Oczy
Wyciekała z niej krew, sunąc powoli w jego kierunku. Zbliżała się, deformowała się, układała się w najróżniejsze formy. Stwory z jego koszmarów wypełzały przez rzekę krwi płynącą aby go pochować w swej lepkiej, ciemnoczerwonej trumnie.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Jego oddech odbijał się zwielokrotniony w przepastnych korytarzach jego umysłu. Aaa...Aaachh...AAAAA!!!!! Każdy kolejny krzyk bólu rozrywał jego niespokojny umysł. Nie mógł zobaczyć co się dzieje w drugim pomieszczeniu, jednak nawet gdyby mógł prawdopodobnie by nie zechciał. Opętańcze krzyki stamtąd dochodzące mówiły mu wystarczająco wiele, żeby nie zbliżać się do tego miejsca. Lecz teraz, gdy oddzielały go od reszty pokojów kraty, czuł chorobliwą ciekawość co do przeznaczenia ludzi, którzy tam docierają. Rozejrzał się gwałtownie po swoim więzieniu szukając jakiejś niedoskonałości na gładkich ścianach, niedoskonałości, która pozwoliłaby mu uciec. Ale ściany były nieskazitelne, żadna rysa nie znaczyła ich dumnej powierzchni. Chciał je zniszczyć, zabrudzić, lub przynajmniej dotknąć. Szarpnął się w kaftanie, który utrzymywał go lewitującego nad podłogą. Nagle przeraźliwe krzyki ucichły, usłyszał w zamian za to kroki. Miarowe, powolne kroki człowieka, który wie, że tam dokąd zmierza nie da się spóźnić, że cel jego podróży będzie na niego czekał. Więzień podniósł głowę i zwrócił ją w kierunku krat. Po chwili jego oczom ukazał się potężnej postury człowiek ubrany w czarny płaszcz, żadna część jego muskularnego ciała nie była odsłonięta. Twarz ukryta za ciemnym szkłem zwróciła się w kierunku więźnia. Można było na nim ujrzeć przerażone oblicze zamkniętego człowieka. Ciszę rozciął metaliczny głos: Jesteś następny. Kraty cicho podniosły się, aż całkowicie schowały się w suficie. Człowiek skryty w płaszczu podszedł i chwycił jedną ręką swą ofiarę.
Zaprowadził ją do pomieszczenia, z którego jeszcze nie tak dawno dochodziły wrzaski. Ściany pokryte były krwią spływającą nieśpiesznie do rynienek umieszczonych pod nimi. Na środku pomieszczenia stał stół. NIE! krzyknął więzień, JA NIE CHCĘ!! Postać niewzruszona jego krzykiem położyła go na stole. BŁAGAM, NIE!!! Jego ręce i nogi zostały przypięte pasami do stołu. NIE, PROSZĘ WAS!!! BŁAGAM, JA NIE CHCĘ!!! Jego głowa znalazła się w mocarnym uścisku oprawcy, nie mógł nią ruszyć, chciał jeszcze raz krzyknąć, ale silne uderzenie w szczękę odwiodło go od tego zamiaru. Zobaczył nad swoją twarzą małe wiertło, w ustach poczuł smak krwi, wiertło zbliżało się do jego oczu. Było coraz bliżej, dokładnie widział jak się kręciło. Czuł ruch powietrza na powiekach wywołany obrotami wiertła. Zaczął krzyczeć, tym razem nikt go nie uciszał. Postać w płaszczu delektowała się jego krzykiem, gdzieś w innych pomieszczeniach jego krzyki rozdzierały umysły kolejnych oczekujących. W końcu wiertło zanurzyło się w jego oku. Białko gałki ocznej zmieszanej z krwią ochlapało przyrząd i jego właściciela. Gdy pierwszy oczodół stał się tylko krwistą dziurą wypełnioną miazgą, wiertło skierowało się do drugiego oka. Wkrótce i ono podzieliło los swego poprzednika, stając się bezkształtną papką na twarzy mężczyzny. Mimo, że nikt nie mógł tego zobaczyć, twarz postaci ukrytej w płaszczu pokryła się szczerym uśmiechem. Obudził się zlany potem. Rozsunął powieki odsłaniając puste oczodoły. Gdzieś w tle słyszał odgłosy dnia. Ludzi, strzępy rozmów, szczekanie jakiegoś psa, jeżdżące w tą i z powrotem samochody. Skupił się i zobaczył w swej wyobraźni dokładne odwzorowanie pokoju. Łóżko, segment, lodówka i krzesło. Skromne wyposażenie jego jedynego pokoju jaki posiadał. Wstał i przeciągnął się głośno ziewając. Zegar wiszący na ścianie uderzył trzykrotnie. Mężczyzna skierował swe kroki do lodówki, otworzył ją i wyciągnął przygotowane wczoraj kanapki. Usiadł na krześle i zaczął je powoli jeść. Potem sięgnął raz jeszcze do lodówki i wyciągnął butelkę z piwem. Po skończonym śniadaniu podszedł do zegara i dotknął wskazówki ręką sprawdzając, która godzina. Z zadowoleniem stwierdził, że ma jeszcze dużo czasu. Położył się więc z powrotem do łóżka i zasnął ciężkim snem, pewny o kolejnych koszmarach czekających aby zawładnąć choć na chwilę jego myślami.
Czarny, luksusowy mercedes podjechał pod opuszczony budynek, który niegdyś spełniał funkcje szkoły. Siedzący z tyłu człowiek ściskał kurczowo dwie koperty, był zdenerwowany. Zawsze był zdenerwowany przy spotkaniu z nim. Nie znał jego imienia, ani powodu, dla którego wykonuje zlecenia. Po prostu spotykają się co jakiś czas. Daje mu pieniądze i informacje o kolejnych celach, po czym się rozchodzą. Tylko tyle. I aż tyle. Człowiek z samochodu odsunął szybę i ujrzał go. Jak zwykle ubrany w kombinezon koloru khaki, potężnie umięśniony, z twarzą nie zdradzającą żadnych emocji. I zamkniętymi oczyma, pod którymi skrywały się puste oczodoły.
On zwrócił twarz w kierunku samochodu.
Postać w samochodzie wzięła głęboki oddech i wysiadła, zastanawiając się jakim cudem on zawsze wie, który to samochód. Podszedł do niego. Witam - powiedział - proszę, oto pieniądze i kolejny hmmm... cel. Zawsze wahał się co do słowa jakim powinien określić ofiary. On nie odpowiedział, wziął do ręki koperty i wykrzywił twarz w grymasie imitującym uśmiech.
Trzymając w ręku koperty czuł energię bijącą od nich, energię osób, które już wkrótce umrą i przekażą ją jemu. Delektując się tą myślą wrócił do domu. Gdy był już w środku rzucił koperty na segment a sam sięgnął do lodówki po piwo, następnie podszedł do zegara sprawdzić godzinę, okazało się, że było jeszcze wcześnie. W sam raz na wykonanie zlecenia... W stojącym na uboczu domku jednorodzinnym znajdowały się tej nocy tylko dwie osoby i pies. Małżeństwo z trzyletnim stażem, Kamil i Anna. On był dziennikarzem, ona pielęgniarką. Nie byli świadomi odkrycia dokonanego przez Kamila, odkrycia mogącego narobić wiele szumu, a jemu samemu przysporzyć sławy i uznania. Jednak dyskietka z danymi spoczywała koło komputera już dwa dni, przez które poniewierała się po biurku ani razu nie zaglądając do wnętrza komputera.
Kamila obudziło szczekanie psa. Wstał i spojrzał na żonę, śpiącą spokojnie pomimo ujadania. Ciekawe co się stało? Zszedł po schodach na parter gdy pies umilkł. Mężczyzna postanowił coś wypić za nim wyjdzie na dwór. Skręcił do kuchni. Nagle coś stuknęło w szybę, Kamil podskoczył ze strachu. Spojrzał w okno wysilając wzrok, lecz nie dojrzał niczego poza całunem ciemności spowijającym świat. Nacisnął włącznik światła, ale kuchnia nadal tonęła w mroku. Nacisnął raz jeszcze. Nic. Tylko ciemność. Wydawało mu się, że zobaczył kątem oka jakiś ruch, podbiegł do okna i wyjrzał przez nie. Znowu cisza, złowroga cisza snująca się wokół niego. Już miał się odwrócić od okna gdy usłyszał ciche skomlenie psa. Natychmiast poszedł do drzwi wyjściowych. Chwycił ręką za klamkę i stanął. Skomlenie umilkło, pomyślał o broni. Zawahał się chwilę po czym szybkim ruchem otworzył drzwi na całą szerokość. Zaatakowała go pustka, niemal tak materialna jak on sam. Cofnął się z powrotem do domu. Czuł irracjonalny lęk, coś podpowiadało mu, żeby nie wychodzić. Przechodząc przez próg poślizgnął się. Spojrzał pod nogi i ujrzał kałużę krwi. Serce stanęło mu w miejscu, popatrzył na psią budę. Wyciekała z niej krew, sunąc powoli w jego kierunku. Zbliżała się, deformowała się, układała się w najróżniejsze formy. Stwory z jego koszmarów wypełzały przez rzekę krwi płynącą aby go pochować w swej lepkiej, ciemnoczerwonej trumnie. Mężczyzna zamknął drzwi i pobiegł do kuchni po broń.
Żarówka delikatnie żarzyła się poruszając cieniami w całym pomieszczeniu. Na stole leżał jego pies. Jego brzuch był rozerwany, strzępy skóry zwisały leniwie po bokach stołu. Jego ciepłe jeszcze wnętrzności spoczywały rozrzucone po całej kuchni. Po ścianach spływała krew. Na środku pomieszczenia stał potężnej postury człowiek ubrany w łachmany koloru khaki. Jego oczodoły były puste, patrzyły nie widząc na swoją ofiarę. Kamil czuł w głowie pustkę,…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Mrowiec
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…