Wróć do katalogu

OFIARA

Przyjaciółka roluje przyjaciółkę, gdyby tego nie zrobiła, straciłaby bliskich. Żal.pl, między innymi dlatemu, że to opko to mi się przyśnmiło po długiej przerwie pisarskiej xD

sodi14, opublikowano , 20 min czytania, 4,5 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Wakacje jeszcze nigdy dotąd nie były dla niej tak nudne. Już minął lipiec, a nie licząc nocnych wypadów przez okno, które stawały się coraz mniej atrakcyjne, kompletnie nic się nie działo. I zdawało się, że nikt nie dostrzega rosnącego nieopodal lasu… Niezwykłego lasu. Był piękny, słoneczny dzień, jeden z niewielu takich w tym lecie. I jej przyjaciółka, Aga, wpadła na świetny pomysł. Zebrały znudzonych znajomych, a nawet dzieciaki, i wyjaśniły wszystkim, że wybierają się do lasu. Niektórzy pytali się: po co?, i wtedy ona sama zaczęła się nad tym zastanawiać. Może to było takie atrakcyjne, bo była tam w całym życiu tylko jeden raz? I to jak miała z sześć lat, nie pamiętała z tego nic więcej niż to, że po prostu tam była. Nawet nie wiedziała, z kim. Nagle z zamyślenia wyrwał ją głos Agi, która odpowiedziała: zobaczysz. Zawsze tak mówiła. Chociaż było południe i słońce świeciło jak nigdy, las był nienaturalnie mroczny. Może to był jeden z powodów, przez który nigdy nie czuła potrzeby odwiedzania tego miejsca po raz drugi… Ale teraz się nie bała, wiedziała, że z Agą nic jej się nie może stać. I chociaż ufała jej jak nikomu innemu, na wszelki wypadek wsadziła do kieszeni krzyżyk… Szli i szli, w pewnym momencie zaczęło już być nudnawo. Każdy przyzwyczaił się do ciemności, tego dziwnego zapachu, do klimatu tam panującego. Anka już chciała pomyśleć, że to normalny las, ale za to pomyślała, że coś tu jest nie tak… Rozejrzała się – niby nic nadzwyczajnego, ale… Tak. To właśnie to. Szli już tak długo, że wyjście z lasu powinno dawno zostać za nimi, a tymczasem gdzie nie spojrzała, tam było ich pełno. I to prowadziły na znane jej miejsca. To przecież było niemożliwe… Agnieszka czytała jej w myślach. Przytuliła ją i powiedziała, że to nic. TO rzeczywiście było nic, w porównaniu z tym, co zobaczyła później. Gdy dzieciaki już szeptały między sobą, że są głodne, bolą ich nogi, że wracają, wtedy to pierwszy raz się stało. Aga nagle wszystkich zatrzymała, Maksiu, jej uroczy pies typu wilczur, zaczął węszyć i szczekać przeraźliwie. - Oho, coś złego nadciąga. - Aguś, co to znaczy? – Ania zapytała z przestrachem. - Nic, nic. Nie bój się. Zamknąć się teraz i nie przeszkadzać! – krzyknęła do nich. W tej samej chwili, gdy wypowiedziała ostatnie słowa, nad ich głowami coś zaszumiało. Wszystkie oczy wpatrywały się teraz w korony drzew, w których posępnie… Latała, to złe słowo. W których sunęła wywijając koziołki jakaś czarna zjawa w kapturze. Nie było widać jej twarzy, o ile w ogóle ją posiadała. Postrzępione poły płaszcza jeszcze czarniejszego, niż noc, łopotały na wietrze, który nagle się zerwał. Zrobiło się jeszcze mroczniej. A Aga? Kucnęła i z początku szeptała jakieś tajemnicze słowa, jakby mówiła je do ziemi, a później wstała i wbiła irytujący wzrok w zjawę, powtarzając te słowa coraz głośniej i dobitniej. Po chwili już krzyczała. Maks znów przeraźliwie szczekał, jakby jej pomagał. Dzieciarnia zaczęła płakać. A Anka… Anka zastanawiała się, dlaczego Aga nigdy jej o tym nie powiedziała. Przecież zawsze była w stosunku do niej szczera i dobrze wiedziała, że może jej zaufać nawet w takiej sprawie… Spojrzała w górę – zjawa, targana jakimiś wstrząsami, powoli spadała na ziemię. Aga podbiegła do niej i wbiła patyk w … Chyba w serce. Ruszyli w dalszą drogę. Podczas gdy dzieciaki o dziwo nie chciały wracać, tylko obsypywały Agnieszkę pytaniami, Ania była milcząca. Znów ktoś ją oszukał. Inaczej, nie powiedział całej prawdy. Zawsze znalazł się ktoś taki, kto albo kłamał, albo nie mówił całej prawdy. Życie. Ale nadal nie miała ochoty na żadną rozmowę, tym bardziej z Agą. Do czasu. Po drodze spotkali jeszcze kilka, czy może nawet kilkanaście takich zjaw. Agnieszka była coraz bardziej niespokojna, nie odpowiadała już na żadne pytania. Widać było, że coś ją martwi albo zastanawia. Normalnie Ania by do niej podeszła i zapytała, co się stało. Ale nie teraz. Napotkali jakiś stary, piękny dom. W środku lasu, z którego ZAWSZE jest wyjście. To miło, pomyślała. Było jeszcze milej, gdy na wieszaku przed domem zobaczyli kurtkę jej wroga nr 1 – Emili, sąsiadki, i Julki, najbardziej rozpieszczonego dziecka w okolicy. I jeszcze jakieś inne, których już nie rozpoznała. - Chodźcie stąd! – Aga odezwała się do nich złowrogim szeptem, tonem jak nigdy rozkazującym. - Powiesz mi w końcu, o co tutaj chodzi?! – nie wytrzymała dłużej. - Nie mogę. To naprawdę tajemnica. - Szkoda, że ja przed tobą nie mam żadnej – odsunęła się od niej z udawanym wstrętem, jak najdalej mogła. Aga nie protestowała. Tego już było za wiele. Powiedziała, że się zmywa. Chciała poprzeć swoją decyzję stwierdzeniem, że jest już późno, ale nie mogła tego sprawdzić. Jej zegarek wariował, a telefon wskazywał godzinę 0:00 i datę z dnia, w którym go kupiła. Za to pomogły jej dzieciaki, im ta wyprawa też się już nie podobała. Jednak Aga nakłoniła ich, żeby zostały, wciskając bajeczkę, że tu niedaleko jest sklep i postawi wszystkim lody. Do Anki nie zwróciła się ani jednym słowem, nawet na nią nie spojrzała. A ona w proteście pokazała jej środkowym palcem powszechnie znany gest, na nic innego w tej chwili nie mogła się zdobyć. Gdy podeszła do jednego z wyjść z tego przeklętego lasu, poczuła jakiś dziwny chłód. Ręce zaczęły jej drżeć. Zbliżyła się do końca lasu jeszcze bardziej, i wtedy coś odrzuciło ją do tyłu… Spróbowała jeszcze raz – to samo. Z rozpędu – poczuła tak przeszywający ból, że z początku nie mogła wstać. Odwróciła głowę w ich stronę – Aga uporczywie się w nią wpatrywała. Nie, nie w nią, w wyjście. Oczy dziewczyn się spotkały, poczuła kłujący ból w sercu, który narastał wraz z jej determinacją w pojedynku na spojrzenie. Przegrała. Podniosła się i poszła za resztą. Od tamtej chwili miała nikłe przeczucie, że ma być ofiarą. Nie wiedziała tylko, kto jest kapłanem. Wlokła się na samym końcu, nikt nie odezwał się do niej słowem. Wyjęła mp3 i nastawiła najgłośniejszą muzykę, jaką tam miała. Chciała się odciąć od nich wszystkich, jednak teraz to nie pomagało. Nawet, jakby zaczęła śpiewać na całe gardło, myślami uciekałaby do tego, co w ciągu ostatnich godzin miało miejsce. Wiedziała już, że cała ich przyjaźń to pic na wodę, że to była przykrywka do wywabienia jej tutaj. Na pewno w jakimś niecnym celu. Gdyby było inaczej, Aga nie zachowywałaby się tak. Bała się o swoje życie jak nigdy, była pewna, że za kolejnym skrętem ścieżki skończy się ono definitywnie. Szli bez końca. Co dziwne, dzieciaki nie jęczały. Czuła, że to Agi sprawka. Hm, kto by tego nie czuł. Zastanawiała się, kim Agnieszka tak właściwie jest. Czarownicą? Złą wróżką? Upadłym aniołem? Z żalem musiała przyznać, że dla niej to wciąż jest Aguś. W trochę upodlonej wersji. Nigdy nie umiała tak łatwo wyzbywać się uczuć. Przygnębiona i zdołowana, nie zauważyła, jak krajobraz diametralnie się zmienił. Teraz drzewa były o wiele, wiele starsze, miały jeszcze gęstsze korony. Już nie przerzedzały się wszędzie; nie było wyjścia. Zmieniło się jej dotychczasowe pojęcie o ciemności; dopiero od tamtej chwili wiedziała, co to znaczy. Zamiast ściółki leśnej leżały… Nie dowierzała własnym oczom. Ludzkie kości. Roztaczał się niemiły zapach rozkładanych ciał i stęchlizny, nad ich głowami latały kruki. Ich… Jej i Agnieszki. Reszta hałastry zniknęła! Już ich nie było. Nie miała pojęcia, dlaczego wcześniej tego wszystkiego nie spostrzegła. Stała naprzeciwko Agi. Mierzyły się długim, nienawistnym spojrzeniem; tym razem to ona wygrała. Agnieszka chyba nie mogła znieść wyrzutu w oczach swej ofiary. Wyrzutu nie za to, co jej zrobi. Za to, co już zrobiła. W końcu Aga otrząsnęła się. Podeszła do Anki zdecydowanym krokiem. - Idziemy. - Gdzie? - Nie ważne. Teraz nie mogę ci powiedzieć. Musisz iść ze mną. - Muszę?! A jak nie, to co mi zrobisz? Zabijesz mnie? Proszę bardzo, i tak mi się moje życie nie podobało. Byłaś dla mnie autorytetem, a co widzę? Nawet nie wiem, kim tak naprawdę jesteś. I niby dlaczego muszę z tobą iść?! - Anka, nie rób problemów. I tak jesteś już przegrana. Możesz ze mną iść miło i po dobroci, albo jak wolisz, pod przymusem. Ale i tak pójdziesz. - Tak, naprawdę? Mam ciebie dość. Nawet nie wiem czy jesteś człowiekiem, czy Bóg wie, kim. Nic nie wiem. Zwisa mi, co mi zrobisz, ja stąd spadam. Odwróciła się i już odeszła paręnaście kroków, gdy jakaś potężna siła uniosła ją i rzuciła na drzewo. Zsunęła się na ziemię, przez długą chwilę nie ruszała się. Gdy w końcu udało jej się podnieść, zlękniona spojrzała na Agnieszkę. - Przepraszam – odpowiedziała cicho na jej wzrok, jakby bała się tych słów. W końcu doszły. Przed nimi piął się masywny, zbudowany na przeogromnej skale pałac z czarnej cegły. Znajdował się tak wysoko, że jego wieżyczki otulały chmury. Burzowe. Jak w bajce, pomyślała. Jak w bardzo mrocznej bajce. Nie wiedziała wtedy, jak bardzo... Patrzyła na tamtą sytuację, jak zaczarowana. Aga kucnęła, zdawało się, że nad czymś intensywnie myśli. I nagle… Drgnęła, wyprężyła się, i… Powoli zaczęły jej wyrastać skrzydła! Wielkie, czarne, wręcz monstrualne. Złapała Ankę wpół, rozłożyła najpierw jedno skrzydło, potem drugie, i wzbiła się w górę. Ania pomyślała, że lepsze jest to, niż wspinanie się na górę o własnych siłach. Ironia zawsze się jej trzymała. Stanęły przed wejściem. Agnieszka zapukała trzy razy w wielkie drewniane wrota. Lekko się uchyliły, wysunęła się spoza nich jakaś szponiasta łapa, w którą Aga wsunęła złoty medalion wyjęty z kieszeni. Łapa wsadziła w jego zagłębienia swe okropne, długie pazury i wrota gwałtownie się rozsunęły, ukazując wnętrze utrzymane w ciemnej tonacji. Zresztą jak wszystko w ostatnich godzinach. Aga pchnęła swoją towarzyszkę brutalnie do przodu, nakazując, żeby się pośpieszyła. Szły przeraźliwie długim korytarzem, który zdawał się nie mieć końca. Wszystko tutaj było przeraźliwe. W końcu doszły do wielkich, mahoniowych drzwi. Aga wyszła przed nią i zapukała, wybijając rytm…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych