Odi profanum vulgus
Introdukcja do powieści, którą aktualnie piszę lub przynajmniej się staram. Świat fantasy. Nimfy, gryfy, wróżki, czarodzieje. Enjoy.
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Introdukcja
W powietrzu unosił się mlecznoszary dym, delikatnie pachnący jaśminem. Ciszę panującą dookoła, przerywały tylko trzaski gorejącego drewna i równy, powolny oddech dobiegający z głębi komnaty. W jego towarzystwie, po komnacie rozprzestrzeniała się delikatna, kwiatowa woń perfum. Oddech przyspieszył. Nie był już ani równy, ani powolny. Z każdym kolejnym haustem był głębszy. Aż w końcu, przerodził się w głośny, jeżący włos na głowie, drgający z przerażenia krzyk. Ognisko buchnęło wysokim płomieniem, po tym, jak dwie blade dłonie wrzuciły do ognia garści dziwnej, sypkiej substancji o szmaragdowej barwie. Płomień oświetlił krzyk, który wciąż brzmiał żałośnie w powietrzu. Dochodził z góry, powyżej szalejącego ognia. Przywiązany do wysokiego pala, ubrany w długą, białą suknię spływającą leniwie po słupie. Wydawało się, że lada moment języki ognia dosięgną postrzępione końcówki sukni. Postrzępione, czarne, aksamitne lamówki. Krzyk miał szeroko otwarte, niebieskoszare oczy, zaszklone łzami i wytrzeszczone przerażeniem. Usta, spękane, lecz ciągle bordowe od pomadki lśniły odbijając od siebie palące płomienie. Dym wdzierał się pod białą suknię łechcząc skórę, przyjemnie przedzierając się przez szeroki dekolt wprost w wielkie, przerażone oczy i szeroko rozwarte nozdrza. Ciepło bijące od ogniska delikatnie unosiło splątane, rude kosmyki włosów, a krzyk brzmiał dalej, coraz głośniej i coraz żałośniej. Cichł i urywał się, wzmagał i dziczał na przemian, a ogień nie zajmował czarnej lamówki. Nie parzył w bose stopy, nie palił włosów. Krzyk gdyby nawet znalazł w sobie na tyle rozpaczliwej odwagi, aby się poruszyć, miałby z tym trudności. Dłonie spętane wysoko nad głową przywiązano grubym sznurem do pala wbitego w zagadkowy sposób w posadzkę. Talia i nogi również. Sznur mocno wpijał się w brzuch, nadgarstki i kostki. Był silnie związany, utrzymywał przerażone ciało na niezbyt grubym słupie. Płomienie sięgały już kostek, jednak krzyk słabł bo nie poczuł zapachu palącej się skóry i włosów, nie usłyszał cichego trzasku i syku. Krzyk cichł, a załzawione od dymu oczy rozejrzały się po komnacie. Bordowe usta rozchyliły się lekko, lecz głos ugrzązł w gardle przerażonej kobiety. To co zobaczyły niebieskoszare oczy sprawiło, że kobieta zaczęła mocno szarpać się i krzyczeć. Z każdym ruchem sznury wpijały się mocniej, a pal nie miał zamiaru nawet drgnąć. Krzyk ucichł, ciało przestało się szarpać, opadło i zawisło na sznurach. Z przetartych nadgarstków cieniutką strużką, krew spłynęła na spięte w kok, rude włosy i dalej, ramionami na dekolt, jędrne, młode piersi i białą suknię. Brzoskwiniowa cera w świetle szalejącego w dole ognia nabrała odcieniu pomarańczy. Kobieta omdlała ze strachu. Korzystając z chwili ciszy, dłoń wyposażona w smukłe palce i długie, pomalowane na czarno paznokcie, wrzuciła do ogniska palącego się pod kobietą więcej jaśminowych gałęzi. Płomień oblizał jej dłoń rozgrzewając srebrny pierścionek w kształcie węża na jej środkowym palcu. Dłoni nie poparzył. Klejnot odbijał od siebie światło z ogniska. Ze stosu. Rzucał odblaski na koronkowy, czarny rękaw, zaciągnięty na niezwykle smukłą rękę. Rękaw dokładnie przylegał do niej rozpoczynając się srebrną koronką na nadgarstku i kończąc się szwem łączącym go z resztą sukni. Czarnej, koronkowej sukni z ogromnym dekoltem odsłaniającym duże, ładne i krągłe piersi. Czarne koronki nie kryły niczego, co znajdowało się pod suknią. Właścicielka tego stroju odrzuciła do tyłu długie, czarne, mieniące się w ogniu włosy, odsłaniając tym samym wiszący u jej prawego ucha, srebrny kolczyk złudnie przypominający jaszczurkę. Kobieta podniosła się z klęczek poprawiając przy tym drapowania koronkowej sukni. Spojrzała na wiszącą na palu dziewczynę. Ogień już na dobre rozszalał się na przygotowanym do tego celu palenisku, obłożonym dookoła różnokształtnymi kamieniami. Kobieta omiotła wzrokiem komnatę, zatrzymując się na wąskim, wysokim witrażu, który o tej porze nocy wydawał się być martwy. W pełnym słońcu mienił się pięknymi barwami, przedstawiając scenę z II księgi Grimoire, w której Millie pokonuje Setha. Szybkim i energicznym ruchem strzeliła palcami pocierając środkowy o kciuk i w momencie, gdy ciszę przeszył głośny klik! Ogień znikł wraz z żarzącym się drewnem. Dziewczyna przywiązana do pala przebudziła się z jękiem z koszmaru i powoli otworzyła oczy. Zobaczyła fałdy białego materiału opadające po jej nogach i dotykające posadzki. To nie koszmar... to nie koszmar, nie ma ognia, nie ma ognia? - myślała. Uniosła głowę i spostrzegła dostojnie prezentującą się postać. Niezbyt urodziwą kobietę, która złapała za brzeg koronkowej sukienki unosząc lekko jej dół. Kobieta powoli podeszła do wiszącej dziewczyny. Popatrzyła do góry i zauważyła łzy spływające po brzoskwiniowych policzkach i wpływające, mimo jej woli, pomiędzy bordowe usta.…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Aliss
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…