Wróć do katalogu

Oko zła

...tak, niczym jak przez szybę widziałem wnętrze jej głowy, ukryte za dwoma przezroczystymi bańkami. Wewnątrz tylko czerń pomieszana z czerwienią. W tym wszystkim lśniły promienie słońca. Szklane oczy, oczy lalki, nierzeczywiste. Nie realne...

Miyoki, opublikowano , 12 min czytania, 4,3 / 5
Czytaj bezpłatny fragment
Pokaż fragmentZwiń fragment

Pierwsze 50%

UWAGA! OPOWIADANIE JEST WYMYŚLONE PRZEZE MNIE I NIE CHCĘ ŻEBY KTOŚ JE KOPIOWAŁ! Dużo osób pytało mnie potem, co się stało, a ja nie potrafiłem im na to odpowiedzieć. Nie udzielałem żadnych odpowiedzi w stylu: ,, Koszmar, mówię wam, nie chcielibyscie być na moim miejscu". Nie, nie chodziło mi o to, żeby stać się popularnym, przynajmniej nie z takiego powodu. Nie chciałem trafić na pierwsze strony gazet. Już widze te tytuły: ,, KOBIETA ZOMBIE ATAKUJE", albo ,, CZY TO SPEŁNIENIE APOKALIPSY?". Nie, teraz naprawdę chciałbym o tym zapomnieć.

To wszystko działo się w Hartford. Zwykłe miasto, zwykli ludzie, zwykły dom, tak przynajmniej było na początku. Z moją żoną Allice byliśmy świeżo po ślubie. Ładna, wysoka blondynka, można powiedzieć że ideał dla każdego faceta takiego jak ja. Byłem politykiem, a dokładnie to właśnie skończyłem z polityką. Jako pięćdziesięcioletni facet miałem już dość tych wszystkich pierdół. Byłem dość bogaty, mogłem pozwolić sobie na mieszkanie w nowoczesnym, luksusowym domu. Położony na przedmieściach Hartford duży dom był dla mnie jak marzenie. Miałem zamiar odpocząć w nim, albo nawet spędzić resztę życia. Tak właśnie wtedy myślałem - Ożenię się, zamieszkam w dużym domu i będę mieć święty spokój.

Allice wydawała się szczęśliwa. w końcu nie musiała pracować, mogla robić co tylko chciała. Jednak już po kilku miesiącach coś zaczęło się między nami psuć. Nie umiem tego określić, ale ona wydawała się znudzona mną. Pomyślałem, że to normalne. Wkońcu fascynacja słabnie aż jesteśmy jak stare, dobre małżeństwo. Ale to nie było to.

To działo się dwunastego marca. Tak, dobrze pamiętam ten dzień. Odkąd wróciłem z festynu, Allice nie zamieniła ze mną ani słowa. Pamiętam, że obserwowałem ją, gdy stawiała przede mną na stole talerz i nakładała na niego pieczonego indyka. Od razu wyczułem, że coś jest nie wporządku. Głowę miała spuszczoną, ramiona podkulone i nuciła jakąś pieśń. Wogóle nie przypominała kobiety, którą poznałem rok temu. Tamta była wesoła i żywiołowa. Aż promieniała od niej chęć do życia, a w tej istocie tej chęci wogóle nie było. Pamiętam, że za oknem świeciło słabe słońce i że był lekki wiatr. - Kochanie - zacząłem wkońcu i wskazałem jej ręką żeby usiadła naprzeciwko mnie - Co się z tobą dzieje? Allice wzruszyła ramionami i chciała odejść, ale ja wstałem i zdążyłem złapać ją za rękę. - Co z tobą, do cholery? - nie wytrzymałem. Wtedy podniosła głowę, zmarszczyła czoło i zaszczyciła mnie jednym, jedynym spojrzeniem, którego pewnie nie zapomnę do końca życia. Puściłem ją nagle, lecz wzroku ciągle nie mogłem oderwać od jej oczu. Jej oczy... Jej oczy były szklane. Przezroczyste. Wpatrywały się we mnie choć przecież nie mogę stwierdzić dokładnie gdzie. One nawet nie patrzyły. Hipnotyzowały. Po prostu tam były, tkwiły w oczodołach, chociaż nie przypominały w niczym zwykłych ludzkich oczu. Co mogłem zrobić? Tak, niczym jak przez szybę widziałem wnętrze jej głowy, ukryte za dwoma przezroczystymi bańkami. Wewnątrz tylko czerń pomieszana z czerwienią. W tym wszystkim lśniły promienie słońca. Szklane oczy, oczy lalki, nierzeczywiste. Nie realne przedstawienie, moje niewyraźne odbicie w tych szkłach, moja przerażona twarz na czarnoczerwonym tle. W końcu jakiś impuls dotarł do mojego mózgu, krzyknąłem nagle i przerażająco, odpychając Allice od siebie z siłą, jaką mógłbym powalić kilku dorosłych mężczyzn.

Zatrzymała się na ścianie, mocno uderzając w nią tyłem głowy. Osunęła się na ziemię i od razu podniosła ręce, zasłaniając się w geście obronnym. Widziałem, jak się trzęsły, jak cała się trzęsie. Nagle wstała i popatrzyła na mnie ze strachem. Jej oczy nie były już przezroczyste, włosy były potargane. W tamtej chwili poczułem się okropnie. Co ja robię? Oto poważny polityk ma urojenia i w dodatku bije swoją żonę! - Allice! - krzyknąłem. - Nie podchodź...! - powiedziała szybko. Stałem ciągle w jednym miejscu. - Co cię napadło? - wyrzuciła jednym tchem, a ja czułem się naprawdę jak damski bokser - Jake! - Allice... - powtórzyłem - Przepraszam! Podszedłem do niej i popatrzyłem jej prosto w oczy. Były normalne. - Co to było, Allice? - Co? - Twoje oczy! Nie było ich! - Co ty wygadujesz? Jake, przerażasz mnie! - Ale... - nie mogłem znaleźć nic na swoje usprawiedliwienie - Chyba masz rację, trochę dzisiaj wypiłem i.... Chyba pójdę sie położyć.

Poczułem, że Allice kładzie się przy mnie dopiero gdy dochodzila jedenasta. Odwróciłem się i objąłem ją w pasie. Pachcniałą kremem malinowym, tego zapachu nie zapomnę. Za każdym razem, gdy czuję maliny, przypomina mi się tamta scena. Zauważyłem, że jej tu nie ma, że ściskam tylko kołdrę. A przecież mógłbym przysiąść, że tu była, jeszcze czułem jej delikatna skórę, w powietrzu wciąż unosił się malinowy zapach. Przestraszyłem się - to nie jest odpowiednie słowo. Wstałem z łóżka zdziwiony, zdezorientowany. Wybiegłem na korytarz i wtedy usłyszałem szum wody. Allice jest w łazience, pomyślałem. Co się dzieje? Przecież była w sypialni! Zapukałem do drzwi. - Zaraz wyjdę, Jake - odezwał się jej spokojny głos. Co się dzieje? To niemożliwe! Jednak postanowiłem się uspokoić i wróciłem do sypialni. Mam zbyt dużą wyobraźnię. Wcale nie było jej wtedy w łóżku. Może wtedy spałem i to był sen? Zaświeciłem lampkę, położyłem się na łóżku i wziąłem z szafki nocnej książkę, którą zaraz odłożyłem. Nie mogłem wtedy czytać. Wciąż przed oczami miałem obraz Alice, wtedy, w kuchni. Obraz, który powtarza się w moich snach aż do teraz. Ale to nie są zwykłe koszmary senne. To prawdziwe horrory, coś, co naprawdę zobaczyłem.

Allice weszła do sypialni po kilkunastu minutach, gdy już powoli zapadałem w drzemkę. Świeża, pachnąca kremem malinowym i…

— koniec bezpłatnego podglądu —

Udostępnij

Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.

Komentarze czytelników

Aby komentować, zaloguj się.

Wczytywanie komentarzy…

Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.

Czytelnicy tej publikacji

Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.

Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.

Jak liczymy?

Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.

Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.

Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.

Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.

Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.

Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.

Zobacz pulę Popularnych