Wróć do katalogu

Obrońcy sprzeciw niemy

Jest to dramat moralno-egzystencjalny, który napisałam pod wpływem chwili.

Nuadell, opublikowano , 11 min czytania, 5,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Pies na łańcuchu przypięty, w kojcu siedział. Łeb opuszczony, a przez pysk uchylony dyszał, bo na słońcu ludzie go pozostawili. Ślina po języku się toczyła, który zwisał z paszczy, by okrutna bestia ochłodzić się mogła. Dzikie zwierze, co na człowieka skoczyło i zęby zatopiło w ramieniu. Mądrymi oczyma rozglądał się, ludzi obserwując, co wyrok na niego wydali. Bestia. Wścieklizny choroba świadomość toczyła. Wszyscy czekali, w popołudniowym słońcu. Kwiaty pyliły, a drzewa zielonej barwy szaty przybrały. Stworzenie położyło się, łeb na smukłych łapach kładąc. Młody, zaledwie cztery lata miał. Masywne cielsko, ostre kły i spojrzenie mądrych oczu, co w sobie tyle agresji kryło. Dlaczego na człowieka się rzucił? Zaatakował? Pogryzł dogłębnie w przedramię, aż szwy zakładać trzeba było. {i} Pies smutnymi oczyma spoglądał zza siatki, milcząc w czasie, gdy inne wyły. On też pragnął wolności, żyć od nowa. Zastrzyk pełen Snu, okrucieństwem mu się wydawał. Którykolwiek z nich przez ostatnie, białe drzwi przeszedł, nigdy nie wracał. To nie tam ludzie czekali, lecz ten upiór w białej szacie. Dbał, pielęgnował, lecz po czasie wzywał, by to, co życiem zwał, odebrać. Pies czekał dzień i czekał noc, przy misce z wodą i karmą suchą leżąc, łapy pod siebie podkulając. Jego państwo go wyrzucili, opuścili. Rok wiernie im służył, dumę przynosił. Teraz duży jest, starszy, to go nie chcą. Szczeniaka owszem, co po kątach sika, na dywan artystyczne kupki uwali, ale właśnie słodkiego, małego, co wychowywać go trzeba, pragną. Z własnymi szczeniętami tak nie robili. Wychowywali, uczyli, a potem jak najdłuższej przy sobie trzymali. Pies smutnym spojrzeniem z celi swej spoglądał, za ciepłym żarciem, chłodną wodą, powietrzem wolności i pieszczotą ludzką. Zamknął oczy, wspomnieniami do miłości, co go jeszcze niedawno otaczała, wrócił. Nagle kroki ludzkie usłyszał, co rzadkością tutaj były. Wszystkie, jak jeden mąż, przy siatce się znalazły i wyły przeraźliwie, o litość, nową szansę błagając. Nikt tutaj winny nie był, a na śmierć oczekiwał. Dlaczego? Psi rozum tego pojąć nie potrafił. Pies dziewczynki twarz zobaczył, co go z początku zignorowała, małego psiaka szukając. Jakim trafem wybrali jego? Nie wiedział sam…{/i} Pies poszkodowanego zobaczył, co pojawił się. Całą rękę, od nadgarstka po ramię w bandażach miał, co krwią przesiąkły. Patrzył w zwierzęce ślepia z wyrazem twarzy nieodgadnionym. Wszyscy czekali, aż weterynarz przybędzie, ze snem w strzykawce. Stworzenie niebezpieczne, co dziecku krzywdę zrobić może, nie powinno po tej samej ziemi stąpać. Łeb opuścił, czekając, jak oni. Wiedział, co się święci. Głupi nie był. Dlaczego zaatakował? Nagle, bez ostrzeżenia żadnego? Głęboki wdech wziął, smutnie na właścicieli spoglądając. Prawdy nie znali pełnej, bo z dziecięcych ust słowa mocy żadnej nie miały, by krzyki dorosłych przebrzmieć. {i} Pies spoglądał na ludzkie szczenię z niepewnością, w obawie, że krzywdę mu zrobi. Takie małe, takie kruche, nawet ich szczenięta, co mniejsze, co słabsze, aż tak nieporadne nie były! Z pobłażaniem uszu ciągnięcie traktował, za ogon szarpanie, a nawet na grzbiet wdrapywanie. Nieświadome swych czynów, więc cierpliwie leżał, stał, czy też siedział, obserwując poczynania szczenięcia. Czasem łapą pacnął, by upomnieć, lecz nigdy nie warknął, zębów nie obnażył. Człowieczek mały piłkę miał i rzucił przed siebie, choć daleko zabawka nie zaleciała. Czekał cierpliwie na pozwolenie, by zaaportować. Gdy dostał, pognał za zabawką, większą radość dziecku, niż sobie sprawiając. Pilnował szczenięcia, pod czujnym okiem pana, co zaufaniem obdarowywał. {/i} Pies dostrzegł, że starszy facet, którego czarne włosy z siwizną się przeplatały, ruszył w kierunku bestii, poszkodowanego pomijając. Nawet się spojrzeniami mężczyźni nie wymienili, słów dobrych nie powiedzieli, jak to w zwyczaju mieli. Mężczyzna strachu próbował nie okazywać. Bał się? On to wyczuwał. Wrażliwy węch mówił mu, że jego pan się go boi. Fakt ten, zimny sztylet w psie serce wdzięczne wbiło. Uniósł się, łeb nisko opuszczając i uszy klapiąc, do zrozumienia dając, że nie chciał źle. Że przeprasza. Człowiek tego pojąć nie może, tego milczenia. Gdyby mógł, powiedziałby prawdę, lecz tylko niemy sprzeciw i żal mógł okazać. Pies patrzył, jak pan przyklęknął na kolano przy nim, stanowczym gestem kark klepiąc, jakby na pocieszenie. Najpierw wyrok obwieścił, a teraz użalać się zaczął? Gdyby prawdę z ust słyszało dziecka własnego, nie doszłoby do tego. Lecz jaką siłę dziecięce słowo ma, gdy przeciwko niemu krzyk dorosłych, pełen gniewu? Jakie szanse ma, że ktoś usłyszy prawdę, na którą ludzkie ucho zamknięte? Pies wiedział, że najmłodszego człowieczka nikt nie słyszy, nikt nie słucha. Zawsze tak było, więc chronił i wspierał to szczenię odmienne. Teraz go tu nie było. Pies cierpliwie siedział, gdy pan przytulił swojego pupila i szloch w futrze dusił. Weterynarz nadjeżdżał. Charkot silnika samochodu niósł się echem, nieszczęście rodzinne zwiastując. {i} Pies z ośmioletnią dziewczynką na spacerze w parku był. Rodzice córki nie upilnowali, więc sama smycz zapięła i szła, z…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych