"Ona"
zbiór sytuacji z życia mojegoi moich przyjaciół, oparte na faktach, z domieszką nieralanosci;) pouczająca?
Pokaż fragmentZwiń fragment
Pierwsze 50%
Jak zwykle wieczorem, choć monotonność samotnie spędzonych wieczorów od dawna ją już przytłaczała, siedziała w swoim małym, odizolowanym od pozostałych pomieszczeń dość dużego domu, pokoju, w którym zawsze panuje mrok, gdzie nawet wpadające wraz z nastaniem każdego świtu nikłe wiązki wesołego światła przedostającego się z trudem przez brudne, oplecione siecią pajęczyn, szyby, nie rozjaśniają wszystkich jego zakątków. Na ścianach, których ostatni z nałożonych zwykłym pędzlem tak zwanych „malarzy ściennych” kolor, można by chyba nazwać mianem groszkowego wisiały liczne plakaty gotyckich zespołów oraz jakiś mało znanych (bo takie ceniła najbardziej), punkowych kapel. Nie można pominąć opisu precyzyjnie malowanych przez nią na jeszcze wciąż wolnej powierzchni ścian istnych arcydzieł , przedstawiających najwyborniejsze demony, czachy i inne, bliżej nie określone kształty, mające co nieco wspólnego z człowiekiem. Z powyższego opisu wywnioskować można, iż był to niewątpliwie tajemniczy pokój, którego ozdoby (o których dużo by jeszcze pisać) i malowidła przykułyby na dłuższą chwilę uwagę nawet zwyczajnych podobnych widoków ludzi. Ale ona już od dawna nie zwracała na to wszystko uwagi, ponieważ chłonęła „jak gąbka” coraz to nowe problemy, o których nieustannie myślała, podczas gdy była sama, co zdarzało jej się ostatnio nad wyraz często. Rozpatrywała wtedy cechy swojego charakteru, pisała pamiętnik, w którym roiło się od wulgaryzmów, bo chociaż miała bogaty zasób słownictwa, czasami potrzebowała użycia prostego, „nielotnego” języka. Właśnie przed chwilą zastanawiała się, dlaczego jest inna od jej „plastikowych” koleżanek, dlaczego nie ma tak mało problematycznego podejścia jak one, czy kiedyś w pełni zaakceptuje swoją kobiecość... Później nasunęły się inne pytania, na które - miała świadomość musi sama znaleźć odpowiedź, znowu sama... Otóż interesowała ją religia, ale nie w ten sposób, że przyjmowała bezkrytyczne wszystkie kanony chrześcijaństwa. Wprost podniecały ja jej wszelkie niejasności, o których nie mówi się na lekcjach religii. Gdy zdarzyło jej się zajść do kościoła, to tylko po to, by pośmiać się po cichu z ludzi, którzy oszukują siebie i innych, przybierając różne pozy przed boskim ołtarzem, po to, by później opuścić świątynię i dalej toczyć swoje beznadziejne życie, pełne kłamstw i zdrady. Tak, zdrady, której to obawiała się najbardziej, bo choć nie potrafiła bezpośrednio okazać swoich uczuć, czekała na tego, który je rozszyfruje i nigdy nie zawiedzie. Tymczasem potencjalni kandydaci bardzo szybko się zniechęcali, a później, gdy wieść o jej dziwactwach się rozniosła (jak to w małym miasteczku), zaczęli się obawiać nawet krótkotrwałego z nią związku, a co dopiero związania na resztę życia. Miała kilku kolegów, którzy traktowali ją jak partnera do wieczornych „wypraw” do parku z butelką wina (niejedną!). Nie przepadała za tymi spotkaniami, bo choć zatapiali smutki w tanim alkoholu, zapominając na chwilę o tym, co ich boli, to gdy budzili się sobotnim rankiem (bo pili zazwyczaj w piątki) dygocąc z zimna, już przyjemnie im nie było. Może trudno sobie wyobrazić taki „bankiet” w każdy piątkowy wieczór, bez względu na towarzyszącą aurę, co nie zmienia faktu, że tak było, niestety. Bardziej przykrą rzeczą od porannego chłodu, był dla niej jedynie fakt, że gdy rano dochodzili do siebie, każdy, bez „ułamka” miłego słowa rozchodził się w swoją stronę. Chodziła jednak tam co piątek, sama nie wiedziała dlaczego. Może weszło jej to w nawyk? Następnie przypomniał się dzień, kiedy to zadzwonił jej jedyny przyjaciel, który zawsze potrafił wysłuchać. Gdy usłyszała go w słuchawce, serce podeszło jej do gardła! Czekała na jego telefon, tak długo nie dzwonił. Ale to nie miała być przyjemna rozmowa. Jego głos drżał, gdy zaczął przepraszać, że czasami jej nie rozumiał, że nie mówił jej wszystkiego (wiedziała, że ma kłopoty z rodzicami, ale nigdy nie zdradził jej szczegółów, aż do tamtego momentu). Później już tylko płakał, ale nie potrafiła go pocieszyć z tej prostej przyczyny, że po prostu nie umiała, ale wini się za tą swoją niemoc do dziś. Na koniec tej rozmowy usłyszała głośny huk - strzał z pistoletu, a później już tylko nieprzeniknioną ciszę. Popełnił samobójstwo. Wspominając ten dzień, zawsze płakała. Była przekonana, że po części przyczyniła się do jego śmierci. Hubertus, bo tak na niego mówiła, był starszy od niej dwa lata. Spotkali się podczas koncertu Siekiery, gdzieś na Śląsku. Mieszkał w Zakopanem, ale urodził się w Danii. Ojczystym językiem władał prawie tak świetnie jak polskim, choć z Danii wyjechał w wieku pięciu lat. Gdy tylko mieli warunki, żeby się spotkać, wsiadali w pociąg i już byli razem. Łączyła ich prawdziwa przyjaźń, choć niektórzy nie wierzą w przyjaźń miedzy mężczyzną, a kobietą. Znała go tak jak nikt inny, chociaż nie znała go prawie w ogóle. Był bardzo skrytym chłopakiem, z problemami większymi niż jej. Jego rodzice się rozwiedli, matka była alkoholiczką, więc to on musiał się nią zajmować, nie ona nim. Mieli układ: on robi co chce, ona też i nie wtrącają się w swoje życie. Ona dotrzymywała umowy, on nie potrafił. Zarabiał pieniądze różnymi sposobami: roznosił ulotki, pracował w jakimś fast foodzie. Nie miał prawie w ogóle przyjaciół. Niedawno zerwała z nim dziewczyna. Może źle powiedziane, że niedawno. Już pół roku minęło odkąd popełnił to przeklęte samobójstwo. Pierwszy miesiąc od zerwania jakoś się trzymał, z pomocą mojej bohaterki. Później zaczęła się szkoła. Nie umiał pogodzić pracy z nauką. I to było jednym z powodów załamania. Powodów było więcej: kłótnie rodziców, gdy ojciec przyjeżdżał w odwiedziny o wysokość alimentów, których Hubertus nigdy nie widział i wiele innych. Dzięki niemu, jego sytuacji, wiedziała, że nie ma w życiu najgorzej. To on, nikt inny, trzymał ją na tym świecie. Mija już pół roku, a jego nie ma, ona nadal żyje, jeśli można to nazwać życiem. Gdy nieco ochłonęła, postanowiła, że spróbuje się pouczyć. Nauka była dla niej darem od losu, który to pozwoli w przyszłości wyrwać się z mieściny na kształt…
— koniec bezpłatnego podglądu —
Zaloguj się lub załóż konto, aby czytać pełne teksty, zapisywać i oceniać.
Znalazłeś problem w tym tekście? Zaloguj się, aby zgłosić tekst.
Czytelnicy tej publikacji
Zbieramy dane o lekturze. Publiczne statystyki pojawią się po osiągnięciu 20 czytelników pełnego tekstu.
Ostatnie 30 dni, z dzisiejszą aktywnością. Aktualizacja raz na godzinę. Liczby są zaokrąglone. Pomiar od 2026-09-12.
Jak liczymy?
Popularność łączy liczbę czytelników pełnej treści, średni postęp i odsetek ukończeń. Same kliknięcia nie dodają punktów.
Wynik = √liczby czytelników × (0,20 + 0,30 × średni postęp + 0,50 × odsetek ukończeń). Postęp i odsetek we wzorze mają wartości od 0 do 1.
Pulę Popularnych liczymy od uruchomienia nowej wersji serwisu (27 września 2026). Kwalifikuje się tekst z co najmniej 2 czytelnikami pełnej treści. Raz na godzinę wybieramy 100 najwyższych wyników. Strona główna losuje z tej puli do ośmiu publikacji. Starszy tekst również może się zakwalifikować.
Ukończenie oznacza szacowaną lekturę przynajmniej 90% treści, dotarcie do zakończenia i odpowiedni czas. Szybkie przewinięcie, ukryta karta, własne odczyty autora i powtórzenia nie zwiększają wyniku. Postęp łączymy między wizytami. Koniec bezpłatnego fragmentu liczymy oddzielnie.
Pomiar jest szacunkiem i obejmuje działający czytnik w przeglądarce. Liczby czytelników dotyczą kont; wizyty gości są osobną statystyką. Dane o lekturze zbieramy od wdrożenia nowego pomiaru. Dawne odsłony pozostają archiwalnym licznikiem.
Chronimy małe próby i zaokrąglamy liczby do piątek oraz odsetki do pięciu punktów procentowych. „—” oznacza brak wystarczających danych. Nie ujawniamy zachowań poszczególnych osób.
Komentarze czytelników
Profil Oscuridad
Aby komentować, zaloguj się.
Wczytywanie komentarzy…