Wróć do katalogu

Obraz, cz.1

Opowiadanie z elementami kryminału, fantastyki i horroru. Miłego czytania! :)

Wunderwaffee, opublikowano , 19 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Mimo późnej pory Lilian jeszcze siedziała w biurze. Łokciami opierała się na klawiaturze komputera, nie zważając na jego monotonne piski. Bladobłękitne światło z monitora padało na jej zmęczoną twarz, dając ostre cienie. Za zakurzoną szybą lał deszcz. Pierwszy grzmot przetoczył się po nieboskłonie. Lil podniosła się na nogi, wygładziła spódnicę po czym wyszła do kantorka po kawę. Niebo rozświetliła błyskawica. Rozległ sie suchy trzask i światło w całym pomieszczeniu zgasło. - Cholera!- syknęła sama do siebie Lilian- Tylko tego mi teraz brakowało! Wzieła filiżankę z czarną cieczą, która pomimo wszystko nie była prawdziwą kawą i wróciła do pomieszczenia. Od razu rzuciło jej się w oczy, że tylko ona na całej ulicy nie ma światła. Westchnęła cicho, zarzuciła płaszcz na ramiona i otworzyła drzwi. Dzwoneczek, umieszczony u góry framugi zadzwonił cicho, lecz dźwięk ten zaraz zniknął zagłuszony potężnym grzmotem. Lilian wyszła i zatrzasnęła za sobą drzwi. Odwróciła się i stanęła twarzą w twarz z wysoką, ciemnowłosą kobietą. Poczuła się nagle strasznie słaba i beznadziejna. - Ja... ja przepraszam, że na panią wpadłam!- wyjąkała. Ale kobiety już nie było. Ulica była pusta. Lil obejrzała się za siebie. Tam również nikogo nie dojrzała, no może oprócz wychudzonego kundla, siedzącego pod daszkiem. Nagle ponownie rozległ się trzask. Światło znów działało. Lilian weszła do środka, odgarnęła mokre kosmyki z twarzy i odwiesiła płaszcz na wieszak. Podeszła na 'miękkich' nogach do biurka i opadła na krzesło. Złapała filiżankę drżącą dłonią i przechyliła ją do ust, gdy nagle zadzwonił telefon. Złapała słuchawkę: - Prywatne Biuro Detektywistyczne, słucham?- wyrzuciła na jednym wydechu w słuchawkę, starając się zapanować nad drżeniem głosu. - Mam dla pani zadanie, pani Lilianno Featherlight.

Chwilę później Lilian zamknęła biuro i pobiegła w stronę samochodu, zaparkowanego naprzeciwko. Szybkim ruchem przekręciła klucz w stacyjce, lecz ford zacharczał tylko, po czym umilkł. -Nie teraz, proszę, nie dziś!- jęknęła Lil- Ta cholerna Marget! Czemu, kiedy jest najbardziej potrzebna, to akurat ma urlop! Rzeczywiście, Margaret, przyjaciółka Lilian, a także współwłaścicielka prywatnego biura detektywistycznego, pędziła właśnie swoim Jaguarem wygodnymi autostradami Irlandii. Wreszcie ford odkaszlnął i wyrwał do przodu na mokrą ulicę. Kobieta odetchnęła z ulgą i nie zważając na deszcz przycisnęła pedał gazu. Przez chwilę jechała tak szybko, ze szare budynki Wallaby Street stały się jedną, nieskończenie długą smugą. Lillian sięgnęła jedną ręką na oślep do leżącej na sąsiednim siedzeniu torebki. Po chwili nerwowych poszukiwań spojrzała na kartkę z adresem, pod który zmierzała. Przestała patrzeć na drogę. Błąd. Nagle jej samochód zahamował gwałtownie, a ona z całej siły uderzyła głową w kierownicę. Fala bólu i gorąca zalała jej ciało. Czemu, ach, czemu nie ma poduszki powietrznej!? Lillian, nie zważając na mroczki przed oczami podniosła głowę. I z trudem stłumiła krzyk strachu. Maska jej samochodu była o niewiele więcej niż cal od kobiety stojącej na przejściu. A kobieta... Lil bała się spojrzeć w jej twarz. Wokół nieznajomej byłą wyraźna aura okrucieństwa. Lillian przetarła oczy dłonią, a gdy je otworzyła, kobiety już nie było. Drżąc ze strachu pojechała na najbogatszą ulicę miasta – Tower Street. Parę minut później zaparkowała starego forda przed mosiężna furtką dużej willi, obrośniętej bluszczem. Smukłym palcem przycisnęła przycisk i rozległ się wysoki dźwięk dzwonka. Natychmiast z willi wybiegła kobieta w wieczorowej sukni. Gdy podeszła bliżej, Lillian zauważyła jej zapuchnięte oczy i mokrą od łez twarz. - Pani Featherlight?- spytała słabym głosem- Jestem Miranda Johnson. Proszę iść za mną. Lilian zsunęła z głowy kaptur i ruszyła za panią Mirandą do domu. Drzwi otworzyły się bezszelestnie. Lil weszła do dużego przedpokoju. Panował tu niezmierny przepych. Powiesiła płaszcz na złotym wieszaku i poszła za kobietą, która ją przyprowadziła. Weszły po schodach z bogato zdobioną poręczą. Na piętrze skierowały się do pokoju z wpółuchylonymi drzwiami, zza których sączył się cienki strumyczek światła. - Proszę się przygotować...- szepnęła pani Johnson. Lillian spojrzała na nią przerażonym wzrokiem, po czym wzięła oddech i weszła do pokoju. Od razu rzucił jej się w oczy obraz, zakryty płachtą materiału. Osunęła po nim wzrok i nagle z sykiem wypuściła powietrze. - Mój Boże...- szepnęła sama do siebie.

Lilian w swoim 25-letnim życiu widziała już wiele makabrycznych zjawisk. To, co ujrzała w owym pokoju nie należało do najstraszniejszych, lecz poczuła, że tu stało się coś dziwnego. Dół białej płachty, zakrywającej obraz, był ubrudzony szkarłatną, niemal skrzepniętą już krwią, która w postaci trzech strumyków spływała po żółtawej ścianie aż do bladej dłoni młodego denata. Jego ciało leżało na, przesiąkniętym szkarłatną posoką, dywanie, powykręcane w niemożliwych wręcz do wyobrażenia kątach. Nadgarstki miał ponacinane nożem, tylko, że... Lilian była spostrzegawczą kobietą, wiec właśnie dlatego zawód prywatnego detektywa bardzo jej odpowiadał. Potrafiła zauważyć rzeczy, które innym nie rzucały się w oczy. - Ale czemu nie ma noża...?- szepnęła sama do siebie.- Wezwała pani policję?- zwróciła się do właścicielki domu. - Ależ oczywiście!- odpowiedziała drżącym głosem- Tylko teraz taka pogoda... - Rozumiem- Lil raz jeszcze zerknęła do pokoju-Mogę wejść? - Proszę bardzo. Delikatnie stawiając stopy, Lilian weszła do pokoju. Mimo jasnych barw, nie sprawiał dobrego wrażenia. Wielki i pusty powodował w niej uczucie pustki i osamotnienia. Ostrożnie przestępując ciało chłopaka podeszła do zakrytego obrazu. - Mogę odsłonić? - Oczywiście! Lil pociągnęła płachtę w dół. Jej oczom ukazał się całkiem ładny portret kobiety w szkarłatnej sukni odkrywającej blade ramiona. Jej smukłą szyję zdobiły liczne złote łańcuszki. Twarz, o wyzywającym wyrazie była nieco wysunięta w przód. Ciemne oczy zakrywały przymrużone z wyższością powieki. W ciemne, prawie czarne włosy były wplecione różowe pióra. - Kim jest ta kobieta?- zapytała - To Lady Beatriz, przynajmniej tak pisze z tyłu obrazu- odpowiedziała drżącym głosem pani Johnson.- więcej nic mi nie wiadomo. Lilian spojrzała raz jeszcze. Miała niejasne poczucie, że zna tę kobietę. Deja-vu? Nareszcie z oddali dało się słyszeć wycie policyjnych syren. Lil wyszła z mieszkania. Tylko dlaczego młody denat tak bardzo chciał przed śmiercią zobaczyć ten portret?

- No tak. Jak coś się dziwnego dzieje, to ty zawsze musisz się tam kręcić, co?- Mruknął młody policjant do jasnowłosej kobiety, stojącej przed domem, oświetlonym mdłym, niebieskawym światłem. - Przestań- żachnęła się Lilian- Zostałam tu wezwana. Po prostu wykonuję swoją pracę! - Przed policją? - Zostałam wezwana- powtórzyła uporczywie - I tak nie masz tu nic do roboty – odparł- To było samobójstwo, każdy wie. - No widać nie każdy- odgryzła się- Widziałeś tam nóż? - A kto by się oglądał za nożem! Na pewno denat zdążył go gdzieś ukryć. – prychnął pogardliwie- Poza tym, jaki zabójca podcinałby żyły na nadgarstkach, co? - Nie wiem.- odparła- Ale to było morderstwo. - Zawsze taka byłaś. Do końca życia się nie zmienisz. - Daj spokój.- Lilian odwróciła się i odeszła w stronę samochodu. - Ale zawsze możesz liczyć na pomoc z mojej strony!- krzyknął za nią policjant. Nie obejrzała się. Chwilę później parkowała samochód przed biurem. Noc już dawno zapadła, toteż Lil postanowiła bezzwłocznie udać się do domu. Szczęściem, jej apartament znajdował się tuż nad biurem, więc, z czego była bardzo zadowolona, nie miała daleko do pracy. Wyżymając sobie włosy, ociekające deszczem, zaczęła wchodzić po wąskich schodach. Jeszcze trzy schodki... Dwa... Jeden... Lilian z trudem stłumiła krzyk. Drzwi jej domu były otwarte, a rzeczy w przedpokoju porozrzucane, jakby ktoś w wielkim pośpiechu szukał tu jakiegoś przedmiotu. Kobieta oparła się o ścianę. O nie, zdecydowanie za dużo wrażeń tego dnia. Wzięła głęboki wdech i weszła do mieszkania. Przez chwilę stała z wahaniem w pogrążonym w mroku przedpokoju, cały czas gotowa do natychmiastowego odwrotu. ‘Przestań’ skarciła się w duchu ‘Czego ty się boisz!?’ Jednak doskonale wiedziała co, a raczej kto napawa ją niepokojem. Ta kobieta z obrazu. Lady Beatriz, czy jak jej tam było na imię. I ta kobieta na ulicy. I wtedy Lilian doznała olśnienia. Już wiedziała skąd zna tą Beatriz! To była ta sama kobieta, która zatrzymała jej samochód, ta sama, z którą niemal zderzyła się na ulicy! Gwałtowny dreszcz wstrząsnął ciałem Lil. Nie mogła już dłużej stać w przedsionku. Zamknęła oczy, przeciągnęła dłonią po twarzy i, zamknąwszy drzwi, weszła w głąb mieszkania. Grzmot przetoczył się po niebie. Rozległ się suchy trzask- to wyłączyły się bezpieczniki. Lilian stała na środku pokoju, panicznie drżąc w ogarniającej ją, irracjonalnej panice. Powoli, patrząc spod przymrużonych powiek ruszyła w stronę kuchni. - Lili. Lilian obejrzała się z przerażeniem. Ktoś był w jej mieszkaniu! Prawie biegiem ruszyła w stronę okna. I wtedy poczuła jak czyjeś zimne dłonie zaciskają się na jej szyi. - Lili...- wyszeptał głos prosto w jej ucho. Wzdrygnęła się mimowolnie. Głos był chłodny, wyzuty z wszelkich uczuć, ale jakby... znajomy! - Ma... Marget?- zająknęła się Lilian Intruz…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych