Odzyskane szczęście
"Cos we lost it all, Nothing lasts forever, I'm sorry I can't be perfect..."
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Leżała na kanapie, trzymając w rękach stary, nieco zniszczony album. Powoli przewijała kolejne stronice. Zza okładki wysunęło się kolorowe zdjęcie. Miała na nim może 6 lat. Było lato. Siedziała na huśtawce. Ciepły wiaterek bawił się jej jasnymi loczkami. Ciemnoniebieskie oczka były oceanem szczęscia. Uśmiechnęła się przez łzy. Jej rozmyślania przerwał głos dobiegający z przedpokoju. -Paulina! - krzyknął ojciec rzucając torbę na krzesło. -Słucham... - odpowiedziała wystraszona dziewczyna. -Obiadu jeszcze nie ma na stole?! Co to ma znaczyć? -Przepraszam tato niedawno wróciłam ze szkoły musiałam zostać chwilkę po lekcjach... -Nie zwalnia Cię to od obowiązku przyszykowania zmęczonemu ojcu posiłku! - przerwał jej donośnym głosem -Ale już wszystko jest prawie gotowe, jeszcze tylko ziemniaki muszą się ugotować. -Jesteś bezczelną gówniarą - wrzasnął po czym uderzył prosto w twarz. Dziewczynie mimowolnie popłynęły łzy. Nie chciała płakać, bo wiedziała że zaraz będzie jeszcze gorzej. Nie myliła się. -A teraz ryczysz?! Zachowujesz sie karygodnie! - tata wciąż nie zmieniał tonu. -Ale tatusiu... przepraszam - żal ścisnął jej gardło. -Milcz! Nie będziesz nic na mnie wymuszała płaczem! Wynoś się do swojego pokoju i weź się za naukę! - wskazał drzwi. Dziewczyna wybiegła ocierając oczy. Położyła się na łóżku. Przytuliła do piersi starego pluszowego misia. Był jej przyjacielem. Wysłuchiwał wszystkich problemów, rozterek. Łapki miał przesiąknięte jej łzami. Do pokoju zajrzało słońce. Przez uchylone okno słychać było śmiech dzieci grających w piłkę. Pomieszczenie było malutkie aczkolwiek bardzo przytulne. Pod oknem stało wąskie łóżko zawsze nakrywane żółtym, wełnianym kocem. Wzdłóż ściany ustawione były regały i szafy a pośród nich małe biurko. Pokój pomalowany był na zielono, żółto niebiesko i pomarańczowo. Dodatkowo ściany zdobiły ramki ze zdjęciami rodziny i przyjaciół. Nad drzwiami wisiał drewniany krzyżyk. -Dlaczego to mnie spotyka? - mówiła sama do siebie podciągając nogi pod brodę - Co ja takiego zrobiłam, Panie Boże proszę... Ja już nie mam siły. Mamusiu dlaczego Cię tu nie ma? - wciąż płakała. Wszystko zaczęło się 3 lata temu. Miała za sobą dopiero 14 wiosen. Wracała z rodzicami znad morza. Uwielbiała jeździć na przednim siedzeniu, koło taty. Zatrzymali się na stacji benzynowej. Paulina poprosiła mamę, by teraz to ona mogła jechać z przodu. Kobieta bez zastanowienia pozwoliła jej na to. Kontynuowali podróż jak zawsze opowiadając sobie przeróżne historie i śmiejąc się w niebogłosy. Nagle zza zakrętu wyjechał tir, totalnie masakrując tył auta... Mama dziewczyny nie przeżyła... Ojciec obwiniał Pauline o śmierć swojej żony. Zaczął pić. Krzycząc i bijąc biedną dziewczynke dawał upust swojemu żalu, tęsknocie i złości. Nawet przez myśl mu nie przeszło że jego córka także czuje, także cierpi... -Paulina! - ponownie rozległ się groźny głos. -Tak? -Dlaczego nie ma już wódki? - wrzasnął. -Nie wiem tato... -Dlaczego do cholery nie kupiłaś jak zauważyłaś pustą butelke?! -Nie miałam pieniędzy... - odpowiedziała nieśmiało. -Jak zawsze masz usprawiedliwienie! Przynieś mi torbę. Dziewczyna posłusznie poszłą i przyniosła to o co poprosił ją ojciec. -Trzymaj - rzucił jej dwudziestozłotowy banknot - ale pamietaj przynieś rachunek i nawet nie próbuj wziąć choćby grosza! Wyszła ze spuszczoną głową. Cicho zamknęła za sobą drzwi. Był ciepły majowy dzień. Postanowiła iść przez las i łąke. Droga była dłuższa. Wiedziała że czeka ją za to kara ale mimowszystko nie potrafiła sobie odmówić. Po drodze zerwała przepiękny bukiet polnych kwiatów. Kochała je. Kojarzyły się jej one z mamą. Gdy wróciła do domu było już późno. Poszła do kuchni. Postawiła na stole siatkę z butelką, a obok rachunek przyłożony drobnymi pieniążkami. Sięgnęła do szafki po wazon. Nalała do niego wody i wstawiła kwiaty przy tym je układając. Nawet nie zauważyła jak w drzwiach stanął ojciec. -Droga do sklepu powinna zająć ci około 15 minut. - powiedział łagodnym głosem - możesz więc mi wytłumaczyć dlaczego do cholery ty wracasz po 2 godzinach?! - krzyknął. -Poszłam przez łąke, zeby zerwać dla ciebie kwiaty... - niepewnie się tłumaczyła. -Nienawidze kwiatów i dobrze o tym wiesz! Zrobiłaś mi na złość, nie daruje ci tego! - zamahnął się i uderzył z całej siły. Dziewczyna straciła równowage, potrąciła wazon i upadła na ziemie. -Jeszcze bajzel robisz! - ciągnął bez jakichkolwiek skrupułów - masz 5 minut żeby to posprzątać! - wrzasnął po czym wział butelke i wyszedł do innego pokoju. "Już dłużej nie dam rady... Matko Boska daj mi siłę żeby to wszystko przetrwać..." rozpaczliwie myślała. Chaotycznie zebrała rozbite szkło raniąc sobie przy tym dłonie. Gdy w kuchni było już czysto pobiegła do swojego pokoju. Spod łóżka wysunęła starą skrzynie. Do ręki wzięła duży kolorowy zeszyt. Rogi były nieco poszarpane. Na pierwszej stronie wklejone czarno - białe zdjęcie. Piękna kobieta. Miała długie jasne włosy i ogromne, niebieskie oczy. Duże, pełne usta ułożone w subtelny uśmiech odsłaniały rządek białych i równych jak perełki zębów. Pod zdjęciem widniał podpis "Agnieszka Sosnowicz - Pamiętnik" Kilka łez spłynęło po policzkach Pauliny. Pospiesznie otworzyła na dacie 25.02.1988.
{I}"Dzisiaj jest najszczęsliwszy dzień w moim życiu. Urodziłam prześliczną córeczkę. Nazwaliśmy ją Paulinka. Ma śliczne niebieskie oczka i jasne włoski. Jest taka cudowna. Gdy całuję ją po brzuszku figlarnie łapie mnie za nos. Artur nie widzi poza nią świata. Ciągle chciałby nosić ją na rękach. Mała najwyraźniej czuje że to jej tatuś bo szybciutko zasypia w jego ramionach. Moje serce przepełnione jest szczęściem gdy widze uśmiech na jego twarzy podczas zabawy z naszym Aniołkiem. Dziękuje Ci Boże!"
08.03.1994 "Mija siódma rocznica naszego ślubu. Jestem szczęśliwa mając przy sobie dwie osoby, które kocham nad życie. Codziennie dziękuje Bogu za to co mnie spotyka. Za to, że codziennie moge patrzeć na uśmiech mojej córeczki, że moge czuć pocałunki męża. Nic więcej nie potrzebuje. Jest 8 marca... To także Dzień Kobiet. Dostałyśmy z Paulinką od Artura bukiety moich ulubionych polnych kwiatów. Powoli czuję wiosnę. Och tak jak ja kocham wiosnę. Budząca się do życia przyroda jest fantastyczna. Muszę iść przygotować obiad dla mojej wspaniałej rodziny. Do napisania kochany pamiętniczku:)"
16.07.2002 "I wreszcie jedziemy na upragnione wakacje! Wynajęliśmy domek nad morzem. Będzie cudownie. Rano budzić będzie nas śpiew ptaków i słońce zakradające się do pokoju, a wieczorami będziemy kołysani do snu szumem fal. Mmmm Za chwilę Artur wróci z pracy, a wtedy to juz tylko zapakujemy walizki do samochodu i witaj przygodo! Paulinka też jest szczęśliwa. Wciąż marudzi mi kiedy wreszcie tatuś przyjdzie. O ktoś puka do drzwi to chyba on, a więc do usłyszenia za dwa tygodnie..."{/I}
"Może tata ma rację... może to ja powinnam zginąć... może to naprawdę moja wina..." pomyślała. Na dworzu zapadł już zmrok. Była zmęczona. Juto znowu musi iść do szkoły i udawać, że jest zwykłą, wesołą nastolatką. Jedynie jej chłopak wiedział w jakim piekle żyje, lecz ona wymusiła na nim by nikomu o tym nie mówił, by nie próbował jej pomóc. Kochała tatę. Nie chciała żeby przytrafiło się jemu cokolwiek złego. Nie z jej powodu. Wreszcie zasnęła. Przyśniła jej się mama. Biegła po łące, trzymając w ręku kwiaty. Miała na sobie białą sukienkę, która wirowała na wietrze. To był piękny sen... Do rzeczywistości sprowadził ją dźwięk budzika. Szybko wstała umyła się i przygotowała śniadanie. Zawsze wychodziła przed ojcem, aby uniknąć porannych awantur. Na zegarku dochodziła 7. Lekcje zaczynała dopiero o 8, toteż postanowiła wstapić jeszcze do Mateusza. Nie widzieli się już prawie tydzień. Dziewczyna nie mogła wychodzić po szkole z domu, więc ich spotkania ograniczone były do godzin przedpołudniowych. Stanęła pod kolorowym blokiem. Weszła do klatki, przeglądając się w szybie poprawiła włosy. Zadzwoniła pod numer 37 -Tak? Słucham? - dobiegł głos z domofonu. -Dzień dobry mówi Paulina zastałam Mateusza? -Tak oczywiście wejdź Paulinko. - odpowiedziała serdecznym głosem mama chłopaka. Dziewczyna szybko pokonała 3 piętra i stanęła pod brązowymi drzwiami. Otworzył je wysoki, dobrze zbudowany brunet, o ciemnych oczach. Od razu uśmiechnął się odsłaniając białe zęby i przytulił Pauline. -Witaj Słońce - powiedział pieszczotliwie. -Cześć Mateuszku - odpowiedziała uśmiechając się, lecz wcale nie była wesoła. -Proszę wejdź - wskazał ręką korytarz - idź to pokoju zaraz dojdę - dodał i zniknął w kuchni. Dziewczyna weszła, położyła plecak w kącie i usiadła na kanapie. Zaraz potem przyszedł chłopak trzymając w ręku szklankę z sokiem pomarańczowym. -Paulinko stało się coś? - zapytał z troską w głosie. -N... Nie... - odpowiedziała bez przekonania. -No przecież widze że coś nie tak... Mów. -Wczoraj... Znowu... Tylko ziemniaki nie były jeszcze gotowe - rozpłakała się. -Paulina... - rozłożył ręce i przytulił ją z całej siły. -Ała! - jęknęła z bólu. -Co jest? - zdziwił się chłopak. -Nie, nic... -Jak to nic pokaż! - rozkazał bez zastanowienia Mateusz Odsłonił rękę na której widniał ogromny ślad po uderzeniu. -Dosyć tego musisz coś z tym zrobić! - krzyknął patrząc jej w oczy. -Mateusz mówiłam ci setki razy... Zrozum ja bym nie potrafiła... On dał mi życie, on mnie kocha tylko... Tylko jest mu strasznie ciężko... - próbowała usprawiedliwiać zachowanie ojca. -Nikt nie ma prawa tak cię traktować! Rozumiesz? Nie może... Za bardzo cie kocham żebym patrzył jak cierpisz psychicznie i fizycznie. Nie zostawie tak tego. -Proszę nie wtrącaj się! - powiedziała stanowczo. -Za długo siedziałem cicho... - dodał. -Nie masz prawa! Zostaw mnie w spokoju! Nie pozwole ci na to! Nie pozwole żebyś skrzywdził w jakikolwiek sposób mojego tate! - wyrwała się z jego objęć, głośno krzycząc. -Uspokój się Paulinko dalej tak nie możesz... Jak długo to wytrzymasz? Jak długo Kochanie? No odpowiedz... - chłopakowi po policzkach popłynęły łzy. Nie mógł znieść tego, że osoba którą kocha z całej duszy tak bardzo cierpi i nie pozwala sobie pomóc. -Obiecałeś! Obiecałeś... Obiecałeś... - mówiła i płakała. -Czasami trzeba złamać dane słowo... - powiedział ze spokojem. -Mama mówiła, że zawsze trzeba dotrzymywać obietnic! Zawsze, a już na pewno tym, których kochamy! -Słońce... -Nie mów tak do mnie! Zaufałam ci, opowiedziałam wszystko... Czy nic to dla ciebie nie…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil kfjatónio
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…