Wróć do katalogu

Odkupienie Malucha

jak ktoś liczy na coś głębokiego, to radzę tu nie zaglądać, fragment książki "Elegie o śmierci miasta",

Zenon_Śmietana, opublikowano , 7 min czytania, 4,0 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Odkupienie Malucha

Kiedy szwagier Rafała dawał mu kluczyki do swojego wysłużonego Malucha, nie wiedział, że następnego dnia pójdzie do kościoła piechotą. W sobotę wieczorem chłopak zawsze pożyczał auto, zwłaszcza latem. Maluch był stary, dawno przejechał już swoje i nie umywał się do odpicowanych Beemek znajomych Rafała, które widać było wieczorami na ulicach. Chłopaki inwestowali tylko w detale zewnętrzne – spojlery i efektowne nalepki, gdyż absorbowały uwagę płci pięknej. Często również kilka osób łożyło na jeden samochód. Potem jeździli na zmianę. Prawdziwa subkultura automaniaków. Towarzystwo jednak nie akceptowało Rafała. Uważali go za flejtucha, a to dlatego, że dawno, dawno temu na Oazie, przyłapano go podczas masturbacji. Wieść błyskawicznie obiegła okolicę. Taki już urok prowincji. Dlatego Rafał zawsze woził się po mieście sam w maluchu szwagra. Mało tego, maluch szwagra był jedynym prawdziwym przyjacielem Rafała, przytułkiem jego namiętności i powiernikiem zmartwień. Po przekręceniu kluczyka przenosił kierowcę w inny wymiar. Rafał nie potrzebował wina, ani nic nie musiał palić. Wystarczyło mu, że prowadzi. Jednak tamtego wieczora wypił i zapalił, zanim usiadł za kierownicą. Najpierw dwa piwa z kolegami z budowy, potem winiacza z kumplem, jak wracał do domu i potem jeszcze dwa kliny ze szwagrem, kiedy pożyczał samochód. Było przed dwudziestą drugą, a na niebie dyndały się jakieś gwiazdy i prawa połowa księżyca. Rafał zdążył jeszcze na nie spojrzeć, nim przekręcił kluczyk. Gwiazdy zostawiały różnej grubości łuki na firmamencie, podobne do tych na fotografiach o długim czasie naświetlania. Wyciągnął przygotowanego wcześniej skręta i spalił do połowy. Resztę zgasił w oślinionych palcach. Pomyślał o swojej samotności i poczuł ciepło maski samochodu. Świat zakołysał się jak galareta, kiedy ruszył. Maluch szwagra stał się nagle portalem między równoległymi wszechświatami. Przednia szyba migała dziwnymi refleksami, uszy Rafała wypełniał ciepły warkot silnika. Jego nogi dotykały pedałów, a on zaś czuł, że stąpa po niebiańskiej łące. Szalony pęd wrzucił go w nastrój błogości, euforii, jakiegoś lotu. Kierownica zdawała się giąć mu w palcach, obracał nią, jak kalejdoskopem, a przed oczami miał mnogość kolorów. Nagle jednak pewien do bólu trzeźwy obraz wybił go z nadprzestrzeni i osadził w rzeczywistości. W świetle latarni mignęły dwa odblaskowe kombinezony policjantów. Najwyraźniej stali z licznikiem. Rafał machinalnie spojrzał w lusterko wsteczne. Po ustawieniu ostrości spostrzegł, że za nim jadą i nawet włączyli sygnał. „Po moim trupie...” – pomyślał już o trzy dziesiąte promila bardziej trzeźwo. Dodał gazu i z rykiem silnika pomknął w pierwszą czarną przecznicę.

Tak się akurat złożyło, tego samego wieczora wywalili nas z baru za wrzaski. Mnie, Bicepsa i Sztangę. Właściwie to Biceps był winny całej potyczki z bramkarzem. Nie awanturowaliśmy się. Biceps wrzeszczał, żebyśmy pili i bramkarz zwrócił nam uwagę. Wtedy nieopatrznie kazaliśmy mu spierdalać. Wywalili nas w mrugającą pomarańczowym światłem miejskich latarni gwiaździstą noc. Było ciepło i cicho. Naprzeciwko knajpy, po drugiej stronie ulicy w oddali migotała rzeka. - Rzygał będę... – jako pierwszy odezwał się Sztanga. Jego błądząca na oślep w powietrzu dłoń schwyciła moje ramię. Zachwiałem się, ale z całego towarzystwa byłem najbardziej trzeźwy. Na tyle, by uaktywnił się mój syndrom miłosiernego Samarytanina. Pozwoliłem Sztandze spokojnie przysiąść na krawężniku i…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych