Wróć do katalogu

Obrady

Sejm w wersji galaktycznej, czyli zróbmy sobie demokrację

Gwizdon, opublikowano , 10 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Zapadła cisza w głośnej dotąd sali. Marszałek wdrapał się na mównicę, nabrał trąbą powietrza i powiedział: - Ogłaszam XXIV kongres dyplomatyczny za otwarty! Rozległy się pięciominutowe owacje. Ja nawet zaklaskałem. Marszałek puchł(dosłownie) z dumy. Jego worek szyjny urósł ponad dwukrotnie. - Nie dajmy się zwieść tym żydo-komunistą! – niespodziewanie odezwał się przez terminal jeden z moich doradców. Bez wątpienia ci którzy wybrali go na tę funkcję, musieli cierpieć na jakieś choroby mózgu, albo przynajmniej na niedoinformowanie. Przecież aby nazwać kogoś żydem, trzeba najpierw zastanowić się czy ten ktoś jest człowiekiem(a ja byłem jedynym na sali!). Po drugie po uchwaleniu ustawy o zniszczeniu broni wysokiego rażenia, wszystkich komunistów wysłano na słońce. Czyżby nasza rasa cierpiała na nieodwracalne zidiocenie? Z rozmyślań wyrwał mnie głos marszałka: - ...pierwszą sprawą którą rozpatrzymy, będzie rozwiązanie konfliktu w gwiazdozbiorze Gundyfora. Czyli gwiazdozbiór Liry. - Tamtejsza międzyrasowa firma „PAC” – kontynuował marszałek, - zajmująca się wydzierżawianiem sztucznych planetoid, weszła w konflikt ze swoimi klientami podnosząc stawkę na substancje ciekłe. W wyniku tego, rasy żyjące w środowisku płynnym znacznie na tym ucierpiały. Doszło do tego, że niektórzy klienci zaczynają łamać zawarte z firmą umowy, zabraniającej im wyjazdu przed ustalonym terminem. „PAC” broni się przed tym, zamykając lotniska. Przez to wielu uciekinierów zostało odciętych od rodzin. Zgłosili to więc ambasadom. Niektóre planty ogłosiły mobilizację... Odechciało mi się go słuchać. Mnie płacą tylko za siedzenie tutaj. I to nawet całkiem nieźle. Dobrze zrobiłem, słuchając ojca. Dzięki niemu uzyskałem status prawnika rok przed właściwym końcem studiów i to na najwyższych notach. Poczułem się senny. Usadowiłem się więc wygodnie w fotelu w celu ucięcia sobie drzemki. Niestety, siedzący obok mnie Froxilianin chrapał tak głośno, że nie możliwe było zaśnięcie w jego obecności. Froxilianie to dziwna ras. Żyją w skorupach podobnie jak nasze ślimaki. Prawie ¾ ich życia poświęcone jest na sen. Przez to nie zużywają nadmiernej ilości zapasów, który i tak zawsze brakuje na Froxilu. Jest to mała, bagnista, zimna planeta położona na skraju konstelacji Ryb. Podczas 400 dniowego roku, 286 dni trwa noc. Podczas tego okresu wszystkie rośliny i zwierzęta(w tym Froxilianie) zapadają w sen. Podczas trwania dnia, Froxilianie zabierają się za budowanie cywilizacji. Mimo iż robią to bardzo intensywnie, dogonienie innych ras zdarza się rzadko. Przez to są najmniej rozwiniętą cywilizacją w galaktyce. Nie przeszkadza to im zbytnio, albowiem od wieków ich rzycie wygląda tak samo. Mieszkają w bulwiastych domach zwanych „afaa” budowanych z gliny z dodatkiem miejscowych minerałów. Każdy „afaa” składa się z trzech pomieszczeń: dużego pokoju, położonego w centrum, spichlerza i latryny. 97% czasu Froxilianie spędzają w pomieszczeniu głównym. Śpią tam, jedzą, wchłaniają gazy. Zazwyczaj w „afaa” mieszkają cztery osobniki dorosłe(każde innej płci, albowiem Froxilianie mają ich aż cztery) oraz około trzydziestu dzieci. Żyją tam przez pięć cyklów dziennych, aż zostają przydzielone przez rodziców do odpowiedniej funkcji w mieście(Froxilianie mają tylko jedno, za to olbrzymie miasto). Najgłupsze jednostki muszą pozyskiwać żywność z mułu. Za najmądrzejsze trafiają do czegoś w rodzaju ośrodka badawczego. Tam opracowują plany teoretyczne zlecone przez inne planety. Sprzedają je potem za żywność i lekarstwa(Froxiliańska medycyna jest bardzo prymitywna w porównaniu z chociażby ziemską). Przyjęto ich do Organizacji Ras Zjednoczonych tylko z powodu ich tanich cen projektów. Dzięki temu, zleceniodawcy za bezcen dostają technologię na którą musieliby wydać krocie. - Chamidło.. – mruknął doradca na sąsiednim terminalu, - Jakby nie było ważniejszych spraw... Już ja wiem co to za sprawy. Ekolodzy tacy jak on dbają tylko o robactwo i kiełki zbożowe. Niestety nie wiedzą, że ekologia to nauka mówiąca o zależnościach między zwierzętami a środowiskiem. Ochroną zajmuje się sozologia. Na sali zapanowało poruszenie. Jeden z posłów zablokował mównicę, gdy zakończyła się debata o powyższe dotacji dla rolników. Marszałek wyłączył głośniki, ale partia „Samodefensywa” posła przyniosła własne: - Ja wiedziałem – mówił poseł Leffer do własnego mikrofonu, - że pan mi odetnie głos, kiedy ja mówię prawdę. Ale ja się przygotowałem. Teraz wszyscy poznają prawdę... Marszałek przez chwilę próbował uspokoić posła, a gdy ten nie dał się przekonać, wezwano Straż Marszałkowską. Było to wyspecjalizowane projektowane z myślą o tłumieniu zamieszek. Pogroziły Lefferowi elektrycznymi lancami. Futro posła stanęło dęba. Po chwili namysłu polecił zdemontować głośniki i wrócił na miejsce. Dobrze wiedział, co spotkało posła Jinkowskiego. - Dobrze... – rzekł Marszałek, - Przejdźmy…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych