Wróć do katalogu

OCULARIA

niech się broni samo :)

oveja negra, opublikowano , 24 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Do Ocularii pierwszy raz przyjechałem blisko dziesięć lat temu, na trzydniową konferencję okulistyczno-optyczną. Strasznie się ucieszyłem, że to właśnie mnie postanowiono tam wysłać, bo jak wiadomo w branży, jak my to mówimy, „ocznej”, kraj ten to istna potęga. Na kongresie miałem nadzieję zdobyć nowe ciekawe doświadczenia zawodowe, nawiązać interesujące kontakty ze specjalistami, a przede wszystkim odwiedzić region, który fascynował mnie od lat.

Przyleciałem na wyspę już w niedzielę przed południem, mimo iż konferencja zaczynała się od poniedziałku. W konsulacie Ocularii odpowiednio wcześniej złożyłem podanie o pozwolenie na zwiedzanie turystyczne kraju. Ocularianie są pod tym względem bardzo restrykcyjni. Obcokrajowcy muszą uprzednio przejść odpowiednie badania lekarskie oraz poddać się szczepieniom ochronnym. Obowiązuje ich także nakaz poruszania się poza stolicą państwa jedynie w zorganizowanych grupach zwiedzających. I wreszcie, na tydzień przed wyjazdem, uzyskałem stosowną przepustkę i voucher na wycieczkę.

Pamiętam jak w niedzielę wczesnym popołudniem stawiłem się w holu mojego hotelu, wprawdzie nieco spóźniony, ale szalenie podniecony i zniecierpliwiony. Szczęśliwie jednak w ogólnym zamieszaniu spowodowanym przez wycieczkę japońskiej młodzieży, nikt nie zauważył mojego kilkuminutowego opóźnienia. Nie dostałem tylko powitalnej culary – herbaty uzyskiwanej z mieszanki tutejszej odmiany rumianku oraz mięty. Pomyślałem, że na pewno uda mi się skosztować jej później.

Punktualnie o pierwszej trzydzieści udałem się wraz z dziesięcioosobową grupą oraz naszą przewodniczką do autokaru, który miał nas zawieźć do Parku Narodowego, położonego na północy Ocularii, słynącego z leczniczych gejzerów. Podróż trwała krótko, aczkolwiek rozczarowała mnie. Miałem nadzieję podziwiać widoki, tymczasem cały czas jechaliśmy autostradą osłoniętą dźwiękochłonnymi ekranami. Na szczęście po niespełna godzinie byliśmy na miejscu. Roztoczył się przed naszymi oczami cudowny widok majestatycznej góry wulkanicznej, wznoszącej się dumnie nad morzem drzew, na której szczycie połyskiwała czapa śniegu. Wysiedliśmy z autobusu i przekroczyliśmy bramy Parku.

Żałuję, że tamtego dnia, zapewne na skutek długiej i męczącej podróży oraz zmiany czasu, źle się poczułem – po półgodzinnym marszu Szlakiem Zdrowia, prowadzącym do gorących źródeł, w przepięknym, cudownie pachnącym sosnowym lesie – zaczęły mnie szczypać oczy, rozbolała mnie głowa i miałem mdłości. Wstyd się przyznać, ale zabrała mnie z Parku Narodowego ekipa medyczna, a nasza pilotka była ogromnie zdenerwowana, kiedy chwilę po całym zajściu rozmawiała przez telefon komórkowy, zapewne ze swoim przełożonym.

Po dwóch godzinach odpoczynku w punkcie medycznym zostałem wypisany i w całkiem dobrej formie powróciłem z moją wycieczką do stolicy, z żalem i zawiścią słuchając ich zachwyconych Parkiem Narodowym komentarzy i opowiadań. Obiecałem sobie wtedy, że na pewno tam wrócę. Niestety, mimo iż mieszkam w Ocularii na stałe już dwa lata, nie udało mi się jeszcze tego marzenia spełnić.

* * *

W X-OCULAR zacząłem pracować kilkanaście lat temu, zaraz po studiach inżynierskich. Zaczynałem od stanowiska szeregowego handlowca w dziale sprzedaży. Kiedy nasza firma zaczęła eksportować swoje produkty przeszedłem do działu sprzedaży zagranicznej odpowiedzialnej za rynki wschodnie. I tak rozpoczęła się moja fascynacja Ocularią.

Być może dlatego, że jest to kraj tak niewielki – powierzchnia wyspy wynosi jakieś półtora tysiąca kilometrów kwadratowych – mało kto wie, gdzie on się znajduje, ilu ma mieszkańców, jak się w nim żyje, jakie są typowe krajobrazy Ocularii, jak wygląda życie na wsi, jeżeli można to tak nazwać, oraz co oprócz Parku Narodowego warto zwiedzić. Nawet ja nadal nie wiem, czy poza stolicą, Oculis, istnieją na wyspie inne miasta. Jak już wspomniałem, nie miałem jak dotąd okazji wybrać się ponownie na wycieczkę w głąb wyspy, z powodu nadmiaru obowiązków w pracy. A poza tym, mimo iż przyznano mi prawo do stałego pobytu, nadal jako obcokrajowiec podlegam obowiązkowi rejestrowania swoich wizyt poza metropolią i nie mam prawa poruszać się po wyspie samodzielnie.

To dziwne, ale naprawdę nie jest mi łatwo uzyskać jakiekolwiek informacje o życiu mieszkańców poza stolicą. Przestałem pytać znajomych Ocularian, bo patrzyli na mnie ze zdziwieniem i pogardliwie prychając odpowiadali: „To prowincja, tam nigdy nic się nie dzieje. Nawet w dzienniku nic nie pokazują.” To prawda, w wiadomościach telewizyjnych i radiowych serwis krajowy zajmuje marginalną pozycję i ogranicza się praktycznie do prognozy pogody, informacji o korkach w stolicy i kilku aktualności ze sportu.

Obecnie jestem dyrektorem generalnym oddziału X-OCULAR w Ocularii. Jestem zapracowany, ale szczęśliwy i zrealizowany. Ten awans pozwolił mi także powoli dojść do siebie po rozwodzie z żoną dwa i pół roku temu. W zasadzie zaraz z sali sądowej pojechałem na lotnisko i rzuciłem w wir formalności i przygotowań do otwarcia naszej filii na wyspie. Jestem dumny z mojego dzieła, ponieważ nasz oddział przynosi duże dochody, a ponadto mamy bardzo nowoczesne laboratorium badawcze, które już teraz może się poszczycić pewnymi osiągnięciami w rozwoju okulistyki.

* * *

Na najbliższy weekend otrzymałem od mojego dyrektora finansowego zaproszenie na wieś. Wraz z żoną organizują przyjęcie z okazji Święta Narodowego Ocularii. Obydwoje zgodnie twierdzą, że jest to niezwykłe przeżycie dla obcokrajowca. Ja natomiast sądzę, że to wyjaśnienie nijak się ma do rzeczywistości i to rzekome pokazanie mi miejscowych tradycji jest tylko pretekstem. Podejrzewam, że prawdziwy powód tego zaproszenia, to chęć zapoznania mnie z kuzynką żony Patricka – Cleo. Strasznie dużo mi o niej ostatnio opowiadał, a nie wydaje mi się, aby planował zdradzić lub już zdradzał Penelope z Cleo. Ostatnimi czasy faktycznie zacząłem odczuwać brak kobiecego towarzystwa w nieco większym stopniu, z czego być może zwierzyłem się Patrickowi w trakcie jednego z naszych męskich wieczorów przy piwie. Bardzo się z nim zaprzyjaźniłem, jest świetnym fachowcem a ponadto imponuje mi swoją życiową mądrością. I pomyśleć, że jest tylko pięć lat starszy ode mnie. Oczywiście przyjąłem zaproszenie. Miałem nadzieję wreszcie poznać wyspę nieco bliżej.

W czwartek odebrałem specjalną chipową przepustkę weekendową, którą musiałem okazać najpierw taksówkarzowi a następnie na rogatkach miasta. Podróż znów mnie rozczarowała. Znowu jazda po autostradzie, szare ekrany lub czarne ściany tuneli za oknem. Jedyną „rozrywką” były patrole policji, które zatrzymywały nas co piętnaście kilometrów, co spowodowało, iż droga znacznie się wydłużyła.

- Coś się stało? – Spytałem taksówkarza i nieco ironicznie dodałem – Uciekł wam jakiś niebezpieczny przestępca z więzienia?

Taksówkarz spojrzał na mnie jak na idiotę.

- Nie, to standardowa procedura przy indywidualnym przewozie obcokrajowców.

Tak mnie to zaskoczyło, że nie odważyłem się odezwać więcej. Wreszcie zjechaliśmy z autostrady na zwykłą szosę. Niestety po jej obu stronach wznosiły się wysokie, usypane z ziemi wały, porośnięte trawą. Czułem się zmęczony i rozgoryczony, więc z ulgą powitałem informację od kierowcy, że zbliżamy się na miejsce. Wjechaliśmy w lewo w bitą polną drogę, wreszcie ujrzałem łagodne zbocza wzgórz porośniętych zbożem lub trawą skąpane w słońcu. Po chwili moim oczom ukazał się także dom Patricka i Penelopy. Był to dwupiętrowy wiekowy dom w stylu kolonialnym, okolony równo przyciętymi klombami. Z radością wysiadłem z samochodu, aby powitać stojących na schodach gospodarzy.

Penelopę znałem jak dotąd głównie ze zdjęcia stojącego na biurku w gabinecie Patricka. Widziałem ją oczywiście na dwóch firmowych przyjęciach noworocznych, ale nie miałem okazji porozmawiać z nią dłużej. Zawsze wymienialiśmy tylko kilka banalnych opinii o wystroju sali, orkiestrze i jedzeniu. Była to szczupła i wysoka kobieta o lśniących długich czarnych włosach i jasnej cerze. Nosiła okulary w czarnych oprawkach, które wyostrzały nieco jej rysy kontrastując silnie z pomalowanymi czerwoną szminką ustami, ale dzięki temu wyglądała bardzo efektownie. Czerwona półprzezroczysta bluzka i czarna falbaniasta spódnica dopełniały całości. Wyglądała jak ognista Hiszpanka a ja znów poczułem, jak bardzo brak mi kobiety.

Patrick pokazał mi mój pokój i poprosił, abym za pól godziny stawił się na obiad. Nie byłem zmęczony po podróży, więc postanowiłem przejść się na spacer po posiadłości. Z przyjemnością zaczerpnąłem w płuca ciepłego i pachnącego powietrza. Ach, jakże mi tego brakowało, tej ciszy i spokoju, szumu drzew, zapachu kwiatów, odpoczynku od miasta.

Skierowałem się w stronę zabudowań gospodarczych. Na ławeczce, oparty plecami o szopę, siedział staruszek. Miał zamknięte oczy a twarz skierowaną ku słońcu. Na jego ustach błąkał się zadowolony uśmiech.

- Dzień dobry! Co za piękny widok! – Zagadnąłem go dając upust swojej radości.

Dziadek obrócił głowę w moim kierunku. Spojrzała na mnie para całkowicie pokrytych bielmem ślepych oczu.

- Dzień dobry, chłopcze. Piękne słońce dzisiaj. – Uśmiechnął się bezzębnymi ustami staruszek.

- Tak… to prawda. – Odpowiedziałem chociaż czułem się głupio i niezręcznie. Ruszyłem dalej, na rozciągającą się za budynkami gospodarczymi łąkę. Usłyszałem piski dzieci, a po chwili ujrzałem całą gromadkę. Było ich pięcioro w wieku, na oko sądząc, od trzech do sześciu lat. Dwie dziewczynki i trzech chłopców. Wszystkie dzieci miały na noskach okulary przeciwsłoneczne. „Troskliwych mają rodziców.” – Pomyślałem. – „Od małego dbają o właściwą ochronę przed słońcem”.

Zerknąłem na zegarek i stwierdziłem, że czas wracać. Kiedy wkroczyłem do salonu przez drzwi ogrodowe, opanował mnie wesoły gwar głosów i śmiechów około trzydziestu gości. Rozpoznałem zaledwie kilka twarzy. Chudy Samuel z Działu Marketingu w okularach w rogowej oprawie, pamiętających chyba jeszcze czasy Nixona, stojący w kącie z jakąś uroczą drobną blondyneczką w prześlicznych różowych okularach z naszej nowej kolekcji. Mignęła mi też gdzieś zawsze elegancka Margaret z Księgowości w nowych okularach – prawie bez oprawek. Natomiast w centrum zainteresowania znajdowała się była asystentka zarządu Maria, która kilka miesięcy temu odeszła z X-OCULAR na urlop macierzyński. Siedziała na fotelu trzymając w ramionach niemowlaka, a wokół nich kłębił się tłumek rozćwierkanych kobiet. Pozdrowiłem ją najpierw skinieniem głowy, kiedy złapałem jej wzrok znad okularów (metalowa oprawka, nasza kolekcja z zeszłego roku), a następnie podszedłem bliżej. Nachyliłem się i pocałowałem ją w policzek, a następnie zerknąłem na dziecko. Synek Marii patrzył na mnie bezmyślnie pustym, zamglonym wzrokiem.

- Urocze dziecko. – Skłamałem. – W jakim jest wieku?

- Za tydzień kończy sześć miesięcy. Plawda mój ślićniutki? – Zaszczebiotała. Stałem jeszcze przez chwilę nad nimi, wahając się czy zadać Marii nurtujące mnie pytanie. W końcu nie wytrzymałem:

- Czy... czy on nosi szkła kontaktowe? Czy to nie za wcześnie?

- Nie, nie. To absolutnie konieczne, aby jak najwcześniej korygować wadę wzroku. Już się nie mogę doczekać kiedy kupię mu pierwsze okulary. Szkła kontaktowe są takie nieestetyczne. Plawda słonecko? – Zapytała synka.

Penelopa zaprosiła wszystkich do stołu. Zgodnie z moimi przeczuciami Cleo została posadzona obok mnie. Była niezwykle atrakcyjna, bardzo kobieca, emanująca ciepłem i spokojem. Miała duże oczy, których nie pomniejszyły nawet silne minusowe szkła jej okularów w zielonej oprawce, współgrającej z kolorem tęczówek. Poczułem dreszcz podniecenia, kiedy podaliśmy sobie ręce na przywitanie.

Cleo okazała się być nie tylko ładną, ale i mądrą kobietą. Cudownie nam się rozmawiało. Wymieniliśmy się numerami telefonów, a ja, mimo że ciągle siedziałem obok…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych