odkupiciel
...
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Odkupiciel
Noc obejmuje we władanie małe górskie, malowniczo położone miasteczko. Wiatr cichutko przemyka między nieodśnieżonymi ulicami. Bawi się tumanami śniegu jak zabawkami. Przesuwa delikatne płatki z jednej strony ulicy na drugą. Co sprawia mu niewysłowioną radość. Błogosławiona cisza wdziera się do mieszkań, z delikatną nutką zdumienia wiruje po nich i ulatuje w nieznane by po niedługim czasie powrócić jeszcze raz. Szron maluje na oknach niesamowite obrazy, delikatne, subtelne, tworzone wprawioną ręka mistrza. Puste ulice straszą swym mrokiem i niedostępnością. Zza chmur wychodzi księżyc, rozgląda się dookoła poczym postanawia zostać i ukoić mieszkańców odrobiną chłodnego zimowego światła. Spadające płatki śniegu w jego blasku wydają się błyszczeć jak małe brylanty, jak gdyby królowa nocy rozerwała sznur pereł. Przejmujący chłód otula ściany domostw kładzie na rzece delikatną srebrną warstwę lodu. Na samym szczycie wzgórza tuż za miasteczkiem znajduje się cmentarz. Jego chłodna ziemia z radością wita kolejne płatki śniegu. Białe od szronu krzyże spoglądają w dal pustym i zimnym wzrokiem. W niemym krzyku gasną ostatnie znicze. Noc daje mieszkańcom poczucie bezpieczeństwa, możliwość ukrycia się przed resztą świata, ale noc zamiast chronić, kryje w swych czeluściach szaleńca. Opustoszałą ulicą podąża mężczyzna. Wydaje się być mile zaskoczony brakiem innych mieszkańców, których i tak miał za nic. Głowę człowieka przykrywa czarny kaptur, który szczelnie zasłania jego twarz. Spod nakrycia można dostrzec tylko puste oczy. Mężczyzna prze przed siebie jak niedźwiedź nie zważając na szalejący wiatr. Od czasu do czasu popycha coś przed sobą, bije, podnosi z ziemi a potem znowu popycha……to chłopiec. Trzynastoletni Krzyś wracając ze szkoły odłączył się od kolegów by wpaść w szpony śmierci. Płacz chłopca niesiony wiatrem niknie w czerni noc. Jego spuchnięte oczy widzą coraz słabiej a kark boli niemiłosiernie. Nieświadome rozgrywającej się tragedii miasto układa się do snu. Gasną okna jedno po drugim. Tylko jedna rodzina ze strachem w głosie dzwoni do przyjaciół swojego synka, aby zapytać się czy go dziś nie widzieli. Żal, tęsknota, ból i strach wypełniają im serca. Tymczasem mężczyzna i chłopiec skręcają w boczną ulice kierując się za miasto. Chłopiec dusi się ze strachu, wie, dokąd prowadzi go człowiek, tak dobrze zna tę drogę w górę wzgórza. Śnieg przestaje padać, wiatr układa ostatnie znudzone płatki na czole chłopca. Właśnie w tej chwili rozpoczyna się droga krzyżowa Krzysia. Księżyc widząc rozmiar zła i szaleństwa mającego się dokonać chowa się za grubą warstwą grafitowo czarnych chmur. Miasto rozjaśniają już tylko stare przerdzewiałe latarnie. Nawet koty i szczury boją się wychylić z ciepłych norek by nie usłyszeć płaczu ciszy. Mężczyzna popędza chłopca, aby ten szedł szybciej, jego silne dłonie jak szpony kruka zaciskają się na jego szyi. Ścieżka wije się łagodnie wzdłuż powykręcanych dziwnie drzew, aby po około 500 metrach zakończyć się posępną czarną bramą, z której ścian, jak wielcy strażnicy, wyrastają potężne rzeźby archaniołów. Chłopiec potyka się o wystający kamień i upada. Ma związane dłonie, więc ląduje twarzą w śniegu. Ręce mężczyzny podnoszą go by zaraz potem boleśnie uderzyć w brzuch. Krzyś płacze a delikatny obłoczek pary ulatuje z jego ust jak martwa dusza. Chmury na niebie robią się coraz gęstsze i ciemniejsze, wiatr ustał prawie zupełnie zniesmaczony brakiem śniegu. Silne ramiona mrozu otaczają miasteczko lodowatą kopułą. Mężczyzna zapina kurtkę pod szyję i poprawia czarne rękawice. Odkrywa szalik i uśmiecha się a na widok jego obłąkanego wyrazu twarzy drzewa zdają się drżeć ze zgrozy. Łzy chłopca spadają na ziemię topiąc śnieg a jego cichy krzyk tonie w koronach czarnych drzew. Połowa drogi. Chłopiec upada po raz drugi. Trzęsie się ze strachu i z zimna. Gruby sznur wrzyna się w nadgarstki. Smutek i tęsknota za domem palą gardło żywym ogniem. Nie ma już nic, świat stał się jedną ciemna plamą. Chłopiec z trudem podnosi głowę i spostrzega stojąca na zakręcie figurkę Jezusa. Pragnie wyciągną rękę, dotknąć go i prosić o pomoc. Lecz jest już za późno. Czy taki był plan wobec niego?. Miasto dostało się w objęcia Morfeusza, skamieniało. Rodzice…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil goth
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…