Wróć do katalogu

Ofiara cz 3

Ofiara to kolejna część opowiadania o losach Daniela który ma misję uratować świat

The Day, opublikowano , 10 min czytania, jeszcze nieoceniony
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

Rozdział III "Walka dobra ze złem ostateczna decyzja"

-Danielu wszystko zależy od Ciebie. -Panie walka pomiędzy dobrem a złem nigdy się nie skończy. -Zobaczysz skończy się jeżeli Ty to zobaczysz inni też. Jestem bardzo zły nie chcę mieć na sobie takiego obowiązku teraz każda moja decyzja może zmienić świat. Zbliża się nasz sądny dzień! Pewnej niedzieli świat oszalał ludzie zaczęli kraść ,mordować niszczyć wszystko co jest dookoła nich. Nie mam pojęcia co się stało może to już czas aby stanąć oko w oko z diabłem. Szlag nie jestem jeszcze na to gotowy. A co jeśli zawiodę co wtedy będzie? Te pytania krążyły po mojej głowie. Chodziłem po ulicach jak duch niewidzialny dla innych ludzi nikt nie zwracał na mnie uwagi. Jedni kradli ze sklepu z elektroniką telewizory nawet nie zwracali uwagi że ktoś im się przygląda. Nie opodal sklepu klęczała stara niewidoma kobieta z różańcem miała pewnie z osiemdziesiąt lat może troszkę więcej. Twarz cała w zmarszczkach na głowie miała czerwono czarną chustę a jej ciało było okryte starym brązowym płaszczem. Akurat przechodziłem obok niej gdy nagle kobieta wypowiedziała moje imię. -Danielu Danielu ocal nas proszę. -Skąd pani zna moje imię? I skąd pani mogła wiedzieć że to akurat ja idę a nie ktoś inny przecież jest pani niewidoma. -Oj synku synku może i jestem ślepa ale nie jestem jeszcze głucha. -Więc twierdzisz że w tym zgiełku słyszała pani jak idę i że to właśnie ja idę? Nie wierzę w to skąd znasz moje imię? -Masz racje nie słyszałam Cię. Gdy przechodziłeś poczułam jak ogarnia mnie szczęście. Twoje imię objawił mi anioł we śnie powiedział że zjawi się osoba która będzie wstanie ocalić ludzkość. A na imię mu Daniel. -Ahh wszyscy we mnie wierzycie tylko nie ja nie wiem czy dam radę was ocalić nie wiem czy dam radę siebie ocalić. To jest obłęd wszyscy czegoś chcecie nie pisałem się na to nie chciałem być zbawcą. -Danielu ocal nas proszę. -Nie dam rady nie rozumiesz jestem tylko słabym człowiekiem. -Wiem że tylko ty możesz nas ocalić. Wierzę w Ciebie ty masz siłę by przeciwstawić się złu. Proszę zrób to proszę nie poddawaj się. -Jeśli Cię to uspokoi postaram się ale cudów nie obiecuje. -Dziękuje synku niech Bóg ma Cię w swojej opiece. Te zajście mnie trochę zaskoczyło zupełnie obca osoba zna moje imię i wie o mojej misji. Bardzo dziwne ehh.. Bóg stara się mnie przekonać przez innych bo jak to inaczej mam wyjaśnić. Ja sam nie wiem czy dam rade a inni pokładają we mnie nadzieje. Tak szedłem i myślałem o tej całej sytuacji aż dotarłem do ulicy różanej. Zawsze było tu pełno róż lecz tego roku wszystkie kwiaty powiędły. Zawsze też było tu wiele zakochanych par a teraz niema nikogo nawet psa z kulawą nogą dosłownie pustka. Powoli poruszałem się naprzód na opuszczonej ulicy leżały trupy a w powietrzu unosił się zapach już lekko rozkładających się ciał. Ci wszyscy ludzie po prostu umarli robiąc to co zwykle. Listonosz który leżał na schodach miał jeszcze w garści parę listów kelner który niósł zamówienie do gości. Ta śmierć wydaje się taka nie naturalna jakby oni wszyscy zapadli w sen żadnych ran na ciele nic. Uff.. na szczęście opuściłem tą przeklętą ulice. Nagle spostrzegłem że dalej środkiem ulicy idzie jakaś czarna postać w kapturze a wszyscy do okola niej padali na ziemie jak martwi. Myślę że to była śmierć ponury kosiarz zbierał swoje żniwo podpisał cyrograf z diabłem. W mgnieniu oka odwróciła się jej lodowate spojrzenie zaparło mi dech w piersi. Idzie w moim kierunku nie jestem na siłach by z nią teraz walczyć co mam zrobić?-pomyślałem. Jedynym moim ratunkiem jest ucieczka s powrotem wróciłem na ulice Różaną. Wbiegłem do pobliskiego domu. -Cholera!! tutaj też wszyscy nie żyją. Nie mam co w domu siedzieć nie przeżyje jeśli ona tu przyjdzie nagle spostrzegłem roztwarte okno w kuchni. Niezastanawiająca się ani chwili wyskoczyłem przez okno i schowałem się w zaroślach. Jestem przerażony a co jeśli ona tutaj przyjdzie. Śmierć stanęła w kuchni wyjrzała przez okno na moje szczęście nie widziała mnie. Uff... Poczułem wielką ulgę. Przedzierałem się gęstymi zaroślami do innej części miasta w nadziei ,że już więcej nie spotkam tej strasznej postaci. Po długiej i męczącej wędrówce dotarłem do portu na ulicy panował kompletny spokój jakby nikt nic nie wiedział co się dzieje w mieście. Co za szaleństwo - pomyślałem. W porcie panował spory ruch ale mimo tak wielkiego ruchu nie było słychać żadnego dźwięku nawet najmniejszego szmeru nic. To jakiś obłęd nic nie słyszę ogrom ludzi ale nic nie słychać. -Boże dlaczego dlaczego Ty mnie tak doświadczasz czym Ci zawiniłem?. Muszę jak najszybciej wrócić do domu może tam wszystko będzie normalne. Gdy dotarłem do domu

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych