Okulary
Cyber punk to nie zawsze hi-tech, neuronowe wszczepy i inne tego typu zabawki
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
MR
Głęboką ciszę wewnętrznej części sypialni przeniknął niski wibrujący dźwięk. Niby obojętny i niezbyt głośny ale jednak na tyle irytujący że zmuszał do otwarcia oczu. Wiec otworzył oczy. Jak co dzień rano zobaczył blisko twarzy spód pokrywy zamykającej sypialnie. Westchnął. Dopóki nie otworzy się oczu, można drzemać w przeświadczeniu rozległości pomieszczenia. Ale niestety pierwszy przebłysk światła na siatkówce unaocznia jak bardzo ciasne jest to miejsce. Westchnął znowu, kilka razy przeciągnął się i założył okulary. Wyregulował, dopasował słuchawki i włączył. Przed oczami zamigotały ikonki logowania, krótki pasek postępu a chwile później pełny system. Nie wstając rzucił okiem na wiadomości. Wszędzie tak samo jak było. Produkt narodowy brutto wzrósł (rząd), spadł (opozycja). Nowo otwarta wystawa okazałą się artystycznym wydarzeniem roku (organizator) , jest totalną porażką estetyczną (twórcy niezależni). Okulary powinno się zdelegalizować (eksperci), ulepszyć (inni eksperci). Terroryści wysadzili kolejny pociąg (wiadomości oficjalne) , bojownicy o wolność walczą z systemem (wiadomość od terrorystów). I tak dalej. Mrugnięciem zrzucił panel wiadomości do ikony czuwania i pociągnął za dźwignię otwierającą pokrywę. Ogarnął go powiew chłodniejszego, ale jednocześnie dużo świeższego powietrza. Wydźwignął się z sypialni. Rozejrzał. Pokój od wczoraj też się nic nie zmienił. Pstrokaty na ścianach, niewielki w swej objętości i nie ma co ukrywać - dość skromnie urządzony. Pensja urzędnika unijnego niższego szczebla to nie jest coś co pozwala na stylowe życie. Tym bardziej że realne przedmioty z każdym dniem coraz droższe. Toaleta jak co rano, krótka. Śniadanie też krótkie. Gotowa paczka podgrzana w mikrofali, kawa rozpuszczalna, mleko rozpuszczalne i słodzik zamiast cukru. Mdłe to wszystko jakieś i bez smaku. Tym razem bardziej sapnął niż westchnął. Do dupy to wszystko. Posiedział jeszcze chwile przy stole. W końcu zebrał się w sobie i poszedł do pracy. Droga ta sama co od kilku lat. Ulica, przejście, ulica. Minąć galerię, dwa licencjonowane zakłady okulistyczne, potem deptak jak zwykle o tej porze zatłoczony. Gdyby nie tłok na chodniku, to wszystko by nawet wyglądało ładnie. Okolica zadbana, sporo zieleni, kilka budynków z nową oryginalną fasadą. No i praktycznie brak miksowanych reklam. Czyli to lepsza dzielnica bo tylko w takich ogranicza reklamy do minimum. Do pracy miał niedaleko. Ot dwadzieścia minuta spaceru. Kontrolę AT przy wejściu do budynku przy wejściu przeszedł mimowolnie. Skaner, bramka, skaner. Dwa słowa ze strażniczką. Ładna dziewczyna- pomyślał mimochodem. Warto byłoby się zakręcić. Długie kasztanowe włosy, szare oczy, niezła figura. Widać że trenowana. Takie to cuda potrafią wykręcić w łóżku. Ciekawe ile ma makijażu.-kolejna mimowolna myśl. Ale przecież o to nie spytam. Strzał w pysk gwarantowany. Nic to, do windy i na dwudzieste piętro. W biurze sporo zmieniło się przez noc. Szefostwo widać cierpiało na nadmiar energii twórczej. Nowy kolor na ścianach, kilka egzotycznych roślin więcej. Zmieniony układ boksów. W sumie przyjemna odmiana. Przechodząc obok zielonych łodyg mimowolnie przyjrzał się doniczkom. Mikroskopijne oznaczenie MR 50. No cóż, można się było spodziewać. Ale że aż pięćdziesiąt? Widać ceny całkowicie realnej zieleni znów poszły w górę. Wzruszył ramionami; nie przejmuj się tym czego zmienić nie możesz. Do przerwy zrobił co ważniejsze papiery. Masa wniosków o zwiększenie limitu mocy na przyłączach. Większość z nich załatwiona odmownie. Z pustego i Salomon nie naleje. Szefostwo ustaliło sztywne limity na początku miesiąca. Dam więcej teraz, to na końcówkę mi zabraknie. A to nie wygląda dobrze w dokumentach. Dobry gospodarz umiejętnie rozdziela przez cały miesiąc. Trzeba o to dbać. Bo na koniec miesiąca do góry pójdzie pismo kto najbardziej zbliżył się do rozkładu normalnego wydawanych decyzji. Przerwa była przyjemna. Zdybał w pokoju kawowym tą laseczkę co pracuje w przy wstępnej selekcji wniosków. Laura czy Lora. Jakoś tak. Biuściasta, szatynka. Raczej nieskomplikowana umysłowo. Wstrzymał oddech i mrugnięciem przywołał lewy soft. Laura stanęła przed nim całkiem naga. Miodzio. Warto było zapłacić. Komp w goglach robił ekstrapolacje sylwetki i odfiltrowywał ubranie. Program nie był do końca perfekcyjny. Ale dawał niezły wgląd. Taki soft był lewy, do granic możliwości, a za użycie w pracy można było wylecieć. Ale, co tam wszyscy to robią. Kiedyś słyszał nawet plotki ze niektórzy przychodzą do roboty nadzy, mając na sobie tylko miksowane ciuchy. Trochę pogadał, trochę się popuszył i koniec końców umówili się na wieczór. Po udanych łowach wrócił do boksu. Znów kilka godzin przy papierach. Nie za szybko. Swoim tempem. Byle do obiadu. Posiłek w kantynie, tak samo beznadziejny jak śniadanie. Gotowa paczka z mikrofali. Syntetyczna kawa, i prawie syntetyczne owoce. Znów robota. Późnym popołudniem koniec. Fajrant. Ostatni gwizdek. Można to nazwać jak się chce. Ważne że dzień minął, a wieczór zapowiada się przyjemniej. Droga do domu zajęła mu sporo więcej niż poranny spacer. Mając na uwadze wieczór, musiał się odpowiednio zaopatrzyć. Szaleństw nie było, bo i jak z urzędniczej pensji. Ale, syntetyczny szampan, butelka czegoś mocniejszego, jakieś zakąski. Ot tyle żeby nie wyjść na biedaka. Wieczór był wyjątkowo udany. Laurze, bo jednak tak się nazywała, nie było trzeba dużo. Trochę szampana, kilka gładkich słówek i wylądowali w sypialni. Proste, porządne zaspokojenie i sen.
Głęboką ciszę wewnętrznej części sypialni przeniknął niski wibrujący dźwięk. Nie otwierając oczu wcisnął taster budzika. Dźwięk ucichł. Z zamkniętymi oczami przeciągnął się tak mocno, że nogi wysunęły się poza obrys leża. Laura, zgodnie z wymogami etykiety wybyła kiedy spał. Słysząc przez sen domykające się za nią drzwi, odruchowo zdjął okulary ale nie domknął wieka sypialni. Jeszcze chwile podelektował się spokojnym rozluźnieniem po czym założył okulary i usiadł. Odliczył powoli do pięciu po czym otworzył oczy. Zobaczył szaro bury pokój z wyraźnie zniszczonymi ścianami. Umeblowanie które wczoraj wyglądało na skromne lecz gustowne, dziś wyglądało żałośnie. Potrząsnął głową, ale widok nie uległ zmianie. Wymacał na okularach guzik aktywatora i kilkakrotnie go wcisnął. Żadnej zmiany. Pokój nadal wyglądał na ruderę, a system okularów nadal nie startował. Ściągnął okulary i zaczął je oglądać. Na oko wszystko w porządku. Wszystko całe, pokrywki na swoim miejscu. Wyciągnął baterię. Wskaźnik naładowania pokazywał jeszcze ponad połowę. Czyli posypała się elektronika. Zamarł. Nowe gogle to spory wydatek. Zbyt spory jak na jego możliwości teraz. A bez gogli? W domu by jakoś wytrzymał ale w robocie? Cholera, rasował się miksowaniem odkąd pamiętał. Bez okularów nawet ciężko by się było ogolić. Zastanowił się nad tym chwile dłużej. - Cholera - zaklął głośno. Przecież nie mam nawet lustra. W łazience jest webcam wysyłający obraz do zmiksowania w okularach. Zaklął jeszcze raz. Dosadniej. Puścił długą wiąchę. Nie pomogło, nastrój nadal miał desperacki. Nawet jeśli doprowadzi się do porządku, to w pracy nie ma się co pokazywać. Bez podmiksowania będzie wyglądał beznadziejnie. Zadzwonił do roboty. Wziął wolne. Kadrowej ściemnił coś o złym samopoczuciu. Ogolił się jak umiał. Ubrał najporządniej jak potrafił. W końcu jakoś się trzeba na ulicy pokazać. Koło południa zebrał się w sobie i poszedł do nielicencjonowanego optyka. Przejście przez miasto to był istny koszmar. Liczył na mniejszy ruch bo większość powinna być w pracy. Ale na ulicy i tak było dość tłoczno. Szybko zauważył że przechodnie odwracając głowę kiedy obok niego przechodzą. Cóż, ich gogle od razu podświetlały go jako gołego. A wiadomo goły patrzy gołym okiem. A gołym okiem widać to co nie wymiksowane. A nikt nie ma ochoty pokazywać się od tej gorszej strony. Wizyta u okulisty była średnio owocna. W goglach padł wyświetlacz a to najdroższa część. Soft, napędy i nadajnik w porządku. Jedyny plus wizyty był taki, że okulista zdjął zabezpieczenia i aktywował system. Mógł miksować siebie, ale nie odbierał zmiksowanego obrazu. Do tego cena usługi była niemała. Końcówka miesiąca zapowiadała się bardzo skromnie.
Ciszę sypialni zburzył brzęczący dźwięk budzika. Wyłączył go i wstał. Przeciągania snu, czy jakiekolwiek inne zabiegi opóźniające nie miały sensu. Trzeba iść do pracy. Pierwszy dzień od wielu lat kiedy miał pracować w prawdziwej rzeczywistości. Śniadanie było jeszcze bardziej paskudne niż zwykle. Do braku smaku dochodził brak wyglądu.
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń z ostatnich 30 dni. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Do puli kwalifikuje się tekst z co najmniej 20 czytelnikami. Raz na godzinę wybieramy 30 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil marcelS
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…