki od kilku lat prowadziłem wspólnie z Wasylem. Wklejaliśmy do niego sukcesywnie nowe dziewczyny, opatrując zdjęcia odpowiednim komentarzem. - Ciekawe, ile dziewczyn Wasyl wklei przez ten czas, gdy ja jestem tutaj? – zastanawiałem się, mając jednocześnie nadzieję, że rodzice Wasyla nie natkną się, przy okazji na nasz tajemny zeszyt. Byłoby to szkoda zwłaszcza, że tu na miejscu udało mi się pozbierać z różnych gazet, jakich u nas w kraju nigdy nie widziałem, sporo ciekawych okazów. Już w głowie miałem nawet kilka bezspornych haseł dla niektórych z nich. - Może nawet uda mi się namówić Christinę do pozowania? – pomyślałem. Czas na wyspie mijał jednak bezpowrotnie i zanim się obejrzałem, mój pobyt tu dobiegał już końca. Żyłem tak jakby ten koniec nigdy nie maił nadejść i tym boleśniej się z nim zderzyłem. Tym trudniejsze było dla mnie rozstanie z moją orientalną boginią. - Niedługo skończy się obóz i wrócimy każdy do siebie – zaczęła któregoś dnia rozmowę Chris. - No niestety ale mam nadzieję, że będziemy dalej razem. – odparłem. - Jak? - Będziemy pisać do siebie, może czasem się odwiedzimy... - Co ty, to już będzie koniec, ja wracam do swojego chłopaka a ty do swojej dziewczyny. Masz chyba dziewczynę w swoim kraju? - Nie. – skłamałem. - Kłamiesz. - Ale ona, to nie to, co ty. – tłumaczyłem. - A widzisz, więc jednak kłamiesz. – spojrzała łagodnie z uśmiechem. - No tak ale z nią się tylko całowałem i nie myślę o niej poważnie. - A o mnie myślisz poważnie? No co ty zapomnij, skąd się urwałeś? Ja i ty to dwa różne światy. Póki co jest nam dobrze ze sobą i o to właśnie chodzi. Takie są uroki wakacji. – mówiąc to przytuliła się do mnie czule i patrząc mi w oczy, szepnęła – spokojnie Andrzej, w końcu wyjazd dopiero za pięć dni, no nie? - Tak. – odparłem sprowadzony brutalnie z chmur na ziemię i podniecony jednocześnie propozycją spędzenia jeszcze kilku wieczorów w objęciach Christiny. - Andrzej, po to są właśnie takie wakacje żeby przeżyć coś szalonego, a nie po to by robić jakieś nierealne plany. W moim kraju czeka na mnie chłopak, jego ojciec ma piekarnię, to dobra partia, on jest bogaty a do tego bardzo miły. Będzie dobrym mężem i ojcem. Znam go od dziecka. Czemu miałabym to zmieniać? Ty, to niepewna przyszłość. Nie postawiłabym na takiego konia, skoro tam czeka na mnie pewny dostatek. Za duże ryzyko, rozumiesz? - Zawsze byłem romantykiem, myślałem, że

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych